Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [541] [542] [543] [544] [545] [546] (547) [548] [549] [550] [551] [552] [553] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

 Piotr, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 19.08.2007, godz: 22:00

No tak, człek wraca z urlopu szczęśliwie zmęczony wędrowaniem i niestety pisze głupoty.W moim wpisie nie chodzi oczywiście o żaden placek, tylko plecak.Plecak z intencjami.Taka mała zamiana literek z "e" na "a", a jak bardzo zmienia treść wpisu:)Pozdrawiam Źródełkowiczów.Z Panem Bogiem.Piotr

1712 )
 nika, lat 32data: 19.08.2007, godz: 20:46

Na pewno będzie potrzebna prawidłowa diagnoza i leczenie......od psychoterapii (najlepiej poprowadzonej przez psychologa chrześcijańskiego) po jeśli będzie potrzeba farmakoterapię. Takiego typu zaburzenia należy leczyć! Pozdrawiam, trzymaj się z Bogiem:)

1711 )
 Piotr, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 19.08.2007, godz: 20:21

Już w środę 22 sierpnia wyruszam na pieszą diecezjalną pielgrzymkę z Gliwic do Częstochowy.Z radością zabiore ze sobą Wasze intencje, aby zanieść je Najświętszej Pani Matce, więc piszcie proszę na adres mailowy.Pozostały jeszcze 2 dni, a w moim placku intencji jeszcze sporo miejsca:)Pozdrawiam.Z Panem Bogiem.Piotr

1710 )
 Cierpiąca, lat 20data: 19.08.2007, godz: 20:00

Dziękuję Wam.

1709 )
 Gosia, lat 20data: 19.08.2007, godz: 14:50

Do cierpiącej.
Jeśli miałabyś ochotę porozmawiać, nawet ponarzekać:) to zapraszam na gg: 7991882. Nie bój się, zawsze możesz się odezwać. Pamiętam o Tobie w modlitwie. Pozdrawiam ciepło!

1708 )
 karinadata: 19.08.2007, godz: 14:05

Cierpiąca-jest zawsze nadzieja i masz moc do wyjścia z tego!!!

kiedys znalazłam dobre rady na depresję: są wypróbowane i skuteczne pod warunkiem ze spełni się przynamniej 80 % wskazówek przy cięższej depresji:

*Ufne zwrócenie sie do Boga, częsta Eucharystia- komunia św.- daje wręcz balsamiczne ukojenie dla duszy!

*Modlitwa otwierająca serce na uzdrowienie, koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa PSALMAMI: wołanie w ucisku itp.
zwrócenie się do swojego patrona o wstawiennictwo w tej intencji.

*Rozmowa z ksiedzem najlepiej spowiednikiem lub zakonnikiem. Mozna umówic sie wczesniej z kimś poleconym, warto pojechac nawet pare km dalej by z taka osoba porozmawiać i skorzystać z jej mądrosci

* Rekolekcje uzdrowieniowe mające znaczenie fundamentalne w przypadku zranień, złych wspomnień, nie akceptacji siebie..

*uczestnictwo we wspólnocie, grupie modlitewnej

*krótki wyjazd, zmiana otoczenia!

*rozmowa z osobą zaufaną, przyjacielem, autorytetem.

*dobra ksiązka psychologiczna najlepiej katolicka, uwaga! unikać amerykanskich bestsellerów New Age typu "pozytywne myslenie" które nie leczą ale robią "pranie mózgu"!
polecana ksiazka psyche dla kobiet "Urzekająca"

*Starac sie odpowiadac na pomoc innych, nie odrzucać nawet najmniejszej pomocy z powodu fałszywego lęku, uprzedzenia!

*korzystac z okazji wyjścia do ludzi, jesli ktos nas zaprosi, mimo iz chcielibysmy schowac sie przed światem, konieczne jest wychodzenie z 4 scian.

* jesli potrzeba porady psychologa, bez obaw nalezy skorzystać z tej formy terapii.

Początki są trudne! gdyz wymagają zmiany myślenia i nabrania odwagi oraz dystansu do stanu w jakim sie znalezlismy.

Nalezy sie liczyc ze szczególną pracą nad sobą, leczenie duszy tak jak w przypadku powaznej choroby zakaźnej wymaga wielu wytrwałych zabiegów!
nie pozbędziemy się choroby w ciągu tygodnia..nalezy konsekwentnie dążyc do wyjscia ze stanu w jakim sie znajdujemy.

Nikt nam nie pomoże, nawet my sobie nie pomożemy, jesli bedziemy uciekac przed całym swiatem i wymagac od innych recepty na nasz stan.

Nie nalezy obwiniac innych za stan naszego samopoczucia, to nasze wnętrze choruje i nawet jesli ktos sie do tego przyczynił to nigdy nie jest za to odpowiedzialny w 100%, musimy uznać ze problem leży przede wszystkim w nas samych!

Niebezpieczne! osoby w depresji lubia być nastawione na "NIE"
są zalęknione nieufne, i nie chcą wyjść z tego stanu, nie wierząc ze coś mogą zmienic, albo jeszcze gorzej-wolą rozczulać się nad sobą aby zwrócic uwagę innych, co w konsekwencji doprowadza do coraz gorszego stanu psychicznego.

puenta:
Najwiecej zalezy od nas samych! i współpracy z łaską Bożą.

Może na pozór dla osoby załamanej wygląda to jak wielka góra nie do zdobycia..ale to własciwie jest w zasięgu każdego nawet - biednego, ani nie wymaga cięzkich nakładów czasu.
Są to podstawowe wskazówki które pomogły wielu ludziom wyjść z poważnych stanów załamań.

życze spokojnej niedzieli w dniu Pańskim i światła nadziei:)

1707 )
 Do cierpiącej.data: 19.08.2007, godz: 13:08

Mnie uratowała modlitwa . Jesli by nie ona boje się mysleć co by było . Nie doszłabym do tego do czego doszłam . Bardzo się cieszę z tego do czego doszłam . A było tyle bólu , cierpienia , łez. Jeszcze w innej sprawie również jesli by nie modlitwa było by gorzej niż żle. Modlitwa wycisza , uspokaja .Wszystko do czego doszłam i dochodzę zawdzięczam modlitwą. Dziękuje ci Boże za wszystko , za to że byłeś przy mnie w moim cierpieniu , że odczuwałam twoją obecność. Tylko ty jeden wiesz jakie to cierpienie straszne było . Dziękuje . Jestem uspokojona .

1706 )
 do Cierpiącej, e-mail: BeLand@interia.eudata: 19.08.2007, godz: 10:49

!musisz pozwolic sobie pomóc...fobia społeczna, lęk itp.. mogą byc przyczyną zablokowania się i desperacji, ucieczki.. modlitwa taka z serca to pierwsze!!! radziłabym czesto adorowac Jezusa w Najs Sakramencie, nawet w ciszy! pomaga!!
i nie wolno przesadnie użalac sie nad swoim losem..jaka to ja jestem nieszczęsliwa..! gdyz to nie pomaga ale wręcz zamyka na uzdrowienie.
Wazne jest wychodzenie do ludzi, zainteresowanie się ich sprawami.. abys była do tego zdolna, najpierw uporządkuj swoje wnętrze, wyrzuć wszystkie urazy...pros o przebaczenie dla tych którzy Cię skrzywdzili.. Tylko serce wolne od urazów jest w stanie się podzwignąc..
nie bagatelizuj niczyjej pomocy, nawet najdrobniejszej, ciesz się nią, ze ktos chce Ci pomóc. . nawet jesli nie czujesz natychmiastowych zmian..
Osobom załamanym wcale nie jest łatwo pomóc...często takie osoby "odstraszają", nie łatwo je zadowolić,chcieliby za duzo naraz.. nie wiadomo jak z nimi rozmawiać by nie urazić. W swoim zranieniu są zbyt uczuleni, przewrażliwieni na swoim punkcie i przez to zniechęcają do siebie..
Dlatego warto sobie z tego zdac sprawę aby byc delikatnym, nie okazywać nadmiernej frustracji i dać się poprostu lubić..!! tak!
to jest ważne aby ludzie sie od Ciebie nie odwracali. Wierz w to ze są dobrzy ludzie! nawet jesli ktos Cie zranił, musisz wierzyc ze są ludzie którzy dobrze Ci zyczą, nawet jesli nie potrafią Ci pomóc!
:)
głowa do góry!!.. depresja to powrzechna choroba...trzeba ją pokonać rozsądnie, bez paniki.. wazne by poznac co moze byc jej przyczyną,? bo tu jest klucz i wpływac na te okolicznosci tak aby nie dominowały nad Tobą. polecam rozne rekolekcje są wspaniałym umocnieniem dla ducha.
z Bogiem dasz radę! , pomodle sie i TY gorąco sie módl!!

1705 )
 monika, lat 19, e-mail: monika_jaskolka@interia.eudata: 19.08.2007, godz: 08:53

Cierpiąca!!
Twojemu cierpieniu pomoże modlitwa, da Ci siłę i odpowie na wiele pytań, które z pewnością stawiasz teraz Panu. Pomocą może byc tez drugi człowiek, który będzie przez to wszystko przechodził z Tobą, w nim też ujżysz Boga. Ja ze swojej strony zapewniam modlitwę w Twojej intencji. Zaufaj Panu, niech się dzieje Jego wola.

1704 )
 s.Beata, e-mail: kattlik.jen@onet.eudata: 18.08.2007, godz: 20:07

Kochani!
W imieniu mojego zgromadzenia, czyli ss. kanosjanek, chciałam serdecznie zaprosić dziewczyny na rekolekcje, które organizujemy w naszym domu w Krakowie od 7 do 9 wrzesnia. Piszę, bo juz od dłuższego czasu odwiedzam Adonai i wiem, że często goszczą tu ludzie, którym Chrystus nie jest obojętny. Jeśli więc chciałabyś zatrzymać się na kilka chwil i tak po prostu pobyć z Nim w ciszy Twego serca, napisz na mojego mail`a lub skontaktuj sie ze mną pod numerem: (012) 2671680.
Koszt uczestnictwa to dobrowolna ofiara.
z modlitwą - s.Beata

1703 )
 ~~~~, e-mail: green_river@tlen.pldata: 18.08.2007, godz: 18:21

Dziwny jest ten świat, dziwne to życie, czasem wydaje mi się że niewiele z tego wszystkiego rozumiem... tak chciałabym umieć cieszyć się każdą chwilą i w pełni wykorzystywać dany mi czas, bo on płynie a my razem z nim płyniemy w rzece codziennych zdarzeń... Boję się że coś przegapię, kogoś pominę, a może już pominęłam...? Chyba trzeba modlić się o to by umieć dobrze żyć, by postępować właściwie, zgodnie z wolą Bożą, by umieć obdarzać innych ludzi miłością każdego dnia. Pozdrawiam Was wszystkich

1702 )
 Samotna, lat 30data: 18.08.2007, godz: 17:00

Czy ktoś z Was zna inne podobnie działające strony jak Źródełko, gdzie można zawrzeć nowe znajomości i przyjaźnie? Jestem z Warszawy i szczególnie zależy mi na poznaniu osób z woj. mazowieckiego.

1701 )
 szarotkadata: 18.08.2007, godz: 16:48

Bardzo Was Źrodełkowicze proszę o modliwę w pewnej znanej Bogu intencji.

1700 )
 Cierpiąca, lat 20data: 18.08.2007, godz: 15:50

Ludzie...pomóżcie mi...jest źle.Jest bardzo źle. Depresja, nerwica, fobia społeczna. LĘK. BÓL. Żebranina o pomoc...

1699 )
 hmmdata: 17.08.2007, godz: 22:38

JOASIU Myślę że powinnaś dać sobie trochę czasu, miesiąc to naprawdę malutko żeby już poradzić sobie,żeby nie cierpieć Rodzice na pewno nie mają Ci za złe Twojego zachowania, oni pewnie też cierpią tylko starają się Ciebie rozweselić , wiedzą że cierpisz i robią co mogą żęby Ci choć trochę ulżyć Oni pewnie sami nie wiedzą jak się zachowywać więc starają się podtrzymywać Cię na duchu Myślę że to wspaniale że widzisz swojego męża i że wierzysz że jest Mu dobrze u naszego Pana Sama bym chyba tak nie potrafiła .... Myślę że Twoja wiara pomoże Ci to wszystko przetrwać....pewnego dnia zaczniesz się uśmiechać tak sama od siebie Życzę dużo siły i nadziei że będzie lepiej Ściskam serdecznie

1698 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 17.08.2007, godz: 21:56

Witam Was :)
Tym razem chcę się z Wami podzielić znalezionym świadectwem z życia Darka.

"Nie ma Boga na swoim miejscu w życiu, zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy. "

Darek poznał środowisko narkomanów,brał razem z nimi.Nałóg wielokrotnie powraca w jego życiu.Jego koledzy umierają w sidłach narkotyków.Oni już nie zdązyli zawrócić... dla nich było już za późno...

"Umierali na moich oczach bracia w niedoli, a ja byłem tak zatracony w narkotykach, tak wyzbyty uczuć, że nawet wielu z Nich nie pożegnałem w ostatniej drodze. Liczył się „towar”, „towar”, „towar”, "

Darek jak sam pisze poznał meliny,narkotyki,odurzanie aż do nieprzytomności,zapaści sercowe,zawały ...

W jego życiorys są wpisane dramatyczne wydarzenia. Alkohol.Wynoszenie rzeczy z domu,które wcześniej kupił aby je wyprzedać i mieć na narkotyki.Pobyt w więzieniu.Próba odtrucia organizmu detoxem.Ucieczka z leczenia.
Obwodowe porażenie nerwowe kończyn dolnych i górnych.

Punktem zwrotnym w jego życiu jest wypadek,któremu ulega będąc pod wpływem narkotyków - wpada pod samochód.

Diagnoza - brak możliwości chodzenia do końca życia łóżko.

Wtedy Darek odkrywa obecność Boga w swoim życiu.Zbliża się i poznaje Go.
Czuje się szczęśliwy i wolny gdyż zdązył zawrócić z drogi narkotyków i życia jakie miał dotąd.

" Ja dopiero teraz jestem szczęśliwy, ja teraz dopiero jestem zdrowy. To, że jestem kaleką i nie wstaję z łóżka, to szczegół – jeszcze nigdy nie byłem tak zdrowy, jak jestem teraz. Pan mnie uleczył, Pan to wszystko ze mnie zdjął, całą resztę pomaga mi dźwigać i jestem pewien, że z Nim dam radę to wszystko unieść."

"W cierpieniu można poznać Pana, tak blisko i bezpośrednio – ja tego doświadczam "

"Cierpienie cielesne, jakiego doznaję to szczegół z tym, jaki jestem szczęśliwy, że Pan pozwolił mi zasiąść do Swojego stołu. Nie jeden człowiek nazwałby to właśnie karą, a ja to obieram jako łaskę. Nigdy nie doświadczałem takich rzeczy, jakie teraz są dziełem Jego wielkiej miłości do Nas – ludzi."

Darek cieszy się że on zdązył zbliżyć się do Boga,zaprzyjaźnić i pokochać... gdyż wielu jego kolegów umarło nie zaznając takiego stanu bliskości...
Jemu było to dane...
Mimo cierpienia odkrywa umiejętność radości z najdrobneijszych rzeczy,dojrzewa wewnętrznie i dostrzega sens ...

" Teraz dopiero jestem wolny, teraz dopiero chce mi się żyć – Pan daje mi się poznawać i czuję się z tym wspaniale. Zdążyłem (...) "

Przeczytajcie to świadectwo Darka :) zachęcam


--------

Moja droga do Pana
Świadectwo Darka.

Gdyby moje przeżycia miały pomóc choćby jednej osobie to warto. Piszę te słowa z pełnym szacunkiem i pokorą. Nie zawsze słuchamy słów innym, nie zawsze chcemy ich słuchać – ja tego nigdy nie robiłem, dlatego z tym większym szacunkiem kieruję się do osoby, do której to piszę. Niech mnie Duch Św. prowadzi, niech te słowa dotrą do wielu...
Będzie mało popularnie, ale zobaczymy – zacznę od końca, może będzie ciekawiej.
Mam 36 lat, mieszkam z rodzicami, od siedmiu lat nie podnoszę się z łóżka, od końca lat 80-tych do 96 roku, przyprawiałem narkotyki i barbiturany we wszelkich możliwych odmianach. Dla sprostowania, zdając sobie sprawę, że są różne gatunki narkotyków, technicznie znajdzie się tu, że zażywałem od samego początku polską heroinę (kompot), zdarzało się kokainę i wszystko było zasypywane barbituranami (nie chcę wymieniać, żeby z tego informator nie powstał). W ciągu jednej nocy Pan odmienił moje życie, dotknął mnie palcem, powiedział – pobudka – i tyle. Całą noc Pan Bóg mi zadawał pytanie: - albo czarne, albo białe – albo gorące, albo zimne – chcesz, czy nie. Tak blisko jeszcze nigdy nie czułem Jego obecności, tak pozostało do dzisiaj. Tak – chcę, białe, gorące,....
Zaczęło się wszystko od tego, że Bóg pozwolił mi obejrzeć wszystkie Jego dzieła. Tata podobno biegł prędko do szpitala, żeby się dowiedzieć czy chłopak, czy dziewczyna. Mam starszą siostrę, więc Jego pragnienia były skierowane na chłopaka. Pan tak chciał, jest chłopak, co ten chłopak później nawywijał, to inna sprawa, ale powoli...
Jesteśmy rodziną wierzącą w Pana, katolicką, nie napiszę, czy „niedzielną”, czy głęboko wierzącą – dla mnie się wierzy i już, i nawet nieraz się złoszczę, gdy ktoś mówi, że się jest osobą małej wiary, czy głęboko wierzącą. To wszystko to już prowadzenie Ducha św., który pozwala nam wiele rzeczy zrozumieć i prowadzi nas przez życie. Cała reszta to wiedza, którą zawsze buduję na fundamentach wiary. Dla mnie wiara to łaska, więc chyba nie może być mowy o dozowaniu jej nam przez Boga.
W przedszkolu wychowawczyni zauważyła u mnie talent muzyczny i całą szkołę podstawową uczyłem się grać na akordeonie w podstawowej szkole muzycznej, ale kiedy zaczęły się lata młodzieńcze, straciłem ochotę do dalszego kształcenia się w tym kierunku. Miałem możliwości, ale nierozsądek zwyciężył. Do tej pory mój tata ma na kartce tekst z tamtych czasów, który własnoręcznie pisałem: ”Ja Darek, świadomie rezygnuję z dalszego kształcenia muzycznego i nie roszczę pretensji do rodziców....” – fajne, zrobione dla żartów, zostało, a dzisiaj nabiera całkiem innego sensu. Mam namacalny dowód jak to rodzice zazwyczaj chcą dla nas dobrze, a to my się buntujemy. To mi daje zrozumienie, jaka właśnie może dzielić różnica rodziców i Ich dzieci. Na to lekarstwem jest Pan, w Panu zacierają się wszelkie różnice wiekowe (dokładnie do obserwuję teraz, kiedy mam tylko kontakt z wieloma ludźmi przez Internet) – znam wiele rodzin, które są we wspólnotach neokatechumenalnych, Odnowie w Duchu Św. Są żywym i namacalnym przykładem działania Pana, zawsze radością się napełniam, kiedy słyszę jak tworzą wspólnie jakieś nowe przedsięwzięcia w imię chwały Pana – dzieci i Ich rodzice, wspólnie.
Kiedy miałem 15 lat, byłem uznany za najlepszego piłkarza turnieju, który się odbywał w moim mieście. Nie zdążyłem nawet pomyśleć czy warto coś w tym kierunku robić, bo przydarzył mi się wypadek (spadłem ze szkolnej drabinki). Na początku ból przerażający, lekarz, prześwietlenia i niestety mylna diagnoza lekarska. Miało być wszystko dobrze, a okazało się po kilku miesiącach, że zaczynam kuleć, coraz gorzej biodro boli, zamiast mniej jak mi mówiono. Tym razem, gdy lekarz miał już wszystko „podane na talerzu”, wiedział, co z tym robić. Trafiłem do szpitala na pół roku (z przerwą na święta), jakieś wyciągi, zabiegi, gips. Straciłem przez to cały rok nauki, a był to moment, kiedy właśnie zaczynałem edukację w szkole średniej. Uczyłem się w innym mieście i mieszkałem w internacie. To była kolejna przyczyna, że odsuwałem się od Pana Boga. Najzwyczajniej na świecie nie chciało mi się chodzić na lekcje religii (jeszcze przy parafii) i chyba nawet było mi tak wygodniej. Mama nie miała kontroli, Darek poczuł swobodę, syntetyczną wolność. Chociaż były katechezy w dni wolne od nauki w moim mieście, to zawsze się jakoś wykręciłem. Tak chciałem, po prostu tak chciałem. Pan jeszcze nie dał mi się poznać i bardziej w tym wszystkim uczestniczyłem przez szacunek (albo strach?) do rodziców. Nie ma Boga na swoim miejscu w życiu, zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy. Poznałem środowisko narkomanów w mieście gdzie się uczyłem i zacząłem brać razem z nimi. Jako że miałem incydentalne spotkanie z narkotykami z swoim mieście (kiedyś natrafiłem u kolegi na produkcję, którą robił Jego starszy brat. On ze strachu, żebym o tym gdzieś nie rozpowiadał, „poczęstował” mnie, a ja wcale nie byłem temu przeciwny) i miłe skojarzenia, nie trzeba mnie było długo namawiać. Jeśli ktoś mówi, że po pierwszym razie nie zaczyna się nałóg, to widocznie nie wie, co mówi. Nałóg to nie tylko ból fizyczny, to przede wszystkim ból psychiczny. U mnie ten pierwszy raz odcisnął takie psychiczne piętno, że gdy tylko się przydarzyła powtórna okazja, to się nie broniłem, a wręcz z radością do niej podszedłem. Nie odbierając nic lekarzom i terapeutom z Ich zasług jakie poczynili dla wyciągnięcia wielu ludzi z nałogu, napiszę w kilku słowach, co Pan zrobił z moim dobrym kolegą. Był po kilku „monarach”, po wielu detoxach i ciągle wracał do narkotyków. Dostał adres od sąsiadki do ośrodka w Gdańsku, które prowadzą siostry zakonne (nie wiem czy jeszcze), pojechał z nadzieją. Zaufał Panu, pierwsza modlitwa wstawiennicza, braci i sióstr z ośrodka i do dzisiaj nie pali, nie zażywa narkotyków i jest kantorem we wspólnocie neokatechumanalnej 15 rok (mam Jego zgodę, dlatego tu się znalazł w kilku słowach). Proste? Jasne, że proste – dla Pana nie ma rzeczy skomplikowanych. Wracam do siebie....
Wróciłem po szkole do swojego miasta, miałem 19 lat i zacząłem pracować. Nałóg z lat szkolnych nie pochłonął mnie do reszty, wiec starałem się jakoś funkcjonować i trzymać z daleka od narkotyków. Pana już nie zauważałem w ogóle (chyba, że przy święcie jakimś zostałem wygoniony do Kościoła), mamona mnie pochłonęła. Całkiem dobrze mi się powodziło materialnie, bo trafiłem na czasy, kiedy spekulacja kwitła, a ja miałem do takich rzeczy żyłkę (najpierw jeździło się po buty do producenta i sprzedawało u siebie na miejscu, a później się zaczął Berlin Zachodni). „Dorobiłem” się motocykla ETZ (jak na tamte czasy w tym wieku rarytas), sprzętu audio w domu i wielu innych materialnie wartościowych rzeczy, ale co z tego.... Pana dalej nie było przy mnie, nawet inaczej, bo bym Go obraził ciężko, On zawsze był, to mi się do Niego pofatygować nie chciało.
No i zaczęła się zabawa – najpierw cotygodniowe dancingi lub dyskoteki i alkohol, często, gęsto lądowałem w domu w niedzielę przed południem, po wspólnym śniadaniu z nowo poznaną „przyjaciółką” mijając ludzi idących do Kościoła na Msze św. Później już było mało, to przypomniałem sobie, że znam przecież „atrakcję” w postaci narkotyków. Miałem 21 lat (sic!!!), ech....Nieraz mówią, że jak Pan Bóg chce ukarać to rozum odbiera. Pan Bóg nikogo nie karze, spoko, jestem tego pewien, ale faktem jest, że rozumu normalnego mieć nie mogłem (ech, ktoś inny tam paluchy swoje maczał) J Maszynka powoli mnie wciągała, na początku wystarczały mi bieżąco zarobione pieniądze, później, gdy nałóg się pogłębiał – zacząłem wyprzedawać wszystko, co wcześniej kupiłem. 23 lata - pierwszy detox w moim życiu załatwiony przez rodziców – oczywiście uciekłem.25 lat, już totalne dno, obwodowe porażenie nerwowe kończyn dolnych i górnych (uff, ale fachowo) i pod koniec roku pierwszy pobyt w kryminale. Po roku trafiam do wspólnoty neokatechumenalnej, gdzie zaprosił mnie właśnie ten koleżka, którego Pan tak tknął. Nie mój czas był widocznie jeszcze. Nawet byłem kantorem w najmłodszej wspólnocie (gitara), ale byłem na drodze niecały rok. Wróciłem do narkotyków, spotkała mnie pierwsza próba i pękłem. Odwiesili mi stary wyrok, wróciłem do narkotyków, zniknąłem z miejsca zamieszkania i ukrywałem się przed policją. Meliny, narkotyki, ćpanie do nieprzytomności, zapaści sercowe, zawały – codzienność. Umierali na moich oczach bracia w niedoli, a ja byłem tak zatracony w narkotykach, tak wyzbyty uczuć, że nawet wielu z Nich nie pożegnałem w ostatniej drodze. Liczył się „towar”, „towar”, „towar”, człowiek był nie ważny, sam nawet za takiego się nie uważałem. W 1994 roku skończyło się „dobre” i zostałem zatrzymany przez policję. Tym razem siedziałem jeszcze krócej – 8 miesięcy, bo wyszedłem wiosną na warunkowe zwolnienie. W kryminale, absolutnie żadnej terapii, a i Pana ja dalej nie chciałem poznawać. Wyszedłem i hop – powrót do narkotyków, długo to jednak nie trwało, bo znów musiałem uciekać przed policją i „schowałem” się na ośrodku dla uzależnionych ZOZ, pozorując leczenie. Na wiosnę 96 roku wyrzucili mnie z ośrodka za złamanie abstynencji i powrót w środowisko. Latem tego samego roku mam wypadek – zaćpany wpadam pod samochód i diagnoza jedna – do końca życia łóżko.
Na koniec tej przygody z narkotykami powiem, że w żadnym momencie mojego życia nie zostałem pozostawiony sam sobie przez moich rodziców. Mimo, że Ich często okradałem, że nasłuchali się ode mnie wielu niemiłych rzeczy – trwali, czekali, modlili się o mój powrót do Pana. Dzisiaj gdy patrzę w Ich oczy widzę tam, że zostało mi przebaczone – ludzie mi przebaczyli, Chrystus jest w każdym człowieku. To Im zawdzięczam to, że Pan się nade mną zlitował i dzisiaj mogę to wszystko pisać. Znajduję do tej pory w książeczkach do modlitwy obrazki, kiedy się zamawia Mszę Św. za drugą osobę. Wszystkie są jeszcze z czasów, kiedy jeszcze ćpałem, większość Mszy Św. odbyła się w Częstochowie u Paulinów. Jestem przekonany, że Pan usłuchał próśb i modlitwy mojej kochanej mamy, ale mam nadzieję, a nawet pewność, że ja jestem mu też nieobojętny, jak każdy człowiek, któremu dał życie. Pierwszy okres mojego leżenia na łóżku to była walka z sobą, jeszcze z nałogiem, psychika siadała, myśli o zakończeniu życia wracały jak bumerang, co kilka tygodni, co kilka dni. Ból przeogromny, zapaść za zapaścią, organizm był wykończony narkotykami, nic nie przyjmował, chudłem w oczach, ale cały czas byli przy mnie rodzice, Oni nie pozwolili, żebym sobie zrobił jakąś krzywdę, a naprawdę byłem blisko, bo ból odbierał mi nieraz rozum i poczucie rzeczywistości. Tak – i przyszła noc, o której wspomniałem na początku, wszystko się rozegrało w ciągu zaledwie kilku godzin, w bólu i we łzach. Rano się „obudziłem” całkiem innym człowiekiem. Dojrzałem Boga, dojrzałem Go z bardzo bliska.
Ja dopiero teraz jestem szczęśliwy, ja teraz dopiero jestem zdrowy. To, że jestem kaleką i nie wstaję z łóżka, to szczegół – jeszcze nigdy nie byłem tak zdrowy, jak jestem teraz. Pan mnie uleczył, Pan to wszystko ze mnie zdjął, całą resztę pomaga mi dźwigać i jestem pewien, że z Nim dam radę to wszystko unieść. Ten samochód, który mnie ‘strącił” to już nawet zacząłem nazywać błogosławionym, bo był narzędziem w rękach Pana. W cierpieniu można poznać Pana, tak blisko i bezpośrednio – ja tego doświadczam ( jasne, że do Pana dróg jest wiele). Cierpienie cielesne, jakiego doznaję to szczegół z tym, jaki jestem szczęśliwy, że Pan pozwolił mi zasiąść do Swojego stołu. Nie jeden człowiek nazwałby to właśnie karą, a ja to obieram jako łaskę. Nigdy nie doświadczałem takich rzeczy, jakie teraz są dziełem Jego wielkiej miłości do Nas – ludzi. Stawia na mojej drodze, coraz to nowych wspaniałych ludzi napełnionych Jego obecnością. Teraz dopiero jestem wolny, teraz dopiero chce mi się żyć – Pan daje mi się poznawać i czuję się z tym wspaniale. Zdążyłem jak ten łotr, który zawisł obok Jezusa Chrystusa.... Wielu moich kolegów nie zdążyło Go poznać. Mam nadzieję, że da się im poznać już tam, wszak u Niego wszystko jest możliwe.... Modlę się za Nich co dnia...ech....ja zdążyłem. Chwała Panu!!! „Pan moim pasterzem nie lękam się niczego...”

Darek (Nazareth)



1697 )
 Agnieszka, lat 21, e-mail: lady449@wp.pldata: 17.08.2007, godz: 21:17

Wielkie dzięki Marzenko:)

1696 )
 Jadata: 17.08.2007, godz: 20:31

Do Joasi29 - trudno przejść obojętnie obok Twego wpisu. Przeczytałam go wczoraj i wciąż myślę, co Ci napisać. Nie byłam w podobnej sytuacji, choć w życiu zawodowym niejednokrotnie stykałam się z problemem śmierci. Wydaje mi się, że jedyne, co może tu pomóc to szukanie bliskości z Bogiem, (modlitwą, a nawet milczeniem w Jego Świątyni)czerpanie sił z Jego żródła i może to wyda Ci się na dziś banalne, ale danie sobie czasu - nie chodzi o to, by zapomnieć, lecz by pozwolić sobie przejść przez żałobę. Myślę, że Twoi Rodzice rozumieją przez, jak trudny okres przechodzisz i nawet jeśli czasem nie podzielasz ich codziennych radości nie mają Ci tego za złe - pewnie ciężko im, kiedy patrzą na Twoje cierpienie i chcieliby Twojego szczęścia to przecież naturalne, bo bardzo Cię kochają, ale na pewno nie potępiają za zachowanie.
"Niech pociechą dla nas będzie to, iż żaden ból na świecie nie trwa wiecznie. Kończy się cierpienie, pojawia się radość i tak równoważą się nawzajem."

Mam nadzieję, że nie zraniłam ani Ciebie ani Twoich uczuć tym, co powyżej, jeśli tak z góry przepraszam. Chciałam napisać, byś nie czuła się osamotniona w tym, co Cię boli.

1695 )
 Marzenadata: 17.08.2007, godz: 19:59

Oto link do książki "Krzyż i sztylet", równie interesująca: http://nickycruz.ovh.org/krzyz_sztylet.html
Pozdrawiam:)

1694 )
 Agnieszka, lat 21data: 17.08.2007, godz: 19:28

Dostępna jest także książka "Krzyż i sztylet". Jeśli ktoś posiadałby link do stronki, z której można byłoby to ściągnąć, warto wrzucić na Źródełko. Jest to książka o Nicky Cruz napisana z perspektywy kaznodziei.

1693 )
 Małgorzata, lat 34, e-mail: gosiek25@wp.pldata: 17.08.2007, godz: 18:49

zwracam sie zogromną proźbą do wszyskich ludzi dobrej woli o wielkich i wrazliwych sercach na potrzeby innych o pomoc finansową {najdrobniejsza suma bedzie wielka} na wózek elektryczny na który dostałam co prawda dofinasowanie z p.f.o.n.w kwocie 11500 tys.ale tam okazała sie za mała ponieważ wózek wymaga przeróbek odpowiednich do stopnia mojej niepełnosprawnosci jesli nie z biorę odpowiedniej sumy na przeróbki wózka do 02 10 2007r przepadnie mi dofinasowanie z p.f.o.n za wszelką pomoc dziekuje.

Małgorzata Janiszewska
ul. Malborska 18
82-500 kwidzyn

1692 )
 Agnieszka, lat 21data: 17.08.2007, godz: 12:26

"Anioł zawsze nas ochrania, jest darem boskim - nie trzeba go wzywać. Oblicze twojego anioła ukazuje się zawsze, gdy ze szlachetnością odnosisz sie do świata. Jest strumieniem, polem, błękitem nieba".

1691 )
 do Małgosi 34data: 17.08.2007, godz: 10:56

Małgosiu powierz swoją drogę Panu.. Bóg czuwa nad Twoim tatą i wszystko jest dla niego dobre, nawet jesli musi pocierpieć.
"Jak łza spod rzęs wypłakana w skrycie...tak świat ma sens ...i to cierpienie ma sens..
ma sens.." ! ..jak w słowach J.P.II zawartych w kompozycji Rubika.
Bóg z Tobą zawsze i wszędzie!

1690 )
 Marzenadata: 17.08.2007, godz: 10:00

Witam!

Jeśli Kogoś zainteresowało świadectwo Nicky Cruza zamieszczone przez Agę :) i chciałby poczytac o Nim coś więcej to na stronie: http://nickycruz.ovh.org/nickycruz_download.html
można legalnie pobrać książke o jego życiu pt "Nicky Cruz opowiada"

Pozdrawiam, miłego dnia!

1689 )
 Agucha, lat 21data: 16.08.2007, godz: 23:02

"Cierpienie ma sens, cierpienie naprawdę ma sens"

1688 )
 Małgosia, lat 34data: 16.08.2007, godz: 21:38

Na jutro na godz 8.00 zaplanowana jest operacja mojego taty. Wspomóżcie nas modlitwą. Bardzo sie boimy.
www.mojewedrowanie.bloog.pl

1687 )
 Małgosia, lat 20data: 16.08.2007, godz: 21:29

Do Joasi 29
Będę się modlić w Twojej intencji. Bóg jest Miłością. Nie opuścił Cię. Musi Ci szczególnie ufać, skoro dopuścił takie doświadczenie... Przytulam mocno! Z Bogiem!

1686 )
 monikadata: 16.08.2007, godz: 17:09

Joasiu 29! Nie wiem, co Ci doradzić... Nigdy nie byłam w takiej sytaucji. Mogę tylko obiecać modlitwę w Twojej i Krzysztofa intencji.
Tutaj słowa na wiele się nie zdadzą. Trzeba przez to przejść. Może jakimś małym pocieszeniem będzie dla Ciebie świadomość, że masz Kogoś swojego już po tamtej stronie, Kto z pewnością jak tylko będzie Mu dane, pomoze Ci i będzie wspierał.
I nie myśl, że to już koniec, że nigdy się nie spotkacie. Jak pisze x.Twardowski w jednym ze swych wierszy "a śmierć, to ciekawostka, że trzeba iść dalej". To nasze ziemskie życie jest tylko chwilowe, jest jakby poczekalnią przed życiem wiecznym. A Krzysztof już tam na Ciebie czeka...:)

1685 )
 Mariola, lat 35, e-mail: grzedama@interia.pldata: 16.08.2007, godz: 13:09

Witam serdecznie Wszystkich Zródełkowiczów...
Trudno jest pisać o naszych problemach,wątpliwościach a przede wszystkim o stanie naszej duszy.Zastanawiam się jak jest z Wolą Boża jak powinnam ją odczytać ...gdzie znaleść rozeznanie Woli Bożej?

1684 )
 Joanna, lat 29, e-mail: asiulka_78@tlen.pldata: 16.08.2007, godz: 11:09

Witam wszystkich!
Piszę do źródełka, gdyż chciałam prosić o pomoc jak poradzić sobie po śmierci bliskiej osoby. Miesiąc temu zmarł mój mąż. Była to nagła śmierć i niespodziewana. Byłam z nim w tych ostatnich chwilach, w ogóle nie spodziewając się tak tragicznego finału. Codziennie mam obraz jego śmierci przed oczami. Widzę cierpienie Krzysia i na razie jest to dla mnie mocne uczucie. Co noc spotykam się z Krzysiem w snach. Czesto sa to sny związane z jego cierpieniem, z umieraniem. Dzis dopiero w snie, po raz pierwszy miałam świadomośc, że już nie ma męza ze mną, że nie żyje. Pytałam się go jak mu tam jest, w innej rzeczywistości. Powiedział, że widzi jasność. Pomyslalam, ze to dobrze i pewnie jego dusza jest szczesliwa. Codziennie modle się za mojego męża, by cieszył się radością w chwale Pana.
Nieustannie czuję pustkę, że nie ma przy mnie ukochanej osoby. Nie mogę uwierzyć, że nie zobaczę już Krzysia. Nie umiem się cieszyć. Na pewno często ranię moich rodzićów, bo nie podzielam ich codziennych radości.
Napiszcie proszę, jak radziliście sobie po stracie bliskich, ukochanych osób. Pozdrawiam, Joanna

1683 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 16.08.2007, godz: 06:45


Witajcie:)
Dziś znalazłam to świadectwo napisane przez Nicky Cruza.
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej osobie.Zapoznawałam się z tym po raz pierwszy i jestem pod wielkim wrażeniem tego o czym przeczytałam.
Działanie Opatrzności jest po prostu niesamowite co widać po zdarzeniach,które miały miejsce w życiu Nicky'ego.Dla niego wydawałoby się nie było już ratunku,zatracił się na drodze całkowietego pójścia w zło,popełniał wiele róznych przestępstw,był twardym gangsterem,jego serce było wyzute z miłości...
nie znał Jezusa,nie wiedział ani słowa o Nim...
Nicky znał wszystko co wiązało się ze złem.Ludzie się go dosłownie bali...
Jednak Bóg nawet tak zagubionego i grzesznego człowieka postanowił ratować.Nie zapomniał o nim,podczas gdy Nicky Boga nie znał...
Dawid Wilkerson pastor,który otrzymał natchnione wezwanie do odszukania Nicky'ego aby nawrócić go z drogi zła - poszedł bez wzgłędu na niebezpieczeństwo jakie mu mogło grozić... Był jednym który był w stanie postawić się Nicky'emu dobrem i miłością płynącą od Boga...
Dzieje się niewiarygodne,zachodzi przemiana wewnętrzna człowieka,Bóg uleczył serce zwyrodniałego gangstera popełniającego przestępstwa i zawrócił z przepaści...
Przeczytajcie sami :) Niezwykła historia działania miłości i przemiany w człowieku.
Siły dobra i światła które kieruje Bóg ...
Wiem,że to świadectwo jest obszerne ale naprawde warto je poznać :)

---------

Świadectwo

Odrzucony przez ludzi ale kochany i przyjęty przez Boga
Nicky Cruz

Nigdy nie przypuszczałem, że będę świętym aniołem, gdyż takim oczywiście nie byłem. Moi rodzice zajmowali się czarami i okultyzmem. W wieku 6 lat zostałem poświęcony diabłu. Przez wiele lat rodzina nasza była związana z szatanem. Nikt nie przypuszczał, że Jezus Chrystus stanie się kiedyś kimś dla rodziny Cruz.

Kiedy jeszcze byłem w domu moja matka całkowicie mnie odrzuciła nazywając synem szatana. Wszystkie te okoliczności w których żyliśmy, mocno mnie obciążały. Uczucie odrzucenia było straszne. Byłem wewnętrznie rozdarty, czułem się osamotniony.

Kiedy opuściłem Puerto Rico i przybyłem do Nowego Jorku, zostałem całkowicie wciągnięty w wir zła. Szatan mocno uchwycił mnie za czuprynę i trzymał całkowicie w swoim ręku. Zabawiał się mną jak lalką, życie było takie podłe. Dał mi wszystko czego tylko zapragnąłem, a mimo to stałem z pełną walizką samotności.

Niepewność i strach! Błądziłem z pustym sercem po tym strasznym mieście, ze złymi przeczuciami i rękami ociekającymi krwią – podążając prosto do piekła.

Ciężko wymawia się słowo „piekło”. Wielu ludzi podczas wypowiadania takich słów czuje psychologiczną barierę. Nigdy nie myślałem, że Jezus zmieni mnie tak totalnie, pomimo tego co uczyniły moje ręce i widziały moje oczy. Uważałem za rzecz niemożliwą i zbyt piękną odczuwać osobisty z Nim kontakt i czuć się bezpiecznie ukryty w Nim bez reszty.

Biblia mówi: „Nie bój się Ja jestem z tobą.” W okresie kiedy domem moim była ulica, nie znałem wtedy jeszcze tej obietnicy ponieważ nie znałem Jezusa. Nie spoglądałem na Niego, odrzucałem Go. Dla mnie był On tylko jeszcze jednym złudzeniem. Sędziowie i psychiatrzy, którzy przez 6 miesięcy zajmowali się mną zrezygnowali ze mnie. Kiedy szedłem ulicami Nowego Jorku ludzie bali się mnie, ponieważ miałem złe oblicze. Byłem przywódcą bandy składającej się z 205 chłopców i 175 dziewcząt. Czynili wszystko co im kazałem, zawładnąłem nimi. Wiele okropności mieliśmy na sumieniu począwszy od morderstw, a skończywszy na mniejszych okropnościach. Nie mieliśmy poszanowania dla życia ludzkiego ani dla czegokolwiek. Byłem tak głęboko zanurzony w tym piekle, że żadna terapia człowieka nie była w stanie mi pomóc. Żadna klinika nie mogła oczyścić mojego serca i odnowić moich myśli. Mój psychiatra zaprowadził mnie nawet do ZOO, chcąc się zorientować czy prawidłowo nazywam zwierzęta. Przez trzy godziny pokazywał mi je i opowiadał o nich. Zaprowadził mnie też pod Statuę Wolności „Empire State-Building” i do wielu klinik, gdzie zostałem poddany różnorodnym badaniom.

Ostatecznie powiedział: „Nicky, dla ciebie nie ma żadnej nadziei, jesteś w sam raz dojrzały na krzesło elektryczne i kwalifikujesz się do piekła. Wypełnia cię nienawiść, jesteś zgorzkniały i rozdarty. Nienawidzisz całego świata i każdego, kto ci okazuje miłość, „prawdopodobnie i samego siebie.”

Tak, on miał rację. Od tego dnia, kiedy jako ośmioletni chłopiec zostałem odrzucony przez matkę, poczułem nienawiść do wszystkich ludzi i nie wierzyłem w jakąkolwiek miłość.

Widząc, że własna matka mnie nie kocha, nie oczekiwałem też miłości od innych. Dlatego stałem się na ulicy tak straszny. W trzy tygodnie po odrzuceniu mnie przez psychiatrę, Bóg uczynił dla mnie coś cudownego. Powiedział do Dawida Wilkersona: „Idź do Nicky Cruza.” Mogę sobie uświadomić co mógł pomyśleć wtedy Dawid. „Przenigdy, nie chcę mieć nic wspólnego z tym szefem gangsterów.” Ale on był posłuszny głosowi Pana. Kto to był ten Dawid Wilkerson? Był szczupłym kaznodzieją, tak cienkim jak „spaghetti”. Nie wiedział jak powinien się ubrać będąc w wielkim mieście. Wcześniej był pastorem małego wiejskiego zboru w Pensylwanii. I oto ten cienki pastorek odważył się przybyć do nas. W Nowym Jorku, mieście opanowanym przez grzech i przestępczość, stanął na rogu ulicy i zaczął mówić o Bogu. W oczach ludzi zamieszkujących to miasto można było wyczytać tak zwaną „Wolność Ameryki”. Stłoczeni w swych ciasnych pokoikach żyli bez jakiejkolwiek nadziei. Aż tu nagle pojawia się na ulicy ten kaznodzieja. Wszyscy stanęli przeciwko niemu. Policja radziła Dawidowi: „Nie idź tam, oni cię zabiją.” Ostrzegali go w różnorodny sposób. Dawid Wilkerson świadomy był niebezpieczeństwa, a mimo to poszedł. Kiedy zaczął mówić o Bogu, wykrzyknąłem: „Przestań mówić ty zwariowany fanatyku, czy postradałeś zmysły?” jeszcze nikt nie przeciwstawił mi się na tych ulicach, aż tu nagle przychodzi ktoś z czarną książką, którą zwie Biblią i chce mnie zmienić. Kiedy Dawid kontynuował swe wywody, zawołałem: „Milcz! Ja tu jestem bogiem! Tylko ludzka siła się liczy, siła naszego getta, naszej bandy! Nie chcemy mieć nic wspólnego z twoim Bogiem. Wynoś się i nie pokazuj się tu więcej!”

Powiedziałem później do moich kompanów: „Chcecie się zabawić? Dam wam to, czego potrzebujecie. Chodźmy na dół, na parter. Popalimy trochę trawy, wypijemy wino z paroma pigułkami. Następnie każdy weźmie dziewczynę na noc i zapomnimy o tym fanatyku. Chodźcie idziemy!”

Poszliśmy na parter. Ja nastawiłem płytę. Myślałem, że ten kaznodzieja wrócił tam skąd przybył. Ale po 20 minutach ten szczupły mężczyzna zjawił się w drzwiach. Nie miał zezwolenia. Z uśmiechem na twarzy Dawid Wilkerson zapytał: „Gdzie jest Nicky Cruz?” Wtedy odsunąłem na bok moją dziewczynę i powiedziałem: „Ja jestem Nicky, czego chcesz?” Dawid odpowiedział: „Chcę zostać twoim przyjacielem.” Na to krzyknąłem: „Ale ja nie chcę być twoim przyjacielem!” Powoli podszedł do mnie. Uderzyłem go wtedy. Krew polała się z jego nosa. Jak dzikus zacząłem go tłuc, obrzucając przy tym plugawymi wyzwiskami. Przeklinałem nawet Boga. Chwyciłem go za włosy, uderzając głową o ścianę. Niektórzy chłopcy i dziewczęta usiłowali mnie powstrzymać, mówiąc: „Ten kaznodzieja jest bezbronnym człowiekiem.” Podszedłem w stronę drzwi. Dawid Wilkerson zawołał za mną: „Nicky, zanim wyjdziesz, chcę ci powiedzieć, że Jezus cię kocha!” Żywy Duch Boży te trzy słowa głęboko wyrył w moim życiu. Kiedy Dawid powiedział: „Nicky, Jezus cię kocha”, to słowa te były dla mnie jak ostry nóż. Wyszedłem na zewnątrz. Potem każdą następną noc słyszałem te słowa: „Jezus cię kocha”, jak na płycie która się zacięła. Gdziekolwiek byłem, myślałem o tym kaznodziei. Nie mogłem spać. Próbowałem go zastraszyć wyciągając nóż, ale to go nie przeraziło. Odpowiadał mi na to słowami: „Ty możesz mnie zabić i pokroić na 1000 kawałków, ale każde z tych 1000 kawałków będzie wołać za tobą: Jezus cię kocha.” Słowa te mocno mnie uderzyły. „Ale ten kaznodzieja ma odwagę – pomyślałem. On jest nad podziw mocny, ma coś szczególnego w sobie. Zewnętrznie wydaje się taki cherlawy osobnik, lecz wewnętrznie – jak ze stali.”

No tak, on był dzieckiem Bożym. Obojętnie co by to było, ale ten mężczyzna ma nadprzyrodzoną odwagę.

Tego wieczoru, kiedy złamałem mu kość nosową, mógł po prostu więcej nie wrócić. Ale on miał szczególne polecenie od Boga i pozostał. Któregoś dnia poszedłem, aby słuchać kazania Dawida Wilkersona. Po raz pierwszy byłem na chrześcijańskim zgromadzeniu. W całym moim życiu nie byłem ani razu w kościele. Nie wiedziałem jak taki budynek wygląda od wewnątrz. Wziąłem ze sobą 75 drabów z naładowanymi rewolwerami. W kościele było około 2000 ludzi. Widzieli jak ci młodzieńcy o zdziczałym obliczu weszli do środka. Klnąc i poszturchiwując ludzi czynili wokół siebie ciężką atmosferę. Być może niektórzy mieli strach widząc nasze poczynania.

Lecz Dawid rozpoczynając kazanie powiedział do zgromadzonych: „Dziś wieczorem nic ci się nie przydarzy.” Mówił o miłości Jezusa do nas – ludzi. Nigdy nie słyszałem tej historii o Jezusie. Po raz pierwszy, kiedy mi powiedział że Jezus mnie kocha, otwarły się moje myśli w tym kierunku. Chciałem wiedzieć, kto to był ten Jezus i skąd przyszedł. Dawid rozpoczął wyjaśniać. Kto czytał historię Nowego Testamentu ten wie, jakim fascynującym człowiekiem był i jest do dziś Jezus Chrystus. Dawid mówił o Nim jako o Bogu w postaci człowieka. Mówił w jaki sposób działał ten potężny cud. Uczyniła to Boża wszechmoc. Jezus Chrystus tak samo odczuwał cierpienia jak każdy człowiek, jak Nicky Cruz. On zawsze tylko pomagał, był przepojony wielką miłością do każdego, a mimo to, powiedział kaznodzieja: „Ludzie Go ukrzyżowali.” Byli źli, pragnęli Go tylko dręczyć, upokarzać i torturować. W tym momencie zacząłem odczuwać i rozumieć to, co mówił kaznodzieja. Słowa jego trafiały do mnie. Nakreślił cudowną opowieść o Jezusie. Zrozumiałem, że Jezus był znieważony i odrzucony, a ludzie chcieli Go ukrzyżować pomimo jego całkowitej bezgrzeszności. W tym momencie usłyszałem głos mojej matki: „Ty nie jesteś moim synem, ja cię nie kochałam, ty jesteś synem szatana.” słyszałem również głos społeczeństwa: „Zamknijcie go, zabijcie go. On jest chory. On nigdy jeszcze nic dobrego nie zrobił, on jest niebezpieczny. Jedyną nadzieją dla niego jest krzesło elektryczne.” Zniewaga i odrzucenie. Tak, ja czułem, jak Jezusowi było przykro, ponieważ sam tego doświadczyłem.

Była jednak ogromna różnica między Nim, a mną. On był czystym, niewinnym Synem Bożym i ofiarował siebie samego za ludzi. Ja byłem inny! Byłem grzesznikiem mocno związanym łańcuchami grzechu i zła. Społeczeństwo miało rację mówiąc: „Zabić go!” Było to jedyne rozwiązanie, aby nie mieć ze mną kłopotów. Lecz w słowach Jezusa odkryłem inną odpowiedź: „Nicky Cruz potrzebuje nowego serca.” Ludzie pragnęli zmienić takich jak ja, lecz ja odrzuciłem tą ofertę społeczeństwa.

Stan Nowy Jork wydaje miliony dolarów w celu rozwiązania problemu band. Otwarto kluby, aby odciągnąć młodzież od ulicy i przestępstw. Po trzech miesiącach spaliliśmy te kluby. Getta są najstraszniejszymi dzielnicami Nowego Jorku. Jest to dżungla bez jakichkolwiek praw! Idąc ulicami czuje się ohydne zapachy resztek jedzenia, fetor chorób które plenią się w śród tysięcy. Widzi się blok przy bloku, w których ludzie żyją jak zwierzęta.

Władze Nowego Jorku chcą zburzyć te domy i przeprowadzić ludzi do nowych mieszkań, mając nadzieję na zmianę ich zachowania. Lech problem leży gdzie indziej. Nowy dom nie zmieni bólu serc tysięcy ludzi! Nie wyzwoli ich z udręki myśli. Jestem pewny, że po sześciu miesiącach wyłoni się stary problem. Oni nawet najpiękniejsze domy potrafią zamienić w getto. Potrzebują zmiany w swoich sercach. Rzeczą obojętną jest gdzie umieści się tych ludzi, oni i tak tego nie docenią.

Tylko Jezus, tylko On może odnowić serca!

Jezus przyszedł, aby wyzwolić ludzi z gett, oczyścić ich wnętrza. Rozwiązanie problemu tych złamanych serc leży tylko w Jego mocy. Biblia mówi, że serce człowieka jest złe. Dziś się kocha, jutro nienawidzi. Jak na huśtawce – raz w górę, raz w dół. Myśli nasze są jak produkt komputera, można zaprogramować dobre i złe rzeczy. Kiedy Dawid Wilkerson owej nocy zakończył kazanie, zadałem sobie pytanie:

„Dlaczego Jezus zmarł za mnie, dlaczego został ukrzyżowany?” Tego wieczoru Jezus nie myślał o ludziach z przed 2000 lat, lecz myślał o mnie. On zmarł również za Nicky Cruza. Owej nocy nastąpiła decydująca zmiana w moim życiu.

Ten kaznodzieja przekonał mnie. Moje stare serce zostało wyrwane, a nowe zaczęło bić dla Jezusa! Poczułem coś, czego nigdy przedtem nie doznałem. To stare poczucie zła opuściło mnie. Naraz poczułem obecność Bożą w tej sali! I gdybym nawet nie przyjął Jezusa Chrystusa, to muszę przyznać, że nie mógłbym zaprzeczyć obecności mocy Bożej tej nocy. Ludzie chwycili się za ręce, płakali, modlili się, a Duch Święty płynął przez salę jak fale.

Popatrzyłem wokoło i zauważyłem jak niektórzy z moich przyjaciół płakali.

Dawid Wilkerson też był całkiem skruszony, płakał. Potem otworzył swoje oczy, spojrzał na mnie i powiedział: „Nicky, pozwól Jezusowi wejść do twojego życia. Zawsze uciekałeś przed wszystkim, ludzie cię odepchnęli, ale ten Jezus z Nazaretu chce do ciebie przyjść. Chce zostać twoim dobrym przyjacielem, On jest tu. Chodź, Nicky będę się z tobą modlił!”

Zawsze byłem bardzo dumny, nigdy nie chciałem się ugiąć. Moją dewizą było: Muszę czymś być!

I teraz oto stanąłem naprzeciw Jezusa. Potrząsnąłem głową mówiąc: „Nie, to nie jest dla mnie!” W tym momencie mój przyjaciel, imieniem Israel, powstał i poprosił Dawida: „Módl się ze mną, chcę przyjąć Jezusa.” Pomyślałem wtedy: „On zwariował.” Lecz to nie on, ale ja byłem wariatem, ponieważ Israel po raz pierwszy znalazł się na właściwej drodze. Był on typowym przestępcą. Zewnętrznie sprawiał dobre wrażenie, jednak wewnątrz był pełen zła. Spojrzał wtedy na mnie i powiedział: „Nicky, chodź ze mną. Ten kaznodzieja ma rację. Chodź, to ty jesteś tym najgorszym.” Spojrzałem na Israela, zebrałem całą odwagę i powiedziałem: „O`key, idę z tobą” i wyszedłem z nim do przodu. 25 moich chłopaków dołączyło do mnie. Nie wiedziałem czego mam oczekiwać, ponieważ nie znałem Jezusa. Nie wierzyłem w Niego, lecz odczuwałem przemianę, kiedy usłyszałem kim był Jezus i skąd przyszedł.

Stanąwszy przed kaznodzieją powiedziałem mu: „Dobrze, spróbuj, módl się. Jeśli Bóg chce mnie zmienić” i wyśmiałem go. Dawid przyjrzał mi się uważnie i poprosił, abym włączył się do modlitwy. Lecz ja odrzekłem: „Nie, nie, ja muszę mieć oczy otwarte. Nie zamknę ich, bo w każdej chwili może mi jakaś kula przewiercić głowę.” On jednak położył ręce na mojej głowie i zaczął się modlić. Kiedy Dawid się modlił ja znów zacząłem płakać. Z jego serca wypłynęła najprostsza i najpiękniejsza modlitwa jaką kiedykolwiek słyszałem. Rozmawiał z Bogiem jak z przyjacielem, który stoi obok. I tak też było. Jezus był tam obecny. Ta prosta przyjacielska rozmowa z Bogiem przeniknęła mnie i poruszyła dogłębnie!

Dawid Wilkerson nie miał w sobie nawet odrobiny fałszu czy obłudy. Przez niego widziałem Boga i nic poza tym. Poprzez tą miłość, którą żywił do Jezusa mógł zostać użyty przez Boga jako narzędzie. Widziałem, że również moi przyjaciele płakali. Szczególnie Izrael był bardzo skruszony. Nie jestem w stanie opisać tego, jak on się czuł. Łzy po prostu płynęły strumieniami po jego twarzy. Potrząsnąłem nim, pytając: „ Co się z tobą dzieje ?” Odpowiedział: „ Nicky, ja oddałem swoje życie Jezusowi !!” Pochyliłem nad nim swoją głowę i pomyślałem: „ Straciłem najlepszego przyjaciela, on już teraz pójdzie do Jezusa.”

Znowu poczułem się samotny, a myśli moje skierowały się do złych przeżyć. Duch Święty pokazał mi cały ten brud, poczułem się wtedy całkiem obnażony przed Świętą Bożą obecnością. Wstrząsnął moim sercem i powiedział mi: „ Takim oto jesteś, lecz jeśli mi podarujesz swoje serce, zamieszkam w nim i zmienię je zupełnie.” Znów polały się łzy po mojej twarzy. Wiele łez spływało mi po policzkach i kapało na moją skórzaną kurtkę. Stałem tak przez około trzy minuty, nie będąc w stanie się poruszyć. Byłem mocno skruszony! Tonąłem w swoich własnych łzach. Były to łzy bólu i pokuty, zgorzknienia i zamętu. Poczułem jak czyjeś ręce spoczęły na moich ramionach, był to sam Jezus! Upadłem na kolana i głośno płakałem, przeniknięty wewnętrznym bólem nie do opisania. Wszystko to działo się na oczach całej mojej bandy. Otworzyłem usta mówiąc: „Boże, ja Cię nie kocham; nigdy Ciebie nie szukałem, jestem zgubiony.” Po chwili jednak zawołałem: „Boże kochasz mnie naprawdę, naprawdę? Proszę, pomóż mi! Ja potrzebuję pomocy!” I w tym tak ważnym momencie On sam przyszedł do mnie! Usłyszał moją małą, chaotyczną modlitwę. W tej chwili byłem bardzo oddalony od otoczenia, szczerze żałowałem za wszystkie moje grzechy. Od tej chwili w moim życiu uwidoczniły się trzy ponadnaturalne rzeczy. Doznałem potężnej mocy przemiany. Otrzymałem miłość, teraz kocham Boga i ludzi, mogę to powiedzieć szczerze, bez obłudy. Nigdy przedtem nie potrafiłbym powiedzieć komuś: „Kocham Cię.” Po raz pierwszy zaakceptowałem Boga i siebie. Zostałem ochrzczony Bożą miłością. W świecie, z którego wyszedłem nie znajdowałem pokoju. Wszystko było rozkopane, ogarniała mnie tylko samotność i gorzkość. Lecz Jezus dał mi głęboki, cudowny pokój, wypełnił nim całą moją duszę. Ja to przeżyłem! Teraz spokojnie mógłbym zamknąć oczy i powtórzyć moją ostatnią modlitwę. Znów mogłem spokojnie spać. Bóg zadbał nawet o mój sen. Nie byłem już związany narkotykami, rozpustą i przestępstwami. Nie potrzebowałem uciekać i często zmieniać miejsce zamieszkania, gdyż ludzie mnie już nie ścigali. Naraz doznałem pokoju i radości! Mogłem swobodnie się poruszać i śmiać się szczerze z serca. Uwolniony zostałem również od alkoholu, gdyż Duch Święty strzegł mnie. Tego wszystkiego nie mógł mi dać żaden psychiatra. Jedynie doskonały lekarz - Jezus Chrystus. Ktoś mógłby powiedzieć: „Nicky Cruz był taki zły. Czy rzeczywiście Jezus zmienił go tak totalnie?”

Jedynie Jezus może tego dokonać. Jeśli chcesz doświadczyć tej wspaniałej i nie pojętej miłości, otwórz przed Nim swoje serce, wtedy On z radością w nim zamieszka.

Nie tak dawno również moja matka się zmieniła. Nie jest już czarownicą, ona kocha Jezusa. Także moi bracia i przyjaciele oddali swoje życie Panu. Członkowie mojej bandy przychodzą do Boga jeden po drugim.

Gdyby mnie teraz ktoś zapytał: „Nicky Cruz, dokąd podążasz?” Odpowiedziałbym zdecydowanie: „Moje życie ma teraz sens i prowadzi do nieba. Mam teraz tylko jedno pragnienie - spotkać się z Jezusem w Jego chwale.” Nie chciałbym, abyście moje świadectwo potraktowali jako opowieść o przywódcy bandy, lecz o człowieku, którego życie radykalnie się zmieniło w sensie pozytywnym, przez przyjęcie Jezusa Chrystusa. Ten sam Jezus, który w pełni przemienił moje życie, jest w stanie przekształcić każde życie. Jeśli tylko uczciwie otworzymy przed Nim swoje serce, a sami zrezygnujemy ze swojego „ja”, wtedy przeżyjemy cudowne uzdrowienie duszy.

Nicky Cruz

Chwała i cześć niech będzie Panu Jezusowi Chrystusowi!



1682 )
 karinadata: 15.08.2007, godz: 23:10

Monia!
byłam na modlitwie wstawiennieczej i ksiadz(egzorcysta) powiedział mi, zeby wszystko oddawac pod krzyż! wszelkie złe mysli!!! złe mysli często są przyczyną chorób ciała!
powiedział ze my sami sobie z nimi nie damy rady!! one sa mocniejsze...ale BÓg jest silniejszy!! i dlatego ufnie nalezy złozyc je pod krzyz, oddac Jezusowi takie jakie są najbardziej ohydne, bolesne..itp!
i wazne- prosząc o coś na modlitwie nie nalezy miec cienia wątpliwosci!
zwątpienie na wstepie zamyka drogę na moc modlitwy! trzeba równiez złozyc pod krzyz te zwątpienia, lęki.

Trzeba byc jak Dziecko-ufnie rzucac sie w ramiona Ojca! tak niewinnie, jakby na oślep..a jednak z wiarą ze w Jego ramionach będzie bezpiecznie i nie ma się co lękać..
Ucz sie takiej modlitwy poprostu swoimi słowami! pomodle sie za Ciebie i innych.

Dziekuje Piotrowi za propozycje od 22.VIII.. ze pomyslał o nas.. i my równiez wspierajmy Go w wędrowaniu ! !!!

1681 )
 Moniadata: 15.08.2007, godz: 21:23

proszę Was o modlitwę za siebie samą!
wiem, że to trochę egoistyczne, ale dzieje się ze mną coś złego... panicznie boję się sama o cokolwiek modlić, prosić, uwierzyć... chyba za dużo straciłam, żeby naiwnie wierzyć w dobro świata i w miłość i stąd mój strach... może Was Bóg lepiej wysłucha niż mnie...

1680 )
 aga, e-mail: agaada15@wp.pldata: 15.08.2007, godz: 20:00

Witam wszystkich. Kilka tygodni temu pisałam o moim problemie związanym z zakochaniem sie w chłopaku...
Chcę powiedzieć, ze On napisał mi, ze ma już kogoś i że nie będzie jechał na 2 fronty i powiedział- znaczy się napisał, ze na razie nic z tego nie będzie....Kurczę..z jednej strony sie cieszę, ale z drugiej jestem podłamana, bo ja się zakochałam a wiem, ze to jest miłość jednostronna- tym bardziej, że on już kogoś ma...A mi wciąż na nim zależy...bardzo mi zależy... napisałam mu, że jeśli mi napisze, ze kogoś ma dam mu spokój, bo nie chcę być odebrana za nachalną i "dziwną" w każdym tego słowa znaczeniu.....Co mam robić?Zalezy mi na nim...... i wciąż czekam z nadzieją na dzień, w którym będziemy sie mogli spotkać- wiedząć, ze nie ma już dziewczyny...proszę o piszcie na mojego e-maila z góry dzieki za wszystko z Bogiem

1679 )
 do Moniki 33data: 15.08.2007, godz: 15:02

przytulam Cię mocno...
trzymaj się...

1678 )
 karinadata: 15.08.2007, godz: 13:06

do Aga
zrobiłas cos bardzo uzytecznego!!! napewno wiele osób skorzysta;) nie wiele potrzeba by oddać sie radosci, chocby mądra ksiązka która otwiera oczy..przy odrobinie chęci otwarcia się.. a my szukamy jej w rzechach na prózno;)
a dzis święto wniebowzięcia N.M.P. czego my z jaką radościa mamy oczekiwać po ziemskiej wędrówce.. z Bogiem.

1677 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 15.08.2007, godz: 03:33

Witam Was:)
Chciałam Wam o czymś opowiedzieć.

Pare lat temu wypatrzyłam w katalogu wysyłkowym pewną książke.Przyciągnęła moją uwage,nie znałam tego autora,nie wiedziałam co w niej znajde,po przeczytaniu krótkiego opisu postanowiłam się zdecydować na kupno tej książki i przekonać się co w niej jest...

Autor i Tytuł :

Phil Bosmans -
"Żyć każdym dniem czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach "

Szczerze bardzo Wam polecam tego autora i zwłaszcza tę konkretną książke.

Mam ją do tej pory i korzystam,wracam do niej,czytam,pogłębiam...ta książka dała mi wiele dobrego.Stała się fundamentem od którego zaczęłam przebudowywać wewnątrz siebie.

Autor ma wiele doświadczeń w poznawaniu ludzkich zdarzeń i historii.Słuchał ludzi ich losów,bólu,radości.Jego przesłania wyrosły z kontaktu z tyloma ludźmi,z wszystkiego co zdołał się nauczyć.Był wielokrotnie dla nich,służył jako przyjaciel,pomagał,pocieszał.
Dlatego jego słowa nie są czysto formułową teorią,są autentycznym życiem i mogą pomóc,dać inspiracje,nieść światło.

To co jest w tej książce ujęte służy dla ducha,uczy wielu rzeczy,spojrzenia,myślenia...
to jak witamina w postaci słów,które wnikają do serca człowieka i zmieniają.

Pierwsze wrażenia z zapoznawania sie z przekazem ksiązki były dla mnie niespotykane dotąd ... myślałam sobie " no dobra ale jak ja mam to wdrożyć,przeciez nie potrafie "
Początki były trudne,czytałam wiele razy coś,potem przemyślenia,próby wdrażania...szerszych horyzontów aby ich nabrac.

Phil Bosmans -
"Żyć każdym dniem
czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach "

Jest w twardej oprawie,zawiera 398 stron.
Są w niej rzeczy o których rzadko się myśli albo nawet do nich sie nie dotrze bez uświadomienia.
Zapoznawanie się z tym co w tej książce ujęte otwiera oczy człowiekowi,bardzo wzbogaca,poszerza myślenie,odczuwanie.
Mnie natchnęło za sprawą tego co tam znalazłam do zmian,do pracy nad sobą,do prób wielu,wielu aby cieszyć się,czuć radość najdrobniejszą,potrzebowałam tego nauczyć się spontanicznej radości pełnej do końca ...

Więc powoli,małymi kroczkami uczyłam się zrozumienia tego przekazu i zastosowania u siebie w życiu,dniach...
Treści z ksiązki nie staną się przestarzałe,będą uniwersalne,trwałe i wielokrotnie sie do nich wraca.

Tam jest głęboka mądrość,duchowość.
Wiele może ta książka dać,uzmysłowić,tchnąc w człowieka zdolność dostrzegania,odczuwania,zrozumienia...

Można dojść do zaskakującego.

Tak więc serdecznie Wam polecam te witaminy dla ducha w postaci książki Phila Bosmansa.

-----

Więdząc ile dobra to dla mnie uczyniło postanowiłam zaopatrzeć się w więcej różnych pozycji autora i podarować bliskim dla mnie osobom.
Jedną z takich książek otrzymał mój przyjaciel.

Widziałam,że coś się z nim dzieje,smutek go dosięgał,apatia,ciężko się patrzy na ból bliskiej osoby.
Odwiedziłam księgarnie z konkretnym zamiarem,znalezienia jakieś wartosciowej ksiązki,czegoś co niesie przesłanie optymizmu,radości i pozwala uczyć się bycia szczęśliwym.
Phil Bosmans "Nie zapomnij o radości czyli jak znaleźć odrobinę nieba na ziemi." Taki tytuł znalazłam.Zaryzykowałam że może będzie dobra.

Wchodząc na stronkę wydawnictwa SEMEN zauważyłam,że nakład tej książki został wyczerpany,więc ciężko będzie ją gdziekolwiek kupić,jeśli wyprzedano egzemplarze nadrukowane...
Wpadłam na pomysł że zrobie elektroniczną kopie tej książki z wersji papierowej krórą miałam dla przyjaciela.
Tak więc zabrałam się za dokładne przepisanie.Stronka po stronce powstał ebook aby uczynić choć troche dobra dla innych.Jeśli nakład w wydawnictwie został wyczerpany kompletnie i nie dostaniecie jej nigdzie to zamieszczam wersje elektroniczną którą chce się z Wami podzielić.

Jeśli komukolwiek ta ksiązka da coś dobrego,przysłuży się przesłaniem, pomoże zmienić wewnętrznie siebie,przebudować postrzeganie to myśle że moge ją tutaj umieścić.

Zamieszczam opis wydawcy
wydawnictwo : SEMEN
Tytuł: Nie zapomnij o radości,
czyli jak znaleźć odrobinę nieba na ziemi
autor: Phil Bosmans
str.124
ISBN: 83-87153-70-2
format: 127 x 197
Oprawa: twarda

dostępność : BRAK

Pocieszenie jest jak dobrotliwa twarz kogoś,
kto rozumie Twoje łzy,
kto wsłucha się w głos twego zmęczonego serca, będzie przy tobie, gdy ogarnie cię strach i zwątpienie
i wskaże Ci
kilka gwiazd na niebie
(fragment książki)

Kolejna książka Phila Bosmansa, z której bije radość i optymizm. Każdy znajdzie w niej to, czego potrzebuje w życiu – słonecznego promienia radości, kwiatów szczęścia, drogi do oazy miłości. Założone przez niego „Stowarzyszenie bez Nazwy” opowiada się za byciem człowiekiem we współczesnym świecie, za okazywaniem ludziom serca, za nowym nastawieniem do życia. Dzięki książkom Phila Bosmansa, przetłumaczonym na wiele języków i wydanym w milionach egzemplarzy, ludzie na nowo odnaleźli radość i chęć życia.


książke wrzuciłam na serwer,możecie ją pobrać

http://www.chomikuj.pl/Chomik.aspx?id=Lakusiowy

klikacie na żółty folder Phil Bosmans,wewnątrz jest plik do ściągnięcia.
wystarczy kliknąć na nazwe PHIL BOSMANS - NIE ZAPOMNIJ O RADOŚCI i rozpoczyna się transfer pobierania.

Mam nadzieje,że komuś się przyda :)
Pozdrawiam Was serdecznie:)




1676 )
 Monika, lat 33, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 14.08.2007, godz: 17:33

Wieczny odpoczynek racz jej dac Panie a swiatlosc wiekuista niechaj jej swieci. Na wieki wiekow. Amen

Dzisiaj rano zmarla moja babcia. W piatek jade na pogrzeb. Prosze o modlitwe.

1675 )
 do Magdydata: 14.08.2007, godz: 09:43

udając niezależną mozesz wiele stracic, przeoczyc prawdziwe uczucie..
dlaczego Ci którzy na którym nam zalezy nie zwracaja na nas uwagi? z róznych przyczyn.. czasem działamy na przekór w tym wypadku mam na mysli drugą stronę..jesli mamy problem z akceptacją siebie , trudno nam przyjąc człowieka który sie nami interesuje, skoro my nie bardzo sie sobie podobamy, uznajemy tego kogos za "szalenca" ze sie nami zainteresował..co on w nas widział?? często własnie odrzucamy takie osoby, skoro nie kochamy samych siebie , wiec trudno nam pokochac kogoś kto nas akceptuje.

1674 )
 pozytywnie zakręcona, lat 30, e-mail: Magda_13713@ wp.pldata: 13.08.2007, godz: 22:53

Witam! Zależało mi na pewnej osobie,ale On nie potrafił określić swych uczuć,traktował mnie jak dobrą koleżankę jednocześnie robiąc mi nadzieję. Nie potrafiłam dłużej żyć w takiej niepewności i zerwałam naszą znajomość. Nie wiem czy to była dobra decyzja, ale musiałam coś zrobić ponieważ ta sytuacja bardzo mnie męczyła. Powiedzcie mi jak to jest , że ludzie na których nam zależy nie zwracają na nas uwagi, a może bywa i tak że ja nie zauważam tych którzy są blisko ...udaję pewną siebie, czasami nie dostępną osobę bojąc się zranienia... Przecież nie mogę tak dłużej. Proszę o modlitwę abym zburzyła mur który mnie blokuje i o odwagę w podejmowanych decyzjach...

1673 )
 Gosia, lat 21, e-mail: malgosiek1986@gmail.comdata: 13.08.2007, godz: 18:55

Hej.. mam ogromny problem.. poznałam kogoś... zauroczyłam się...ale...no właśnie..on jest ateistą ;( nie wiem co robić :( proszę o jakieś rady... najlepiej na maila :) dziękuję za to że jesteście :)

1672 )
 A, e-mail: agatkak@poczta.onet.pldata: 13.08.2007, godz: 17:33

Marcin :) Dziękuję :) Zgadzam się z Tobą również zupełnie! Wiele osób po pierwszym spotkaniu mówi "dziekuję" - nie zaiskrzyło ... i dalej sobie idą ... nic na siłe sie z kimś takim nie zrobi .... ale masz racje - oni tracą najwięcej.

1671 )
 Martadata: 13.08.2007, godz: 11:38

do A - zgadzam się ze stwierdzeniem, że miłość rozwija i jest rozwijająca. Natomiast jeżeli chodzi o zakochanie się, to jest ono jedną z wielu części składowych miłości. Bo chyba wszyscy zgodzą się z tym, że na miłość wiele "rzeczy" się składa. Mateusz, zakochałeś się bez wzajemności a więc wiesz, co znaczy zakochać się nieszczęśliwie. To też uczy. Pomyśl, może wyidealizowałeś sobie tego kogoś i dlatego nie układa Ci się z innymi kobietami a przecież każdy człowiek jest inny. Powodzenia życzę.

1670 )
 Marcindata: 13.08.2007, godz: 09:30

To znów ja...:) Ostatnio czytam bardzo dobrą książkę o podświadomości i próbuję wyrobić sobie zdanie na ten temat.Jeśli ktoś czytał coś o tym to niech da znać i wymieni ze mną swoje poglądy na ten temat. Mój adres e-mailowy to:mrebizak@poczta.onet.pl Pozdrawiam wszystkich Zródełkowiczów:)

1669 )
 Marcindata: 13.08.2007, godz: 09:26

Do A,lat31.
Zgadzam się z tym co napisałaś-miłość rozwija się i jest rozwijająca.Gdyby wszyscy chcieli to zrozumieć...Niestety niektórzy od razu oczekują wielkiej miłości już po pierwszym spotkaniu i ci tracą najwięcej.Tracą szanse dla siebie i innych. Pozdrawiam:)

1668 )
 Kaska, e-mail: mala261@onet.eudata: 13.08.2007, godz: 01:45

Kochani! czy pisza tu ludzie z zakopanego? czy orientujecie sie moze czy jest w zakopanym jakies zgromadzenie zakonne(zenskie), ktore udzieliloby noclegu na jedna noc? prosze o odpowiedz, to dla mnie baaaardzo wazne!

1667 )
 Aga, lat 23, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 12.08.2007, godz: 21:57

Witam wszystkich :)
A , b , c , d ... sercem odczuwaj... myśli składaj uczuciami ...

----------

A, b, c, d... -

Paulo Coelho

- Wiara jest wciąż żywa w sercach ludzi - pomyślał ksiądz na widok tłumu, który wypełnił kościół. To robotnicy najbiedniejszej dzielnicy Rio de Janeiro przyszli na pasterkę.
Ksiądz był zadowolony. Właśnie uroczyście podchodził do głównego ołtarza, kiedy usłyszał, jak ktoś mówi: - A, b, c, d...
Mówiło to chyba dziecko, ale powaga chwili została naruszona. Rozdrażnieni ludzie odwracali głowy. Lecz głos nie zamilkł:
- A, b, c, d...
Ksiądz uznał, że musi natychmiast coś z tym zrobić, bo zebrani w kościele powinni się modlić w spokoju. Odszedł od ołtarza, podszedł do ławki, skąd dochodziły te pozbawione sensu dźwięki, i zobaczył dzieciaka w łachmanach, który z zamkniętymi oczami powtarzał w kółko:
- A, b, c, d...
- Przestań! - rozkazał ksiądz.
Chłopak, jakby wyrwany z transu, rozejrzał się wokół przerażony. Jego twarz pokryła się rumieńcem wstydu.
- Co ty wyprawiasz? Nie widzisz, że zakłócasz nam modły? Dzieciak spuścił głowę, z jego oczu popłynęły łzy.
- Gdzie jest twoja matka?- zapytał z naciskiem ksiądz. Chłopak spuścił głowę i odpowiedział:
- Przepraszam księdza, ale nie nauczano mnie modlitw. Wychowała mnie ulica, nie mam ojca ani matki, w dzień Bożego Narodzenia poczułem, że chcę porozmawiać z Bogiem. Ale nie znam języka, który On rozumie, dlatego wymawiam litery, które znam. Myślałem, że tam, w niebie, On będzie mógł tak poukładać te litery, by wyszły z nich słowa i zdania takie, jakie Jemu się podobają.
Chłopiec wstał.
- Pójdę sobie - powiedział. - Nie chcę dłużej przeszkadzać ludziom, którzy wiedzą, jak rozmawia się z Bogiem.
- Chodź ze mną - odrzekł ksiądz.
Wziął chłopaka za rękę i przyprowadził do ołtarza. Po czym zwrócił się do wiernych.
- Tej nocy, zanim zacznie się msza, zmówimy specjalną modlitwę. - Pozwolimy Bogu, by sam ułożył to, co chciałby usłyszeć. Każda litera naszej modlitwy odpowiadać będzie takiej chwili mijającego roku, w której udało się nam spełnić dobry uczynek, lub takiej, w której odważnie walczyliśmy o nasze marzenia, lub takiej, w której jednoczyliśmy się z Nim myślą, bez słów. Poprosimy Boga, by uporządkował litery naszego życia. I by stworzył z nich słowa i zdania, które się Mu spodobają.
Ksiądz zamknął oczy i zaczął recytować alfabet, chwilę później cały kościół powtarzał zgodnie:
- A, b, c, d...

1666 )
 Piotr, lat 40, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 12.08.2007, godz: 20:20

22 sierpnia wyruszam na pieszą diecezjalną pielgrzymkę z Gliwic do Częstochowy.Z radością zabiore ze sobą Wasze intencje, aby zanieść je Najświętszej Pani Matce, więc piszcie proszę na adres mailowy.Z Panem Bogiem.Piotr

1665 )
 s. Nativitanki, e-mail: a_weronika@interia.pldata: 12.08.2007, godz: 20:09

„Jak Ojciec posłał Mnie,

Tak i Ja Was posyłam”

(J 20,22)








Panie, to Ty dałeś mi liczne dary, a ja pragnę je pomnożyć dla Twojej chwały.
Panie, to Ty dałeś mi serce, które pragnie uszczęśliwić innych.
Panie, to Ty dałeś mi wolną wole, abym mógł decydować o swoim życiu.
Panie, to do Ciebie przychodzę codziennie z pytaniem, które nie daje mi spokoju.




Pójdź za Mną – mówi Chrystus – Wzywam Cię
Czy słyszysz, jak Cię wołam?
Czy rozpoznajesz znaki mego wołania?
Szukasz ciszy, skupienia, pragniesz się modlić, chcesz siebie złożyć siebie w ofierze, ale nie wiesz, jak...
Chcesz znaleźć miejsce, ale nie wiesz, gdzie…
Chcesz naśladować Maryje, moją Matkę w Jej Narodzeniu…
Przyjdź tu, do mojego i Jej domu.
Pytaj – bo może tutaj twoje miejsce…
Może tutaj chce cię Ona mieć?
Będziesz służyła Maryi,
Mojej i twojej Matce.
Będziesz tak jak Ona, dawała Bogu:
Modlitwą, czynem apostolskim, ofiarą, pracą nad drugimi i dla drugich, cierpieniem, służbą, jedynie i wyłącznie z miłości do Mnie i do Mojej Matki.
Ja będę zawsze z tobą.
Ja będę twoją drogą, światłem, mocą, radością…
Moja Matka, która jest Patronką, Panią i Królową w Tym Zgromadzeniu, poprowadzi cię bezpiecznie.

Panie co mam dalej czynić ???
Daj mi odkryć powołanie, jakie dla mnie przygotowałeś.
Daj odwagę i mądrość, bym podjęła decyzje, zgodną z Twoją wolą.
Wiem jedno, chciałabym, aby moje życie było pieśnią ku Twojej chwale!!!

Jeżeli chcesz poświecić swoje życie Panu Bogu i bliźniemu: służąc w prostocie ducha i bezinteresowności.
Nieść Radosną Nowinę, każdemu napotkanemu człowiekowi.
Dawać świadectwo jedności w podzielonym świecie.
Uczyć dzieci, młodzież i studentów. Prowadzić dni skupienia, rekolekcje i oazy.
Pragniesz pomagać Kościołowi i Jego Matce, apostołując w rodzinach i spełniając inne prace.
Modlić się o liczne i święte powołania kapłańskie, misyjne i zakonne.
Wspierać kapłanów w ich pracy apostolskiej.
Jesteś dziewczyną w wieku od 18 lat.
Usłyszałaś wezwanie Chrystusa: „Pójdź za Mną” i pragniesz kroczyć ścieżkami Pana.

Napisz do nas.
Oto nasz adres:

Przełożona Generalna

Zgromadzenie Sióstr Narodzenia NMP (Nativitanki)
Al.1-go Maja 15/3
90-717 Łódź

Tel. 605-890-574
e-mail: a_weronika@interia.pl

1664 )
 A, lat 31, e-mail: agatkak@poczta.onet.pldata: 12.08.2007, godz: 18:17

Do Mateusza 32

Ożeń się ... choćby ze mną :) Nie znam się na miłości aż tak bardzo, ale prawdziwa miłość ma chyba to do siebie, że rozwija i jest rozwijająca ... a zakochanie (się) tylko czasami ma coś wspólnego z miłością. Jeśli chcesz to napisz do mnie.

1663 )


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej