Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 Sławek: 16.06.2009, 06:33
 Mario moim zdaniem urwanie kontaktu to łaska od Boga i nie powinnaś do tego kapłana wracać.
 Maria: 15.06.2009, 22:58
 Proszę o odp. na moje wcześniejsze pytanie...
 Ala: 15.06.2009, 14:27
 ..gdzie leży prawda....?? ;)
 zagubiona: 15.06.2009, 13:24
 Witam Was moi drodzy. Tak od dłuższego czasu obserwuje moją przyjaciółke i naszego znajomego ks. Widać że mają się ku sobie... ja ostrzegałam ją że lepiej ma uważać bo bądź co bądź to jednak ks ale to chyba do niej nie dociera... ks tak sie jej przygląda i wgl to poprostu widać... hmm.. i gubie sie bo ten ks był moim autorytetem do niedawna. Zresztą i ona i on są moimi przyjaciółmi nie wiem co robić? Ks wie że ja sie skumałam ona wie bo z nią gadałam...
 tosia: 14.06.2009, 22:28
 zuza, ty chyba myslisz że on nic nie czai, ale to ty tak myślisz. A na ta oazę to nie chodź tylko dlatego że on to prowadzi, bo gdyby nie on to byś pewnie tam nie chodziła.
 zuzka: 14.06.2009, 20:37
 dlaczego ma mnie unikać? nie daję mu przeciez do zrozumienia, ze mi sie podoba. moglabym nawiazać z nim blizsza znajomosc na czwartkowych spotkaniach oazowych, ktore on prowadzi, a ja jestem tam animatorka. sprobuje wyluzowac;)
 Tosia: 14.06.2009, 17:35
 Zuźka w tej sytuacji ksiądz bedzie ci unikać a i ty też powinnaś. I też nie powinnaś liczyć na pogaduszki. A tak ogólnie to nie wiem czy jest możliwa taka normalna znajomość z iksem. Zeby miec takiego znajomego i-a z którym można pogadać czy o coś zapytać to chyba nie jest to możliwe, no chyba że to kolega ze szkolnej ławki, ale jak ktoś nie chodził do szkoły z przyszłym i-em, no to skąd ma wziąć takiego znajomego. Zuzia trochę wyluzuj.
 Maria: 14.06.2009, 17:08
 A ja mam pewna wątpliwość i pytanie do Was... Przezyłam kiedys zauroczenie do X. Mielismy bardzo dobry kontakt, on wyjechał, wszystko się urwało, boje sie, że on wiedział co do niego czułam i dlatego stał sie taki obojetmy i oschły. Teraz gdy minęły juz prawie dwa lata, chciałabym z nim porozawiać, dowiedzieć się, dlaczego nasz kontakt sie urwał i może powiedzieć mu o tym wszystkim co czułam i raz na zawsze zamknąć to sprawę.... jak myślicie, czy powinnam z nim porozmawiać?? proszę o pomoc
 Ala: 14.06.2009, 15:14
 Agnieszko, bądź dzielna! Najlepsza jest naturalność, szczerość. Przecież serca nie oszukasz, on może Ci się podobać, możesz się w nim podkochiwać, bo to są uczucia-niezależne od nas. Skoro taka jest prawda (że masz do niego słabość) to nie udawaj przed sobą samą, ale ucz się brać odpowiedzialność za swoje uczucia. Nie trzeba ślepo podążać za pożądaniem, szukać spełnienia. Świadomość własnych uczuć daje nam władzę nad nimi. Mamy nieograniczone możliwości. Pamiętaj o rozsądku, korzystaj z niego:) Należy działać tak, aby mieć na względzie swoje dobro, ale jednocześnie dobro innych. Jednym słowem powinniśmy postępować słusznie:) Zapewne sama nie będziesz w stanie tego udźwignąć, bo to przeogromny ciężar..jest jednak Ktoś, kto zawsze wzmacnia, pomaga wytrwać w dobrym:)) Módl się gorąco. W moim zakochaniu w kapłanie, nieoceniona jest codzienna Eucharystia. To wielka moc. Daje taką energie by starać się żyć tylko dla Chrystusa, że mogę tylko powiedzieć: ' To już nie ja żyję, to żyje we mnie Chrystus!'. Autentycznie, czasem mam chęć tak się zapomnieć, ulec złu, tak mnie kusi..i wnet okazuje się, że ja już nie umiem tak postępować jak kiedyś, kiedy Pan Jezus był mi mniej znany, mniej bliski. Teraz wszystko pragnę czynić dla Jego chwały! Oczywiście różnie z tym bywa....ale poprawa jest:) upadam i powstaję:) Łączmy się z Chrystusem Jezusem w Komunii Świętej jak najczęściej!! Jezu ufam Tobie:)


 Ala: 14.06.2009, 01:21
 Wystrzegałabym się wszelkich intryg i krętactwa. Kokieterii. Trzeba jasno powiedzieć: kapłan to mężczyzna nie dla nas dziewczyny! On jest tylko dla Chrystusa! Nie ma co się łudzić. Nawet jeśli akurat przechodzi kryzys wiary i próbuje w swej słabości nawiązać romans z kobietą (i trafia na którąś z nas..), to tylko przejściowa sytuacja (taka choroba, która mija) i do nas należy dopingować go do pozostania w wierności (np. przez obojętność na zaloty itp.), a nie jeszcze rozbudzać jego pożądliwość! Sama przecież przechodzę zauroczenie księdzem i wiem jakie to szaleństwo! Moje małe kochane szaleństwo..;) Jestem przekonana, że dobrze robię stojąc z boku, nawet jeśli serce wyrywa się i krzyczy, że to dla niego właśnie chcę być gwiazdą! Pragnę jego oczu wpatrzonych tylko we mnie, sympatii i miłości, którą darzyć będzie tylko mnie! Ech...........nie mogę tego oczekiwać, taka jest prawda!okrutna... On powinien być dla mnie martwy. Nie ma go dla mnie :| Ale cieszmy się dziewczęta! Jest mnóstwo wspaniałych kawalerów!! :)) trochę wysiłku i uda się nam zapomnieć o nierealnym, aby z czasem móc wejść w zdrowy, piękny związek:)
 Aagniieszka: 14.06.2009, 00:36
 Ja mam 18 lat i zakochałam się w X;((( To uczucie z dnia na dzień narasta. Kiedyś powiedziałam mu o tym incydencie, a on przyjął tą informację z uśmiechem, ale dał mi wyraźnie do zrozumieniia kim jest i że to uczucie nie powinno mieć miejsca:( Ja wiem, że nie mogę liczyć na przyjaźń z Nim, bo ten związek "przyjaźni" byłby toksyczny;( Szanuję Jego wybór i nie mam zamiaru przeszkodzić mu w swym powołaniu!!! Jednak gdy patrzę na Niego uginają się pode mną nogi, nie mogę nad tym zapanować. Na Jego widok nie mogę nawet wykrztusić "niech będzie pochwalony" nic, jestem jak w amoku, odcięta od żeczywistości, nie słyszę co inni do mnie mówią, tylko w centrum zaineresowania ciągle jes Jego osoba!!! Co najgorsze od września uczy mnie religii!! Pierwsze lekcje dla nas obu były szokiem, bo nikt się tego nie spodziewał, że będzie mnie uczył. Na owych lekcjach był spraliżowany, czytając każde nazisko z dziennika patrzył się na daną osobę oprócz mnie co mnie bardzo bolii, chociaż wiem, że na jego miejscu postapiłabym tak samo! Jednak po kilkunastu lekcjach przyzwyczailiśmy się do tej sytuacji. Każdego dnia obwiniam się za to, że powiedziałam mu o owym uczuciu, wkońcu jestem teraz w jakimś stopniu odpowiedzialna za Jego powołanie. Pewnwgo dnia nie wytrzymalam psyhicznie i udałam się z tym "problemem" do szkolnego psyhologa. Porozmawiala z Nim. Widać, że to pomogło, bo nie jest już taki spięty na mój widok. Teraz nadszedł kociec roku, a ja jestem skarbnikiem klasowym i wypadałoby dać Mu kwiata, jak zreszą innym nauczycielom ale nie wiem czy powinnam. Z jednej strony On i ja będziemy skrępowani, ale z drugiej to moje marzenie... i tu nasówa się kolejne pytanie czy podać mu dłoń przy wręczaniu kwiatów czy nie...??? Niby banalne pyania ale dla mnie odpowiedz jest bardzo istotna. Pomóżcie co mam zrobić, jak się zachowywać, co robić w Jego obecnści?
 zuzka: 13.06.2009, 21:49
 dzieki dziewczyny, ale najgorsze jest wlasnie to, ze ja ciagle się łudzę, ze zaczne z nim gadac, ze sie zmienie i bede normalna (tzn. taka jak kazda dziewczyna). a po co mi to? hmmm... moze po prostu chce, aby osoba, ktora mnie zauroczyla zaczela mnie zwyczajnie lubic lub chociaz zeby mnie naprawde poznala-taką prawdziwą zuzie. aby i on mogł mnie kiedys dobrze wspominać. nie mam w tym nieczystych zamiarow. zdaje się na myslenie prawdziwej realistki. tak, wiem, ze to raczej glupi sposób myslenia, no ale coż...czasem dodaje mi to skrzydel, a czasem upadam przez to na ziemię. dlaczego myslicie, ze nie moge liczyc na czestsze rozmowy z nim?
 tosia: 13.06.2009, 15:23
 Zuzka, ja to myślę że ten iks to traktuje cię inaczej, nie tak jak całą resztę, bo on wie że ty jesteś taka jaka jesteś, właśnie taka a nie taka jak pozostali. Tylko musisz wiedzieć, że na częstsze rozmowy z iksem to nie masz co liczyć. Zuźka i nie prowokuj. ok
 Ala: 13.06.2009, 14:20
 A może ta Twoja nieśmiałość to Dar od Boga, żebyś czasem czegoś głupiego (...) nie zrobiła?? Na cóż Ci ta znajomość? Jakie są Twoje intencje? Na pewno czyste? ... Zastanów się nad tym Zuzka. Pozdrawiam:)
 kolorek: 12.06.2009, 22:13
 ...
 zuzka: 12.06.2009, 22:02
 nie jestem typem "kokietki". nie potrafie flirtowac z mezczyznami i rzucac im sie na szyje (nie mam do nich smialości). niedawno zauroczylam sie pewnym X z naszej parafii. prawie ze soba nie rozmawiamy. jestem skryta, ukrywam swoje uczucia, mam skłonności do głupich pytań i odpowiedzi. jestem spieta w jego obecnosci. wiem, ze to nie ma przeszlosci, ze wkrotce odejdzie z naszego kosciola. nie oczekuje od niego odwzajemnienia moich uczuć. liczę tylko na częstsze rozmowy, bycmoze wieksze otwarcie sie moje i jego. chce by poznal moje prawdziwe "ja". w towarzystwie przyjaciół jestem zupełnie inna- często się śmieję, dużo mówię, jestem sobą. Gdy tylko on jest obecny, coś się ze mną dzieje. nie potrafię nic powiedzieć (albo gadam głupoty), mam chlodny wyraz twarzy, ciagle się w nigo wpatruję. Nie potrafię nad tym panować. Co robić, abym mogła być sobą w jego towarzystwie? A tak wogóle to jestem raczej osobą nieśmiałą. trudno nawiązuję kontakty z nowymi ludźmi. nie wiem w zasadzie, co takiego mnie w nim urzekło. po prostu to się stało. moze to dlatego, ze ma takie tajemnicze spojrzenie, ze zagadal pierwszy i jest jedna z osob, ktora widzi moje lepsze wnetrze. wiele dziewczyn z naszego kosciola sciska sie z nim, obejmuje go, a nawet jest z nim po imieniu. chyba troche im zazdroszczę. jak juz pisalam jestem na bardzo odleglym od tego etapie i watpie, ze to sie kiedys zmieni. jednak mimo wszystko probuję do tego dążyć. czasem boję się, że przez to wszystko zaczał mnie odbierać inaczej niż kiedyś, ze stalam się chłodną dewotką. a przecież tak nie jest. nie wiem co mam robic. nie moge zerwac tego kontaktu, bo dalej nie pozna mojej prawdziwej osoby, a chyba na tym zalezy mi najbardziej. prosze o rade.
 Ala: 12.06.2009, 13:40
 Droga an :) Uważam, że to, czy uda się zerwać kontakt czy nie (w tej sytuacji jest to wskazane), zależy od nas, od naszych chęci. Pan Bóg nam pomoże, ale trzeba Mu pozwolić działać, a więc zerwać z pragnieniem wygodnictwa, łatwego życia i samych przyjemności. Należy nastawić się bardziej na innych niż na siebie samych. W relacjach z osobami, które już obrały swoją drogę należy zawsze szanować ich wybór i nie łudzić się, że może zrezygnują (dlatego czekam i czekam i marnuje swoje życie licząc na nierealne coś), a wręcz wspierać w niełatwych obowiązkach, decyzjach. Każdy wybór jest trudny, bo nigdy nie można mówić o pewności, pełnym przekonaniu. Jeśli naprawdę zależy Ci na szczęściu tego człowieka to nie utrudniaj jemu i sobie życia. Radzę Tobie, droga siostro, abyś podjęła pracę (niełatwą, może wręcz heroiczną..) nad zrywaniem kontaktu, bo tylko wówczas możliwe jest nabranie właściwego dystansu do relacji, która jest między wami. Pomoże Ci to spojrzeć na was z innej perspektywy. Zajmij się swoimi obowiązkami, ufaj i módl się gorąco. Zobaczysz, że z czasem dostrzeżesz, że czynienie czegoś wbrew sobie z miłości do Chrystusa może przynieść tylko radość:)) I pamiętaj o Nadziei! Ona zawsze nam towarzyszy i uśmierza ból trudnych doświadczeń :) Pozdrawiam serdecznie! Powodzenia, życzę Tobie i sobie;)
 an: 10.06.2009, 23:27
 Czytam co napisałyście dziewczyny i łzy mi płyną... Naprawdę robię co mogę. I nie żeby przechwalać się czy coś ale ze wszystkim pomagam mojemu przyjacielowi-klerykowi ( mojej miłości) nie tylko gdy prosi o pomoc ale zawsze kiedy mogę i mimo że potem cierpię że coś jest nie tak jakbym sobie wyobrażała ważniejsze dla mnie to pomóc jemu być z nim w jego trudnościach modlę się w jego intencji. Ale już nie mam sił... Nie wiem co robić naprawdę zrywanie kontaktu nie skutkowało miało wręcz odwrotny efekt... Jak sobie z tym radzić?
 Gwiazdka: 09.06.2009, 21:51
 Małgosiu , wiem jak trudno jest miłości powiedzieć nie i doskonale rozumiem dlaczego postąpiłaś właśnie tak . Zrobiłaś co mogłaś , aby On nie cierpiał . To jest właśnie dojrzałe uczucie- nie liczę się ja lecz osoba ktorą kocham. Dlatego usunięcie się i nie dopuszczenie aby to uczucie przekreśliło wasze relacje z Bogiem było najlepszą decyzją . Pozdrawiam
 cukiereczek: 08.06.2009, 21:15
 piekne Małgosiu ale..
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] (12) [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

Rachunek sumienia dla dzieciRachunek sumienia dla dzieci

bł. Rafał Chylińskibł. Rafał Chyliński

Modlitwa do bł. Rafała ChylińskiegoModlitwa do bł. Rafała Chylińskiego

Litania do bł. Rafała ChylińskiegoLitania do bł. Rafała Chylińskiego

Życie węwnętrzne bł. Rafała ChylińskiegoŻycie węwnętrzne bł. Rafała Chylińskiego

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej