Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Dorota Karolinadata: 10.07.2011, godz: 20:29

Martwa jest wiara bez uczynkow, jaka jest moja wiara? czy daje z siebie tyle ile moge czy tylko skromny jeden procent i licze ze to mnie zbawi? Jak bardzo skupiam sie na sobie, a ile czasu poswiecam innym? Czy moje problemy sa az tak wazne w obliczu tego co dzieje sie z ludzmi wokol mnie? Boże nie pozwol mi zapomniec, nie pozwol mi uschnac, nie pozwol mi przezyc zycia jakbym istniala tylko ja. Niech kwitna w mym sercu róże misji.

Z pozdrowieniami i podziekowaniami dla Gosi i pamiecią o tym, co dzieje sie tam, w Libii, Ugandzie, Sudanie...

(19430)
roxadata: 10.07.2011, godz: 19:39

Do Annay:
Właśnie, liczy się wnętrze: zasady, wartości jakimi się ktoś kieruje. Zawsze człowiek szukający wiary to jednak szukający, a leniwy to po prostu leniwy, zimny w wierze.
I takich hipokrytów, którzy niby to chodzą do kościoła i niby wierzą a na boku robią coś przeciwnego swej wierze jest niestety sporo. Lepiej kierować się sercem, tym co człowiek wyznaje w środku, jesli ktoś wierzy w miłość to bardzo ważne. Życzę dużo szczęścia :)
Pozdrawiam serdecznie

(19429)
Lara Moondata: 10.07.2011, godz: 19:22

Marcin,



tak, tak, tylko to mu nie odpowiadało, tamto mu nie odpowiadało, to by było lepsze, gdyby było tak, a tamto siak.... latka lecą... :)

(19428)
Annadata: 10.07.2011, godz: 19:00

Annay,
tak sobie myślę, że Pan Bóg po coś postawił tego człowieka na Twojej drodze. Z tego co piszesz widzę, że jego wybory były takie, a nie inne, ponieważ tak został ukształtowany, takie wzorce przekazał mu m.in. system edukacji. Z tych kilku zdań wniskuję, że jest on bardzo dobrym człowiekiem. Cieszę się, że wspiera Cię w Twoich wyborach, w Twojej wierze. A może to patrząc na Twoje życie zechce poznać Tego, w Którego wierzysz? Wiesz, dzisiaj słyszałam o człowieku, który również był ateistą. Pismo Święte zaczął czytać tylko z czystej ciekawości. I w tym czytaniu odnalazł swoją wiarę. Także może i człowiek, którego kochasz, dzięki Tobie, odnajdzie wiarę. Pamiętaj, w naszym życiu nic nie dzieje się bez celu.

(19427)
annaydata: 10.07.2011, godz: 16:44

Dziękuje wszystkim za szczerą odpowiedź. Czasami myślę, że łatwiejsze było by życie bez niego. Ale życie bez niego... Innym razem myślę, że może Bóg postawił mnie na jego drodze w jakimś celu. On szanuje moją religię, ale nie potrafię go winić za to, że nie wierzy, bo wychował się w kraju laickim, gdzie w szkole nie uczęszczał na lekcje religii a filozofii, gdzie rodzicie nie wskazali mu drogi. Ma swoje przekonania, ale nie namawia mnie do nich. Tabletki to jest problem. Tak niestety nauczyli go na lekcjach o życiu seksualnym, że do pewnego czasu to nie aborcja, tylko 'wycofanie plemników'. Ale ilu 'katolików' po nie sięga? Jeżeli ja ich nie wezmę to on nie będzie mnie do niczego nakłaniał. Może nie żyje dekalogiem, bo go nie zna. Ale żyje własnymi zasadami; szanuje swoich rodziców i ma ich za wzór, wciąż powtarza, że chce kochać swoją żonę przez całe życie jak kochają się jego rodzice. Z szacunkiem, podziwem i miłością patrzy na swojego ojca. Patrząc na niego widzę szacunek, miłość, marzenia, czasami duszę dziecka. Wiem, nie będę mogła odwołać się na Boga w naszym związku, ale będę mogła codziennie prosić go o wsparcie w życiu z moim ateistą. O siłę w wychowaniu dzieci w mojej wierze. Może to właśnie nie jego mam nawracać, może Bóg stawia mnie na jego drodze by jego dzieci poznały Go. Wychowałam się w rodzinie katolickiej, gdzie wiara jest największą wartością. Moi rodzice są również ogromnym przykładem dla mnie, nawet w te gorsze dni. Ale w dalszej rodzinie oraz wśród znajomych w ostatnich latach rozpadło się tyle małżeństw. Dlaczego, dlaczego ludzie, katolicy, którzy mieli kochać się na dobre i złe od siebie odchodzą? Nie są to osoby tylko z kilkoletnim stażem, ale osoby w wieku 50 lat, którzy mają dorosłe dzieci... Moim bardzo dobrym znajomym jest ksiądz, którego rodzina przeżyła romanse, rozwody. Który starał się pomóc i sam nie potrafi zrozumieć swojej siostry, szwagra, czy bratanka. Zauważmy też to, ilu katolików wierzy tak na prawdę, a nie chodzi do kościoła bo tak wypada. Lub ilu ochrzczonych nie zgadza się z kościołem? Wolę ateistę o dobrym serduszku, który w niedzielę mówi mi - kochanie byłaś już w kościele?- w piątek mówi - dziś na obiad będzie łosoś, bo Ty w piątki nie możesz jeść mięsa ;) Który cieszy się, że ma dziewczynę z zasadami w dzisiejszym zakręconym świecie. Nie wierzy - bo jak ma wierzyć w coś czego nigdy nie spotkał. Dla porównania w domu obok mieszka 3 polskich studentów. Nie chodzą do kościoła jak mówią - z lenistwa. Jeden z nim 6 lat nie był u spowiedzi - bo tego nie potrzebuje. Gdyby spotkali gdzieś atrakcyjną dziewczynę chętną na przygodny seks bez zobowiązań - bez wahania by to wykorzystali. Oni są katolikami. Mój chłopak nie, ale jego zasady, troska o mnie i o ludzi, których kocha imponuje mi bardziej. :)

(19426)
Artii, lat 36, e-mail: artur_wnek@op.pldata: 10.07.2011, godz: 15:25

Zreszta nie wiem, moze ja sie juz starzeje ;) wyglad kobiety przestal byc dla mnie istotny, raczej jakie moge miec z nia relacje, czy bedzie mnie kochac jak brata, czy bedzie pelna milosci, dobroci itp. co mi z wygladu jak sie nie da zyc z druga osoba mimo ze ladnie wyglada. Buduje relacje miedzy ludzkie na tym czy kocha mnie ktos, miluje, szanuje itp. Wzgledy pozorne ida na bok.

(19425)
Małgosiadata: 10.07.2011, godz: 14:18


Gosiu,
wyznawanym wartościom jeśli są one z pożytkiem i szacunkiem dla siebie samej/samego innych ludzi, należy być wiernym, by nie stać się przychylnym, gorliwym dla popierania przygodnych opinii. Zgodzę się, że trzeba wybrać czy woli się swoje np uprzedzenia czy miłość do drugiej osoby, ale jeśli jest to dobrze kształcący człowieka system wartości, nie powinno się z niego rezygnować.

(19424)
Malwina, e-mail: goats2002@poczta.onet.pldata: 10.07.2011, godz: 13:28

Swoją drogą, jego obawy były raczej uzasadnione obawami rodziców. Bowiem to chyba oni bardziej obawiali się tego, że ich syn mógłby ponownie przechodzić przez to samo.

(19423)
karinadata: 10.07.2011, godz: 13:22

Annay
wg mnie zwiazek z ateista ma znacznie mniejsze szanse przetrwania,..światopolad jest bardzo wązny...chyba ze jest to czlowiek który charakterem i zainteresowaniami w 100% Tobie odpowiada, tzw pokrewna dusza z którą rozumiecie się i wyczuwacie...

mówie to dlatego gdyz znam małżenstwa gdzie on jest przecietnym katolikiem tzw letnim a ona bardziej praktykująca i juz są problemy na tym tle, dlaczego ona wysyla dziecko co miesiac do spowiedzi, dlaczego nie moze opusicc mszy z powody wyjazdu niedzielnego, dlaczego ma nie jesc mięsa w piątek itp ... są to okazje do kłótni...udowadniania swojej racji, wymuszania na drugim..
zawsze którejś stronie cos przeszkadza bo nie są zgodni w tym temacie i nie potrafią tego wpasowac w swoje codzienne zycie, i priorytety..
Jesli ktos potrafi odpuścic to jedna strona mysli ze jej poglądy są wazniejsze , próbuje wymuszać na tej drugiej...
Moze zdarzają sie zgodne małżeństwa z odmiennym światopoglądem.. ja takich nie znam..
na pewno wazne jaki jest ten ateista.. bo jesli nie ma zasad..moralnosci .. to na czym opiera swoje poglądy? czy małzenstwo traktuje jak intercyzę.. ? a nieodpowiedzialnosc za pozostawienie dzieci wytłumaczy sobie postępem i wolnością...

Takie rzeczy nalezy sobie wcześniej przedyskutować, na co jestem w stanie się zgodzić by dojsc do kompromisu, jak wychowyac dzieci, jaki im przekazać światopolgąd - ateizm czy religię? to sa bardzo istotne sprawy ,
wiadomo ze w małżenstwie kością niezgody moga być zwyczajne róznice, np ze jeden lubi długo spać , drugi jest gadułą, bałaganiarzem lub domatorem..
dlatego związek katolika z ateista niesie ryzyko, trzeba sie z tym liczyć , że po kryzysie bez skrupułów ten drugi odejdzie lub zdradzi..skoro "nie boi"sie Pana Boga.. moze byc też na odwrót..
ateista to też człowiek i może posiada wpojone wartości , ale warto je wcześniej poznać, odkryć.. zanim powiesz Tak - zgadzam sie na Twój ateizm


(19422)
Marcin do ehhh...(Gosia)data: 10.07.2011, godz: 13:15

Ale ja nic nie pisze o zadnym piciu,nie wiem...to chyba nie dotyczy mojego ostatniego wpisu.A co do jak to piszesz katolika-nieudacznika to skad wiesz ze nie szukal...moze szukal az za duzo...

(19421)
Do Karinydata: 10.07.2011, godz: 11:13

czy dostałaś ode mnie maila odnośnie audycji?
DeadmauS

(19420)
Malwina, e-mail: goats2002@poczta.onet.pldata: 10.07.2011, godz: 11:05

Witam wszystkich!!!

Dziękuję wszystkim za dobre słowa skierowane do mnie.
Od ostatniego razu sytuacja się trochę rozwinęła. Otóż napisałam mu e-maila, co myślę o całej sytuacji. Odpisał. Pisaliśmy ze sobą kilka dni. W ostatnim jego e-mailu zapisał, że mnie kocha, że zrozumieli to jego rodzice i że chce być ze mną. Zadzwonił. Rozmawialiśmy kilkakrotnie przez telefon. Miał zadzwonić wczoraj i nie zadzwonił (zawsze dotrzymywał słowa).
Nie chcę znowu po raz kolejny pierwsza wychodzić z inicjatywą.
Wiem, że on bał się również mojej rzekomej choroby (1,5 roku temu podejrzewano u mnie nowotwór. W grudniu u jego dziewczyny zdiagnozowano nowotwór złośliwy. Boi się, że może znowu spotkać go podobne doświadczenie).
Podejrzewam, że zaczął pisać z jakąś dziewczyną, bowiem szuka osoby towarzyszącej na wesele, na które mieliśmy iść razem, a z racji moich badań kontrolnych ja iść nie mogę).
Już sama pomału się w tym wszystkim gubię i mam dosyć. Widzę ile kosztuje mnie to nerwów. Z drugiej strony nie umiem wymazać w sobie uczuć, które do niego czuję.

Ufam i wierzę, że Pan chce dla mnie jak najlepiej. Ale pomału i tego zaczyna we mnie brakować. Po prostu nie rozumiem tego wszystkiego co się wokół mnie dzieje.


(19419)
Promyczekdata: 10.07.2011, godz: 10:54

Ja uważam że związek z ateistą czy też osobą innego wyznania nie jest od razu skazany na porażkę, na pewno będzie trudniejszy. Takie osoby mogą sobą wiele reprezentować, nie muszą być od razu złymi ludźmi. Tylko kompromis z obydwu stron będzie jak najbardziej wskazany. Nie krytykujmy od razu osób niewierzących bądź innego wyznania. Więcej tolerancji...a bardziej spójrzmy na siebie i na swoje postępowanie i tego naszego katolicyzmu ;) Na pewno nie jednej, bądź nie jednemu z nas można by więcej zarzucić niż tym niewierzącym ;)
pozdrawiam ;)

(19418)
ehhh... (Gosia)data: 09.07.2011, godz: 22:04

Drogi Marcinie,
kiedy czytam wpisy niektórych katolików z tego forum, nie dziwię się, że Polki wychodzą za Arabów, ateistów czy innych, jak to określiłeś, dziwnych typów. Bo co myśleć choćby o takim katoliku, który regularnie od kilku lat niemal codziennie płacze w internecie, że jest samotny, a palcem nie ruszy, by to zmienić? Ja bym się z takim nigdy nie związała, bo od razu uznałabym kogoś takiego za niezdolnego do odpowiedzialnego życia, zamkniętego w swoim świecie ciapę.
Tylko, na litość boską, nie wszyscy ateiści piją, co zdajesz się sugerować (!). Znam wielu ateistów, którzy nie piją. Jeśli zaś idzie o niepijących katolików, znam jednego takiego (a ściślej mówiąc, jedną). Co do muzułmanów (bo chyba o nich myślałeś, mówiąc o ,,arabach"), to o ile mi wiadomo nie piją w ogóle, bo Koran im zabrania.

Być może jestem idealistką, ale wydaje mi się, że jeśli dwoje ludzi się kocha, potrafią się dogadać mimo różnic światopoglądowych, i to w każdej sytuacji. Ale to trzeba zdecydować: albo kocham męża/ żonę, albo swoje poglądy.

Pozdrawiam.

(19417)
Co do wpisu Marcinadata: 09.07.2011, godz: 21:54

Owszem niektóre kobiety pewnie są za bardzo naiwne i kierują sie za bardzo zauroczeniem a nie tym czy facet faktycznie nadaje sie na męża.Z jednej strony masz racje ale z drugiej...mało jest mężczyzn katolików wiec sie nie dziw że kobiety są zmuszone wybierać inaczej.Choć ja osobiście wolałabym być sama niż z kimś o zupełnie innym światopoglądzie z którym ciągle bym sie o to musiała sprzeczać.Zresztą żeby jeszcze ci katolicy chcieli być w związku,bo nie wszyscy chcą.A kobiet katoliczek jest wiecej.

(19416)
Do Annay, lat 24data: 09.07.2011, godz: 21:43

Posłuchaj tego:
http://www.youtube.com/watch?v=JFzOYU7xELw&feature=related

(19415)
Caro linedata: 09.07.2011, godz: 20:51

Witam,
Bardzo chciałabym podziękować św. Ricie, mogę powiedzieć, że znalazła mi pracę :) Odmawiałam nowennę i rzeczywiście coś się odmieniło.
I to naprawdę wydaje się być niezwykłe. Chwała Panu! :)

(19414)
do annaydata: 09.07.2011, godz: 20:19

To bardzo duży problem odpowiedź sobie czy Ty dasz sobie rade z takim człowiekiem? CZy wesprze Cie? Czy to aby nie zaszkodzi Twojej wierze? Kiedy będziecie mieli problem Ty zapewne udasz się do Kościoła czy na modlitwe a on gdzie skoro jest ateistą może sięgnie po alkohol albo coś innego złego zrobi? Nie wiesz co zrobi bo On nie będzie patrzył na przykazania ani na prawa Boże w swoim postępowaniu. Dlatego dobrze się zastanów, ale ja np nie potrafiłbym być z dziewczyną która jest z daleka od Boga.

(19413)
Dorota Karolinadata: 09.07.2011, godz: 20:02

Dzisiaj szczególny dzien, na mapie świata pojawia sie nowe panstwo Republika Południowego Sudanu, módlmy sie, aby dobry Bóg błogosławił Sudanczykom na tej niełatwej dla nich drodze budowania struktur panstwowych, politycznych i społecznych. Boże daj im pokój, którego tak pragną i siłe, której tak potrzebują.

(19412)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 09.07.2011, godz: 13:33

Idąc na plaże czy basen w stroju kapielowym przyswieca jeden cel opalić się i miło spędzić czas także w wodzie. To czas zabawy i relaksu. Moim zdaniem po co o tym mówić. Jeśli kogoś gorszy kobiecy strój kapielowy to siedzi w domu lub w ubraniu. Nigdy bym się nie wybrała na plażę nudystów. Trzeba zachować jakąś wewnętrzną wstydliwość. Dlatego kobiety mają tak różne stroje kąpielowe. Mężczyźni też mają ciekawe bokserki, ale lepiej patrzeć w twarz lub odwrócić głowę. Lubię baseny kąpielowe i nigdy nie spotkałam się z głupimi spojrzeniami, wręcz każdy zachowuje pewną wstydliwość. Każdy zdrowy psychicznie idzie na basen się ochłodzić i nie mysli o innych rzeczach.

(19411)
Arndata: 09.07.2011, godz: 11:46

DO ANNAY LAT 24
Witaj ANNAY - po tym, co napisałaś myślałem o Tobie i Twoim związku z tym ateistą. Annay nie warto się z takim człowiekiem wiązać. Jestem kilkanaście lat starszy od Ciebie i widziałem kilka takich bolesnych historii. Widziałem tragedię, ból, cierpienie, samotność mojej koleżanki, jak jej mąż nie wierzący traktował. Wylała ona wiele łez, choć nadal są razem, ale Ona już nigdy dobrze nie mówi o małżeństwie, a chciała go tylko zmienić i nawrócić. Widziałem też jak fajna mężatka zostaje sama z dwójką dzieci, bo jej mąż po kilku latach trwania małżeństwa spotkał jakąś podobną sobie babę ateistkę i odszedł. Nie warto tego przeżywać na własnej skórze. Będziesz bardzo cierpiała, a z Tobą Twoi najbliżsi. Skończ tę relację jak najszybciej, dopóki jesteś jeszcze Bożą Niewiastą pełną miłości Boga i Wojowniczką Pana. Małżeństwo to trudna wspinaczka na szczyt dwóch ludzi na jednej linie. Jeśli się nie wyznaje tych samych wartości, to jest wiele niezrozumienia i wielki krzyż, a wasze dzieci nie będą mogły w tym wszystkim się odnaleźć i w swoich sercach będą czuły zamęt i rozdźwięk, a przecież masz je wychować tak, aby poznały Pana i swoim życiem go wielbiły już tu na ziemi, a później stały się mieszkańcami niebieskiego Jeruzalem. Tego nie dokonasz z ateistą. Potraktuj te słowa jako porady starszego brata - choć Cię ANNAY nie znam to pragnę, abyś była szczęśliwa, kochana i akceptowana w swoim przyszłym małżeństwie. Trzymaj się ciepło i podejmij mądre decyzje.

(19410)
Artii do TAKIE PYTANIE, lat 36, e-mail: artur_wnek@op.pldata: 09.07.2011, godz: 11:31

Tak szczerze to mnie to nie rusza! :) juz na pewno nie seksualnie, dla mnie to nie grzech. Owszem podziwiam ladna figure kobieca, dekolt ale nie nakrecam sie na zmyslowe sprawy. W kosciele tez sie spotyka ladne kobiety i co z tego :) POZDRAWIAM! Artii

(19409)
Marcin odnosnie poprzednich wpdata: 09.07.2011, godz: 07:20

Czytajac ostatnie wpisy nie po raz pierwszy rodzi sie we mnie pytanie: czemu kobiety-Polki tak czesto chca wiazac sie z ateistami,mezczyznami pochodzenia arabskiego badz o zgrozo dziwnymi typami po ktorych od razu widac ze niezle z nich ziolka.A pozniej dramat,rozterki,rozwod.Dlatego apel-drogie dziewczyny szukajcie na partnerow fajnych,zrownowazonych facetow katolikow.Wtedy jest bardzo duza szansa ze wasze zycie malzenskie bedzie udane i prawdziwie chrzescijanskie

(19408)
Dietrich, lat 25data: 09.07.2011, godz: 02:10

annay, wiem, że nikt raczej nie myśli o końcu związku, kiedy on trwa. Musisz jednak wiedzieć, że jeśli zdecydujecie się na małżeństwo w KRK, to dla Ciebie będzie ono sakramentem, a dla niego nie. Jego będzie wiązać przysięga i sumienie, Ciebie także sakrament. Dla ateistów i w ogóle dla chrześcijan niekatolików decyzja o rozwodzie, choć dramatyczna, nie jest tak bardzo brzemienna w skutki jak dla katolików. Wybacz, że o tym piszę, nikt raczej nie myśli o takich sprawach, gdy jest w związku ale musisz być tego świadoma. Ale jeśli dojdziecie do momentu, w którym będziecie chcieli wziąć ślub, dobrze będzie, jeśli będziecie jednakowo zgodni co do absolutnej nierozerwalności Waszego małżeństwa.

Co do tabletek, sprawa jest smutna, może kiedyś zmieni zdanie. Nie powinnaś absolutnie myśleć o jego byłych partnerkach. Często osoby wierzące wyrzucają swoim partnerom ich seksualną przeszłość, traktując swoją postawę jako przejaw dojrzałości. Myślę, że przejawem dojrzałości jest akceptacja drugiej osoby z całą jej historią i powstrzymanie się od rozbierania takich rzeczy. Dla niego seks przed ślubem nie był czynnością naganną (i trudno, by dla ateisty był), był raczej istotnym elementem budowania związku, z którego teraz zrezygnował.

Myślę, że dwa światy da się połączyć. Nie muszę Ci na pewno mówić, że od prób nawracania trzeba się powstrzymać (to tyczy się także jego). Czy Twój chłopak akceptuje to, że, jeśli pojawią się dzieci, będą one ochrzczone i wychowane w wierze katolickiej? Myślę, że warto poustalać podobne istotne sprawy na spokojnie.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

(19407)
Takie pytaniedata: 08.07.2011, godz: 22:41

Jak myślicie chodzenie w stroju kąpielowym to grzech(czasem nie ma innego wyboru np na basenie)?Albo w bluzce na ramiączkach czy takiej przylegającej do ciała(wiadomo każdy chce miec dopasowaną bluzkę a nie zbyt szeroką w której niezbyt dobrze sie wygląda)?

(19406)
ROBERT777data: 08.07.2011, godz: 22:39

DO ANNAY LAT 24

..........Z ATEISTA NA PEWNO MOŻNA.....MALE ALE ...to co powiedział SW PAWEL dekalog jest prawem wychowującym do miłości......a u twojego chłopaka tego niewidac
...oczywiście DEKALOGU...KOCHACIE SIE ZAUROCZENIE I EMOCJE TO NIE MIŁOŚĆ.....
NIE JESTESCIE MALZENSTWEM NIE MACIE DZIECI I CHWALA BOGU.......JA TEŻ Z ATEISTKAMI LUB TAKIMI PSEUDO KATOLICZKAMI PRUBOWALEM STWORZYC ZWIAZEK..........KIEDY STAWIALEM WARUNEK ZE RAZEM STAWIAMY NA ROZWÓJ BUDOWANIE W ZYCIA NA DEKALOGU.......KONCZYLO SIE WSZYSTKO ...STAWIAJ WARUNKI WYMAGAJ................BO PO ŚLUBIE MOŻE BYC TYLKO GORZEJ MÓJ KOLEGA KATOLIK OZENIL SIE Z ATEISTKA ...ODESZLA OD NIEGO JEST DZIECKO I TRAGEDJA BO DLA NIEGO DEKALOG W ZYCIU TO PODSTAWA..........A DLA NIEJ...........DEKALOG JEST PRZEDE WSZYSTKIM FUNDAMENTEM CZLOWIECZENSTWA A NIE JAKIMIS TAM ZASADAMI RELIGIJNYMI......CZYLI OBOWJAZUJE KAZDEGO CZLOWIEKA KATOLIKA ATEISTE ITD...........

(19405)
Arndata: 08.07.2011, godz: 21:15

annay, lat 24
Zostaw go, bo nie da się połączyć tych dwóch światów. Znajdź mężczyznę, który stara się na co dzień żyć ewangelią. Życie z ateistą będzie dla Ciebie udręką i pasmem cierpień - lepiej, abyś tego nie doświadczyła, szkodami mi Ciebie w takim związku i twoich wielu łez. Użyj w tej relacji swojego rozumu, a nie tylko serca ok.

(19404)
Lara Moondata: 08.07.2011, godz: 20:23

On i Pavel,
no dobrze, nie mówić, zmieniłem się, itp. A jeżeli kiedyś, kiedy będzie już za późno ona się sama dowie? Wyjdziesz wtedy na podwójnego drania, bo nie dość, że coś tam było w przeszłości (zależy jeszcze co to było...), to w dodatku ją okłamujesz, nie masz zaufania do niej. W dodatku jeśli "uda" Ci się popełnić drugi raz ten błąd, to co wtedy? To bardzo delikatna sprawa i musisz się naprawdę dobrze nad tym zastanowić. Błędy przeszłości czasami wracają w naszych postępowaniach, ale i w gadulstwie innych osób.

(19403)
Tomek do annay, lat 37, e-mail: redakcja@adonai.pldata: 08.07.2011, godz: 18:44

Zobacz tutaj: Jak kochać ateistę?

(19402)
annay, lat 24data: 08.07.2011, godz: 18:30

Cześć!
Chciałam poznać wasze zdanie na temat związku katolika z ateistą. Przeszkód na jakie napotka taka para. Sama jestem w takim związku i zastanawiam się, czy potrafię w nim być. Mój chłopak nie wierzy, szanuję moją wiarę. Mamy po 24 lata, ja jestem dziewicą, on miał już sześć partnerek. Gryzie mnie to, czy powinnam o tym myśleć? Czy zapomnieć i uznać za przeszłość, a liczy się to co jest teraz? Poza tym mój chłopak nie krytykuje tabletek '48h po'(używał ich z byłą dziewczyną) oraz uważa, że aborcja czasami rozwiązuje problem. Ja jestem katoliczkę, nigdy nie przyjmę takiej tabletki, nigdy nie zgodziłabym się na aborcję, to wbrew mojej religii, ale i wbrew samej sobie. Kocham go, ten chłopak ma w sobie dobro, którego nie potrafię opisać, chcę z nim być do końca życia ale żyje w innym świecie. Czy da się połączyć te światy?

(19401)
Artur Wnęk / Artii, lat 36, e-mail: artur_wnek@op.pldata: 08.07.2011, godz: 17:19

Co slychac Kochani Zrodelkowicze? Dzis Marty Robin nie bedzie ;)

(19400)
chwila data: 08.07.2011, godz: 15:01


On 19

W życiu jest tak jak pisze Monika i jest tak jak pisze Pavel... ja w sumie tez uważam jak Pavel, ale...szczerość o tym co było złe może być próbą dla związku i jesli ta dziewczyna to zaakceptuje to by mogło znaczyć o jej bezwarunkowej miłości i że warta jest tez miłości z Twojej strony, później jak nie powiesz a się np. od kogoś dowie, może być ona zła że przed nią to zataiłeś, a może uznac że ją okłamaywałeś nawet bo takie sa reakcje, chyba że sie od razu umawiacie, że nie chcecie nic wiedzieć o przeszłości, że to nie jest dla was ważne, że liczycie sie tylko WY i żadne z Was potem nie może mieć do siebie pretensji

(19399)
paveldata: 08.07.2011, godz: 11:58

Do On 19.

Nie mów dziewczynie o twojej przeszłości!!!! Przeszłość to przeszłość. Schowaj ja do szuflady. Dręczą Cie wyrzuty sumienia, wiem o tym, ale dziewczyna nie jest twoim spowiednikiem i nie musi takich rzeczy wiedzieć. Uwierz mi i zaufaj co mowie, dziewczyna nie zaakceptuje twojej przeszłości skoro była zła. Pomyśli sobie "robił to w przeszłości wiec czemu miał by do tego nie wrócić". Przestraszy się i pójdzie sobie. Przemysł to kolego.

Pozdrawiam
pavel

(19398)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 08.07.2011, godz: 10:17

Chwilo dziekuje.

On lat 19 ważne jest abyś opowiedział dziewczynie jakie w przeszłości popełniłeś błedy. Ważne jest aby związek budować na prawdzie. Tylko zastanów się najpierw dlaczego popełniłeś te błędy. To zwierzenie będzie miało na celu sprawdzenie reakcji i akceptacji ciebie.

Tomku skoro wśród samotnych jest dużo ludzi nieśmiałych to może zorganizowane wycieczki. Byłam kiedyś na wycieczce zorganizowanej na Loch Ness i tak fajnie się złozyło że było 8 osób. Trzy małżeństwa i jeden Amerykanin i ja. Ten Amerykanin przyjechał ze znajomymi ale chciał pojechać na Loch Ness i się umówili przy zamku Urquart Castle. Uczyliśmy się tańca Szkockiego i mieliśmy super przewodniczkę. Byłam też na Orkanach i te wycieczki zorganizowane są świetne. Takie wycieczki to przyjemne z pożytecznym i są bezpieczne. I powiem że turystyka w Szkocji jest na wysokim poziomie. Ponadto zdobyłam 1 level Scottish Qualification opłacanym przez rząd szkocki i zastanawiam się nad zdobyciem drugiego stopnia w przyszłym roku.
Tomku zorganizowanie weekendowych wycieczek dla samotnych i pracujących to fajna sprawa. Na przykład można wybrać się do Kielc i zwiedzać Góry Świętokrzyskie i przy okazji może coś zaiskrzy. Takie ambitne wycieczki to niezły produkt turystyczny i rosnie zapotrzebowanie na busy i noclegi i w ten sposób nakręca się gospodarkę a Mszę świętą można robić raz w miesiącu. Miłego wypoczynku.

(19397)
Tomek, lat 37, e-mail: redakcja@adonai.pldata: 08.07.2011, godz: 09:36

Ponieważ jesteśmy na urlopie nie będzie oficjalnego spotkania dla osób poszukujących małżonka w Warszawie. Tydzień temu umieściłem na stronie dla-samotnych.pl zachętę aby uczestnicy sami sie organizowali i na 1400 osób nikt nie ma żadnego pomysłu.
ew. jakieś anonimowe spotkania młodych (bo tak bezpieczniej). A przecież zaproszenie na zwykłe wyjście do kina nie przerasta dorosłego człowieka który myśli poważnie o założeniu rodziny.. Ech... Tyle było zali o samotności na tej stronie ale czy ktoś tak naprawdę chcę to zmienić? Sam zaczynam mieć wątpliwości.

(19396)
chwila data: 08.07.2011, godz: 09:29


Moniczka l.37

To o czym piszesz - wstyd- to jest sedno z którym wszystko u Ciebie sie wiąże. Wiesz w takiej sytuacji trzeba (jakoś) sobie powiedzieć tak to jest mój ojciec, nie poradził sobie, jest słaby, ale ja jestem odrębną osobą, jestem jego córką, ale to nie ja pije, to nie ja ranie tym najbliższych itd. Nie musisz sie ludziom spowiadać, tłumaczyć, a te osoby które beda wiedziały może się podzielą i dla niektórych może to być problem w kontakatach z Tobą (chociaz nie powinien, ale ludzie sa różni) a innym to nie będzie przeszkadzało i to z takimi osobami sobie przebywaj i nie przejmuj się co ludzie myślą, co mówią...Kazdy z nas ma jakieś słabości, jedni mniejsze inni większe, naprawde nie warto się przejmować, a Ty nie musisz się wstydzić, tym bardziej za ojca, nie wybieramy sobie rodziców, chociaz czytałam, że podobno dusza sobie własnie wybiera i to ma czemuś słuzyć a potem jak sie rodzimy to zapominamy o tym, ale licho wie jak jest... w każdym razie ojcu możesz pomgać, możez nie pomagać, jesli już nie możesz, możesz spróbować za jakiś czas, to tak jakbyś go broniła, chroniła, jego, jego dusze przed sztanem, więc chyba warto pomóc, ale nie wstydź się, nie bój się oceny innych, bo Twoje życie musi biec dalej z nadzieją i radością a nie ciagłymi blokadami...

(19395)
On, lat 19, e-mail: petermoody@wp.pldata: 08.07.2011, godz: 01:27

Popełniłem w przeszłośći straszne błędy. Teraz jestem z dziewczyną, którą bardzo kocham, z którą chciałbym zbudować swoje przyszłe życie. Jstem innym czlowiekiem, wyciagnalem wnioski z moich błędów, zmieniłem się. Czy mam zostawić przeszłość w spokoju, czy powinienem opowiedzieć o niej mojej dziewczynie, o moich błedach z przeszłsoci?

(19394)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 07.07.2011, godz: 23:05

Marcinie moja podswiadomość należy do Pana Boga i hipnoza nie wchodzi w grę. Zgdzam się że potrzebuję terapii ale biorąc pod uwagę moją bujną wyobraźnię i różne stany emocjonalne i głębokość urazów to mogę stracić majątek i dalej potrzebować terapii. Jako formę terapii traktuję pielgrzymkę na którą się wybieram. Pooddychanie tym samym powietrzem którym oddychał Jezus Chrystus. Stąpanie po Świętej Ziemi. Od kiedy zapisalam sie na pielgrzymkę przygotowuję się duchowo i poznam także nowych ludzi.

Co do nienawiści taty to zauważyłam że tak łatwo mnie oceniacie. Nie potrafię być dziewczyną i sympatią dla chłopaka. Ile razy w szkole średniej lubiłam chodzić na randki a tak często po dwóch spotkaniach kończyły się spotkania. Własnie byłam starsznie chora na studiach. Wciąż koleżankom mówiłam że chcę mieć chłopaka a jak na balu kolega mi się oświadczył to powiedziałam " Idę do zakonu" i to była odpowiedź zaburzona. Co bym odpowiedziała na dzień dzisiejszy. "Poznajmy się lepiej". Ile razy w kielcach widziałam napis "Szpital psychiatryczny" i miałam ochotę tam pójść. Byłam w szpitalu w Bolesławcu i z nudów chciałam pomyć okna bo były strasznie brudne. Nawet nie wzruszyło mnie że Pana Jarosława chcieli dać do psychiatry to tak jak by miał grypę i kazano iść do lekarza. Dziwię się że po tragedii smoleńskiej trzyma się tak dzielnie i wciąż Go popieram bo mówi tak jak śp Lech Kaczyński. Nawet prezencja w Unii tego nie zmieni.

Tomku przepraszam że pisze tu dużo o sobie ale traktuję wpisy jako formę terapii i odpowiedzi są cenne. Tak sobie skojarzyłam że Łukasz przestał pisać a ja zaczęłam.

(19393)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 07.07.2011, godz: 23:01

Marcinie moja podswiadomość należy do Pana Boga i hipnoza nie wchodzi w grę. Zgdzam się że potrzebuję terapii ale biorąc pod uwagę moją bujną wyobraźnię i różne stany emocjonalne i głębokość urazów to mogę stracić majątek i dalej potrzebować terapii. Jako formę terapii traktuję pielgrzymkę na którą się wybieram. Pooddychanie tym samym powietrzem którym oddychał Jezus Chrystus. Stąpanie po Świętej Ziemi. Od kiedy zapisalam sie na pielgrzymkę przygotowuję się duchowo i poznam także nowych ludzi.

Co do nienawiści taty to zauważyłam że tak łatwo mnie oceniacie. Nie potrafię być dziewczyną i sympatią dla chłopaka. Ile razy w szkole średniej lubiłam chodzić na randki a tak często po dwóch spotkaniach kończyły się spotkania. Własnie byłam starsznie chora na studiach. Wciąż koleżankom mówiłam że chcę mieć chłopaka a jak na balu kolega mi się oświadczył to powiedziałam " Idę do zakonu" i to była odpowiedź zaburzona. Co bym odpowiedziała na dzień dzisiejszy. "Poznajmy się lepiej". Ile razy w kielcach widziałam napis "Szpital psychiatryczny" i miałam ochotę tam pójść. Byłam w szpitalu w Bolesławcu i z nudów chciałam pomyć okna bo były strasznie brudne. Nawet nie wzruszyło mnie że Pana Jarosława chcieli dać do psychiatry to tak jak by miał grypę i kazano iść do lekarza. Dziwię się że po tragedii smoleńskiej trzyma się tak dzielnie i wciąż Go popieram bo mówi tak jak śp Lech Kaczyński. Nawet prezencja w Unii tego nie zmieni.

Tomku przepraszam że pisze tu dużo o sobie ale traktuję wpisy jako formę terapii i odpowiedzi są cenne. Tak sobie skojarzyłam że Łukasz przestał pisać a ja zaczęłam.

(19392)
Krzysztof, lat 24, e-mail: krzysztof_11@op.pldata: 07.07.2011, godz: 22:20

Trzeba rozróżnić pomiędzy pracoholizmem a znalezieniem sobie zajęcia po to aby nie zadręczać się problemami.

(19391)
Do Marcinadata: 07.07.2011, godz: 21:05

"Tak jak powiedziałaś najlepiej rzucić się w wir pracy albo jakiś zainteresowań co pomoże trochę niejako odwrócić uwagę od problemu."

Kompletnie sie nie zgadzam,nie można "zamalować" problemów.Pracoholizm nie jest zdrowy.
A z wizytą u psychiatry to akurat sie zgadzam.



(19390)
Do Monikidata: 07.07.2011, godz: 21:01

Uważam że potrzbna Ci terapia.Niestety jak sie jest dorosłym dzieckiem alkoholika to czasem nie wystarczy wziąść sie w garść.A przecież wiecie że nie można kogoś całe życie nienawidzieć.Bo to niszczy.Najważniejsze jest przebaczenie,wtedy człowiek doznaje ulgi.Monika jak pomożesz innej młodej osobie w podobnej sytuacji skoro sama masz zranioną psychikę?

(19389)
Krzysztof, lat 24, e-mail: krzysztof_11@op.pldata: 07.07.2011, godz: 18:19

Moniko życze powodzenia :)

(19388)
Marcin do Monika,lat 37data: 07.07.2011, godz: 17:51

Niestety takich trudnych przeżyć nie da się usunąć z podświadomości,chyba pomogłaby tu pomóc hipnoza.Czytałem niedawno o pewnym księdzu który wpadł w nałóg alkoholizmu i to mu pomogło.Kościół jest otwarty na naukową stronę hipnozy i działa ona niemal cuda.Oczywiście nie chodzi tu o hipnozę wykonywaną przez jakiegoś uzdrowiciela czy szarlatana ale lekarza psychiatrę.Tak jak powiedziałaś najlepiej rzucić się w wir pracy albo jakiś zainteresowań co pomoże trochę niejako odwrócić uwagę od problemu.

(19387)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 07.07.2011, godz: 15:39

Krzysztofie bardziej niż założenia rodziny bardzo bym chciała mieć własną firmę i pomagać dzięki temu innym młodym. Cieszy mnie że jest wiele biur podróży. Bardzo jestem zaskoczona powstaniem Figloklubów przy Rainbow Tours to super sprawa. Właśnie Animatorzy czasu wolnego to przyszłość dla dzieci. Naprawdę widzę piękne zmiany.
Nienawiść do taty alkoholika wiąże się z tym, że nie umie zyć nie potrafi pokazać mi pięknej Polski. Kupił wędki a nigdy nie pojechał na ryby. Kupił menażki i mieliśmy jechać na piknik i nigdy nas nie zabrał. Ma samochód i jeździ tylko nim na zakupy. Boję się zrobić prawo jazdy. Jestem bojaźliwa i pociesza mnie to że drogi sa coraz lepsze. Kuzynka powiedziała mi że niedługo prowadzenie samochodu będzie tak powszechne jak używanie komputera czy pralki.

Chwilo dziękuje. Przede wszystkim choroba alkoholowa taty wpoiła mi że jestem kimś gorszym i czuję wstyd przed sąsiadami i mam takie wrażenie że wszyscy mnie wytykają palcami a matki nie chcą takiej synowej jak ja. Piszę to dlatego że niedługo jadę na wycieczkę i tak sobie myślę że nie powinnam że jak ja mogę jechać na taką wycieczkę. A jednocześnie czuję się taka szczęśliwa.

(19386)
Krzysztof, lat 24, e-mail: krzysztof_11@op.pldata: 07.07.2011, godz: 15:01

Moniko jestem świadomy ze rany zostaną nawet i do końca życia, nie lubię wtykać nosa w czyjeś osobiste sprawy, ale skoro Ty pisałaś publicznie pozwoliłem sobie odpisać. Jesteś jeszcze młoda 37 lat to nie aż tak dużo jest jeszcze czas aby zadbać o swoja przyszłość (może założenie rodziny) moim zdaniem kiedyś przychodzi czas aby się od rodziców odciąć a przezywanie w kolo tego samego problemu nie pozwala człowiekowi iść do przodu. To co pisze nie musi być słuszne nie znam sytuacji dobrze, jedynie tylko to co napisałaś tutaj.

(19385)
chwila data: 07.07.2011, godz: 10:30


Moniko l.37

Moniczko...
Są ojcowie czy matki owładnięci alkoholizmem, którzy jednak sami cierpią i są kochani przez swoich najbliższych, bo ich nie krzywdzą w sensie że nie biją, a słów raniących potrafia użyć nie tylko alkoholicy, nawet siostra czy brat potrafią nas nazwac świnią i nie w sensie ironii, i dalej ci alkoholicy jak nie piją są cudownymi matkami i ojcami i sa kochani ...

Są matki lub ojcowie alkoholicy, którzy tez przez to swoje uzależnienie cierpią, ale krzywdzą rodzinę, są agresywni, przepijają wszystkie pieniądze (o ile pracują i je mają), używają przemocy i tak non stop, chociaż może tacy też mają przebłyski i żałują tego co robią i nie potrafią inaczej

Ale czy to tyczy się tylko alkoholików? Są ludzie którzy nie piją i źle traktują swoich najbliższych...

Sa takie możliwości, że można zmusić kogoś do leczenia, może taki przymus pomógł by Twojemu tacie i wam wszystkim...może nie...

ale sama nienawiść nic wam nie da..jak wiadomo agresja rodzi agresję i tak w koło...
Pan Jezus uczył nas miłości do bliźniego, nawet wroga...Twoja sytuacja jest ciężka a praca nad uzdrowieniem całego domu to niewątpliwie żmudna robota, jak praca w polu...ciągła orka, walka ze szkodnikami, "kataklizmami" i ci ludzie pracujący w polu tez mają wybór mogą sprzedać wszystko i zostawić i mieć od tego spokój, ale jednak próbują, pracują... może to nie najlepsze porównanie, ale chyba rozumiesz o co chodzi...oczywiście każdy ma granice swoich mozliwości...

Pozdrawiam


(19384)
Monika, lat 37, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 07.07.2011, godz: 09:30

Krzysztofie gdziekolwiek będę mieszkać rany zadane przez tatę wciąż we mnie tkwią. Byłam przecież w pracy zagranicą i nie potrafiłam otworzyć się na znajomych. Żyć naszymi wspólnymi problemami emigrantów. Wciąż tkwie w swoich urojonych problemach i wyobrażeniach. Ostatnio u psychiatry chciał mnie wysłać na jakąś terapię. Mówię szkoda pieniędzy. Dla mnie terapią jest praca. Dzieki temu że mam pieniądze mogę pojechać na wycieczkę. Grupą terapeutyczną są koleżanki i koledzy w pracy. Uczą realnego życia i mamy wspólny cel dobro firmy bo to nasza matka żywicielka.

(19383)
tiwaz, lat 21data: 06.07.2011, godz: 23:54

chetnie popisze z jakąś miła sympatyczną dziewczyną dla której wartości katolickie nie są obce moje gg 12143364

(19382)
karinadata: 06.07.2011, godz: 22:38

do Moniki i piszących do niej..
Moniko Twoja nienawisc do taty jest jak najbardziej zrozumiała w sensie uczuciowym
Nie da sie zaprzeczac i oczukać uczuc i udawać kochającą córkę gdy rany na to nie pozwalają.. to sa normalne reakcje uczuciowe.. chyba kazdy z nas czasem w zyciu kogoś znienawidził..
Dobrze jest doradzać- Kochaj Moniko tatę bo Jezus za niego umarł..

Można miec szacunek do Ojca ze względu na to kim jest czyli Dzieckiem Bozym choć słabym i raniącym...
ale czy można wymagać od dziecka miłosci gdy cierpienie, żal, złość ,ból sa nawarstwione i ogromne?... W ten sposób mozna dziecko wpędzić w poczucie winy.. skąd ma wziąść miłosc która wiąże sie z uczuciami do kogoś kto rani i szydzi..?

Tylko Jezus był tak silny i doskonały by wrogów miłować...
jak Monika moze kochać ojca skoro on sam jej tego nie nauczył?
Monika kocha mamę, a więc ma tez dobre uczucia ..
Nie usprawiedliwiam Moniki ze robi dobrze nienawidząc.. ale te uczucia sa normalne.. to jest efekt czegoś..
tak jak efektem dobroci są pozytywne uczucia..miłosc, zyczliwość..

Nie wiemy co czuje Monika, jak cierpi wewnątrz, za siebie i za mamę..bo moze sami mamy w miare normalnych ojców..

Moniko Tobie bardzo potrzebna grupa wsparcia DDA, a takze stały spowiednik..
"ucieczka" z domu nie wiele pomoże.. gdyz głeboko tkwi w Tobie rana..
w takim a nie innym srodowisku kształtowała sie Twoja osobowość i mozesz miec skrzywienia (Bez urazy) normalne zadry i psychologiczne blokady, chęc zemsty, złosc kiedys moze przerodzic sie w agresję.. jak to ma miejsce w niektorych przypadkach gdy nagle ktoś robi pod wpływem złosci coś czego by sie nigdy nie spodziewał.. To nie Twoja wina.
Dobrze jakbys pojechała na rekolekcje panstwa Gajdów - "Jezus wzruszył sie głeboko " zobacz w google. i w ogole na takie dla rodzin współuzaleznionych.

Zeby kochać kogoś kto rani i nadal nie ma w sobie skruchy ..to wymaga rozsądnej pracy, terapii i współdziałania z łaską Boża.. tylko Jezus może leczyć takie rany..
Czy potrafisz Moniko w pełni zaufać, otworzyc sie na Boga Ojca który przecież ma sie kojarzyc z dobrym ojcem..którego Ty nie miałaś? to szalenie trudne.. relacja z rodzonym Ojcem odbija sie na relacji do Boga...
Byłas Moniko na rekolekcjach ignacjańskich z przydzielonym kierownikiem duchowym? , jest tego pełno w Krakowie.. bardzo chwalą te rekolekcje..
Jakkolwiek sa Twoje uczucia.. pamiętaj to sa tyko uczucia.. w afekcie, w nastepstwie czegoś co boli.. nie wiń się..ale zwyczajnie szukaj pomocy duchowej..
Jak ktos doradził oddaj ojca Bogu.. rób to codziennie przez jakiś czas..powiedzmy 30 dni jak sie uda w kosciele..
odmawiaj modlitwe przebaczenia o. Roberta DeGrandisa -30 dniową.. . jesli potrafisz i masz dosc siły..spróbuj a zobaczysz co sie zmieni po 30 dniach.. Moze to bedzie jakis krok.. nie tylko dla Ciebie ale i Twojego ojca?
Moze cos sie zmieni? moze Pan Bóg czeka na Twój minimalny gest dobrej woli i oddania mu twojego ojca przez Ciebie która jestes z nim w pokrewieństwie..
Jest to trudne.. bardzo trudne.. ale czasem nie ma innej rady jak zaprzec sie siebie.. i nawet mając w sobie uczucia złosci niechęci do tej osoby - oddawać ją Bogu..
Bóg nie jest Bogiem bezdusznym, rozumie uczucia..
ale jak moj spowiednik Mówi trzeba czasem oderwac sie od uczuć, jakby wbrew uczuciom powierzac Bogu sprawy.. wiele rzeczy moze dokonywać sie w nas bez wzledu na uczucia jakie mamy..
Bóg ponadto wszystko działa.. mocą swoją dotyka, uzdrawia.. jeśli przyjdziemy do Niego ufnie.. mówiąc Mu jak ciezko nam kochać ale jak bardzo pragnęlibyśmy gdyby nas uzdolnił, umocnił, wyzwolił... trzeba o to prosić ....wołać do Pana..
o cos co po ludzku wydaje sie niemozliwe.
I nie nalezy oczekiwac szybkich efektów.. Pan leczy w swoim czasie.. czasem to proces.. nieraz wymaga dodatkowej terapii psychologicznej.. jesli cierpienie jest zaawansowane.. jakkolwiek Pan Bóg ma swoje ścieżki..
Moniko zycze odwagi, przepraszam jesli czyms uraziłam Cie.





(19381)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej