|
|
O powołaniu...
"Głęboko wierzę w ideę powołania. Wierzę, że każdy człowiek otrzymuje od Boga powołanie. I nie tyle jest to powołanie do czegoś, co powołanie do istnienia. Jak widać z lektury Biblii, zagadnienia powołania i stwarzania są bardzo silnie ze sobą połączone. Rzeczy istnieją, ponieważ Bóg nadał im nazwy i imiona. "Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię" (Iz, 49, 1). Jesteśmy wezwani do pełni życia.
I dlatego wierzę w ideę powołania. Bóg powołuje. Ale nie wygląda to tak, że odzywa się dzwonek telefonu, podnoszę słuchawkę i słyszę, jak po drugiej stronie Bóg mówi do mnie: "Pójdż Tymoteuszu". To kwestia znacznie bardziej ontologiczna, to coś, co dotyka głębi naszego jestestwa. Ja również nie słyszałem żadnego głosu, ale nie powiedziałem też sobie: "O tak, to jest zawód, który chciałbym wykonywać". Zrozumiałem, kim mam być i do czego zostałem powołany."
o. Timothy Radcliffe OP
"Wszystkie rzeczy mają swój szczególny cel. Wszystkie rzeczy są posłuszne jednemu prawu. Wszystko rozwija się ku z góry ustalonemu celowi. Także dla każdego z nas Bóg wytyczył drogę, powołanie i podarował oprócz życia fizycznego, życie łaski. Przychodzi dzień kiedy zauważamy, że wokół nas są inne stworzenia i gdy zauważamy to poza sobą, nowe stworzenie rozwija się w nas. Jest święty i tragiczny moment przejścia z dzieciństwa do młodości. Stawiamy przed sobą problem naszej przyszłości. Nie mamy go rozwiązywać w wieku 15 lat, ale jest dobrze ukierunkować całe życie ku tej drodze, na którą Bóg nas wzywa. Od podążania za naszym powołaniem zależy nasze szczęście na ziemi i w wieczności".
"Co to jest powołanie? Jest darem Bożym, czyli pochodzi od Boga. Jeśli jest darem Bożym to powinniśmy się troszczyć, by rozpoznać wolę Bożą. Musimy wkroczyć na tę drogę: jeśli Bóg chce, nigdy nie wyważając drzwi, kiedy Bóg zechce, jak Bóg zechce".
"Każde powołanie jest powołaniem do macierzyństwa, fizycznego, duchowego, moralnego. Bóg złożył w nas instynkt życia. Kapłan jest ojcem, siostry zakonne są matkami, matkami dusz. Biada tym młodym ludziom, którzy nie przyjmują powołania do rodzicielstwa. Każdy musi przygotować się do własnego powołania: przygotować się aby być dawcą życia przez poświęcenie jakiego wymaga formacja intelektualna; wiedzieć, czym jest małżeństwo "sacramentum magnum"; poznać inne drogi; kształtować i poznawać własny charakter"
"Wszystkie drogi Pana są piękne, byle tylko prowadziły do takiego celu: zbawić naszą duszę i doprowadzić wiele innych dusz do nieba, aby oddać chwałę Bogu".
Bł. Gianna Beretta Molla
Wasze komentarze:
|
Igi: 09.05.2009, 21:08
|
|
Kochani... ostatnio tak się zastanawiam... Jak osiągnąć to "wyjście z siebie"? Ostatnio zauważam w sobie, że często myślę o sobie nawet na Mszy św., co mnie przeraża. Chciałabym myśleć tylko o Jezusie, a zamiast tego moje myśli są egocentryczne. Czy mogę coś temu zaradzić? Na czym polega to "wyjście z siebie" ? Pozdrawiam:*:)
|
|
Kamil: 08.05.2009, 17:30
|
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Chciałbym podzielić się z Wami wszystkimi swoją radością, bowiem dość niedawno zostałem ptrzyjety na okres kandydatury/aspirantury do ZGROMADZENIA BRACI MONTFORT ŚW. GABRIELA (zakon bezhabitowy, założony w 1712 r. przez św. Ludwika Marię Grognion de Montfort; 1300 Braci w 32 krajach świata, 15 Prowincji; od 28 września 1998 r. Bracia przebywaja w Czestochowie, ul Noskowskiego 13; braciagabrielisci@poczta.onet.pl
www.CyberQuebec.ca/braciagabrielisci).
Jeśli mogę, chciałbym opowiedzieć, tak po krótce, jak doszło do tego, iż postanowiłem rozpocząć formację u Braci Gabrielistów (powszechnie tak nazywa się Braci).
Faktycznie Z BOGIEM SIĘ NIE WYGRA I NIE WARTO PRZED NIM NA SIŁĘ UCIEKAĆ...BO I TAK PRZEGRASZ, A ON CIE ODNAJDZIE...
Jako młody chłopiec marzyłem o zostaniu kapłanem. W domu nawet oprawiałem Msze Świętą (miałem może 4 - 6 lat). Kiedy niewiele dojrzałem postanowiłem zostać ministrantem. Byłem bardzo gorliwym ministrantem, na tyle iż mój Ksiądz Proboszcz postanowił po latach, że będę nawet prezesem ministrantów. Wkrótce potem zostałem także lektorem. I TERAZ, W TYM MOMENCIE, WŁAŚCIWIE WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO, MIAŁEM JUŻ 17 LAT. Wpadł mi do ręki " Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny" św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Przeczytałem go, ale szybko odłożyłem głęboko na półkę, bowiem wydał mi się za trudny. Ważne przy tym jest to, że systematycznie zacząłem się spowiadać u jednego, konkretnego stałego spowiednika. Przychodziły mi powoli myśli o życiu zakonnym. Konsultowałem to z Księdzem (u którego spowiadam się po dziś dzień i który jest także moim Kierownikiem duchownym), który ani nie odradzał, ani nie zachęcał, natomiast proponował (słusznie!) modlitwę i badanie swego ducha, swoich myśli i głosu sumienia. Tak czyniłem... Wkrótce jednak przyszedł czas buntu (miałem może 18 - 19 lat) wobec Boga i Kościoła. Ale dziwny to bunt, gdyż do Kościoła chodziłem (tylko żadziej), mniej się modliłem prywatnie (ale jednak się modliłem),a i w dalszym ciągu się spowiadałem u tego samego Kapłana (Ksiądz D. trwał bardziej przy mnie, to jemu bardziej zależało na moim zbawieniu, niz mi wtedy. DZIĘKUJĘ MU ZA TO! Za to, że mnie nie zostawił wtedy i nadal pouczał, wspierał i modlił się za mnie, choć ja tak krytykancko ( a nie krytycznie, czyli budująco) mówiłem o Kościele!). Czyli, jednak nie był to bunt wobec Boga,a wobec siebie. Spytacie się, jak to? I słuszne to pytanie. Siebie lubiłem i lubie zawsze, ale tak jak wtedy (tylko wtedy tak niedojrzale i zbyt idealistycznie patrząc) tak i teraz, uważałem się za niegodnego tego powołania. Przecież byłem krnąbrny, przecież byłem pyszny, przecież byłem zarozumiały (teraz nadal uczę sie pokory), przecież byłem taki i śmaki, pewnie to "ja chce być powołany" ,a nie Bóg mnie wybiera. Jestem niegodny, to niemożliwe, aby Bóg wybrał taką nędzę (teraz wiem że jestem jeszcze większą) - tak sobie mówiłem. To był rodzaj mojej ucieczki, przed Bogiem. Ale pamiętacie, jak Apostoł walczył z Aniołem, którym okazał się Bóg. Ja też walczyłem, ze swoim sercem, ze swoim Bogiem, który wołał i pięknie nadal woła - PÓJDŹ ZA MNĄ1 NIE LĘKAJ SIĘ MNIE! JA ZWYCIĘŻYŁEM ŚMIERĆ I PIEKŁO! PÓJDŹ! Naiwnie uciekałem i walczyłem, a On ścigał mnie i w końcu się poddałem. Poddałem się na studiach. W wieku 20 lat poszedłem na Filologię Polską...Teraz ją kończę (za miesiąc obrona pracy dyplomowej). I tu zadziałał Pan Bóg. Miałem wybrać 3 tematy pracy. Wskazałem 1. może coś o "Wyznaniach" św. Augustyna 2. Może coś z językoznastwa - np. nowomowa 3. tego tematu nie pamiętam. Walczyłem z p. prof o Augustyna, a le Pani profesor powiedziała tak: "Panie Kamilu. Jeśli chce Pan pisać coś z szeroko pojetej kultury chrzescijąnskiej w swietle literatury, to prosze, właśnie mam w torbie Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny" św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Proszę przeczytać i zastanowić się nad tematem". Teraz domyślacie się co było dalej... Bóg dając powołanie często działa przez dość czytelne znaki,a ten był jednym z wielu ( o których nie napisałem) kroków milowych. Nie walczcie z Bożym głosem w swoich sercach. Nie zagłuszajcie Go na siłę! Próżne wasze zabiegi, ponieważ i tak przegracie! Ja przegrałem z sobą, a zarazem jednocześnie wygrałem nad sobą (nad strachem) dla Boga i Kościoła. I jestem szczęśliwy! CHYBA NA TYM SKOŃCZĘ, BO SIĘ ROZPISAŁEM. CHYBA, ŻE KTOŚ CHCIAŁBY COŚ POPISAĆ O POWOŁANIU, TO PROSZĘ NA ADRES E - MAIL: kamil.chybczynski@wp.pl
|
|
rayuela: 07.05.2009, 20:18
|
|
Mam 24 lata, mój chłopak zostawił mnie po 4 latach wspólnego życia ponieważ zdecydował się wstąpić do zakonu jezuitów. Przeżyłam załamanie nerwowe i dalej nie potrafię się z tym pogodzić. To strasznie bolesne decyzje i ciężko w takich sytuacjach pokładać wszelką ufność w Panu i cieszyć się z daru powołania u osoby, która chciała kiedyś założyć rodzinę....
|
|
Aniołek: 07.05.2009, 19:55
|
A ja z kolei znam wiele siostr zakonnych , które tętnia zyciem, chca cos robic, maja checi, to nie jest smutne zycie!
Wiem ze siłe do codziennosci daje Im Jezus, Modlitwa! to piekne zycie! piekne! wiem o tym, dlatego walcze o takie zycie!
i jak podkreśla "TO TYLKO JA" - "Ja wiem, kogo wybrałem" - dokładnie, i za tymi słowami Jezusa trzeba powiedzieć - "Boże, powołaj mnie SŁUSZNIE!" - Jesli Trzeba - pojde!
I KAROLINA 17 - nie chodzi tu ze rejestracja samochodu przypomina Ci zakon, czy literki w sklepie! Patrz realnie na Niego, czuj to, wtapiaj sie myślami w Jego słowa! Patrz Mu prosto w oczy na modlitwie!...........
|
|
@@: 07.05.2009, 19:17
|
|
Nie zamierzałem oskarżać. Pewnie, że są to ludzie, siostry, bracia zakonni tez mają swoje słabości, miałem bardziej na myśli obronę ludzki świeckich, którym ciągle sie wmawia, że to oni czegoś nie rozumieją, a skąd mają brać przykład czasem do nasldowania, jak Ci którzy spotkali Chrystusa nie potrafią dawać śiadectwa, czy wręcz nie chcą. Ja wyodrebnlem przypadki, moze akurat mam szczescie, ze to gdzie jestem są tacy ludzie:)nie generalizuje broń Boże! Ale ludzie swieccy tez się znają z Bogiem, nie mozna ciągle mówić, że to " ciemna masa" ktora nie rozumie życia zakonnego, albo zle je widzi...to tak jakby miec pretensje do dziecka, ze czegos nie rozumie w momencie gdy nikt mu tego nawet nie próbował wytlumaczyć. Mialem za cel bardziej stanac w obronie swieckich, czy ludzi spoza Koscioła, którym sie często zarzuca, ze czegoś nie rozumieją, nie znają, a skad maja znac, jak im nikt nie chce mowic i pokazywac na czym polega zycie ucznia Jezusa, ze to nie jest tylko wypelnianie prawa, ale silna więź z Nauczycielem. Jak to wytlumaczyc, jak sami uczniowie chodza i swoimi postawami mówią" Boże, człowieku, czego ty znowu ode mnie chcesz?"
|
|
s. Celina CSS (duchaczka): 07.05.2009, 10:08
|
|
Cytuję @@:"muszę ze smutkiem przyznać, że to jest zakonna rzeczywistość: smutna, zła, rozdrażniona (niepotrzebne skreślić)siostra." Ten post był skierowany do mnie, wiec spróbuję się do niego ustosunkować. Nie biorę odpowiedzialności za wszystkie siostry, ale zastanowiłam się jakie ja daję swiadectwo spotykanym ludziom? I wbrew tak pesymistycznemu cytatowi @@, ośmielam się sądzi, że rzeczywistość zakonna jest zakorzeniona w pokoju Jezusa. Jeśli ktoś nie szuka Jezusa jako źródła swego życia, wtedy moze doświadczać właśnie niepokoju czy zamieszania. I jeszcze jedno: nie tłumacząc osób zakonnych, przypominam,że to też ludzie ze swoimi słabościami i zmartwieniami...
|
|
to tylko ja: 07.05.2009, 09:28
|
"Ja wiem kogo wybrałem"
- to słowa Jezusa do swych uczniów one powinny Was dużo powiedzieć:)
pozdrawiam:)
|
|
karolina17: 06.05.2009, 22:14
|
Witam Was wszystkich moi drodzy!
Ostatnio dużo myśle nad swoim życiem od kiedy zaczęłam myśleć nad zakonem leci mi 3roczek... hmm... ale są kryzysy. Ostatnio chciałam zacząć żyć normalnie tzn. jak młodzież wiecie imprezy, zakochania itd. zaczęłam pisać z kilkoma chłopakami... ale nie potrafie chyba być z 2człowiekiem w relacj chlopak-dziewczyna=para... to trudne bo jako człowiek dziewczyna tego chce ale... w sercu i duszy pragne Boga i służby Jemu-takie rozdarcie w sobie- i to jest silniejsze. Moje myśli często uciekają do Niego... po mimo że ciałem staram sie zapomnieć... umysłem może też... oglądanie tv, spotkania ze znajomymi, czy słuchanie muzyki nie wiem każda chwila.. a w niej On... nie rozumiem tego... czy On wzywa? Idąc do pracy tzn. na praktyki myśle o sprawach ludzkich... a tu na drodze samochód z CR w rekstracji-to skrót zgr.S.Zmartwychwstanek-tam gdzie mnie ciągnie. Z początku te znaki mnie bawiły ale teraz... ehh... chodze po sklepie w którym pracuje a tam na kartonie CR-normalnie gdy widze te 2litery czuje,że On wzywa, ale może m sie tylko wydaje???
|
|
@@: 06.05.2009, 19:15
|
|
Do s. Celiny:) Czasem nie ma co zrzucać odpowiedzialności na osoby świecki i nie zapoznane z zyciem zakonnym, sam mam duzo kontaktów z ss zakonnymi i myślę, że nie przesadzę, jak napiszę, że 2 na 10 spotkanych sióstr potrafi odpowiedzieć z uśmiechem na twarzy na " szczęść Boże"...to nie jest opatrzne rozumienie ludzi swieckich...muszę ze smutkiem przyznać, że to jest zakonna rzeczywistość: smutna, zła, rozdrażniona (niepotrzebne skreślić)siostra. Nie ma co mówić, że to ludzie źle patrzą...spojrzmy prawdzie w oczy, to niektóre siostry nie potrafią żyć i pokazać radości życia z Jezusem:). Nie zwalajmy wszystkiego na złą wolę osób świeckich, przyznajmy się czasem i do swoich błędów i zaniedbać, lub nieumiejętności życia.
|
|
s. Celina CSS (duchaczka): 06.05.2009, 08:56
|
|
Do :) Cieszę się,że do nas dołączyłaś (Słoneczko, Ciebie też pozdrawiam). Energiczność, radość, to cechy, które są cenne w apostolacie. Niestety, wiele osób opacznie myśli o osobie zakonnej. Słyszy się:"taka ładna, zdolna i poszła do zakonu?" Czy Pan Jezus nie moze wybierać kogo chce? To On pierwszy ma prawo, posługiwać się nami i naszymi talentami.Zastanawiasz się, czy twoja miłość jest wystarczajaco silna, aby zostać zakonnnicą. Wiesz, co Ci odpiszę? Powołanie, to nie sprawa NASZEJ silnej miłości, ale wyboru i zaproszenia Jezusa, a my tylko odpowiadamy na JEGO zaproszenie. Najpierw jest Pan, a dopiero potem my. Nie posiadam gg, ale mam adres meilowy, jeśli chcesz, to napisz. Pozdrawiam i zapewniam o modlitwie. (celiroza@interia.pl).
|
|
:): 05.05.2009, 21:22
|
|
Witam wszystkich:) Pierwszy raz jestem na takim forum i bardzo się cieszę, że znaleźli się ludzie, którzy je utworzyli i dzięki, którym możemy pomagać sobie wzajemnie w naszych duchowych problemach. Jestem zwariowaną i pełną energii nastolatką. Od zawsze Bóg odgrywał bardzo ważną rolę w moim życiu, ale od jakiegoś czasu stał on mi się bliższy. Zawsze śmiałam się i mówiłam, że zostanę zakonnicą, wszyscy się ze mnie śmiali i twierdzili, że się nie nadaję, bo za dużo gadam, mam za mało pokory i nie wytrzymałabym w klasztorze. Z takim przekonaniem żyłam przez te wszystkie lata- że się nie nadaję. Jednak hmm... w zasadzie nie wiem, kiedy to się stało, ale zaczęłam tym razem poważnie zastanawiać się nad pójściem do zakonu. Zaczęłam coraz częściej rozmawiać z Bogiem, odwiedzać go w kościele. Byłam na rekolekcjach, na których jeszcze bardziej zbliżyłam się do Pana. Ufam mu bezgranicznie i nie wyobrażam sobie dnia bez rozmowy z Nim. Dzięki niemu wszystko staje się prostsze i piękniejsze, choć to i tak nie zmienia faktu, że często jest mi źle i mam wszystkiego dosyć. Jednak zazwyczaj te chwile nie trwają zbyt długo, bo wiem, że Bóg mnie kocha i on zawsze mi pomaga.Z dnia na dzień próbuję stawać się lepszym człowiekiem. Ciągle mam w sobie pełno wątpliwości. Sama już nie wiem co robić i jaką drogą mam podążać. Kocham Boga i ludzi, lubię im pomagać i wskazywać im drogę do Pana, ale nie wiem czy moja miłość jest tak silna, że mogłabym zostać zakonnicą:/ Codziennie w mojej głowie rodzi się tysiące pytań i wątpliwości. Proszę Boga o jakiś znak o to żebym wiedziała co mam robić, na razie milczy a ja wciąż toczę walkę z samą sobą. Nie wiem czy dostałam powołanie czy to tylko jakieś moje chwilowe wyobrażenie. Niestety nie znam wielu osób, z którymi mogłabym o tym porozmawiać, bo kiedy mówię komuś, że myślę o zakonie to mnie wyśmiewa, bo wszystkim ciężko sobie wyobrazić osoby tak radosnej i tak pełnej życia w habicie i klasztorze. Więc mam nadzieję, że przynajmniej z Wami czasem będę mogła porozmawiać:) To moje gg 3754675 pozdrawiam wszystkich:)
|
|
Słoneczko: 05.05.2009, 13:29
|
Witam, jestem 17-letnią dziewczyną, uczęszczam do I klasy LO. Od jakiegos czasu, od ponad roku, zaczęłam intensywnie zastanawaić się, co zrobić z moim życiem...?? Jestem animatorką Dzieci Maryi, prowadze różne nabożeństwa w parafii, często jeżdżę na rekolekcje, dni skupienia... Myślę o powołaniu zakonnym, ale tu jakoś nie ma we mnie przekonania, można by nawet powiedzieć, że trochę się zraziłam to tego stanu poprzez niektóre rozmowy z ss. zakonnymi-nielicznymi, ale jednak. Myślę także o założeniu rodziny-mąż, dużo dzieci itd.-ale wszystko to ma byc głęboko związane z Panem Bogiem; zakon-mówi sam za siebie, a moja ewentualna rodzina, by była zawsze blisko Boga i Niepokalanego Serca Maryi. A Instystut życia konsekrowanego świeckich...-tez nad tym myślę, jak narazie tylko w takiej formie widze oddanie się Bogu w jakieś "zrzeszonej organizacji", bo całe moje życie juz oddałam Bogu, ale na ewentualne powołanie nie jestem gotowa odpowiedzieć TAK :( Plan na przyszłość też już jakiś mam, tak mniej więcej; chciałabym skończyc medycynę i pomagać ludziom chorym i nie zwracać wielkiej uwagi na dobra materialne tylko na potrzeby tych ludzi, chciałabym służyć ludziom nieuleczalnie chorym, umierającym, by mogli w godnie odejśc do Domu Ojca; bym mogła im świadczyć o Jezusie. Maryi mówię; Totus Tuus, czy chyba jak dla dziewczyny powinno byc Tota Tuua :)
I sama nie wiem co robic, o czym myśleć, jak interpretować Wolę Boga...
Pozdrawiam Wszystkich :)
|
|
Aniołek do s.Celiny: 04.05.2009, 22:23
|
|
prosto mowic, ale dziekuje i nie wazne
|
|
s. Celina CSS (duchaczka): 04.05.2009, 17:28
|
|
Aniołku, właśnie tam, w dzieciństwie jest źródło. Drąż dalej... Ogarniam cię modlitwą (celiroza@interia.pl)
|
|
Aniołek do s. Celiny: 03.05.2009, 12:10
|
|
"sięgnij do zrodla problemu" - a jesli to jest cos z dalekiej przeszlosci? z dziecinstwa?... niezaspokojona tesknota? wie siostra ze oprocz pragnienia smierci jest cos jeszcze, i wlasnie to cos sklania mnie do takich mysli, wiec? jak mam sie zabrac "od srodka" za ten problem?
|
|
s. Celina CSS (duchaczka): 02.05.2009, 14:40
|
ZAPRASZAM NA REKOLEKCJE W NASZYCH DOMACH ZAKONNYCH:
Dni skupienia połączone z czuwaniem nocnym
Leżajsk (dom nowicjatu przy ul. Mickiewicza 129) w dniach 1 -3 maja rozpoczęcie o godz. 18.00 Temat : "Święty Pawle Apostole, ucz nas pełnić Bożą wolę! Zapraszamy dziewczyny z okolic i nie tylko. Kontakt s. Stefania lub s.Estera tel.(017)2428457
Rekolekcje dla tegorocznych MATURZYSTEK
8-10 czerwiec w Krakowie
rozpoczęcie o godz. 10.30,
zgłoszenia i pytania s. Irena irena-dr@o2.pl
Rekolekcje dla dziewcząt szkół ponadgimnazjalnych
19 - 22 czerwiec w Krakowie ul. Szpitalna 10
rozpoczęcie o godz. 19.00
Zgłoszenia i pytania s. Edyta edytacss@wp.pl
SERDECZNIE ZAPRASZAM I POZDRAWIAM
|
|
@@ do Aniołka: 02.05.2009, 10:37
|
|
Aniołku, Twoje pytanie jest złożone, dawanie prostej, w tym wypadku bez poznania Twoich intencji jest rzeczą ryzykowną, nie dziw się, że nie ma odpowiedzi... danie takiej odpowiedzi jest rzeczą mało odpowiedzialną. Przeczytaj, znalazłem coś takiego, myśląc o Twoim pytaniu, może to w jakiś sposób Tobie pomoże http://www.ultramontes.pl/salezy_i_30.htm
|
|
zagubiona owieczka: 02.05.2009, 10:15
|
|
Nie radzę już sobie z życiem ... pewne słabości wciąż we mnie są i ciężko mi z nimi walczyć ... proszę o modlitwę i również o niej zapewniam ... pozdrawiam
|
|
s.Celina CSS (duchaczka): 02.05.2009, 08:24
|
|
Drogi Aniołku, prosisz o odpis, wiec odpisuję. Dobrze, że szukasz kontaktu z ludźmi, to dobry znak. Wiesz, co myślę? Uważam, ze twój problem jest innej natury, a twoje działania czy myśli, to tylko skutek twojego o wiele głębszego problemu. Dopóki nie zajmiesz się problemem"od środka", to nie ma szans, aby pozbyć się"skutków ubocznych". Sięgnij więc do źródła problemu. Pamiętam o tobie w modlitwie, tak jak Ci już to obiecywałam. (celiroza@interia.pl)
|
|
franciszka: 01.05.2009, 22:16
|
|
Drogi Aniolku, tego nie wiem, ale na pewno nie pochodzi to od Boga! Za kazdym razem takiego "pragnienia" odmow Pod Twoja Obrone, jest to prosty egzorcyzm. Zaufaj! buziaki!
|
|
|