| :) | data: 24.10.2007, godz: 21:24 |
W każdym wieku można być skostniałym, to zależy od charakteru i podejścia do życia. Życie bez nadziei, optymizmu staje się smutne, to od człowieka zależy czy chce tak żyć czy patrzeć w przyszłość z nadzieją. Niektórzy ludzie bardzo lubią wszystko zrzucać na wiek, raz mówią, że są za młodzi, a po paru latach, że już za starzy. Jak mówi przysłowie " złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy". Jak ktoś jest dojrzały to i młody, i późniejszy wiek jest dla niego odpowiednim czasem:) Aha i Piotrze nie podsumowuj tak ostro swoich krewnych i to publicznie, i nie uogólniaj, że ma to związek z wiekiem, w każdym wieku spotakasz wiele dobrych i złych małżeństw. (2330)| koniczynka | data: 24.10.2007, godz: 21:18 |
Hej! Chciałam podzielić się z Wami moją radością. Z pewnych zbiegów okoliczności zaczęłam interesować się Aniołami. Jakoś wczesniej nie zastanawiałam się nad tym, ze ja także mam swojego Aniołka...ale właśnie dzięki tym róznym wypadkom weszłam na stronę dotyczącą Tych przecudownych istot Bożych i zaczęłam chłonąć te informacje..niczym gąbka wodę z wielką radością serca i ogromnym spokojem ducha...odkryłam, że mój niebiański Przyjaciel ma na imię Umabel i już jakby na to nie patrzeć ochrania mnie 17 lat:) czuję ogromny dług wdzięczności za ten jak dla mnie długi czas i właśnie w tym miejscu chcę Ci bardzo za wszystko podziękować:) Być może dla niektórych wyda się to dziwne ale zrozumie mnie tylko osoba, która wierzy...co wieczór dziękuję swojemu Aniołowi za cały dzień, za wszystkie radości i smutki przezyte...i co ciekawe mój Umabel jest patronem osób samotnych, których otwarte serce jest gotowe przyjąć nową, dobrą miłość. "Każdy z nas zapewne znalazł się w takiej sytuacji, gdy osamotniona dusza tęskniła za kimś bliskim i pragnęła przeżyć miłość piękną, czystą i romantyczną. Tak przykry okres w naszym życiu wcale nie musi trwać długo, gdyż dobry Bóg widząc gotowość serca, posyła swoje Anioły, które pomyślnie splatając okoliczności sprawiły,aby dwie istity mogły spotkać się na wspólnej drodze życia. Samotność jest czasem przemyśleń, analizy swego życia oraz momentem dogodnym na wsłuchanie się w pragnienie duszy." Czy Wy również na codzień odczuwacie Anielską obecność?? Cudowne jest to, że BOg tak wiele nam oferuje abyśmy trwali przy Nim:) W życiu nie ma przypadków...:) (2329)
Art. 33 kodeksu pracy:
Przy zawieraniu umowy o pracę na czas określony, dłuższy niż 6 miesięcy, strony mogą przewidzieć dopuszczalność wcześniejszego rozwiązania tej umowy za dwutygodniowym wypowiedzeniem.
Czyli jeśli nie ma przewidzianej mozliwości wypowiedzenia w umowie to nie można jej rozwiązać - ale za wypowiedzeniem.
Jest możliwość rozwiazania za tzw. porozumieniem stron.
(2328)| nieszczęśliwa, lat 26 | data: 24.10.2007, godz: 18:41 |
Bardzo proszę o odpowiedź na pytanie: czy umowę o pracę na czas określony (rok) można wypowiedzieć czy to jest niemożliwe. Słyszałam różne pogłoski. Dokładnie że sa ustępstwa czyli że umowa musi być zawarta na okres dłuższy niż 6 m-cy i w umowie musi być klauzula a mianowicie: strony zastrzegły w umowie możliwość rozwiązania tej umowy za wypowiedzeniem. Co wtedy gdy tylko jeden z tych warunków jest spełniony. Proszę o odpowiedź. (2327)| Piotr | data: 24.10.2007, godz: 14:42 |
Strach, obawa nie jest niczym dziwnym - tylko głupi się nie boi. Bez tego byłoby trudno przeżyć. W przypadku 30-latków i starszych nie ma się co dziwić - im dalej w las, tym więcej drzew. Życie tylko zwiększa nasz bagaż, a nie zmniejsza, więc on siłą rzeczy mniej lub bardziej rzutował. Piszesz o wygodzie, bezpieczeństwie życia z rodzicami itd - to występuje w wielu przypadkach, ale nie sądze, żeby to były decydujące czynniki. Ja bym raczej spojrzał na zranienia emocjonalne - zarówno te na linii ja-rodzice, jak i ja-partner(ka). One, w moim przekonaniu, bardziej rzutują niż czynniki zewnętrzne, choć i te nie powinny być pomienięte. Zresztą w takich przypadkach wiek już nie ma większego znaczenia, choć ból z nimi związany może, z wiekiem, stawać się coraz większym ciężarem. Czyż mam mieć pretensje do zranionej osoby, że jest ostrożna, choćby i za bardzo? Raczej nie. Ostrożność i obawy to naturalne bezpieczniki. Gdy się zranisz, będziesz, choćby niewiele, ale jednak uważniejsza. Tu pojawiają się dwie kwestie - przesadnej ostrożności i cierpienia jako ubogacającego doświadczenia. Pierwsza jest zrozumiała o tyle, o ile traumatyczne doświadczenie jest stosunkowo "świeże" i nie jest związane z innymi nierozwiązanymi problemami. W innym przypadku możliwe jest błędne koło cierpienia - już cierpię, więc będę unikać potencjalnego(!) źródła cierpienia (w tym przypadku - miłości, związku), a ponieważ pragnę miłości, będę cierpieć jeszcze bardziej, bo jednocześnie chcę jej uniknąć. To droga donikąd.
Sprawa cierpienia, które ma nas ubogacić, już wcześnie poruszałem, więc nie będę się nadmiernie rozpisywał. Jednak taka perspektywa, choć z punktu widzenia bolesna, jest istotna dla człowieka-wierzącego, chrześcijanina. Gdyby Hiob nie wierzył Bogu, mimo, po ludzku patrząc, niezawinionych cierpień, bólu rozrywającego serce i duszę, nie wierzyłby mocniej i w końcu pewnie by się odwrócił od Boga. Jednak tego nie zrobił, choć ciężar, który na niego spadł, praktcznie go przygniótł, zmiażdzył.
Z poczuciem beznadziei, bezsilności, o upływającym czasie nie wspomnę, wiąże się pokusa ucieczki. Ucieczki od problemów, ucieczki w pracę, narkotyki itp. Może też to być ucieczka w "związek". Czemu cudzysłów. Bo nie chodzi tu o związek, ale o formę, który mimo braku prawdziwej treści, ma uspokoić wewnętrznie. Pół biedy, gdy jednak jakaś szansa na miłość, jakiś fundament, się pojawi. Jednak ile może trwać i jak się może skończyć taki spektakl pozorów? Jakie szkody wyrządzi w życiu obojga? Znalazłem poniekąd odpowiedź. Nie musiałem daleko szukać. Ponad rok temu pochowany został brat mojej mamy. W jakimś sensie był to nieszczęśliwy splot doświadczeń jego i żony, a fundamentem tej tragedii było kłamstwo. Nie było ono bezpośrednim powodem, ale stało się tym kamykiem, który spadł ostatecznie jako lawina. Nigdy nie układało im się idealnie, choć lepiej było, gdy byli osobno - on w delegacji, ona na miejscu. Jak się okazało - wyszła za mąż z litości - to właśnie kiedyś wykrzyczała mojej mamie, podczas jakiegoś spięcia; swoją drogą to raczej on się nad zlitował, bo ona ani specjalnie piękna, ani już młoda nie była, bo miała 32 lata w owym czasie. Był jej praktycznie potrzebny tylko i wyłącznie jako reproduktor (doczekali się córki), czasem towarzysz, ale przede wszystkim jako skarbiec, z którego można czerpać pieniądze szerokim strumieniem. Tego się nigdy nie dowiedział, a może nie chciał tego widzieć. Była dla niego wszystkim, choć on dla niej praktycznie nikim. Tak zresztą go traktowała - jak powietrze, kolejny mebel w mieszkaniu. To wszystko miało swój tragiczny finał. Stryj miał bardzo poważny wypadek. Przykuty do łóżka żył jeszcze 2 miesiące po wypadku. Ona zapewniała go o trosce i miłości, a ostatecznie go zostawiła, bo, jak tłumaczyła, musiała wyjechać do Anglii i zarobić na rodzinę, bo mąż nie był w stanie; po tygodniu przestała dzwonić do niego, a później w ogóle nie odbierała jego telefonów. Po jej wyjeździe, miesiąc po wypadku, jego stan się pogorszył. Rozżalony, rozgoryczony i zraniony, umarł miesiąc po jej wyjeździe. Tej tragedii i on był winien, ale gdyby w tym faktycznie była miłość, zarówno jedno, jak i drugie, przy każdej nadarzającej się okaji, nie topiłoby smutków w alkoholu, a w konsekwencji nie byłoby może tej niepotrzebnej i przedwczesnej śmierci. To tylko skrót, bo już nie chciało mi się rozpisywać, ale powinien pokazać, jak ważne jest to z kim i dlaczego się wiążemy. To prawdziwa miłość, niepozbawiona refleksji i myślenia, powinna być podstawą.
Bardzo ważne są chęci do działania, a przede wszystkim działanie jako takie. Inaczej nic się nie stanie, nie zmieni. O wierze już nawet nie wspomnę, bo dla wierzących jest to chyba oczywiste.
(2326)
tez podoba mi sie wpis tej Osoby- do Magdy.
jest w tym duzo mądrych kwestii. Dziwi mnie tylko to co piszesz ze wszystko straciłas i musisz zaczynać od zera..? przeciez nie straciłas wykształcenia, zdobytych doswiadczeń, wspomnien z podrózy..byłas zwiedziłas..czegos sie nauczyłas, wydoroslałas to bardzo wiele!! chyba zycie nie polega na tym by co roku podrózowac, miec dobra pracę..
zycie to trud wiec teraz masz moznosc tego wypróbować. Pan pokazał Ci ze powodzenie moze byc chwilowe, uczucie nie musi byc miłoscią. Mozesz sie tym dzielic. Zgadzam sie ze trzeba pracowac nad sobą zanim sie podejmie poważna decyzję..
Jeszcze chciałabym poruszyc jeden problem osób wieku 30 lat.. niestety sama tego doswiadczam na sobie i widze u innych.. w tym wieku coraz trudniej zgodzic sie na zycie , na trudnosci, młodsze osoby jakos spontanicznie wchodza w zycie a 30 laktowie starsznie wyważają.. na ile sie opłaci byc z tą osobą?, co mogę zyskać, wymagania wzrastaja coraz bardziej, obawy ze nie poradzimy sobie bo małe pensje..jak bedziemy zyc? itp wiec trzeba szukac osoby zaradnej która nas zabiezpieczy.. boimy sie trudu coraz bardziej z wiekiem!
a osoby młode nie wybiegaja naprzód az tak daleko i im łatwiej sobie zycie ulożyć, nie przesadzają w oczekiwaniach. W konsekwencji tego starsze osoby coraz bardziej boją sie odpowiedzialności..i zostaja same. Jesli ktos nie zdecyduje sie na ułozenie zycia w wieku 25-26 lat to potem coraz trudniej dac szansę drugiej osobie... Człowiek przyzwyczaja sie do rodziców ze są, że wspomogą a jak ich zabraknie bedzie musiał sam sie troszczyc wiec trzeba sie ustawic znalezc dobrą, zaradną zonę aktywną zawodowo, albo zaradnego męża. Wymagania stają sie grubo przesadzone
bo zeby do czegos dojsc trzeba sie natrudzic samemu, rzadko komu na starcie wszystko sie układa.. a wy co o tym myslicie? (2325)
Chciałem cosik napisać ale mi myśl uciekła. :)
Pomyślałem właśnie o wierze. I nie chodzi ino o wiarę w Boga, chodzi o wiarę w człowieka. Ja staram się tym kierować, nie zawsze wychodzi, bo wiadomo nikt nie jest doskonały. Czasem ta moja wiara w drugiego człowieka wypowiedziana przeze mnie na głos zabrzmi dość naiwnie i infantylnie. Ale cieszę się z tego, bo może ktoś się uśmiechnie, gdy to usłyszy. Na przykład kiedy nie zastanę kogoś w domu to mówię w biurze że poszli do pracy. Wszyscy wiedzą, że to bezrobocie z pokolenia na pokolenie ale czasem ktoś się uśmiechnie. Zdecydowanie lepiej jest tak powiedzieć niż nikt na mnie nie czekał i ze gdzieś się "szwendają"...
Tak samo proponuję przenieść te myślenie na tutejszy grunt. Jeśli piszę to mówię sam do siebie: "ale będzie odpowiedzi!" :) I przez to samo mój wpis staje się deko inny od wszystkich a przez to... sami osądźcie jaki.
I nie myślcie że to instruktaż, każdy pisze jak chce, ale proszę was o więcej wiary w ludzi tu przebywających.
God Bless You All !!! (2324)| do " do Magdy" | data: 24.10.2007, godz: 01:46 |
madre slowa....pomocne... naprawde czasami dobrze jest uslyszec cos od kogos starszego...chocby troszke... (2323)
DO AGI: Dziękuję za te słowa:
" Każdego poranka
dostajemy szansę na nowe życie
i od nas zależy,czy zaświeci słońce.
Pomimo chmur - walcz,
bo życie nie kończy się na kłopotach,
a słońce świeci ponad nimi. "
Ludzie! więcej optymizmu! Może ktoś odbierze mnie źle, jednakże swego czasu zaglądałam tu częściej, jednak ostatnio pesymizm pojawiający się na tej stronie jest przerażający. Każdy niesie ze sobą swój bagaż doświadczeń i przeżyć nie da się porównywać i nawet tego nie chcę kwestionować. Jednakże jesteśmy ludźmi wiary! Gdzie w nas radość?? Boża radość?? Nauczmy się wreszcie cieszyć drobnymi rzeczami, a świat od razu ukaże nam się w innych barwach!
:) (2322)
Witam Was słonecznie!:) Czytałam Wasze wpisy i cieszę się, że są jeszcze tak wrażliwi
i głębocy ludzie jak Wy:) To naprawdę napełnia nadzieją, że jeszcze wiele promyków możemy rozpalić w ludzkich sercach...Jednak sami nie obudzimy słońca w naszym
i cudzym życiu...Możemy tego dokonać tylko razem!!Masz swoje pasje?Piszesz?Jesteś wolontariuszem? Masz ciekawe pomysły?A może po prostu chcesz się podzielić najprostszymi doświadczeniami, które mogą pomóc komuś innemu? Nie zamykaj się. Działaj!Pomóż tworzyć stronę www.obudzslonce.bnx.pl . Masz wiele do zaoferowania innym ludziom...swoją wyjątkowość! Nie ma nic bardziej niepowtarzalnego i cennego. Podziel się sobą i rozpal nadzieję w innych, że są jeszcze ludzie, którzy pragną żyć pięknie i wierzą, żę jest to możliwe! Zajrzyj koniecznie i napisz coś od siebie:) Pozdrawiam październikowo:) (2321)| nieszczęśliwa, lat 26 | data: 23.10.2007, godz: 20:29 |
Do słonecznik
Doskonale cie rozumiem, jestem w tej samej sytuacji. Też podjełam decyzję o odejściu z pracy choć wiem że dzisiaj jest cięzko znaleźć nową ale na razie nikt o tym nie wie i jak w między czasie znajdę coś nowego to od razu składam wypowiedzenie chyba że dłużej nie wytrzymam i odejdę zanim znajdę coś nowego. Naprawdę czasami mam dość, atmosfera napięta aż w powietrzu czuć niezdrową woń. Słonecznik 3maj się, pamiętaj nie jesteś sama. Pomodlę się za ciebie. Każdy z nas ma anioła stróża, on nam pomoże w potrzebie. Mój ojciec który jest już u Boga czuwa nade mną, czuję to. Już dawno miałam ochotę rzucić tę pracę i powiedzieć im co o tym wszystkim myślę ale się powstrzymywałam ostatkiem sił, nieraz miałam oczy pełne łez ale na siłę powstrzymywałam je aby nikt ich w pracy nie zobaczył. Po co, co by to zmieniło, nic. Słonecznik 3maj się. Musimy być silne choć to wszystko bardzo trudne. Pozdrawiam cię serdecznie. Buziaki. (2320)| do Agi | data: 23.10.2007, godz: 19:34 |
Piękny ten wiersz. (2319)
Witam Was :)
Znalazłam kiedyś ten wiersz na stronce Adonai,ma on głęboki sen,warto w niego spojrzeć,przemyśleć i coś zaczerpnąć z tej postawy.
" Od jutra "
Od jutra będę smutny, od jutra.
Dzisiaj jednak będę szczęśliwy :
Do czego służy smutek, do czego?
Dlatego, że wieje nieprzychylny wiatr?
Dlaczego mam się dzisiaj martwić o jutro?
Może jutro będzie wszystko jasne
Może jutro zabłyśnie już słońce.
I nie będzie żadnego powodu do smutku.
Od jutra będę smutny, od jutra.
Ale dzisiaj, dzisiaj będę szczęśliwy
i powiem do każdego smutnego dnia:
Od jutra będę smutny.
Dzisiaj nie.
Wiersz napisany przez pewnego
żydowskiego chłopca w gettcie - 1941 r.
Refleksja
Spójrz głęboko w to co się znajduje w tych słowach.
Dla mnie to piękne,bardzo mądre słowa zawarte w postawie.Ten wiersz jest bardzo ważny,chłopiec doszedł do takich przemyśleń.Ile on mógł mieć lat? Nieważne ile ale widać jak dojrzał wewnętrznie.Sytuacja go zmusiła,getto - obóz zagłady.Co ten mały musiał czuć,myśleć gdy tam był,co musiał doświadczyć w takich skrajnych warunkach...
Musiał siebie samego pocieszać.Zobacz co on mówi.Wiedział w jakiej sytuacji się znajduje,że jest tak ciężko,że nie wiadomo czy przeżyje ale wzbudza akty nadziei,próbuje szukać światła do życia...
może wszystko się ułoży,może nie będzie powodu do zmartwień,może słońce zabłyśnie...
Dlatego on nie chce martwić się o jutrzejszy dzień,o to co w nim znajdzie i mówi,że od jutra będzie smutny,dzisiaj NIE.To próba trzymania się przy życiu.Wiesz ja uczę się od tego chłopca,przekaz tego co powiedział jest bardzo znaczący.Staram się te słowa mieć w pamięci,w sercu.
Chopiec zostawił po sobie coś dla drugiego człowieka - wartościowego,prawdziwego - wymiar postawy.
Zobacz jakimi kategoriami myśli chłopiec - on zbudował nadzieje,próbuje ile się da odsuwać smutek,mimo nieprzychylnej sytuacji,on walczy,mówi słowa,że od jutra będzie smutny,dziś próbuje mimo wszystko być szczęsliwy,szuka światła,a każdego następnego dnia będzie to przesuwał ile tylko można...żeby walczyć,żyć i się nie martwić bo może się rozpogodzi los i nadejdzie szczęście...
Polecam pod Twoją refleksję te słowa chłopca,zaczerpnij z nich.
Chodzi o to by nie dręczyć się zmartwieniami,kłopotami...a mimo wszystko próbować być szcześliwym TERAZ,DZIŚ a nie kiedyś... Każdy dzień ma wartość i trzeba próbować być wdzięcznym za wszystko co się ma.
Odsuwać smutek od siebie,budować nadzieje,walczyć o każdy dzień mając pogode ducha:)
Pozdrawiam Was serdecznie:)
(2318)| poziomka, lat 22 | data: 23.10.2007, godz: 17:22 |
Było już dobrze, a nawet bardzo... uśmiechałam się do obcych ludzi, nie przejmowałam się niektórymi sprawami... Dzisiaj są gorsze dni... znowu czuję, że nie mam siły... cierpliwości... odwagi by podnieść twarz... Proszę Was o modlitwę... (2317)| do Magdy | data: 23.10.2007, godz: 06:27 |
Przeczytalam Magdo to co napisalas i praktycznie sa to moje mysli sprzed 10 lat. Pamietam to zagubienie i bezskutecznosc poszukiwan kochanego chlopaka. Niby wszystko bylo ze mna ok, powinnam byla cieszyc sie zyciem ale wciaz, jak mi sie zdawalo nie bylo ku temu powodow bo nie bylo kogos z kim moglabym dzielic sie radosciami i smutkami. Dzisiaj mam trzydziesci lat, wiele z moich marzen sie spelnilo, ukonczylam studia, mialam ciekawe prace, zaczelam podrozowac, najpierw po Europie a pozniej wyjechalam za ocean, spotkalam tez tego wysnionego mezczyzne ale wciaz bylam nieszczesliwa. Zadziwiajace prawda. Teraz kiedy wszystko stracilam i musze budowac zycie od poczatku dokladnie od fundamentow udziele Ci rady jako starsza kolezanka. Po pierwsze trzeba wierzyc ze Pan Bog ma dla nas wspanialy plan, po drugie opierajac sie na pokorze budowac swoja wartosc, doksztalcac sie, poznawac nowych ludzi bo po to jest ten czas na ziemi aby sie rozwijac i wymagac od siebie wiecej anizeli inni by od nas wymagali, a po trzebie uczyc sie radosci ducha, bo jest ona kluczem do wszystkich lask. Jezeli majac 20 lat czujesz sie nieszczesliwa to wierz mi ze nawet jak spotkasz tego jedynego i spelnia sie wszystkie Twoje marzenia tez nie bedziesz umiala poczuc sie szczesliwa. szczescia trzeba szukac w sobie, a dopiero potem szukac go w otaczajacym swiecie. Jest takie madre przyslowie ze jak komu z rana tak i do wieczora. Rob wszystko aby ranek twojego zycia byl radoscia i wierz mi ze nikt poza Toba nie jest w stanie zmienic nic, tylko Ty jedna. szukaj ludzi ktorzy wnosza swiatlo w zycie i ucz sie od nich radosci. Jezeli zas chodzi o milosc, to musisz przygotowac sie na rozczarowania ale tez na walke, bo milosc to wyzwanie.
I tak naprawde sama milosc w zyciu to za malo aby byc szczesliwa, musisz byc tez mezna kobieta, silna kobieta, czyli taka ktora potrafi czekac i w czsie tego czekania dorastac, rozwijac sie. BO MEZNA KOBIETE KTORZ ZNAJDZIE, JEJ WARTOSC PERLY PRZEWYZSZA. Wierz mi tej ziemi potrzeba silnych, zdecydowanych, radosnych i wytrwalych kobiet. (2316)
Wydaje mi sie, ze nie zasluguje na milosc, bo nie potrafie kochac siebie, ludzi i Boga. Moje zycie wewnetrzne to potworne cierpienie. Czuje sie jakbym nigdy nie zyl. (2315)| Prośba o modlitwę! | data: 22.10.2007, godz: 22:53 |
Bardzo proszę o modlitwę za pewną osobę, ona jest chora i potrzebuje wsparcia, ma na imię Ania i jest nauczycielką, a dokładniej katechetką....
Proszę o to dla niej... i z góry dziękuję!
BÓG zapłać za modlitwę!
(2314)
"Odwaga... to nic innego,
jak tylko siła pozwalająca
pokonać niebezpieczeństwo, lęk,
niepowodzenie, niesprawiedliwość
i nadal wewnętrznie wierzyć,
że życie przy wszystkich
swych smutkach jest dobre;
że wszystko ma swój sens,
nawet jeśli przekracza to
nasze rozumienie;
i że zawsze jest jakieś jutro."
Dorothy Thompson
mi chyba brakuje tej odwagi, czasami pojawia się lecz zanim wyciągnę po nią rękę ona znika... by pojawić się ponownie. może w końcu zdołam ją dosięgnąć. (2313)
Witam Was:)
Dla przypomnienia w piątek zaczyna się Festiwal Podróżniczy "Wiatraki"
26 - 28 października 2007
Racibórz (woj. Śląskie), Dom Kultury "Strzecha" - ul. Księdza Londzina 38
O FESTIWALU
http://www.wiatraki.rosynant.pl/o_imprezie/o_imprezie.php
PROGRAM
http://www.wiatraki.rosynant.pl/program/program.php
GOŚCIE
http://www.wiatraki.rosynant.pl/goscie/goscie.php
Czy ktoś się wybiera ?? :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Światła w sercu Wam życze:)
(2312)
Jeszcze troche refleksji:)
" Każdego poranka
dostajemy szansę na nowe życie
i od nas zależy,czy zaświeci słońce.
Pomimo chmur - walcz,
bo życie nie kończy się na kłopotach,
a słońce świeci ponad nimi. "
----------
Wartość uśmiechu
Darząc uśmiechem
uszczęśliwiasz serce.
Uśmiech bogaci obdarzonego
nie zubożając dającego.
Nie trwa dłużej niż chwila,
ale jego wspomnienie zostaje na długo.
Nikt nie jest tak bogaty,
by mógł nim pogardzić,
ani tak ubogi, by nie mógł nic darzyć.
Uśmiech niesie radość w rodzinie,
umacnia w pracy,
świadczy o przyjaźni.
Uśmiech podnosi na duchu zmęczonych,
leczy ze smutku.
Gdy więc napotkasz kogoś
o twarzy ponurej,
obdarz go hojnie uśmiechem;
któż bowiem bardziej go potrzebuje
niż ten, kto nie potrafi go dawać?
Faber
(2311)
" Mogę postanowić ... "
Mogę postanowić
że będę szczęśliwy w tym szarym dniu.
To nieistotne,czy dzisiaj pada deszcz ,
czy świeci słońce. Nieważne, czy cieszę się
chwilą wolnego czasu, czy też mam przed sobą
dzień pełen obowiązków.
Wiem,że dzisiejszy dzień
Bóg stworzył z myślą o mnie.
Pragnę więc przyjąć ten dzień
z wdzięcznością i chcę cieszyć się nim,
a to, czego nie będę umiał zmienić,
pragnę z ufnością zawierzyć Bogu.
Rainer Haak
(2310)| mała_zdw do sama | data: 22.10.2007, godz: 20:10 |
Kochana!!!! Ze mna kiedyś było dokładnie tak samo. Pan Bóg na pierwszym miejscu - dużo modlitwy, niedzielna Eucharystia, przyjmowanie sakramentów... Aż kiedyś to sie po prostu urwało... Przestałam chodzić do Kościoła (a jeśli już to bardzo rzadko chodziłam), modlitwy prawie nie było i było tak dość długo... Tak naprawdę dopiero po jakimś roku, może nawet półtora to się zmieniło. Małymi kroczkami, częstymi upadkami, ale pomału się udało :)) Teraz chodzę do Kościoła co niedzielę, modlę się na Różańcu, często spowiadam i jest super. Zupełnie inaczej, łatwiej i piękniej, bo z Panem Bogiem :)) Naprawdę warto iść za Jezusem; 3maj się Go mocno i NIGDY nie puszczaj :)) Pozdrawiam Cię mocno!!!!! (2309)| Monika | data: 22.10.2007, godz: 18:53 |
kocham kosciol katolicki. Widze ze Bog oddal szatanowi wszystko tak sie szatanowi wydaje. Jednak nikt tak naprawde nie kocha Czlowieka jak Jezus Chrystus. Szatan wmawia ze milosc to seks.
Jest taki obrazek Jezusa z owieczka na rekach. Wierze ze kazdego czlowieka Jezus moze wziac na swoje ramiona. Wiecie ja naprawde w to wierze.
Panie Jezu naucz mnie okazywac swoim zyciem ze jestes najlepszym moim Przyjacielem. Dziekuje ze odmieniles moje zycie a w Szkocji okazujesz mi swoja milosc i dobroc. (2308)
Dziękuję wszytskim za ciepłe słowa i modlitwę. Zdałam:):) (2307)
do aniłka
niesmuc sie wierz a napewno gdzies tam jest ten jedny ktorego przeznaczył ci Pan (2306)
Szukam osoby z Poznania. W Listopadzie od 16 do 20 sa rekolekcje dochodzone w Poznaniu przy ul. Przybyszewskiego w Kościele parafialnym. Chciałbym w nich uczestniczyc, mieszkam duzo dalej, potrzebuje tani nocleg gdzies niedaleko. Czy moze ktos ma jakąs oferte? Pozdrawiam (2305)
Nie ważne, kim jesteś...Nie istotne w jakim teraz miejscu się znajdujesz, wśród jakich ludzi...Nie ważne, co przed Tobą a ni za Tobą...Właśnie Ty jesteś Potrzebny! Odkryj siebie, rozpal promyk w czyimś sercu...Zapraszam na stronę: www.obudzslonce.bnx.pl
Przypomnij sobie jak głęboki sens ma istnienie i spraw, by ktoś obok dzięki Tobie na nowo odkrył swoją ścieżkę. Pomóż mi tworzyć tę stronę, razem możemy więcej:) (2304)
Alu tak jak Rafał uważam ze to niebezpieczna sprawa dla Ciebie!!!! ta sprawa zabrnęła za daleko , nie jestes w stanie walczyć z szatanem ! nie wdawaj sie w rozmowy z koleżanką, ona jest już pod jego wodzą i TY jej nie nakłonisz na wiarę a sama się narażasz.
Msza sw w jej intencji, Modlitwa, ofiara, komunia sw, to możesz czynić. Jesli kolezanka będzie Ci nie przychylna rozzłoszczona możesz byc bardziej narazona na ataki szatana który trzyma ją w garści. Jesli masz częsty kontakt z kolezanką musisz wiedziec jak masz postępować wobec niej, porozmawiaj z dobrym ksiedzem . Ta sprawa wymaga odpowiednich kroków. Jej rodzina powinna się tym zając. (2303)| słonecznik | data: 20.10.2007, godz: 22:49 |
ten tydzien byl dla mnie naprawde cięzki ale podjelam decyzje ze odchodze z tej pracy. bardzo sie boje co bedzie dalej bo o nowa prace ciężko. jednak wiem ze tkwienie w tym ukladzie nie przynioslo by nic dobrego w moim zyciu. Prosze Was kochani pomodlcie sie za mnie (2302)
Szukam Boga chcę by było jak kiedyś modlitwa ,komunia św a teraz nie chodze do kościoła - żadko zagubilam dobro które było brakuje mi przyjacół;(( szarość smutek (2301)
Cześć Ala! Sprawa jest bardzo skomplikowana i uwazam, ze powinnas jak najszybciej zaprzestać prób jakiegokolwiek nakłaniania jej na wiare katolicką.Jest to dla nas, ludzi świeckich..dosyc niebezpieczna praktyka.Takie osoby muszą korzystać z pomocy egzorcysty.My mozemy w ten sposób sobie zaszkodzić, bo narazamy siebie na działanie złego ducha.Wiem, ze masz bardzo dobre intencje, ale radze Ci umyć od tej sprawy ręce - tzn. pozostawic to w spokoju dla własnego dobra.Mozesz kolezanke wspomóc w modlitwie, ofiarować za nią jakies swe kłopoty.Odmawiaj w jej intencji Różaniec.Moim zdaniem, tylko tyle możesz teraz dla niej zrobic.Pamietaj, ze jesli osoba jest pod wpływem działania złego ducha,a my chcemy ją nawrócic na wiare katolicką, ów demon moze sie rozgniewać i swój cały gniew skieruje na nas.Znam osoby, ktore w ten sposob chciały pomóc i doswiadczały wielu nieprzyjemnych skutkow (Ja tez chciałem kiedys, ale w pore mnie kolezanka uswiadomiła o zagrozeniu) .Moc wypędzania zlych duchów ma jedynie specjalny ksiądz egzorcysta, dlatego my musimy obchodzic sie z tymi sprawami bardzo ostrożnie. Jak chcesz o tym porozmawiac to pisz do mnie na gg: 71 41 829 lub na maila. Pozdrawiam (2300)| Ala, lat 17 | data: 20.10.2007, godz: 21:20 |
Szczesc Boże wszystkim. szukam pomocy bo sama sobie nie radzę. otoz mam kolezanke ktora wyznaje szatana. jest moja dobra kolezanka z tym ze ja jestem wg niej
zbyt katolicka jak na swoj wiek. kiedy rozmawiamy o wierze ona opowiada jaki to szatan jest wspaniały a Bóg katolikow jest wg niej niedobry i głupi. okropnie jest słuchac takich bluznierstw, ja ją probuje przekonac ze Bóg jest najlepszym Bogiem a z szatanem... a... wszystko co złego powiem jej o sztanie, ona to uwaza za dobre... Pomóżcie... jak ją przekonac ze źle postępuje? jak ją przekonac do wiary w BOGA prawdziwego?? (2299)| Nieszczęśliwa, lat 26 | data: 20.10.2007, godz: 17:48 |
Aniale stróżu, bo wiem że takiego mam, każdy takiego ma i czuwa nad nim, proszę dodaj mi sił i nie opuszczaj mnie, pomóż mi w znalezieniu innej pracy w której będę szczęśliwa, jak było to rok temu gdy pracowałam w urzędzie a tutaj powoli się wypalam i niszczę psychicznie. Drodzy żródełkowiecze proszę Was o wsparcie modlitewne w tej sprawie. Pozdrawiam serdecznie :) (2298)| Piotr | data: 20.10.2007, godz: 13:22 |
Aniołku (a i do smutnego słoneczka, tak przy okazji;) - to, co przeżywasz, to swoista żałoba, tym boleśniejsza, że osoba, która odeszła, jest tam gdzieś, poza twoim zasięgiem. Nie ma tu znaczenia, że ze sobą rozmawiacie. Dla człowieka, bez względu na wiek, nie ma chyba nic gorszego, jak człowiek, który w mniejszym lub większym stopniu fizycznie jest, a jednak nie jest z nami. Najlepiej to widać na przykładzie dzieci - najboleśniejsze jest odtrącenie przez rodzica, mimo, że fizycznie jest obecny. Tak samo i tu. Odrzucenie emocjalne jest na pewno męką, jednak w tym momencie sama dolewasz oliwy do ognia. Skoro już się rozstaliście, to ostatecznie to przetnij, skoro nie ma już pewnie szans na powrót, bo do czego? Zresztą zastanów się - czy faktycznie chciałabyś wrócić? Już Starożytni twierdzili, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, a i to pewnie nie byłoby to samo. Doświadczenia, zwłaszcza między wami, mogłyby mocno zaciążyć tej "powtórki". Postawię być może odważną tezę, ale spróbuję - uważam, że ten "związek" tak bardzo Ci zaprząta głowę nie tylko dlatego, że jego rozpad zburzył Cię wewnętrznie, ale raczej dlatego, że są (prawdopodobnie) sprawy, które nie zostały wyjaśnione, zamknięte. Koniec związku niczego nie załatwił, a wręcz je pogłębił problemy. Może i się mylę, bo mam za mało danych, ale na podstawie tego, co napisałaś, tak właśnie sądzę.
W twej historii kolejny raz wraca wątek przyjaźni damsko-męskiej, przy czym tutaj strata jest podwójna - straciłaś chłopaka i przyjaciela zarazem. Nie twierdzę, że to źle, że był on twoim przyjacielem. Jednak dobrze by było mieć jakiegoś przyjaciela (płeć wg woli;), który będzie patrzyl na Ciebie z większym dystansem, a przede wszystkim nie będzie tak bezpośrednio zaangażowaną w Twoje życie osobą. Jest to szalenie ważne zwłaszcza w okresach kryzysów i różnych przełomach życiowych. Co dalej? Trzeba żyć - prozaiczne, ciężkie w trudnym okresie, ale prawdziwe. Choć Twoje życie, a bardziej Ty sama zatrzymałaś się, to jednak dalej wstaje dzień, zapada noc, oddychasz, widzisz, czujesz - to jest nie do przeceniania. Podejrzewam, że jesteś wierząca, więc tym bardziej powinnaś pamiętać, że jest Ktoś, kto o Tobie nie zapomina - nigdy!
Wylewa się z Ciebie wiele bólu i żalu - zarówno spływają one po Twoich policzkach, jak i zamykasz je w słowach. To zrozumiałe. Tak samo zrozumiałe jest, że wołasz w niebo, z goryczą, czemu mnie to ZNÓW spotkało. Czemu akurat mnie? To normalne - to przecież bardzo ludzki odruch, zwłaszcza, gdy mamy poczucie niezawinionego cierpienia. W takich momentach spotykamy się jednak z Tajemnicą. Czymś, co wymyka się wszelkim schematom, jest gdzieś poza, a jednak w jakiś wyjątkowy i niezrozumiały sposób nas dotyka. Nie zmniejsza to cierpienia i całego bagażu z nim związanego, ale jest jak ręka wyciągnięta do nas, abyśmy mogli się poddźwignąć z otchłani beznadziei, bezsilności, abyśmy mogli się oczyścić z kurzu żalu i bólu, które choć są na stałe wpisane w żywot człowieka, nie powinny murem, oddzielającym nas od świata i ludzi - naszą samotnią, w której będziemy ciągle na nowo rozdrapywali bolesne rany, które nie będą miały szansy się zabliźnić. Cierpienie ma wszak uszlachetniać, choć cierpiącym może się to, tak po prostu, po ludzku, wydać niedorzeczne i absurdalne. A przecież ".. na wszystko pod tym słońcem jest czas..", tak więc choć naszą duszę spowijają teraz chmury, trzeba mieć nadzieję, ba, trzeba zrobić wszystko, ażeby te chmury rozpędzić i znów żyć pełnią życia :) (2297)
Zapraszam Was serdecznie na stronę...
www.calym-soba.blog.onet.pl
Chciałabym, abyście pomogli ją tworzyć, zostawiali komentarze, własne przemyślenia, świadectwa wiary,a może zniechęcenia...
pozdrawiam ciepło...
niech Pan błogosławi!
doris (2296)
Piotrze czytam Twoje wpisy są dwulicowe..jest w nich sprzecznosc. I wygląda ze sam sobie na nie odpowiadasz..człowiek wierzący kieruje się nauczaniem Chrystusa- kościoła i papieża a nie swoim własnym. Jesli przeinacza sie naukę koscioła to juz nie mozna nazywać się uczniem Chrystusa . Obys był zimny lub gorący... letniość jest przykrywką fałszywą, wygodną scieżką , która nie prowadzi do zbawienia ale na wyżyny własnej pychy.. co z Twoim sumieniem.. Quo vadis..?
(2295)
Gratulacje i wszelkie wpisy dot. Artiego proszę kierować bezpośrednio na jego adres e-mail lub GG (2294)| Artur Wnęk / Artii, lat 32, e-mail: artur.wnek@vp.pl | data: 20.10.2007, godz: 07:48 |
No jestem juz na necie ;) wiadomo ze nie bywam zbyt czesto. Choc minelo juz 3 tygodnie to pochwale sie bo jest czym sie chwalic!!! :) Narodzila sie nam przesliczna coreczka Marta Teresa Wnęk, waga 2400, 53 cm, skala apgar 8. Oddamy, powierzymy ja Panu naszemu :) Jestesmy bardzo szczesliwymi rodzicami :) :) :) Niech bedzie uwielbiony Jezus w Marcie, w calej naszej rodzinie :) (2293)| Emilka | data: 19.10.2007, godz: 23:40 |
Witam serdecznie!!!
Chciałam ponownie zaprosić na swoją stonkę, http://free4web.pl/NewsList/151471
tym razem odsyłam do newsa, w którym zawarłam pewną refleksję, nad spotkaniem człowieka z człowiekiem. Bardzo proszę pozostawiajcie po sobie ślady, jeśli coś przeczytacie, dzielcie się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami na poruszane tematy w newsach. Będzie mi bardzo miło mogąc poznać wasze spostrzeżenia, uwagi. Pozdrawiam
(2292)| Aniołek, lat 26 | data: 19.10.2007, godz: 23:07 |
Oj,wiem, co to znaczy ból...Niedługo minie 2 miesiące odkąd rozstałam się z chłopakiem. Z chłopakiem, który był zarazem moim najbliższym przyjacielem. A teraz? Czasem ze sobą rozmwiamy. Ale nie dzwoni codziennie, nie pyta czy wszystko dobrze, nie wyczekuje na mnie przystankach. I naprawdę nie wiem, co jest gorsze...Nie mieć w ogóle chłopaka niż cierpieć po rozstaniu...
I jak tu dalej można kochać. Jak można fać, kiedy ktoś robi Ci świństwo, deklaruje się, a potem rzuca...
Wiele razy czytałam, że Bóg nie zsyła na nas cierpienia przypadkowo i wszystko ma swój sens. On nas doświadcza. Ale też czytałam, że Bóg nie daje chłopaka, bo nie jesteśmy gotowi, bo nie chce, żebyśmy się zranili, itp.
A mnie już dwa razy tak okrutnie doświadczył. Chciałabym spotkać tego jedynego chłopaka, który miałby być moim mężem. Ale jaką ja teraz będę mieć pewność, że to właśnie ten, jak już dwóch chłopaków zakpiło sobie z mojego uczucia ;( (2291)| Kasia, lat 25 | data: 19.10.2007, godz: 21:00 |
PIOTRZE, Twój wpis czytało się jednym tchem. Pozdrawiam cieplutko:) (2290)| ja 27 | data: 19.10.2007, godz: 20:23 |
Popieram Cie Magdo, madry wpis, potrzeba duzo cierpliwosci i modlitwy dla tych ktorzy szukaja swej polowki, bo pewnie przyjdzie niespodziewanie, tez czekam, pozdrawiam wszystkich,, (2289)
Marcinie czuję to samo i bardzo dobrze Cię rozumiem, więc jeśli chcesz możemy pogadać...
(2288)| Magda, lat 20 | data: 19.10.2007, godz: 18:58 |
Dziękuję za odpowiedzi odnośnie mojego wpisu :** bardzo pomagają takie słowa :)
No ale może skomentuję parę rzeczy :)
Zdaje sobie sprawe doskonale z tego, że uroda to nie wszystko :) no bo według mnie to jest podstawa, żeby do tego dojrzeć tylko mnie bardziej chodzi o to czy ktoś jest zadbany. Sama jestem pedantką, a mam właśnie takie szczęście, że właściwie startują do mnie faceci, którzy jakoś zanadto nie przywiązują do tego wagi. Powiem więcej często jest tak, że czyjś charakter mi sie naprawde podoba (hierarchia wartości itd), bo wygląd niekoniecznie, ale jak widze ubranie nie do końca czyste to mi słabo ;/ nie wiem czy przesadzam przez ten mój pedantyzm czy faktycznie miałam pecha jeśli chodzi o te sprawy :P w sumie jak czytam to co pisze to to sie nawet śmieszne wydaje, ale tak mam naprawde.. Nie mówie tu o tym, żeby facet stosował kremy i balsamy, ale czyste paznokcie, buty, ubranie i dezodorant to chyba kultura osobista tego wymaga :P przynajmniej tak mi sie wydaje :P
A propos mojego podejścia nie no nie czuje sie jakaś zanadto piękna, ale za szkaradną też sie nie uważam. Raczej nikogo bym nie wystraszyła, bo sama jestem troszke nieśmiała także to odpada. I jakoś tak nie czuje sie zbyt pewna siebie, jestem spontaniczna :P
A propos przyjaźni damsko- męskiej to robie dokładnie tak jak ktoś napisał wcześniej. Poznaje jakiegoś faceta i zaczynam sie z nim spotykać nawet jeśli niekoniecznie mi sie podoba, ale mój problem polega na tym, że po takich kilku spotkaniach facet zbyt sie nakręca i musze studzić jego zapał ;/ a początkowe spotkania są przecież by sie poznać, a niekoniecznie stworzyć związek ;/
Zauważyłam jeszcze coś takiego, że problem bycia samej bardziej mi dokucza, gdy mam jakiś problem, a nie mam sie komu wyżalić ;/ moja przyjacióła wyjechała na stałe do Anglii także jest ciężko ;/ ale jakoś staram sobie radzić :)
Raz jeszcze dziękuję za odpowiedzi z radami dla mnie :** pozdrawiam :** i życzę wszystkim samotnym znalezienia swojej połóweczki i prawdziwych przyjaciół :)
P.S. Modlitwa o dobrego męża/żonę to moja rada dla wszystkich samotnych. Ja sie modle codziennie. Umiem na pamięć tą modlitwę już :)
Aha i jeszcze inne podejście do problemu samotności. Jeśli wszystkie możliwości poznania drugiej osoby, praca nad sobą, modlitwy w danym momencie zawodzą (i nie chodzi tylko o partnera ale też zwykłego przyjaciela) to ja sobie to też tłumaczę, że może to jest jakiś tam mój krzyż.. no bo w pewnym sensie na pewno jest.. dlatego wszystkim niecierpliwym też takie podejście doradzam no i życzę cierpliwości :) (2287)| smutne słoneczko | data: 19.10.2007, godz: 17:27 |
Od prawie dwóch miesięcy rozstałam sie z moim przyjacielem, wydawało mi się że tego nie przeżyje.. dawał słowo i go nie dotrzymywał.. stracilam cierpliwość i podobno w tę relacje wkradła sie MIŁÓŚĆ ale już nie przyjacielska i .. WSZYSTKO SIĘ ZAWALIŁO. Myśle o nim często, ale nie moge sie odezwac, to ja powiedziałam ŻEGNAJ PRZYJACIELU, SZANUJ INNYCH, TAK JAKBYŚ CHCIAŁ ŻEBY CIEBIE TRAKTOWANO... Tęsknie okrutnie, ale w sobie mam spokój, i zadaje sobie pytanie po co ta znajomość NAM się w życiu zdarzyła i poraniła moje wnętrze.. JA TEŻ GO BARDZO KOCHAM, BARDZO.. I ŻYCZE MU SZCZĘSCIA. A DLACZEGO TAK SIE ZDZARZYŁO MIĘDZY NAMI, TO DLA MNIE BOLESNA TAJEMNICA. (2286)| mo | data: 19.10.2007, godz: 16:56 |
oj Marcinie wiele takich osob... :( (2285)| Marcin | data: 19.10.2007, godz: 16:12 |
Właśnie w tej chwili odczuwam bardzo mocną potrzebę by mieć kogoś prz swoim boku,by kogoś przytulić...To tak niewiele ale dla mnie to ogromnie dużo!Łączę się z tymi którzy tak jak ja czują sie samotni w to piątkowe popołudnie...Pozdrawiam (2284)
oboje bardzo się kochamy ale nasz związek nie jest możliwy, jak mogę pokochać kogoś innego, wyjść za mąż i mieć dzieci..(a chyba bym chciała) skoro nie mogę przestac myśleć o Nim, czy to w ogóle możliwe...??? On mnie naprawdę kocha i pozwala na ułożenie sobie jakoś życia rodzinnego, bo tak naprawdę nasza miłość nigdy się nie skończy tylko będzie miała inny wymiar, jednak czuję że jestem w pułapce miłości........ może gdy pojawi się nowa realna miłość to wtedy by się udało...........??? ale na razie nie spotkałam i nie pokochałam nikogo innego.... potrzebuję jakiegoś wsparcia pomóżcie! (2283)| Piotr | data: 19.10.2007, godz: 14:09 |
Muszę przyznać, że bardzo pokrzepiające są wpisy/świadectwa ludzi, którzy mimo tego, że zmagaja się z samotnością i innymi problemami, jednak starają się wznieść swoje człowieczeństwo ponad to i żyć jak najpełniej, najpiękniej. Jest to tym bardziej cenne, że może i powinno być wskazaniem dla ludzi pogrążonych w beznadziei, smutku, iż próbując zmierzyć się z tym, co przytłacza, można i trzeba żyć. Starać się dojrzeć zawsze choćby najwątleszy płomyk nadziei.
Zasadniczo zgadzam się z poprzednikami odnośnie oczekiwania na miłość, jednak mam wątpliwości przede wszystkim co do tej przyjaźni damsko-męskiej. Napisałem kiedyś, że przyjaźń jest akuszerką miłości - w dalszym ciągu tak uważam. Problem jednak powstaje, gdy coś, co miało być tylko "przyjaźnią" znaczy dla co najmniej jednej strony coś więcej, a raczej zachętę do czegoś więcej. Pół biedy, gdy druga strona to jakoś odwzajemni, ale sprawa wygląda poważniej, gdy brak odwzajemnienia. Prędzej, czy później trzeba będzie coś z tym fantem zrobić i zauważalną regułą jest wtedy rozstanie. Dlatego tak istotne jest, aby uważać na słowa i czyny, kierowane do drugiej osoby, a i sygnały od tej osoby również. Zwłaszcza, że kobiety i mężczyźni zasadniczo odmiennie interpretują odbierane sygnały.
We wpisie Kariny widać ważne przesłanie - liczy się jakość, a nie ilość. Liczy się to, jaki ten drugi człowiek jest, a nie to kiedy i gdzie poznaliśmy się, tudzież który to już "związek"(a przecież to nie wyścig, zawody..) Miłości nie da się zmierzyć, policzyć, więc tym bardziej absurdalne są opinie - "ta (20 lat) to już ma męża, dzieci itp". Pytanie - czy faktycznie była na to gotowa (przewijający się już wcześniej wątek samotności, jako okresu przygotowania - z czym się zgadzam)? Czy nie pospieszyła się? I wreszcie - czy faktycznie jest szczęśliwa? Nie sztuką jest wziąć ślub, mieć dzieci, ale stworzyć związek na trwałych i poważnych fundamentach.
Po raz kolejny chciałbym zaapelować - nie szukajcie księcia/księżniczki. Życie to nie bajka, a poważne zadanie, które powierzono każdemu człowiekowi. Nie twierdzę, że wszyscy w ten sposób szukają, ale czasem to właśnie nasze wyobrażenia nas hamują, nie pozwalają żyć, a w przypadku miłości - nie pozwalają nam kochać, nie pozwalają dostrzec miłości. Gdyby tylko piękni ludzie mogliby się wiązać w pary, inni powinni wyginąć, a przynajmniej usychać w samotności. A tak przecież nie jest, zważywszy na fakt, że opakowanie to za mało. Ważniejsze co wewnątrz.
Oczywiście, każdy przeżywa swoje cierpienie na swój sposób i ostatecznie sam musi się z tym uporać, ale, nawiązując do początku mej wypowiedzi, jest szansa, jest nadzieja, choćby najwątlejsza. Na lepszy czas. Może nie jutro, ale jednak jest. Jeszcze pewnie wiele razy, a w skali świata bardzo wiele razy, ludzie targani żalem i bólem, będą potrzebowali oczyszczenia, wyrzucenia z siebie tych emocji - tu lub gdzie indziej. Niech to robią, niech się dzielą ze światem, innymi ludźmi, bo nie dość, że to może pomóc im, może również stanowić jakąś pomoc dla innych. Łzy mogą stać się diamentami, równie bezcennymi, jak te u jubilera ;) (2282)
Magdo lat 20
Piszesz ze nic Ci nie brakuje.. pewnie masz powodzenie ale może niektórzy boją sie Ciebie? Mysla ze zbyt wysoko sie cenisz?.. Przewaznie jest tak ze spotykamy tych których możemy mieć ale ich nie chcemy.
Zwracaj uwagę bardziej na wartości, nie kieruj się pierwszym wrażeniem-wyglądem- nie dając w ten sposób szansy na uczucie czy przyjazń. Mając 20 lat i ugruntowane wartości możesz pozwolić sobie na przyjażń z jakims mężczyzną. Warto miec chłopaka, nie koniecznie musi byc mężem odrazu, jeśli Twoje zasady go nie ranią.
Nie musisz go zwodzić pieknymi słowami, jeśli nie czujesz tego, dajesz jemu i sobie czas na to. Jesli dla Ciebie ważna jest prawdziwa miłośc która nie rani, trzeba sie uczyć poznawania siebie w kontakcie z kolegami..poprzez rozmowy, wymiane poglądów, wspolny spacer. Chodzi o to bys nie popadała w rozżalenie, bezwartościowość, smutek, byś czuła sie atrakcyjna.
Niektóre osoby czekają długo na kogos tego jedynego cierpiąc w samotności, czas płynie , z jakiś wzgledów nie spotykają go, i mają poczucie straconego czasu, bo nie zaznali przytulenia, ciepła drugiej osoby, młodzienczych rozmów... nie mają z kim iśc do kina. A potem koło 30 ogromny żal ze jeszcze nie miały chłopaka czy dziewczyny.
Moze warto porzucić nadmierne oczekiwania pod względem urody na rzecz wartości. Czy uroda to wszystko? Jesli TY jestes ładna to druga połowka przy Tobie wypięknieje pod twoim urokiem:)Bardzo wiele osób które widzisz obnoszące się partnerami to takie które za najwazniejsze uważaja by kogos mieć, nie ważne na jak długo, jak się to skończy, byle pokazac innym.
Często nie liczą się z konsekwencjami intymnych zachowań, ranią , porzucają.
Mozna miec chłopaka ale w tym wypadku trzeba byc osobą która powaznie traktuje innych ludzi, szczerą aby druga strona nie czuła się zwodzona, wykorzystana, warto z nią rozmawiać o tym juz na samym początku na czym polega ta znajomośc. I trzeba wymagać może wiecej od siebie.
I jeszcze jedno dodam tym nieco starszym, czekanie na głebokie uczucie moze byc w nieskonczonośc. Niektórzy poznając kogoś odrazu oceniaja osobę czy moga sie w niej zakochać na podst wyglądu! . Czekaja na nagłe uczucie, na miłosc jak grom z nieba, po kilku spotkaniach. A często bywa tak ze uczucie musi dojrzeć.
A miłosc od pierwszego wrażenia czy spotkania zdarza się bardzo rzadko! głownie w filmach:) dlatego tak często niektórzy nie wiedza o tym, że odrzucają miłość nie dając jej szansy na rozwinięcie się. I ciągle są sami! Ci którzy nie podchodza do tego czysto filmowo,tzn aby na widok spotkanej osoby szybko się zakochać, mają więcej szansy na uczucie, oni naturalnie sie do siebie zbliżają, uczucie rozkwita, i okazja im nie umyka. Wiele osób przecietnych ma partnerów, a często ci atrakcyjni nie moga ich znależć. U kazdego powód moze byc inny, ale trzeba wziąść się pod lupę bo moze tak nie wiele potrzeba, tylko zmienic myslenie o sobie.
I równiez podzielam wskazówki Rafała i Caroliny, do prawdziwej miłosci trzeba się solidnie przygotować we współpracy z Bogiem.. Pozdrowienia dla samotnych i poszukujących.
(2281)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |