| chwila | data: 27.12.2012, godz: 13:32 |
takie podumowanie na koniec roku... sporo tu jest ludzi z jak to nazwać "skazami" typu nerwica, depresja...no a to jak wiadomo nie jest równowaga i takie osoby
czasem czy zawsze mogą mieć problem, żeby w sposób rozważny i obiektywny odbierać pewne rzeczy, pewne słowa, więcej biorą do siebie, stąd może czasem na tej stronie różne zawirowania...oby w przyszłym roku było lepiej i tym osobom również
(23930)| chwila | data: 27.12.2012, godz: 13:21 |
Arn
nie popadajmy w paranoje...Lucyferek to nie to samo co koteczek, misiaczek etc. nie to odniesienie, a nawet jakby go tak nazwać to co...myślę, że to by go bardziej złościoło nawet, chociaz przeciez nikt tego nie zrobi...potoczna mowa jest taka ze zdrobnieniami, mówi się diabełek, w sztuce sa takie określenia
"Protokół z obrad jury konkursu plastycznego na małą formę rzeźbiarską
pt. „Aniołki i Diabełki”
organizowanego przez Grupę Artystyczną Konar"
(23929)
Pokusy sa jak mydlo; wydaje sie, ze brudzi ono zamydlona odiez, a w rzeczywistosci ja czysci. Sw.Franciszek Salezy
(23928)| smutna, lat 25 | data: 27.12.2012, godz: 09:42 |
Musialam komus się wyzalić...
Na dodatek wczoraj mama oznajmiła mojej rodzinie że będę mieszkać z chlopakiem żeby się lepiej poznać bo teraz tak robią... mnie poprostu zatkało nie wiedzialam co powiedziec....ja nawet nie mam takiego zamiaru nawet o tym nie myślałam bo wiem że to złe... (23927)| Magda, lat 27, e-mail: 4331@wp.pl | data: 27.12.2012, godz: 01:49 |
Witajcie !
Ja jestem Magda lat 27. Poszukuje a tym portalu chłopaka . Który jest dobry, zaradany, normalny i umiejący kochać. Jeśli chodzi o wygląd to najważniejsze jest to żebym się go nie przestraszyła bo liczy się to co ma w sercu. Miejsce zamieszkania jego to Warszawa albo jej okolice. Bo ja mieszkam w Otwocku więc
będę miała do niego blisko. Więc jeżeli jest tu taki chłopak to czekam na maila od niego albo na wiadomość na GG 8488185. Napisz do mnie zobaczymy co z tego będzię. (23926)| Artii | data: 26.12.2012, godz: 21:22 |
Dziekuje Smutna ze wyrazilas siebie. (23925)| kamil/pomorskie, lat 26, e-mail: kamil15k@wp.pl | data: 26.12.2012, godz: 19:57 |
Szukam dziewczyny z którą mógłbym spędzić sylwestra :) (23924)| smutna, lat 25 | data: 26.12.2012, godz: 17:09 |
Święta to piękny czas... czas radosci czas pokoju... nienawidze świat ale pod względem wiary religi to kocham te święta kolędy szopka to coś pieknego, nienawidzę pod względem atmosfery sztucznych min sztucznej atmosfery w święta zawsze czuje się samotnie i wolę się spędzić w swoim pokoju...ten uśmiech mamy rozwala przez cały rok na mnie krzyczy krytykuje nigdy mnie nie wspierala nie chwaliła nie kochała, nigdy jej nie było kiedy jej potrzebowałam, nigdy jej nie było jak grałam w przedstawieniu czy śpiewałam w chórze nigdy, z ze łzami w oczach patrzyłam jak rodzice koleżanek i kolegów przychodzili na koncert czy przedstawienie moich nigdy nie było zawsze krytykowali nigdy nie nauczyli kochac nigdy a teraz jak gdyby nigdy nic mamy siedzieć przy jednym stole i łamać się opłatkiem....siedzieć z nia dla ktorej alkochol jest ważniejszy niz dzieci czy Bóg przedwczoraj była Wigilia myślałam że chociaż w ten jeden dzień sobie odmówi ale niestety wolała alkochol niz pasterkę... (23923)| aldona, lat 33, e-mail: adona25@wp.pl | data: 26.12.2012, godz: 15:13 |
Panie Boże,
nie chcę abyś pomyślał, że mam Ci coś za złe, że Cię o coś obwiniam, ale moje życie jest bardzo cięzkie, ludzie, którymi się otaczam są bardzo trudni w obcowaniu.Nie umiem z nimi rozmawiać, nie umiem obok nich żyć.Czasami myślę, że najlepiej byłoby mi w kosmosie, a tak muszę się z nimi użerać, a oni ze mną.Mam ich serdecznie dość, pewnie nie mniej niż oni mnie.Powiedz Chryste, jak z nimi postępować?Ciągłe sprzeczki, docinki i zaślepione oczy i serce i umysł, bo brak poczucia, że coś idzie niewłaściwą drogą.Jezu , mój Boże jak mam postępować?Może zabierz mnie już do Siebie, bo tęsknie za spokojem, rzyczliwoscią i miłością.Tutaj od nikogo tego nie odstanę a i czuje , że moje przejawy dobroci są niewidoczne.Choćby nie wiem co dobrego zrobić, zawsze to na nic.Jezu, weż mnie do Siebie.Tak, szukam ucieczki, przyznaję to przed tobą szukam ucieczki.Ogarnia mnie bezsilność, ogarnia mnie beznadziejność.Nie jest mi łatwo i Tylko Ty jeden możesz to zrozumieć, bo Tobie też nigdy nie było łatwo...W to Twoje Najświętsze Narodzenie, bliżej jestem raczej Ogrójca i nie wiem jak będzie dalej.Chryste, jak dam sobie radę z życiem?Co za przyszłość mnie czeka?Gdybyś wiedział jak się boję.Nie tylko życia, ale i uczuć, które we mnie tkwią jak rana niegojąca się.J moje pragnienia wcale nie święte... (23922)
Nie wiem ale tak się nieraz zdarza u teologów ;) Zatem czytaj nawet jeśli to "tylko" literatura i czyń dobro. Ciekawe zdanie wypowiedział po koniec lat 40-tych Pius XII «Opublikujcie to dzieło takie jakie jest. Nie ma potrzeby wydawać opinii o jego pochodzeniu. Kto przeczyta, ten zrozumie...» (23921)| aldona, lat 33 | data: 26.12.2012, godz: 13:15 |
Do Tomka
Tomku, o co chodzi z Marią Valtorte? Dlaczego Ojciec Święty jest negatywnie nastawiony?Pzecież to samo dobro.....O co więc chodzi? (23920)
Podaje link do Poematu Boga-Człowieka niech każdy sam oceni:
http://www.objawienia.pl/valtorta/spis-val.html
A na dziś jeszcze: MĘCZEŃSTWO SZCZEPANA
Sala Sanhedrynu. Jej wygląd nie różni się od tego, jaki miała w nocy z czwartku na piątek, podczas procesu Jezusa. Przebywają tam te same osoby. Najwyższy Kapłan i inni siedzą na swoich miejscach. W środku, na pustej przestrzeni przed Arcykapłanem – tam, gdzie stał Jezus w czasie procesu – stoi teraz Szczepan. Chyba już coś mówił. Musiał już wyznać wiarę i dał świadectwo o prawdziwej naturze Chrystusa i Jego Kościoła, gdyż wzburzenie doszło do szczytu. Gwałtownością zupełnie przypomina zgiełk, jaki powstał przeciwko Jezusowi podczas straszliwej nocy zdrady i bogobójstwa.
Uderzenia pięścią, przekleństwa i straszliwe zniewagi spadają na diakona Szczepana. Gdy go okrutnie szarpią we wszystkie strony, chwieje się i słania pod brutalnymi ciosami. Zachowuje jednak spokój i godność, a nawet jeszcze coś więcej: jest nie tylko pełen godności i spokoju, lecz – niemal w ekstazie, szczęśliwy. Nie troszcząc się o spływające po twarzy plwociny ani o krew, która płynie z brutalnie uderzonego nosa, podnosi w pewnym momencie uduchowione oblicze. Jasne, uśmiechnięte spojrzenie utkwione jest w coś, co tylko on widzi. Potem podnosi ramiona i rozkłada je jak na krzyżu. Trzyma je w górze, jakby chciał objąć to, co widzi. Następnie upada na kolana i woła:
«Oto widzę otwarte Niebiosa i Syna Człowieczego, Jezusa, Chrystusa Bożego, któregoście zabili, siedzącego po prawicy Boga!»
Teraz wzburzenie pozbawia ich reszty zachowania ludzkiego i zgodnego z prawem. Z gwałtownością sfory wilków, szakali i wściekłych zwierząt wszyscy rzucają się na diakona. Gryzą go, depczą, podnoszą za włosy, ponownie ciskają nim o ziemię, o sprzęty. Są rozwścieczeni również na siebie nawzajem, gdyż w ścisku jedni usiłują wywlec męczennika na zewnątrz, drudzy zaś ciągną go w inną stronę, żeby go bić i dalej kopać. Wśród tych najbardziej rozwścieczonych znajduje się niski i brzydki młodzieniec, którego nazywają Szawłem. Trudno opisać, jakie okrucieństwo wyraża jego twarz.
W kącie sali stoi Gamaliel. Nie wziął ani razu udziału w bójce, nie wypowiedział żadnego słowa ani do Szczepana, ani do nikogo z możnych. Jego odraza do tego okrutnego i niesprawiedliwego postępowania jest widoczna. W innym kącie siedzi Nikodem. On także odczuwa wstręt. Nie bierze udziału ani w procesie, ani w bójce. Patrzy na Gamaliela, którego twarz wyraża więcej niż jakiekolwiek słowo. Gdy po raz trzeci podnoszą Szczepana za włosy, Gamaliel owija się dużym płaszczem i podchodzi do wyjścia położonego naprzeciw tego, ku któremu wloką diakona.
Gest ten nie uchodzi uwagi Szawła, który krzyczy:
«Rabbi! Odchodzisz stąd?»
Gamaliel nie odpowiada. Szaweł – sądząc, że Gamaliel nie zrozumiał, iż pytanie odnosi się do niego – powtarza i precyzuje:
«Rabbi Gamalielu, czy się wyłączasz z procesu?»
Gamaliel odwraca się gwałtownie i ze spojrzeniem strasznym, wyrażającym ogromną odrazę, wyniosłym i lodowatym, odpowiada krótko: «Tak.»
To „tak” jest bardziej wymowne niż długie przemówienie. Szaweł rozumie wszystko, co mieści się w tym „tak”. Opuszcza więc okrutną sforę, dogania Gamaliela, zatrzymuje go i pyta:
«Nie chcesz mi chyba powiedzieć, o rabbi, że nie pochwalasz naszego potępienia?»
Gamaliel nie patrzy na niego i nie odpowiada. Szaweł przynagla:
«Ten człowiek jest podwójnym winowajcą, bo – chociaż był wcześniej twoim uczniem – zaparł się Prawa i poszedł za tym Samarytaninem opętanym przez Belzebuba!»
Gamaliel nadal milczy i nie patrzy na niego. Wtedy Szaweł pyta:
«Czyżbyś i ty był zwolennikiem tego złoczyńcy, zwanego Jezusem?»
Teraz Gamaliel reaguje i mówi: «Jeszcze nim nie jestem. Lecz jeśli On był Tym, za kogo się uważał – a zaiste wiele rzeczy dowodzi, że Nim był – to proszę Boga, żeby nim zostać.»
«Zgroza!» – krzyczy Szaweł.
«Żadna zgroza. Każdy ma rozum po to, by się nim posługiwać, i wolną wolę, by się do niego stosować. Niechże więc każdy posługuje się nim w wolności, którą Bóg dał każdemu człowiekowi, i zgodnie ze światłem, które włożył do każdego serca. Sprawiedliwi zawsze będą używać – teraz czy potem – tych dwóch darów Bożych dla Dobra, a źli dla Zła.»
Odchodzi, kierując się ku dziedzińcowi, na którym stoi skarbona. Opiera się tam o tę samą kolumnę, przy której Jezus mówił o ubogiej wdowie, gdyż dała do skarbca Świątyni wszystko, co posiadała: dwa pieniążki. Gamaliel pozostaje tam przez chwilę. Szaweł znowu podchodzi i staje przed nim.
Różnią się od siebie zdecydowanie. Gamaliel – wysoki, o szlachetnej postawie, pięknych rysach, wybitnie semickich, ma wysokie czoło, oczy czarne, inteligentne i przenikliwe, głęboko osadzone pod prostymi i gęstymi brwiami. Nos – prosty, długi, delikatny – przypomina trochę nos Jezusa. Także kolor skóry i delikatne wargi przypominają Chrystusa. Tylko wąsy i broda Gamaliela, niegdyś czarne, teraz bardzo posiwiały i są dłuższe.
Szaweł natomiast jest niski, krępy, jakby dotknięty krzywicą. Ma krótkie i mocne nogi, wygięte trochę w kolanach. Widać to dobrze, bo zdjął płaszcz i ma na sobie tylko szarawą szatę, niedługą jak tunika. Ma krótkie ramiona, tak samo muskularne jak nogi. Na tęgim i krótkim karku widać dużą brunatną głowę, o włosach niedługich i sztywnych. Uszy ma nieco odstające, nos płaski, wypukłe czoło, wyraziste kości policzkowe, oczy ciemne, raczej wypukłe, pozbawione łagodności i spokoju, ale bardzo inteligentne. Osadzone są pod bardzo łukowatymi, gęstymi i zrośniętymi brwiami. Policzki porasta broda gęsta i krótko ścięta, szczeciniasta jak włosy. Wydaje się trochę garbaty – może z powodu dość krótkiego karku albo silnie rozwiniętych barków.
Milczy przez chwilę, patrząc na Gamaliela. Potem mówi do niego coś po cichu. Gamaliel odpowiada bardzo wyraźnie i głośno:
«Nie godzę się na przemoc. Z żadnego powodu. Nie otrzymasz ode mnie nigdy przyzwolenia na zamierzoną przemoc. Powiedziałem to nawet publicznie całemu Sanhedrynowi, kiedy po raz drugi ujęto Piotra oraz innych apostołów i przyprowadzono ich przed Sanhedryn, żeby ich sądzić. Jeszcze raz powtarzam to samo: „Jeśli to jest wymysł i dzieło ludzi, samo zginie, a jeśli jest od Boga, ludzie go nie zniszczą. Co więcej, ich samych może dotknąć Bóg. Nie zapominaj o tym”.»
«Ty, największy rabbi Izraela, popierasz tych bluźnierców, uczniów Nazarejczyka?» [– pyta Szaweł]
«Popieram sprawiedliwość. Ona zaś uczy, że należy być roztropnym i sprawiedliwym w sądach. Powtarzam ci to. Jeżeli ta sprawa pochodzi od Boga, ostoi się, jeśli nie – sama się rozpadnie. Nie chcę plamić sobie rąk krwią [człowieka], bo nie wiem, czy zasługuje na śmierć.»
«Ty to mówisz? Ty, faryzeusz i uczony? Nie boisz się Najwyższego?»
«Bardziej niż ty. Jednak zastanawiam się. Pamiętam. Byłeś dzieckiem, nie byłeś jeszcze synem Prawa, a ja już uczyłem w Świątyni z najmądrzejszym rabbim tamtych czasów… i z innymi, mądrymi, ale niesprawiedliwymi. Nasza mądrość otrzymała w tych murach pouczenie, które stało się materiałem do rozmyślania na całą resztę naszego życia. Umysł najmądrzejszego i najbardziej sprawiedliwego męża naszego czasu badał prawdy, usłyszane z ust pewnego Chłopca, który ujawnił się ludziom, a zwłaszcza sprawiedliwym. Oczy [Hillela] zamknęły się ze wspomnieniem tamtej godziny. Moje oczy nieustannie czuwały, a mój umysł wciąż rozważał, zestawiając różne wydarzenia i sprawy… Dostąpiłem przywileju usłyszenia Wszechmogącego, mówiącego przez usta Chłopca, który stał się mężem sprawiedliwym, mądrym, potężnym, świętym. Skazano Go na śmierć właśnie z powodu Jego przymiotów. Jego wypowiedziane wówczas słowa zostały potwierdzone wydarzeniami, które nastąpiły wiele lat później, w epoce przepowiedzianej przez Daniela… Nieszczęsny ja człowiek, bo nie zrozumiałem ich wcześniej! Oczekiwałem ostatniego straszliwego znaku, żeby uwierzyć, żeby zrozumieć! Nieszczęsny lud Izraela nie zrozumiał wówczas i nie rozumie nawet teraz! Proroctwo Daniela i proroctwa innych proroków oraz Słowo Boże trwają nadal i wypełniają się dla upartego, ślepego, głuchego i niesprawiedliwego Izraela, który wciąż prześladuje Mesjasza w Jego sługach!»
«Przekleństwo! Bluźnisz! Doprawdy, nie będzie już zbawienia dla ludu Bożego, jeśli rabbi Izraela bluźni i wypiera się Jahwe, Boga prawdziwego, a wywyższa fałszywego Mesjasza i wierzy w niego!»
«Nie ja bluźnię, ale ci wszyscy, którzy znieważyli Nazarejczyka i nadal Go lekceważą, gardząc Jego wiernymi. To ty bluźnisz, tak, gdyż nienawidzisz i Jego samego, i Jego zwolenników. Ale słusznie powiedziałeś, że nie ma już zbawienia dla Izraela. Jednak nie dlatego, że niektórzy Izraelici przechodzą do Jego Owczarni, ale dlatego, że Izrael skazał Go na śmierć!»
«Przejmujesz mnie grozą! Zdradzasz Prawo, Świątynię!» [– woła Szaweł.]
«Donieś więc na mnie Sanhedrynowi, ażebym podzielił los tego męża, którego mają ukamienować. To będzie wspaniałym początkiem i zapowiedzią twej [przyszłej] działalności. Ja zaś dzięki tej ofierze otrzymam przebaczenie tego, że nie poznałem i nie zrozumiałem Boga, Zbawiciela i Nauczyciela, który przechodził między nami, Jego synami i Jego ludem.»
Szaweł, w porywie gniewu, oddala się bez pożegnania. Wraca na dziedziniec pod salę Sanhedrynu. Rozjątrzony tłum wciąż wrze tam przeciw Szczepanowi. Szaweł zbliża się do znajdujących się już na dziedzińcu okrutnych prześladowców. Przyłącza się do tych, którzy czekają na niego. Wychodzi wraz z nimi poza obręb Świątyni, a potem – za miejskie mury.
Obelgi, szyderstwa i bicie nie ustają. Wyczerpanego, poranionego i upadającego diakona wloką na miejsce męczeństwa. Poza murami znajduje się teren nieuprawny, kamienisty i całkiem pusty. Po przybyciu tam kaci stają wokół postawionego pośrodku skazańca. Jego szaty są porozdzierane i zakrwawione w wielu miejscach od ran, które już mu zadano. Zanim się odsuną, zrywają z niego odzienie. Szczepan zostaje tylko w krótkiej szacie. Wszyscy zdejmują długie szaty. Pozostają w samych tylko tunikach, tak krótkich jak ta, jaką ma Szaweł. Powierzają mu zdjęte ubrania, żeby ich pilnował. Szaweł nie bierze udziału w kamienowaniu, bo albo jest pod wrażeniem słów Gamaliela, albo uważa, że nie potrafi celnie uderzać.
Kaci gromadzą wielkie kamienie i potłuczone krzemienie, których dużo jest w tym miejscu. Zaczynają kamienowanie. Szczepana dosięgają pierwsze uderzenia. Stoi z uśmiechem przebaczenia na poranionych ustach. Na chwilę przed rozpoczęciem kamienowania woła do Szawła, który zajmuje się zbieraniem szat katów:
«Przyjacielu mój, oczekuję cię na Chrystusowej drodze.»
Szaweł odpowiada na to: «Świnia! Opętaniec!»
Do przekleństw dołącza mocne kopnięcie diakona w golenie, który prawie upada z powodu popychania go i bólu. Po wielu ciosach zadanych kamieniami, które dosięgają go ze wszystkich stron, Szczepan osuwa się na kolana. Opiera się na zranionych rękach i – przypomniawszy sobie zapewne dawne wydarzenie – szepce, dotykając skroni i zranionego czoła:
«Tak jak mi przepowiedział!… Korona… rubiny… O mój Panie, mój Nauczycielu! Jezu, przyjmij ducha mego!»
Nowy grad uderzeń w już zranioną głowę sprawia, że całkowicie leży już ziemi, która nasiąka jego krwią. Osuwając się zupełnie pod gradem wciąż nowych kamieni, umiera, szepcąc:
«Panie… Ojcze… przebacz im… nie poczytaj im tego grzechu… Oni nie wiedzą, co…»
Śmierć urywa to zdanie na jego ustach. Pod wpływem ostatniego skurczu [męczennik] zwija się w kłębek i tak zastyga. Umarł.
Kaci podchodzą i rzucają na niego grad kamieni, grzebiąc go pod nimi. Potem ubierają się i odchodzą. Powracają z szatańską gorliwością do Świątyni, żeby donieść, czego dokonali.
Gdy rozmawiają z Najwyższym Kapłanem i innymi wielkimi, Szaweł udaje się na poszukiwanie Gamaliela… Nie znajduje go jednak. Rozpalony nienawiścią do chrześcijan wraca do kapłanów. Rozmawia z nimi i każe dać sobie pergamin z pieczęcią Świątyni, który upoważnia go do prześladowania chrześcijan. Krew Szczepana rozwścieczyła go jak czerwień byka lub szlachetne wino – alkoholika.
Już ma wyjść ze Świątyni, kiedy spostrzega Gamaliela pod Portykiem Pogan. Idzie w jego stronę. Może chce rozpocząć dyskusję albo usprawiedliwić się. Gamaliel przechodzi jednak przez dziedziniec, wchodzi do jednej z sal i zamyka drzwi przed Szawłem, który – obrażony i wściekły – wybiega ze Świątyni, żeby prześladować chrześcijan. (23919)| Kuba, lat 23 | data: 26.12.2012, godz: 11:56 |
@Tomku, Alicjo nie kłóćcie się o te szczegóły, czy były zwierzęta czy nie, ilu było pasterzy. Wizje wielu mistyków na temat życia Pana różnią sięi to zależy od środowiska w którym się wychowywali, od ich wrażliwości i wyobraźni. Ta sama Valtorta pisze, że Pan niósł cały krzyż a wszystkie badania naukowe choćby Całunu Turyńskiego a także źródła historyczne temu przeczą i można być prawie pewnym że niósł "tylko" patibulum czyli belkę poprzeczną co odczłowieka zmasakrowanego biczowaniem i tak wymagało nieludzkiego wysiłku. Nikt nie jest Bogiem i nie wie na pewno jak to się działo w Betlejem 2017 czy 2018 lat temu :) (23918)| Artii, lat 37 | data: 26.12.2012, godz: 11:55 |
WITAJCIE :) Jak sie Wam Swietuje? (23917)| wlodek | data: 26.12.2012, godz: 09:37 |
Napisałem kiedyś o P. X nie wytrzymałem.
ale wiem jedno ze tacy ludzie są potrzebni
"Bądź silny i odważny".
Są to różne rodzaje odwagi:
pierwszy rodzi się z egoizmu i pewności siebie, drugi z
lekkomyślności, która nie zdaje sobie sprawy z
trudności w danej sytuacji.
Lecz odwaga, jaką Pan wpaja i jaką powinni starać się posiąść wszyscy z
ducha, to taka odwaga, która chłodno i
spokojnie analizuje próby i trudności drogi oraz
pokornie zdając sobie sprawę z niedostatków w danym
względzie, podtrzymywana jest przez wiarę w Pana -
ufność w Boskie obietnice, które czynią ich zdolnymi
do tego, by byli mocni w Panu i w sile mocy Jego.
Po rozważeniu tych słów i ich przemyśleniu stwierdzam , że uniosłem się przepraszam.
(23916)
Zwróćcie uwagę: 12 pasterzy powitało Jezusa jak później 12 apostołów... (23915)
49. POKŁON PASTERZY
Później widzę rozległy wiejski [krajobraz]. Księżyc jest w zenicie i żegluje spokojnie po niebie usianym gwiazdami. Wyglądają one jak diamentowe szpilki, wbite w ogromny baldachim z ciemnoniebieskiego aksamitu. Pośrodku śmieje się swą bielusieńką twarzą księżyc. Rozlewa potoki mlecznego światła, bielącego ziemię. Ogołocone drzewa wydają się wyższe i ciemniejsze wśród tej bieli. Wynurzające się gdzieniegdzie murki wyglądają jak z mleka, a domek w oddali – jak blok karraryjskiego marmuru.
(…)
Na progu ukazuje się pasterz. Wznosi ręce do czoła, by przysłonić oczy, i patrzy w górę. Wydaje się czymś niemożliwym, żeby trzeba było zasłaniać oczy przed blaskiem księżyca. A jednak jego światłość jest tak intensywna, że oślepia – zwłaszcza tego, kto wychodzi z zamkniętego i ciemnego pomieszczenia. Wszędzie panuje cisza, lecz ta jasność zadziwia. Pasterz woła towarzyszy. Zjawiają się wszyscy przed wejściem. Jest ich wielu. To zarośnięci mężczyźni, w różnym wieku. Są wśród nich zarówno chłopcy, jak i starcy. Rozmawiają o tym dziwnym zjawisku. Najmłodsi boją się.
(..)
Starszy, (..) mówi: «Chodźmy sprawdzić. Zawołajcie resztę śpiących i weźcie kije. Może tam jest niebezpieczne zwierzę albo zbójcy…»
Wracają, wołają innych pasterzy. Wychodzą z pochodniami i grubymi kijami. Dochodzą do chłopca.
«Tam! Tam! – szepce mały z uśmiechem. – Nad tamtym drzewem… Zobaczcie, jakie światło się zbliża… Jakby schodziło po księżycowym promieniu. Zbliża się. Jakie piękne!»
«Ja widzę tylko nieco silniejszy blask.»
«Ja także.»
«Ja też» – mówią inni.
«Nie. Ja widzę jakby postać» – mówi inny pasterz. Rozpoznaję w nim tego, który dał Maryi mleko.
«To… to anioł! – krzyczy chłopiec. – Zobaczcie, jak zstępuje i zbliża się… Na ziemię! Na kolana przed Aniołem Pańskim!»
Ogólne “Och!..” – długie i pełne najwyższego szacunku rozlega się w grupie padających na twarz pasterzy. Im są starsi, tym bardziej zdają się przejęci świetlistym zjawiskiem. Młodsi klęczą przyglądając się aniołowi. On coraz bardziej się zbliża. Wreszcie nieruchomieje w powietrzu, ponad murem ogrodzenia. Pozostaje tak z rozwiniętymi wielkimi skrzydłami, jaśniejącymi perłową bielą w księżycowym blasku. Mówi:
«Nie lękajcie się. Nie zwiastuję nieszczęścia. Ogłaszam wam radosną nowinę dla ludu izraelskiego i dla wszystkich narodów ziemi.» – Anielski głos łączy się jak [brzmienie] harfy ze śpiewem słowików – «Dzisiaj, w mieście Dawida, narodził się Zbawiciel…».
Przy tych słowach anioł mocniej rozkłada skrzydła, poruszając nimi jakby w radosnym drżeniu. Wydaje się, że spada z nich deszcz złotych iskier, błyszczących jak klejnoty. To prawdziwa tęcza, która rysuje się tryumfalnym łukiem nad biedną zagrodą.
«…Zbawiciel, który jest Chrystusem.» – anioł lśni mocniejszym światłem. Skrzydła – teraz nieruchome i skierowane ku niebu – wydają się dwoma żaglami, które stoją nieruchomo na szafirowym morzu, niczym dwa płomienie ognia wznoszące się ku górze.
«…Chrystusem, Panem!» – anioł składa pełne blasku skrzydła. Zakrywa się nimi, jakby diamentowym płaszczem zarzuconym na swój perłowy strój. Pochyla się w pełnym uwielbienia pokłonie, przyciskając ręce do serca i chyląc głowę bardzo nisko. Okrywają go szczyty złożonych skrzydeł. Widać go jako wydłużoną, świetlaną postać, nieruchomą podczas jednego “Gloria”. Ale teraz znów się porusza. Rozwiera skrzydła, unosi oblicze, na którym światło stapia się z niebiańskim uśmiechem, i mówi:
«Poznacie Go po takich znakach: w biednej stajni, za Betlejem, znajdziecie owinięte w pieluszki Dziecię, położone w żłobie dla zwierząt. W mieście Dawida bowiem nie było schronienia dla Mesjasza». Mówiąc to, anioł staje się bardzo poważny, wręcz smutny.
Tymczasem z Niebios nadciąga cały tłum – o, jaki tłum! – mnóstwo podobnych do niego aniołów. To [prawdziwa] drabina zstępujących z radością na ziemię aniołów, którzy zaćmiewają niebiańskim blaskiem światło księżyca. Gromadzą się wokół anioła zwiastującego dobrą nowinę. Poruszają skrzydłami, rozsiewają wonie, czemu towarzyszy niezwykła harmonia dźwięków. Są w niej wszelkie najpiękniejsze głosy stworzeń, jakie można znaleźć lub sobie przypomnieć, lecz doprowadzone do pełnej doskonałości brzmienia. Malarstwo to wysiłek, by materia stała się światłem, tu zaś melodia i dźwięk pragnie olśnić ludzi pięknem Boga. Słyszeć tę melodię to poznać Raj. Tam wszystko jest harmonią miłości. Ona wydobywa się z Boga dla radości błogosławionych i wraca od nich ku Niemu, żeby Mu rzec: “Miłujemy Ciebie!”
Anielskie “Gloria” rozchodzi się falami coraz dalej nad spokojnymi polami, a z nimi – światło. Zbudzone światłem ptaki przyłączają się do śpiewu, witając przedwczesny brzask, a owce pozdrawiają beczeniem słońce, które pojawia się przed czasem. Ja jednak wolę sądzić, że zwierzęta pozdrawiają w ten sposób Stworzyciela, który do nich przybył, by miłować je także jako Człowiek, a nie tylko jako Bóg. Tak samo myślałam przedtem w betlejemskiej grocie o [przebudzonym] wole i ośle.
Śpiew i światło powoli słabną, aniołowie wracają do Nieba… a Pasterze ocknęli się.
«Czyś słyszał?»
«Pójdziemy zobaczyć?»
«A zwierzęta?»
«O, nic im się nie stanie! Chodźmy, żeby okazać posłuszeństwo słowu Bożemu!…»
«Ale gdzie mamy iść?»
«Czy nie powiedział, że się dziś narodził?… i nie znalazł schronienia w Betlejem? – mówi to pasterz, który dał mleko [Maryi]. – Chodźcie, ja wiem. Widziałem pewną niewiastę i żal mi się Jej zrobiło. Wskazałem Jej schronienie, bo czułem, że nie znajdą nigdzie lepszego, a mężowi dałem dla Niej mleka. Jest taka młodziutka i taka śliczna. Jest też pewnie dobra jak anioł, który do nas przemawiał. Chodźcie, chodźcie! Weźmiemy mleka, sery, owieczki i wyprawione skórki. Muszą być bardzo biedni… i… kto wie, jak zimno musi być Temu, którego nie śmiem nazwać! I pomyślcie tylko, że rozmawiałem z Jego Matką, jak z jakąś biedną mężatką!….»
Wracają do szopy i niebawem z niej wychodzą. Jedni niosą naczynie z mlekiem, inni – okrągłe serki zawinięte w plecione z trawy siatki, beczące jagnię w koszyku i wyprawione owcze skórki.
«Zabieram owcę, która miała młode przed miesiącem. Daje dobre mleko! Może się przydać, gdyby niewiasta nie karmiła. Wydawała się prawie dzieckiem i była tak bledziutka!… W świetle księżyca miała jaśminową cerę» – mówi pasterz, który dał mleko. To on [ich] prowadzi.
Po zamknięciu szopy i zagrody wychodzą, w świetle księżyca i pochodni. Idą polnymi ścieżkami, przecinając cierniste żywopłoty, pozbawione zimą liści. Okrążają Betlejem i docierają do stajni nie od tej strony, z której przyszła Maryja, lecz od przeciwnej. W ten sposób nie przechodzą obok innych, lepszych grot, lecz od razu znajdują właściwą. Zbliżają się do otworu.
«Wchodź.»
«Ja nie śmiem.»
«To wejdź ty!»
«Nie.»
«To przynajmniej popatrz.»
«Idź ty, Lewi. Jako pierwszy zobaczyłeś anioła. Oznacza to, że jesteś od nas lepszy. Zajrzyj!»
Przedtem traktowali go jak wariata… Teraz posługują się nim, żeby zrobił to, czego sami nie mają odwagi uczynić. Chłopiec waha się, potem jednak podejmuje decyzję. Podchodzi do wejścia, odsłania nieco płaszcz… i staje, zachwycony.
«Co widzisz?» – pytają niespokojnie i cicho.
«Widzę bardzo młodą i piękną Niewiastę i męża. Są pochyleni nad żłobem. I słyszę… słyszę płaczące Dziecko, a Niewiasta mówi do Niego głosem… o, jakim głosem!»
«Ale co mówi?»
«Mówi: “Jezu, malusieńki! Jezu, miłości Twojej Mamy! Nie płacz, Syneczku.” Teraz mówi: “Och, gdybym tak mogła Ci powiedzieć: Napij się mleka, maleńki! Jednak nie mam go jeszcze!” A teraz mówi: “Tak Ci zimno, kochanie Moje! Kłuje Cię siano. Jaki to smutek dla Twojej Mamy, która słyszy, jak płaczesz, a nie potrafi Cię pocieszyć.” Mówi: “Śpij, Moja duszyczko! Serce Mi się rozdziera, gdy słyszę Twój płacz i widzę Twoje łzy.” Teraz całuje Go i ogrzewa nóżki rękami. Jest pochylona i trzyma ręce w żłobie.»
«Odezwij się! Niech cię zauważą!»
«Nie ja… ty… boś nas tu przyprowadził i znasz ich.»
Pasterz otwiera usta, ale wydaje tylko pomruk.
Józef odwraca się i zbliża do wejścia.
«Kim jesteście?» – pyta.
«Pasterzami. Przynieśliśmy jedzenie i wełnę. Chcemy uwielbić Zbawiciela.»
«Wejdźcie.»
Wchodzą do stajni, oświetlając ją pochodniami. Starsi wypychają młodszych do przodu. Maryja odwraca się i uśmiecha:
«Chodźcie! Chodźcie!» – zaprasza ich ruchem dłoni i uśmiechem.
Bierze za rękę chłopca, który pierwszy ujrzał anioła, i przyciąga go do żłobu. Chłopiec patrzy, uszczęśliwiony. Pozostali, zaproszeni przez Józefa, zbliżają się z darami i składają wszystko u stóp Maryi, wypowiadając tylko kilka wzruszających słów. Potem przyglądają się płaczącemu cicho Dzieciątku i uśmiechają się, wzruszeni i szczęśliwi. Jeden z nich, nieco śmielszy, mówi:
«Weź, o Matko! Jest giętka i czysta. Przygotowałem ją dla dziecka, które niebawem u nas się urodzi, ale daję Tobie. Połóż Syna na wełnie, będzie Mu ciepło i miękko.»
Daje owcze runo, prześliczną skórę z obfitą, białą i długą wełną. Maryja podnosi Jezusa i owija Go. Pokazuje Dziecię pasterzom, klęczącym na słomie rozrzuconej po klepisku. Przyglądają się, zachwyceni. Stają się śmielsi i jeden z nich proponuje:
«Trzeba by Mu dać łyk mleka albo lepiej wody z miodem. Nie mamy jednak miodu. Tak się robi z noworodkami. Mam siedmioro dzieci, więc wiem…»
«Tu jest mleko. Weź, o Pani» [– mówi jeden z pasterzy.]
«Ale jest zimne [– odzywa się inny. –] Musi być ciepłe. Gdzie Eliasz? On ma owcę…»
Eliasz to zapewne ten pasterz od mleka, lecz nie ma go. Zatrzymał się przed wejściem i zagląda przez szparę. Ukrył się w ciemnościach nocy.
«Kto was tu przyprowadził?»
«Anioł kazał nam tu przyjść, a Eliasz nas poprowadził. Gdzie się teraz podział?»
Beczenie owcy zdradza [miejsce jego ukrycia].
«Wejdź, jesteś potrzebny» [– mówią do Eliasza.]
Eliasz wchodzi z owcą, speszony, bo zwracają na niego większą uwagę. Józef rozpoznaje go i mówi: «To ty?»
Maryja uśmiecha się do niego ze słowami: «Jesteś dobry.»
Doją owcę. Maryja, narożnikiem lnianego płótna, przesiąkniętym ciepłym spienionym mlekiem, zwilża wargi Dzieciątka, które ssie śmietankową słodycz. Wszyscy uśmiechają się. Jeszcze większy uśmiech pojawia się na ich twarzach, gdy Jezus usypia w cieple wełny, trzymając jeszcze rożek tkaniny w usteczkach.
«Nie możecie tutaj pozostać. Tu jest zimno i wilgotno. A w dodatku… w tym zwierzęcym odorze! To niedobre… i… nie jest godne Zbawiciela…»
«Wiem – mówi Maryja z ciężkim westchnieniem. – Ale nie ma dla nas miejsca w Betlejem!»
«Odwagi, Niewiasto! Znajdziemy Ci dom.»
«Porozmawiam z moją panią – mówi Eliasz, pasterz od mleka. – Jest dobra. Przygarnie was, nawet gdyby miała oddać własną izbę. Jak tylko zaświta, porozmawiam z nią. Ma dom pełen ludzi, ale na pewno znajdzie dla was miejsce.»
«Przynajmniej dla Mojego Dziecka… Ja i Józef możemy spać na ziemi, ale Maleńki…»
«Nie martw się, Niewiasto. Pomyślę o tym. Opowiem wielu o tym, co nam rzekł anioł. Niczego wam nie zabraknie. Tymczasem przyjmijcie od nas to, co w naszym ubóstwie możemy wam dać. Jesteśmy pasterzami..»
«My też jesteśmy ubodzy – mówi Józef – nie możemy wam się odpłacić.»
«Och! Nie chcemy! Nawet gdybyście mogli, nie przyjęlibyśmy. Pan nas już wynagrodził. Przecież obiecał wszystkim pokój. Aniołowie powiedzieli: “Pokój ludziom dobrej woli.” Nam już został dany, bo anioł powiedział, że to Dziecię jest Zbawicielem i Chrystusem, Panem. Jesteśmy nieuczonymi biedakami, lecz wiemy, że Prorocy przepowiedzieli Zbawiciela, który będzie Księciem Pokoju. A nam polecono przyjść Go uwielbić… Otrzymaliśmy więc Jego pokój. Chwała Bogu na wysokości Niebios i chwała Jego Chrystusowi! A Ty, Niewiasto, któraś Go urodziła, bądź błogosławiona. Jesteś Święta, skoro zasłużyłaś, żeby Go nosić! Rozkazuj nam jak Królowa, a będziemy szczęśliwi, że możemy Ci służyć. Co możemy zrobić dla Ciebie?»
«Kochać Mojego Syna i mieć zawsze w sercach wasze obecne myśli.»
«A dla Siebie? Nie pragniesz niczego? Nie masz krewnych, których chciałabyś powiadomić, że On się narodził?»
«Tak. Mam krewnych, ale są daleko. Mieszkają w Hebronie.»
«Ja pójdę – mówi Eliasz. – Kim są?»
«Kapłan Zachariasz i moja kuzynka Elżbieta.»
«Zachariasz? O! Znam go dobrze. Chodzę latem w te góry z moimi owcami, bo tam są dobre i obfite pastwiska. Jestem przyjacielem jego pasterza. Kiedy już gdzieś zamieszkasz, pójdę do Zachariasza.»
«Dziękuję, Eliaszu!»
«Nie dziękuj. To dla mnie, biednego pasterza, wielki zaszczyt iść i powiedzieć kapłanowi: “Narodził się Zbawiciel”.»
«Nie. Powiesz mu tak: “Maryja z Nazaretu, twoja kuzynka, powiedziała, że narodził się Jezus. Przyjedź do Betlejem.”»
«Tak powiem.»
«Niech ci to Bóg wynagrodzi. Będę pamiętać o tobie, o was wszystkich.»
«Opowiesz o nas Swemu Dzieciątku?»
«Opowiem» [– zapewnia Maryja.]
«Jestem Eliasz.»
«Ja jestem Lewi.»
«A ja, Samuel.»
«Ja, Jonasz.»
«Ja, Izaak.»
«Ja, Tobiasz.»
«Ja, Jonatan.»
«Ja, Daniel.»
«Symeon to ja.»
«A mnie nazywają Jan.»
«Ja jestem Józef, a mój brat – Beniamin. Jesteśmy bliźniakami.»
«Zapamiętam wasze imiona.»
«Musimy odejść… lecz wrócimy. Przyprowadzimy innych, żeby też oddali chwałę!…»
«Ale jak tu zostawić Dziecię i powrócić do szopy?»
«Chwała Bogu, że Je nam pokazał!»
«Pozwól nam ucałować Jego szatki» – prosi Lewi z anielskim uśmiechem.
Maryja ostrożnie unosi Jezusa. Siada na sianie i podaje do ucałowania owinięte pieluszkami nóżki. Pasterze, chyląc się do ziemi, całują maleńkie, osłonięte płótnem stópki. Kto ma brodę, najpierw ją ociera, a prawie wszyscy płaczą. Kiedy muszą już odejść, wycofują się bez odwracania, tyłem, zostawiając tam serce…
Wizja kończy się dla mnie w taki sposób: widzę Maryję, siedzącą na sianie z Dzieciątkiem na kolanach, a Józef, stojąc oparty łokciem o brzeg żłobu, patrzy i uwielbia.
wg. wizji Marii Valtorty (23914)
Ewangelista Matusz odpowiada skąd Józef się dowiedział: "Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. 20 Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. 21 Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów".
Jeśli chodzi o Benedykta XVI to ciekawe skąd ta jego pewność iż w stajence nie było zwierząt? (23913)
Nie neguję, że wizja Marii Valtorty jest niezwykła i mówiąc po młodzieżowemu "fajna". Ale nie dziwię się, że nasz papież ją odrzucił. Jest pełna symboli i cech nadanych Bożemu Narodzeniu przez późniejszą tradycję: stajenka, wół, osiołek. Poza tym jestem zdania, że jeśli Bóg chciał przyjść na świat w sposób tak zwykły - w stajence, nie było tam światła, nieustającej adoracji ze strony Józefa i Maryi. Skąd św. Józef miał wiedzieć, że oto narodził się obiecywany Mesjasz? Maryja przecież nie chwaliła się na prawo i lewo: patrzcie, jak fajnie, że Anioł zwiastował mi Dobrą Nowinę.
Jeśli chcecie poczytać więcej o tamtych realiach, klimacie, polecam książkę "Cień ojca" Jana Dobraczyńskiego właśnie o św. Józefie.
(23912) | |
47. NARODZINY JEZUSA, NASZEGO PANA
Nadal widzę wnętrze tej nędznej kamiennej groty, w której – dzieląc los ze zwierzętami – znaleźli schronienie Maryja i Józef.
Mały ogień drzemie, podobnie jak jego stróż. Maryja powoli unosi głowę z posłania i patrzy. Widząc, że Józef ma głowę zwieszoną na piersi, jakby rozmyślał, sądzi, że zmęczenie wzięło górę nad chęcią czuwania. Uśmiecha się dobrotliwie i – czyniąc mniej szelestu niż mógłby to zrobić motyl sfruwający na różę – siada, a potem klęka. Z promiennym uśmiechem na twarzy modli się. Ramiona ma otwarte, prawie rozkrzyżowane, wyciągnięte w przód, a dłonie – odwrócone ku górze. Trwa tak, bez żadnych oznak zmęczenia uciążliwą pozycją. Potem chyli się w ukłonie, dotykając twarzą siana. Pozostaje w tej postawie, zatopiona w żarliwej modlitwie. Modli się długo.
Józef się budzi. Widzi dogasające ognisko i pogrążoną prawie w ciemnościach stajnię. Rzuca garść chrustu i ogień rozbłyska. Dorzuca grubszych gałązek, potem wybiera jeszcze większe, bo ziąb jest dotkliwy. Chłód pogodnej grudniowej nocy wnika zewsząd w ruiny. Biedny Józef siedzi tak blisko drzwi – jeśli można tak nazwać zatkaną jego płaszczem dziurę – że musi być zlodowaciały. Przybliża ręce do ognia, potem rozwiązuje sandały i zbliża do niego również stopy. Rozgrzewa się. Gdy płomień się wznieca i rozjaśnia otoczenie, odwraca się, ale nic nie widzi. Nie dostrzega już nawet jasnego pasma, utworzonego przez biały welon, który przedtem znaczył jasną linię na ciemnym sianie. Wstaje więc i ostrożnie zbliża się do posłania.
«Nie śpisz, Maryjo?» pyta.
Musi zapytać trzy razy, zanim Maryja uświadamia to sobie i odpowiada: «Modlę się.»
«Czy Ci czegoś potrzeba?»
«Nie, Józefie.»
«Spróbuj zasnąć na chwilę… wypocząć przynajmniej.»
«Spróbuję. Ale modlitwa Mnie nie męczy.»
«Żegnaj, Maryjo.»
«Żegnaj, Józefie.»
Maryja wraca do poprzedniej pozycji. Józef zaś, by nie ulec znów pokusie snu, klęka koło ognia i też modli się, zakrywając twarz rękoma. Odejmuje je tylko po to, by podsycać ogień, i znów wraca do żarliwej modlitwy. Poza trzaskaniem palącego się drewna i tupaniem osła, który od czasu do czasu wali kopytem w klepisko, nic nie słychać.
Odrobina księżycowego światła wciska się przez otwór w powale. Wygląda jak ostrze z niematerialnego srebra, które zbliża się, szukając Maryi. W miarę jak księżyc wschodzi wyżej na niebie, promień stopniowo się wydłuża, aż wreszcie dosięga Jej. Oto pada na głowę Modlącej się. Otacza Ją aureolą bieli.
Maryja unosi głowę, jakby wezwana wołaniem z wysoka, i znowu klęka. O, jak tu jest pięknie! Podnosi głowę, która wydaje się jaśnieć białym księżycowym światłem. Przemienia Ją nieziemski uśmiech. Co widzi? Co słyszy? Czego doświadcza? Tylko Ona sama mogłaby odpowiedzieć na pytanie, co widzi, co słyszy i odczuwa w jaśniejącej godzinie Swego Macierzyństwa. Ja zauważam tylko to, że otaczający Ją blask ciągle wzrasta, wzrasta i wzrasta. Sprawia wrażenie, że zstępuje z Nieba, wydaje się wypływać z nędznego otoczenia, ale nade wszystko zdaje się wydobywać z Niej samej.
Jej ciemnolazurowa suknia wydaje się teraz łagodnym błękitem niezapominajek, a dłonie i twarz zdają się niebieskawe, jakby były umieszczone w świetle olbrzymiego, bladego szafiru. Ta barwa – aczkolwiek mniej intensywna – przypomina mi kolor, jaki widuję w widzeniach przedstawiających święty Raj. Zauważałam ją w widzeniu związanym z przybyciem Magów. [Teraz światło to] rozlewa się coraz bardziej na przedmioty i suknię, oczyszcza je i sprawia, że błyszczą.
Poświata coraz bardziej wydobywa się z ciała Maryi, wchłaniającego promienie księżyca. Wydaje się, że to Ona przyciąga ku Sobie to światło, mogące pochodzić tylko z Nieba. Teraz Maryja jest Tą, która posiada Światłość; jest Tą, która ma dać światu Światło. To uszczęśliwiające, nieogarnione, niezmierzone, wieczne, boskie Światło, które właśnie ma być dane, zapowiada się brzaskiem, jutrzenką, chórem atomów światła. I światło to wzrasta, wzmaga się jak przypływ, wznosi się coraz bardziej jak kadzidło i spływa jak fala, ściele się niczym welon…
Sklepienie pełne pęknięć, pajęczyn i wystających gruzów, które tylko dzięki jakiemuś cudowi statyki nie ulegają zawaleniu, to sklepienie dotychczas czarne, zakopcone i odrażające wydaje się sufitem królewskiej komnaty. Każdy kamień to bryła srebra. Każda szczelina jest błyskiem opalu. Każda pajęczyna [wygląda jak] drogocenny baldachim tkany srebrem i diamentami. Wielka jaszczurka śpiąca między dwoma głazami wygląda jak zapomniany tam przez królową szmaragdowy naszyjnik. Grono śpiących nietoperzy to cenny kandelabr z onyksu. Zwisające z wyższych jaseł siano to już nie trawa, lecz nici z czystego srebra, drżące w powietrzu z wdziękiem rozwianych włosów.
Stojący niżej żłób z ciemnego drewna, wygląda jak bryła oksydowanego srebra. Ściany pokrywa brokat, na którym jasność jedwabiu znika pod haftem ozdobionym wystającymi perłami. A czymże jest teraz klepisko? To oświetlony białym światłem kryształ. Występy zdają się różami ze światła, rzuconymi na znak hołdu na ziemię. A dziury to kryształowe puchary, z których wydobywają się wonności i zapachy.
Światło coraz bardziej wzrasta. Staje się nie do zniesienia dla oka. W tym świetle, jakby wchłonięta za rozżarzoną zasłoną, znika Dziewica… i ukazuje się Matka.
Tak. Kiedy moje oczy znów mogą znieść jasność światła, widzę Maryję ze Swym nowo narodzonym Synem w ramionach. Małe, różowe i pulchniutkie Dzieciątko porusza się i macha rączkami małymi jak pączki róży i nóżkami, które zmieściłyby się w jej kielichu. Kwili drżącym głosem nowo narodzonego jagnięcia, otwierając buzię jak poziomka i ukazując drgający przy różowawym podniebieniu języczek. Porusza główką tak jasną, że wygląda jakby była bez włosów. Tę okrągłą główką Mama podtrzymuje w zagłębieniu jednej dłoni i patrzy na Swoje Dzieciątko i uwielbia Je ze łzami i z uśmiechem. Pochyla się, żeby Je pocałować, ale nie w niewinną główkę, lecz w pierś, gdzie jest maleńkie serduszko, które bije, bije dla nas… to serduszko, w którym pewnego dnia będzie Rana… Mama już teraz opatruje tę ranę Swym nieskalanym pocałunkiem.
Zbudzony blaskiem wół podnosi się z rykiem i hałasem kopyt, a osiołek odwraca łeb i też ryczy. Zwierzęta zbudziło światło, lecz wolę myśleć, że chcą powitać swego Stwórcę w imieniu swoim i wszystkich zwierząt.
Także Józef – który pogrążył się w modlitwie tak intensywnej, że był oderwany od wszystkiego, co go otaczało – otrząsa się i widzi, że dziwne światło prześwituje mu przez palce [dłoni, w których ukrył twarz]. Odejmuje więc dłonie od twarzy, podnosi głowę, odwraca się. Stojący wół zasłania Maryję, która woła:
«Chodź tu, Józefie!»
Józef zrywa się. Widząc [Dziecko] zatrzymuje się porażony szacunkiem i tam, gdzie stoi, chce paść na kolana.
Maryja jednak nalega: «Podejdź, Józefie!»
Opiera lewą rękę na sianie, prawą zaś trzyma Dzieciątko, tuląc Je do serca. Wstaje i podchodzi do wahającego się Józefa, który idzie onieśmielony. Pragnie podejść, lecz powstrzymuje go lęk, żeby nie okazać braku szacunku. Małżonkowie spotykają się przy posłaniu, patrzą na siebie płacząc ze szczęścia.
«Chodź – mówi Maryja. – Ofiarujemy Jezusa Ojcu.»
Józef klęka, Ona zaś, stojąc pomiędzy dwoma podpierającymi pułap słupami, unosi Swe Dziecko w ramionach mówiąc:
«Oto jestem… W Jego Imieniu, o Boże, mówię Ci te słowa. Oto jestem, żeby pełnić Twoją wolę. A wraz z Nim – Ja, Maryja, i Józef, Mój małżonek. Oto Twoi słudzy, Panie. Spraw, żebyśmy w każdej godzinie i w każdym zdarzeniu pełnili Twoją wolę – dla Twojej chwały i z miłości do Ciebie.»
Potem Maryja schyla się i podaje Dzieciątko Józefowi, mówiąc:
«Weź, Józefie.»
«Ja? Mnie [Je dajesz]? O, nie! Nie jestem godzien!»
Józef jest wprost przerażony i sparaliżowany myślą, że ma dotknąć Boga. Maryja nalega jednak z uśmiechem:
«Jesteś bardzo godny i nie ma godniejszego od ciebie. Dlatego właśnie ciebie wybrał Najwyższy. Weź Go i potrzymaj, Józefie, Ja zaś poszukam ubranka.»
Józef, czerwony jak purpura, wyciąga ramiona i bierze to maleńkie ciałko krzyczące z zimna. Kiedy ma Dziecię w swoich ramionach, nie upiera się już, żeby Je trzymać z szacunkiem z dala od siebie. Tuli Jezusa do serca, wybuchając głośnym płaczem:
«O! Panie! Boże mój!»
Schyla się, żeby ucałować nóżki. Czuje, że są zziębnięte, więc siada na ziemi, tuli je do siebie, zakrywa swą brązową szatą, stara się rękami osłonić przed zimnem nocy i ogrzać. Chciałby przybliżyć się do ognia, lecz tam wieje od wejścia. Lepiej tu zostać. A jeszcze lepiej będzie wejść między oba zwierzęta, które mogą osłonić przed przeciągiem i wydzielają ciepło. Idzie więc między woła i osła, ustawia się tyłem do wejścia, pochyla nad Nowonarodzonym, żeby zrobić wnękę z własnej piersi. Jej boczne ściany stanowi z jednej strony szara głowa z długimi uszami, a z drugiej – wielki biały pysk, z parującymi chrapami i dobrymi wilgotnymi oczyma.
Maryja otworzyła już kuferek i wyciąga płótno oraz pieluszki. Podchodzi do ognia i ogrzewa je. Idzie do Józefa i owija Dziecię w lekko ogrzane płótna. Główkę osłania własnym welonem.
«Gdzie Go teraz położymy?» – pyta.
Józef rozgląda się wokół siebie, zastanawia się…
«Poczekaj – mówi. – Odsuniemy zwierzęta i ich siano. Ściągniemy tamto siano i położymy je tutaj, w [żłobie]. Jego wystający brzeg będzie osłoną od wiatru, a z siana zrobimy poduszkę. Wół ogrzeje Dzieciątko swoim oddechem. Lepszy będzie wół, bo jest bardziej cierpliwy i spokojniejszy.»
Józef zabiera się do roboty, a Maryja kołysze Swe Maleństwo, tuląc Je do serca. Przybliża policzek do główki Jezusa, żeby ją choć trochę ogrzać. Józef, nie szczędząc [gałęzi], podsyca ogień, by płonął wysoko. Ogrzewa siano, susząc je po trochu. Potem wkłada je w zanadrze, żeby nie ostygło. Gdy ma go już dosyć na posłanie dla Dzieciątka, idzie do żłobu i wyściela go jak kołyskę.
«Gotowe – mówi. – Teraz potrzeba tylko przykrycia, żeby siano nie kłuło i żeby Go okryć…»
«Weź Mój płaszcz.» – mówi Maryja.
«Będzie Ci zimno.»
«O, nie szkodzi! Derka jest zbyt szorstka! A płaszcz jest miękki i ciepły. Wcale nie jest Mi zimno. Niech tylko On już nie cierpi!»
Józef bierze duży płaszcz Maryi, wykonany z delikatnej ciemnoniebieskiej wełny, i kładzie go w żłobie złożony podwójnie w taki sposób, by jedna część zwisała poza wystającą krawędź żłobu.
Pierwsze łóżeczko Zbawiciela jest gotowe. Matka, stąpając pełnym wdzięku, delikatnym krokiem, niesie Je i kładzie. Połą płaszcza zakrywa Dziecko. Otula też gołą, pogrążoną w sianie główkę, oddzieloną od niego jedynie Jej delikatnym welonem. Odkryta pozostaje tylko twarzyczka, wielkości ludzkiej pięści. Oboje, schyleni nad żłobem, patrzą szczęśliwi na pierwszy sen Dzieciątka. Ciepło pieluszek i siana koi płacz i przynosi sen słodkiemu Jezusowi.
wg. wizji Mari Valtorty (23911)| jacek42 | data: 25.12.2012, godz: 17:39 |
witam
Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką,
która będzie wszystkiemu ludowi: Iż się wam dziś
narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście
Dawidowym. Łuk.2.10;11
Choć nie możemy zgodzić się, że jest to właściwy dzień,
w którym należy świętować narodziny naszego
Zbawiciela, niemniej jednak, skoro Pan nie wyraził swego
życzenia odnośnie tego, kiedy powinniśmy obchodzić
Jego urodziny, jest rzeczą bez znaczenia, w jakim dniu
wypadnie to wydarzenie, mające dla wszystkich tak
wielkie znaczenie. Dlatego w tym ogólnie świętowanym
dniu możemy się przyłączyć do wszystkich, których
serca przepełnione są miłością i uznaniem dla Boga i
Zbawiciela. Zwyczaj wzajemnego obdarowywania się o
tej porze roku drobnymi upominkami zdaje nam się być
szczególnie właściwy. Bóg jest dawcą każdego dobrego
i doskonałego daru. On nam ustawicznie daje, a my
ciągle od Niego przyjmujemy, lecz pomiędzy
wszystkimi Jego darami jeden ma dla nas największe
znaczenie - dar Jego Syna, który stał się naszym
Odkupicielem. Z Panem Bogiem
(23910)
Zdrowych Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku:))) Wszystkiego Dobrego:) (23909)| aldona, lat 33, e-mail: adona25@wp.pl | data: 25.12.2012, godz: 07:22 |
"On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstapił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryji Dziewicy i stał się człowiekiem"
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu , jak była na poczatku teraz i zawsze i na wiekli wieków amen. (23908)| Marcin | data: 24.12.2012, godz: 17:27 |
Błogosławionych Świąt wszystkim Źródełkowiczom (23907)
Już Mikołaj grzeje sanie.
Czego pragniesz niech się stanie.
Każde z marzeń skrytych w głębi
Święty Dziadek może spełnić.
Pięknych i radosnych chwil życzy Łukasz (23906)| aldona, lat 33 | data: 23.12.2012, godz: 22:06 |
Dlaczego o Maryji mówimy Najswiętsza Maryja Panna? przeciez Maryja miała mężą, Józefa....????????? (23905)
Popieram X-a co do wypowiedzi o Łukaszu.
Drogi Łukaszu, spróbuj coś pisać. Może o sobie, może o przemyśleniach, świecie dookoła Ciebie. Jeśli chciałbyś, mogłabym pomóc Ci poprawić błędy interpunkcyjne, stylistyczne czy ortograficzne. Mam pewne doświadczenie w tym zakresie.
Pozdrawiam Wszystkich i życzę radosnych, błogosławionych Świąt
Alicja (23904) | | Artii, lat 37 | data: 23.12.2012, godz: 18:57 |
"Kochaj i rob co chcesz" sw.Augustyn z Hippony (23903)| Arn | data: 23.12.2012, godz: 18:09 |
Do Chwili
Oczywiście Chwilo Lucyfer jest bardzo inteligentny i przenikliwy, potrafi wyprowadzić w pole nie jednego człowieka, ale on nie zna naszych myśli, chyba, że bylibyśmy potępieni. Powtórzę się jeszcze raz nasze myśli zna tylko Pan Bóg. Wiesz, co koleżanko nie powinnaś używa w tej materii zdrobnień typu Lucyferek, to tak jakby powiedzieć o seryjnym mordercy bandziorek. Z pewnych rzeczy lepiej nie żartować (23902)| Mary1020, lat 35 | data: 23.12.2012, godz: 16:17 |
Błogosławionych Świąt, kochani :) (23901)| krzysztof, lat 26 | data: 23.12.2012, godz: 12:24 |
Do taka jedna, Pavel
Zasady chrześcijańskie połączone z bezmyślnością dają niezłą mieszanke wybuchową.
A tak poza tym to każdemu wierzącemu przydało by się trochę poznać historie Kościoła Katolickiego ta dobrą i też tą złą nie w celu wytykania błedów. Warto wiedzieć co powielać a co nie i trochę świadomości jak ta ludzka strona w Kościele wygląda/wyglądała tez powinniśmy wiedzieć.
(23900)| dodo z W-wy | data: 23.12.2012, godz: 12:06 |
Do ania 0009 wątek nr 24026
A nie myślisz czasem, że to po prostu brak równowagi i wypośrodkowania w życiu? Przecież każdy wybiera w TV czy interenecie to, co jemu konkretnie pasuje a nie siedzi i ogląda wszystko jak leci... Media same w sobie złe nie są natomiast inna sprawa, że dzięki ludziom są często nośnikiem różnych złych spraw. Myślę, że modlitwa niczego tu nie zmieni. Moim zdaniem najlepiej znaleźć sobie w życiu swoje "ścieżki" (hobby, zainteresowania) i na tym się skupiać. Wesołych Świąt:-) (23899)| ania0009 | data: 22.12.2012, godz: 18:19 |
do taka jedna
oczywiscie nie wszystkie zawody... lekarz pielegniarz czy policjant musi pracowac w niedziele.. to rodzaj slużby i nie ma mowy o grzechu nawet..
Ale sprzedawca to juz przegiecie , widzac jak na zachodzie zamkniete sklepy w niedziele..
w kazdym razie jesli nie ma mozliwosci isc do kosciola w niedziele z powodu pracy mozna msze odbyc w sobotę. Nie zawsze łatwo zmienic prace w malym miescie gdzie duze bezrobocie.
Nie sadze ze kazdy kto pracuje w niedziele nie dostanie rozgrzeszenia, zalezy co robi w tym kierunku, za to bardziej odpowiada pracodawca ktory zmusza pracownika do pracy w niedziele mam na mysli sklepy zakłady.. Pracownik musi sie podporzadkowac. Jesli robi wszystko by byc na mszy a mimo to nie ma mozliwosci nie jest to jego grzech. Kazda sytuacja moze byc inna. Czasem trzeba sie troche poswiecic.
(23898)| ania0009 | data: 22.12.2012, godz: 18:12 |
do Lukasza
kiedys mialam mysli samobojcze i zle mysli..
trzeba posprzatac swoj umysl...duchowy...
ja duzo sluchalam kazan internetowych, jest ich masa, bardzo lubilam tez ks Pawlukiewicza. . jest tez problem z nudą,, jak ma sie za duzo wolnego czasu zlo nie śpi... jak sie duzo siedzi w internecie zlo tez nie śpi, przychodza pokusy nieczyste, diabel tez tam dziala! JA NAWET BEDAC NA ALLEGRO MIALAM NIECZYSTE POKUSY..
od jakiegos czasu odmawiam rozaniec codziennie,bo wiem ze Maryja nie zostawia swoich dzieci..obiecuje pomoc w rozancu..
staram sie ogladac dobre filmy w internecie które ukierunkowują , dają nadzieję i podpowiedź ze nie ma rzeczy niemozliwych i warto pokonywać trudnosci...
filmy takie jak np
Spotkanie ze smiercią:
http://www.youtube.com/watch?v=qJD0VATUUFw
podroz do nieba - http://www.youtube.com/watch?v=XwxvGSTIs7s
przybrany syn - http://st.dwn.so/v/DS1D24516E
z drugiej strony- http://www.youtube.com/watch?v=DnuNjWhAgOM&feature=endscreen&NR=1
unikam telewizji gdyz ona rodzi we mnie zniechecenie, duchową pustkę...zaśmieca, lub wybieram tylko to co mnie nie uciemięża. .
te mysli, brak nadziei same nie znikną ..trzeba karmic umysł, czytac pismo sw... ze zrozumieniem nie na odtrąbienie-zaliczenie.. rozmyslac nad przeczytanym slowem, wtedy Bog naprawdę do nas przemawia...wlasnie Słowo ma moc.. daje siłę i ukojenie..
trzeba pozbyc sie lenistwa.. dawnych nawyków... modlic sie sercem..taka modlitwa i czytane słowo dają owoce.. na prawdę ale tylko wtedy gdy nie sa zaliczane..ale rozwazane i przyjęte sercem... kiedys na zaliczenie czytalam liturgie dnia...malo sie zastanawialam..
teraz czytam pismo sw cale ksiega za księgą 15-20 minut dziennie.. i odkrywam jak barwne bylo zycie Izraelitow w Bogu i jakas taka nowa sila we mnie wchodzi, moje myslenie się zmienia...bo Bóg w ten sposob przemawia..
Szatan dlugo mnie zwodził od czytania biblii, bo on wie jak to słowo przenika w duszę, jak moze on sam stracić duszę która kieruje spojrzenie ku Bogu, on sie tego bardzo boi...wiele razy sie zabierałam za czytanie...w koncu zdecydowalam Bog na I miejscu i musze przeczytac biblię by odkryc prawdziwego Boga.
niestety trzeba troche pogonic lenia;/ . Ja nieraz z trudem zostawialam komputer po to by skupic sie na modlitwie i czytaniu pisma sw..ale ten czas nigdy nie jest zmarnowany.
Czasem nie trzeba cudów, leków.. wielkich psychoterapii, czasem wystarczy jedynie zblizenia sie do rzeczywistego Boga, sluchanie GO jak kogos żywego..realnego, kto do nas mowi.. i kto ma faktyczną możnośc oczyszczenia naszych mysli zlych ze smutku i beznadziei
To jest sztuką..ale zapewniam warto sie tego uczyć bo DZIAŁA!
dlaczego masz zle mysli, dlaczego beznadzieja? bo nie poznałes prawdziwego Boga Łukaszu..tylko
z dystansu, kto sie modli prawdziwie sercem i z ufnością ten znajdzie siłę i nawet demon depresji-frustracji (a takie demony nas dopadają) nie bedzie nic w stanie uczynic.
Oczywiscie swoje hobby tez trzeba miec, jakies zainteresowania..itp ale nie marnuj czasu na byle co! (23897)| pavel | data: 22.12.2012, godz: 17:47 |
Do taka jedna
Zgadam sie z Toba w 100%. Pamietaj ze ksiadz to zaden ideal tylko czlowiek tak jak my. I moze miec rowniez niemadre poglady. Kiedys mojego kolege spowiadal ksiadz ktory powiedzial ze do slubu chlopa z dziewczyna nie powinien sie nawet calowac. Po prostu w takich wypadkach trzeba chyba isc do innego kaplana ktory ma jakies zdrowe podejscie do tego wszystkiego ;)
Pozdrawiam
(23896)
Niedzielne Msze św. są w dużych miastach od godziny 6 nawet do 21.30. "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali" - Jan Paweł II. (23895)
A ja myślę, że w takich sytuacjach ksiądz powinien udzielić rozgrzeszenia. Nie popadajmy w paranoję. Są zawody, przy których trzeba pracować nawet w niedziele i święta, a jeśli ksiądz za takie coś ma odmówić udzielenia rozgrzeszenia to jak dla mnie jest nienormalne. W życu nie można mieć wszystkiego, tak samo wydaje mi się bez sensu rzucanie pracy po to by nie pracować w dni świąteczne. Przecież logicznie mówiąc gdyby nikt nie pracował w święta to by stanęło wszystko, nie jeździły by autobusy/tramwaje i nigdzie by się nie mogło dojechać (ludzie mieszkający dalej od kościoła mieliby utrudnione dotarcie na Mszę). W szpitalu ludzie by umierali, bo nie byłoby lekarza, bo przecież jest niedziala pracować nie wolno. Paranoja i tyle. (23894)
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia składam wszystkim życzenia:
szczęścia,zdrowia i błogosławieństwa bożego!
Ps.Zachęcam Was do przyjaźni korespondencyjnej ze mną.
Pozdrawiam wszystkich.Kasia Mikuśkiewicz. (23893)| Chłodny Żółw | data: 22.12.2012, godz: 11:55 |
Spójrzmy czasem na Boga, który w ciszy chce przyjść do naszych serc. Bez hałasu, tłumów. A konkuruje często z ogromnymi zakupami, kłótniami w rodzinie czy naszym sercem, które nie jest gotowe by Go przyjąć.
Kiedyś często w kościele była śpiewana stara, piękna kolęda:
Nie było miejsca dla Ciebie
w Betlejem w żadnej gospodzie
i narodziłeś się, Jezu,
w stajni, w ubóstwie i chłodzie.
(...)
A dzisiaj czemu wśród ludzi
tyle łez, jęków, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
w niejednej człowieczej duszy!
Życzę wszystkich Bożych, błogosławionych i pełnych miłości Świąt Bożego Narodzenia.
Chłodny Żółw (23892)
Ksiądz miał prawo nie udzielić rozgrzeszenia. Sakrament pojednania wiąże się określonymi warunki m.n żal za grzechy i chęć poprawy a jak żyje się sytuacji stałego grzechu sytuacja staje się trudna. W takim przypadku jak praca w niedziele może uda aby Twoja mama uczęszczała na wieczorną msze w sobotę? Pamiętam że ks. Piotr Pawlukiewicz a takich przypadkach radził zmianę pracy i ufność Bogu iż nie zostawi nas bez środków do życia skoro wybieramy Jego na pierwszym miejscu. (23891)| Monika, lat 38 | data: 22.12.2012, godz: 11:14 |
Chwilo zło może zna lub manipuluje naszymi myślami, ale jest pokonany przez Dobroć Boga. Pan Bóg ma w sobie tyle miłości, że ma miliardy dzieci. Zauważ ile razy pozwalamy aby zło nas dotykało i dzielnie to znosimy tyle razy zło wpada w furię. Taki przykład dał Pan Jezus, Maryja i Józef.
Życzę spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia !!! (23890)
Słuchajcie, czy ksiądz ma może nie dać rozgrzeszenia podczas spowiedzi? Ma takie prawo? Chodzi mi o przypadki, gdy ktoś np nie był u spowiedzi bardzo długo (np kilka, kilkanaście lat), albo gdy ktoś popełnia grzechy, których nie może się pozbyć np pracuje w niedziele bo akurat ma taką pracę? Mojej mamie kiedyś ksiądz nie chciał dać rozgrzeszenia właśnie z tego powodu, że nie chodzi do kościoła co niedziele, bo pracuje nieraz.
Czy to jest OK??? (23889)| pavel | data: 21.12.2012, godz: 16:02 |
Dzięki Artur ;) (23888)| Artur "Artii" Wnęk, lat 37, e-mail: artur_wnek@op.pl | data: 21.12.2012, godz: 15:06 |
-==-==-==-==-==-==-==-==-==-==-
* * * W E S O L Y C H S W I A T B O Z E G O N A R O D Z E N I A Z Y C Z E W A M * * * :) :) :)
-==-==-==-==-==-==-==-==-==-==-
(23887)| X | data: 21.12.2012, godz: 12:23 |
Łukasz
A jak często chodzisz do spowiedzi, kiedy byłeś ostatnio?Spełniłeś wszystkie pięć warunków dobrej spowiedziWiesz, bez tego sobie nie poradzisz, nie ma mowy...
Poza tym-może byś się czymś zajął, zaczął coś robić w tym wolnym czasie, którego masz pewnie sporo, a nie jedynie siedział w internecie?
Może odkryłbyś u siebie jakieś talenty, a przynajmniej zdolności?
Jakie?Na przykład-literackie, bo-chociaż się na tym specjalnie nie znam-to zauważyłem, że takowe jakbyś posiadał...
Weźmy taki fragment, wyjęty z Twoich zwierzeń-dość osobistych, intymnych, powiedziałbym nawet, który tu zacytuję, ale z interpunkcją, której u Ciebie brakowało:"Szukałem złej ulicy we właściwej okolicy, choć pytałem ludzi o ulicę, to nikt o takiej ulicy nie słyszał, a stałem blisko właściwej ulicy, aż-nagle!-zadzwoniłem do niej i okazało się, że jestem blisko jej klatki."
I co Ty na to?Warto iść w tym kierunku?Warto rozwijać się na niwie literackiej?
Moim zdaniem-jak najbardziej!
Chciałem Ci doradzić, byś-tak na początek-oparł się na jakimś współczesnym nurcie, jakie tam istnieją w tej dzisiejszej literaturze, "zaczerpnął z niego, "skorzystał z uwag, podpowiedzi tych współczesnych"tfurcuf,"ale przypomniałem sobie słowa Karla Krausa, który powiedział:"Dzisiejsza literatura to recepty pisane przez chorych."I, rzeczywiście, ma człowiek rację, bo kiedy tak się poczyta to, co dzisiaj-ludzie pióra-piszą i zobaczy potem, kto, i za co, ich nagradza, to dochodzi się do takiego samego wniosku.
Spróbuj zatem pisać na nikim się nie wzorując, nikogo nie podpatrując...Może uda Ci się stworzyć nowy nurt, może wytoczysz nowe szlaki, może inni pójdą w Twoje ślady...?Bo potencjał masz..Niewątpliwie... (23886)| Artur "Artii" Wnęk, lat 37, e-mail: artur_wnek@op.pl | data: 21.12.2012, godz: 12:22 |
Postanowilismy bowiem, Duch Swiety i my, nie nakladac na was zadnego ciezaru oprocz tego, co konieczne. Dz 15,28 (23885)| chwila | data: 21.12.2012, godz: 11:45 |
Arn
Może Biblia nie podaje, że Lucyferek zna nasze myśli, ale jako inteligentny i przenikliwy jegomość doskonale poradzi sobie z naszymi myslami, wie jak atakować i robi to skutecznie, niestety
(23884)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |