Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 ania: 13.11.2007, 13:34
 mało to chrzescijanskie podejscie ze ksiadz( czy jakikolwiek inny czlowiek) jest zerem!! moze i nie wytrwa przy tej dziewczynie moze rozdzieli ta dziewczyne z rodziny od swego przyjaciela, ale czy to upowaznia do mowienia o kims ze jest zerem!! czy ty wogole wiesz co to znaczy?? ;( dziwia mnie takie postawy... przeciez jezus wybaczal wszystko...dlaczego ludzie tego nie potrafią? a skoro nie potrafia dlaczego nie staraja sie tego zmienic?? nie jestem kompetentna osoba o wypowiedz jakiej prosilas ale nie wyobrazam sobie nie powiedziec ci ze w zadnym wypadku nie powinnas go skreslac!! tylko on wie co jest w jego glowie i czemu to robi...jego motywacje sa znane tylko Bogu, jak mozna kogos oceniac tak zle nie wiedzac czym sie kieruje w swoim postepowianiu! Mam tylko nadzieje ze nie dasz mu odczuc ze go odrzucasz... "bo ohama to znaczy rodzina a w rodzinie niekogo sie nie zostawia i nie odrzuca" milego dnia :*
 zakochana16: 12.11.2007, 21:14
 do zyczliwego dziekuje za twoje slowa... wiem ze jeszcze 200 razy moze mi sie zmienic ale powolania do zycia zakonnego czuje teraz wiec teraz o tym pisze...
 Życzliwy: 12.11.2007, 18:17
 Poprzez miłosc agape do wszystkich ludzi tak. Na grzechu nie zbudujesz zadnego powołania a poza tym najpierw zdaj mature a do tego czasu jeszcze ci sie 200 razy odmieni - ech te kobiety
 zakochana16: 12.11.2007, 17:57
 mam pytanie czy poprzez milosc do ksiedza ale milosc bez pozadania itp. moze sie przyczynic do poglebienia wlasnej wiary i rozpoznania swojego powolania w moim przypadku zakonnego???? prosze o odp i z gory wielkie dzieki
 Dagmara: 10.11.2007, 10:04
 Do Małgorzaty.Dla mnie taki ksiądz- nie ksiądz jest ZEREM!!!!!!! Skoro nie dochował wierności Bogu, nie dochowa jej także tej swojej dziewczynie! A Ty po prostu go ignoruj.On nie zasługuje na szacunek.Jaki przykład daje.Nie chodzi mi tylko o zdradę Boga, ale i o to jak się zachowuje w stosunku do Ciebie.On Was rozdziela.Jaki ma w tym cel?Chociaż nie jest już kapłanem, ale powinien ludzi jednoczyć, a nie dzielić, tak jak to robią księża Rydzyko- podobni!
 Dagmara: 09.11.2007, 17:32
 Może porozmawiamy o tym, co sądzicie o tym, gdy ksiądz staje się ojcem?Czy w takim wypadku powinien odejść z kapłaństwa, czy nadal ma być księdzem, mamić wiernych przykazaniami, moralnością, uczciwością?Czy taki ksiądz ma prawo do krytyki i pouczania innych?
 Małgorzatka: 09.11.2007, 10:01
 Chciałabym żeby wypowiedział się ktoś kompetentny, najlepiej ksiądz. Co zrobić w sytuacji gdy ksiądz w wieku 45 lat odchodzi, bierze ślub cywilny z dziewczyną w wieku 21 lat (w moim wieku) i domaga się akceptacji. Jest moim wujkiem, zna też bardzo dobrze mojego chłopaka, który uważa go za przyjaciela. Z rodziną prawie nie urzymuje kontaktów, ze mną w ogóle nie rozmawia. Czy małżeństwo z moim chłopakiem w takiej sytuacji mogłoby przetrwać i byłoby dobre gdyby wuj i ta dziewczyna kontaktowali się z nim a ze mną nie?
 zakochana 16: 07.11.2007, 22:36
 do @ wiesz ja tez nie chce dla Niego zle co dziennie modle sie w Jego intencji.. zeby wytrwal w tym powolaniu ktore juz wybral.. nie chce dla Niego niczego zlego ..przyznam sie nadal Go kocham ale inaczej nie latam z Nim nie gupieje tylkkoo jak Go widze to mam taka slabosc ze sie na Niego moge gapic godzinami i nic wiecej...
 @: 06.11.2007, 19:07
 Jestem przekonana, że często jesteśmy żle postrzegane. Nie chcemy przykrości dla innych, przecież tym samym jest nam ciężko, może nawet bardziej niż myślisz. Chcemy czasem móc z kimś kompetentnym porozmawiać. Na kogo możemy liczyć, do kogo możemy się zwrócić. Wobec kogo możemy być szczerzy i otrzymać szczerą odpowiedź, pomoc.


 zakochana16: 05.11.2007, 22:08
 DZIEWCZYNY NIE DAJCIESIE ZWIESC KSIADZ TO TEZ CZLOWIEK ALE DAJCIE SOBIE SPOKOJDOBRZE WAM RADZE><<">
 zakochana16: 03.11.2007, 20:23
 Witam cie-@ to prawda Oni sa wspaniali i tak sie poswiecaja dla ludzi .. czesto im obcych to mnie w nich fascynuje... chetnie bym z kyoryms pogawedzila .. oczywiscie na temat zwiazany z powolaniem... i niedluga bede musiala to zrobic bo zwariuje a mam do ciebie pyt bo ja kjestem 16 latka a Ty... wiesz widac ze wspaniale mnie rozumiesz odpisz prosze pa pa pozdrawiam!
 @: 03.11.2007, 16:55
 Kobieta.
 Powołana<+>: 03.11.2007, 15:07
 ...nie było łatwo przestać go zauważać,przestać o nim myśleć i unikać jego wzroku,jednak teraz wiem że warto było walczyć z tym co mogło sie źle skończyć.Gdyby nie Boża pomoc,pewnie cała ta historia tragicznie by sie dla nas skończyła..Teraz też chodzę codziennie do Kościoła,jednak aby uniknąć niechcianych sytuacji "zmieniłam parafie".Jestem z siebie dumna,gdyż wiem,że to co przeszłam umocniło mnie w wierze i sprowadziło na dobrą drogę,gdyż umiałam dobrze wybrać.Dla mnie i dla tego księdza była to próba,jaką postawił nam na drodze Chrystus.Nie jestem aniołem-też popełniam grzechy,mam mnóstwo słabości z którymi codziennie muszę i chcę sie zmagać-jedną z nich jeszcze przez długi czas pozostanie ten ksiądz(nie da się wszystkiego wymazać z pamięci tak od razu).I choć z upływem czasu wiem,że było to silne uczucie,to jestem przekonana że nie była to miłość-ani z mojej,ani tym bardziej z jego strony-Niedawno dowiedziałam się od proboszcza z naszej parafii,że "mój ksiądz"ma poważne problemy z powołaniem.Teraz już wiem,czemu ówczesny obiekt moich westchnień dał mi do zrozumienia że............Dlatego dziewczyny...nie dziwmy się że są księża,którzy"lubią"młode,naiwne kobiety.Kapłan-też człowiek.Zakładając sutannę,nie ukryje pod nią swoich słabości i grzechów.Tak jak każdy z nas,codziennie staje przed wyborem-zła lub dobra.Każdego dnia musi zmagać się ze swoją słabością i grzechem,które przychodzą z większą siłą niż do zwykłego człowieka.Jest doświadczany przez Boga.Duchowni decydując się na taką drogę życia wartościowego,życia z Chrystusem,powinni być przygotowani,że nie będzie to łatwe zadanie.To prawda,że nie po to zostali kapłanami,żeby mieć życie usłane różami,lecz po to,aby pomagać dźwigać krzyż Chrystusowi.Dlatego tak jak Chrystus-tak i kapłan w swojej drodze życia,z krzyżem na ramionach ma momenty potknięcia i upadku.I tak jak Chrystus-tak i kapłan powinien podnieść się z upadku i wytrwać do końca w tym co wybrał. Dziewczyny uczuciowo uwikłane w historie podobne do mojej,koniecznie powinny sięgnąć po rade u osoby kompetentnej.Czasem nawet zwykła,SZCZERA rozmowa z księdzem lub siostrą zakonną,sprawia że udaje nam się przejrzeć na oczy,zrozumieć nasze postępowanie,a jeśli nie,to pomaga nam uspokoić myśli.My-młode dziewczyny często nie potrafimy obiektywnie spojrzeć na to,co nas spotyka,gnębi,dlatego potrzebne są nam takie konsultacje z mądrymi ludźmi,gdyż mogą one nam pomóc w ocenieniu czy to co robimy nie jest złe i niezgodne z wolą Bożą.Pamiętajcie,że same NIGDY nie będziemy w stanie sobie pomóc...Może uda nam się na jakiś czas oderwać od problemów,jednak wrócą one prędzej czy później. Noooo i teraz to by sie NAPRAWDE przydał jakiś komentarz księdza;p pozdrawiam wszystkie zagubione dziewczyny i pamiętam w modlitwie!!;D [16-sto letnia Powołana<+>]
 @: 03.11.2007, 13:25
 do @ a Ty co robisz na tej stronce jestes kobieta ,,, mezczyzna
 Powołana <+>: 03.11.2007, 13:06
 Jeszcze jeden przykład zakochania w księdzu... Ja również jeszcze całkiem niedawno zakochałam się w księdzu...bardzo młodym i oczywiście przystojnym.Jest w naszej parafii od niedawna bo jakieś pół roku.Muszę przyznać że raczej niechętnie chodziłam do kościoła,jednak zmieniło się to gdy na jednej z mszyzauważyłam tego kapłana.Od razu zwrócił moją uwagę,tym bardziej że przyglądał mi się uważnie.Było to dla mnie z początku dość dziwne i krępujące.Myślałam że patrzy sie tak,bo mimo iż byłam w kościele-nie brałam udziału w mszy.Ciekawa dalszego przebiegu wydarzeń zaczęłam uczęszczać na niedzielne msze św.Nie stałam już przed kościołem lecz siedziałam bardzo blisko ołtarza-mimo iż nasz kościół jest najmniejszym jaki do tej pory widziałam.W końcu niedzielne msze św-wiadomo przez kogo odprawiane-nie wystarczały,więc zaczęłam codziennie chodzić do kościoła.Po kilku dniach siedzenia z odwróconą głową w moim kierunku,ksiądz zrobił ten pierwszy krok i po jednej z takich mszy podszedł do mnie i zapoznał sie.Byłam w siódmym niebie!!Już podczas pierwszej rozmowy chciał żebym się u niego wyspowiadała.Akurat złożyło się tak że następnego dnia był pierwszy piątek miesiąca.Podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu "wyciągnął"mnie z kościoła.Oczywiście byłam zachwycona tym!!Podczas rozmowy kilkukrotnie pytał się mnie czemu nie poszłam do niego do spowiedzi.Było to dla mnie trochę dziwne.Potem dał mi swój nr.tel.tłumacząc żeby się z nim skontaktować w sprawie nowo powstawanego KSM-u przez niego.Sądził że powinnam chodzić na KSM,gdyż ostatnimi czasy zrobiłam się bardzo pobożna.W sobotę,po odprawionej przez niego mszy św.zaprosił mnie do siebie na plebanie-oczywiście nie mogłam odmówić.Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim.Muzyka bardzo głośno,herbatka,laptop na stole...krótko mówiąc,ksiądz okazał się bardzo towarzyską osobą.Opowiadał o sobie nie jak o kapłanie lecz jak o wszechstronnie uzdolnionym mężczyźnie.W końcu okazało sie,że mamy wspólną pasje.Wciąż namawiał mnie żebym chodziła do niego na KSM,tłumaczył że będą dyskoteki,wspólne wyjazdy,spotkania,sylwester,mówił że kiedyś będziemy musieli wspólnie wybrać się "na ryby".Oczywiście nie miałam nic przeciwko.Gdy tak opowiadał o sobie,siedziałam wpatrzona w niego jak w obrazek,byłam oczarowana wszystkim tym co mówił.W końcu sięgnął do koperty ze swoimi zdjęciami i zapytał czy nie chciałabym jakiegoś.Oczywiście wybrałam najładniejsze.Miałam lekki dylemat które wybrać,bo zdjęć było 3-najlepszych,więc ksiądz widząc mój dylemat postanowił podarować mi 2 zdjęcia.Po moim zachowaniu zrozumiał że mi się bardzo podoba,jednak mimo to szokiem było dla mnie,gdy dał mi dość dosadnie do zrozumienia,że sądzi iż mam doświadczenie w............ żartwał sobie że bałam się u niego wyspowiadać,bo pewnie "nieźle nagrzeszyłam".W końcu po dość długim spotkaniu,odwiózł mnie do domu.Oczywiście potem było tak samo"cudownie".Często rozmawialiśmy,pisaliśmy sms-y.Moja obecność na mszy codziennej była nieunikniona.Bajka skończyła się gdy obiekt moich westchnień zapoznał się z moją siostrą.Było to konieczne gdyż mieli razem prowadzić spotkania w kościele dla dzieci.Nie był on zadowolony z tego faktu,gdyż wolał prowadzić spotkanie dla młodzieży.Byłam wściekła i bardzo zazdrosna gdy moja siostra zaczęła więcej czasu spędzać z nim niż ja.Na znak protestu,zapisałam sie na OAZE do innego księdza z tej samej parafii.Był zdziwiony moim postępowaniem.Tym bardziej mu to nie pasowało,gdyż jego relacje z moją siostrą nie były najlepsze.Widać było że nie podobała mu sie,a i ona nie za bardzo przepadała za nim.Czasem nawet dochodziło do kłótni między nimi.Coraz rzadziej z nim rozmawiałam,na mszy unikałam jego wzroku.Byłam szalenie zazdrosna,jednak nie dawałam tego po sobie poznać.Jednak pewnego dnia,coś się we mnie zmieniało.Po mszy sw.,która była odprawiana przez tego księdza(za zmarłego z mojej rodziny),mój brat,który jest bardzo pobożnym człowiekiem,wiedząc co czuje do owego kapłana,przeprowadził ze mną bardzo poważną rozmowę,podczas której uświadomił mi bardzo ważne rzeczy.Rozmowa była długa...Brat powiedział mi,że po "moim kapłanie"widać że ma problemy z powołaniem.Mówił,że dziwne było dla niego to,że prawie całą msze był we mnie wpatrzony.Zaczął przytaczać podobne,prawdziwe przykłady swoich znajomych duchownych.Było to dla mnie wstrząsające jak wielkie zło może uczynić wydawałoby sie niewinne zakochanie w księdzu.Po rozmowie przez dłuższy czas zastanawiałam się nad tym w co się wpakowałam.Czułam się tak,jakbym nagle przejrzała na oczy.Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia.Brat radził mi żebym porozmawiała o tym z proboszczem,gdyż może to rozwiązać chociaż w pewnym stopniu mój problem.Na mszę św.zaczęłam chodzić już nie po to żeby zobaczyć mojego "ulubionego"księdza,ale chodziłam gdyż nie wyobrażałam sobie że mogę nie pójść.Zaczęłam uważnie słuchać Słowa Bożego,czytać Pismo Swięte,modlić się o rozwiązanie tej niezdrowej sytuacji,modlić się za księdza i o przebaczenie dla siebie,częściej się spowiadać,rozmawiać z Bogiem.Czytałam wiele pism i książek związanych z powołaniem.Równocześnie ksiądz zszedł na drugi plan.Nie był już on dla mnie ważny,jednak istotne stało się to,po co idę do kościoła.Zmieniłam swoje życie i zachowanie,które do tej pory było lekkomyślne.Teraz już wiem co chcę robić w życiu.Ksiądz,który był utrapieniem,pomógł mi odnaleźć właściwą drogę życia,którą jest życie zakonne.
 ZAKOCHANA16: 03.11.2007, 10:40
 tak zgadza sie sa bardzo w porzo... najgorsze jest to ze po jakims czasie odchodza... a teraz bede musiala z ktoryms pogadac bo mam w sercu rozsterke szukam swojego powolania i zdaje mi sie ze jest nim zycie w zakonie... hmm hmm hhee hhee oni takie fajne festyny ogniska organizuja ze szok a jak na festynie tanczyli ohhoh az babcie ze smiechu plakaly... ja tez prawie..
 @: 03.11.2007, 06:35
 Tak, te dni są piękne. Warto poczytać w te dni o śmierci i przemijaniu. Myślę, że w twojej parafi, księża to fajne chłopaki, tylko szkoda, że ze sobą nie rozmawiacie, bo napewno mielibyście dużo do pogadania.
 zakochana16: 02.11.2007, 22:29
 to te dni sa takie piekne.... pełne refleksji przemyslen a najglupsze jest to ze ks z mojej parafi sie na mnie gapia wszyscy takie mam uczucie zdaje mi sie ze ten ks zle mnie odebral ja stawiam go sobie za wzor owszem jest przystojny nie powiem ale to ks tez czlowieki dopiero teraz to zrozumialam
 @: 02.11.2007, 22:08
 Zakochana. Musisz być bardzo wspaniałą osobą.
 zakochana16: 02.11.2007, 21:21
 No i wreszcie zrozumialam!!! pokochalam tego ks ale nie tak jak wy myslicie ... w zyciu kazdego z nas pojawia sie czas w ktorym zastanawiamy sie nad swojim powolaniem a Bóg stawia nam na drodze znaki ten ks jest dla mnie takim znakiem i to na serio bo teraz wiem ze chce wstapic do zakonu!!!!
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] (32) [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej