Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 Ala: 08.06.2009, 18:15
 Bardzo się wzruszyłam Twoja opowieścią, Małgosiu.. Dziękuję:)
 Małgośka: 07.06.2009, 00:19
 Witam Dziewczyny. Jestem pełna podziwu jak pięknie się tu wspieracie.Prześledziłam Wasze wpisy wstecz. Ile mądrości i dojrzałości. Zgadzam się z artykułem KiT. Na pewno dobrze jest oszczędzić obojgu bólu i tęsknoty. Wziąć odpowiedzialność za ewentualne konsekwencje swoich uczuć-to baaardzo trudne, ale konieczne. Zgadzam się też z Kasią, ktora napisała: "Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu..." to prawda. I niestety w tym wypadku- miłości, zachwytu, fascynacji czy zauroczenia kapłanem(obojętne, bo wszystkie te uczucia i tak nie mają możliwości stać się fundamentem dla związku), chyba większy ciężar spoczywa na nas-kobietach, bo my mamy wybór-możemy np.chodzić do innego kościoła,natomiast On przecież do innego kościoła sobie nie pójdzie. Możemy sobie usiąść za filarem, czy w bocznej nawie, On-musi stać przy ołtarzu. Wobec takiej miłości jej najpiękniejszym wyrazem jest odejść, ochronić takiego kochanego człowieka, uszanować jego i to kim jest. Zastanawiałyście się jak Oni to przeżywają-nie wiem jak wszyscy, ale rozmawiałam z jednym z Nich. Juz wiekowym człowiekiem.Opowiadał o sobie, o innych.To przecież żywi ludzie:jeśli coś takiego się zdarzy- też kochają, zachwycają się, tęsknią, cierpią. Przecież na codzień żyją wśród ludzi. Starają się być odpowiedzialni i zdają sobie sprawę, że przede wszystkim są kapłanami, potem dopiero mężczyznami. Bywa, że rodzi się w nich bunt czy bezsilność, kiedy pokochają kobietę a nie mogą z nią być. Bywa, że płaczą z bólu. Przecież już złożyli przysięgę Komuś Najważniejszemu. To bardzo trudne. Pamiętając, że ślubowali Panu Bogu muszą często przyjąć postawę obojętności, wręcz pozornej niechęci wobec tej kobiety, żeby sobie poradzić, ale tez żeby ochronic ją. A przecież my, kobiety mamy szanse spotkać i pokochać jeszcze kogoś i związać się z nim-Oni nie. Nie warto jeszcze bardziej ich obciążać. Narażać. Poza tym, Oni są często bardzo daleko od rodzin, od bliskich. Wracają do pustych domów.Są przez to bardziej wrażliwi na najdrobniejsze przejawy życzliwości. Jeszcze jedno-problem odjeścia z kapłaństwa-to nie jest tak jak ze zmianą pracy. Bywa, że rodzą się dramaty, prawdziwe tragedie.Pamiętajcie, że przede wszystkim to kwestia miłości i lojalności wobec Pana Boga, druga sprawa-jesli nawet zdarzyłoby się coś takiego, to przecież są to ludzie, którzy są skrupulatnie wykształceni w danym kierunku i w innej rzeczywistości mogliby sobie nie poradzić. To tak jak lekarzowi nagle kazać pracować na kurzej fermie. Czytałam nawet, że jeden kapłan po odejściu stał się bezdomnym. Łatwo rzucane słowa mogą doprowadzić czyjeś życie do katastrofy a jego do rozpaczy. Kiedyś pewien kapłan w swoim kazaniu( w kontekście miłości bliźniego), powiedział patrząc na jedną z kobiet obecnych w kościele:nie ma nic piękniejszego od wyrazu miłości w oczach kochanej osoby.Tą kobietą byłam ja. Nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą. Nic w praktyce nas nie łączyło. Żadne z nas nie szukało, nie prowokowało. Tak poprostu się stało. On wiedział i ja wiedziałam. Od dawna. W jego głosie był smutek... Nie poszłam tam więcej...Płakałam, wyłam z bólu i tęsknoty. Snułam się po ulicach w poczuciu bezsensu i pustki. Wiedziałam wtedy, że jeśli byłoby to możliwe, bez namysłu znalazłbym się w jego ramionach.Bałam się, że te ramiona mogły na mnie czekać. To już nie było zachwytem, zauroczeniem, to były burze, wodospady uczuć.Mogłabym zrujnować Mu życie. Ukraść Panu Bogu jednego z Jego Wybranych Synów. To nie jest chwila słabości, to są decyzje, z których kiedyś trzeba się będzie wytłumaczyć przed Panem Bogiem. Minęło już kilka lat. Jestem starsza..."Nie ma nic piękniejszego od wyrazu miłości w oczach kochanej osoby",cudownie jest kochać i czuć się kochanym, widzieć zachwyt, ciepło, uśmiech w oczach kogoś kochanego. Wiecie czego dziś żałuję? że nie zniknęłam wcześniej. Mniejszy byłby ból.Nie tylko mój. Również Jego. Przecież kochać, to chcieć czyjegoś dobra.
 cukiereczek: 03.06.2009, 21:38
 Isabel, ksiądz ma duże serce, wystarczy dla ciebie i dla innych. Fajnie, że masz takiego przyjaciela, tylko gdzie ty poznałaś tego księdza, przecież to jest niemożliwe. Nawiązać kontakt, móc porozmawiać, zapytać, tak zwyczajnie, tobie to jest dobrze. Nie zmarnuj tej znajomości. Chyba nie umiesz dziś tego docenić.
 izabel: 02.06.2009, 19:05
 być może wyda to się śmieszne ale mam dopiero 17 lat :) myśle więc, że ze strony xa nie ma nic więcej oprócz zwyczajnej sympatii... zwlaszcza ze w mojej opinii ksiadz traktuje mnie i moich przyjaciol bardziej jak (to chyba glupio zabrzmi) wlasne dzieci :) to ze czasem zazartuje w sposob, ktory raczej nie wypada ksiedzu (chociaz w sumie kto ustala czy komus cos wypada czy nie?) to przeciez nic zlego. a jeśli chodzi o mnie to chyba mi przechodzi, szczególnie po tym artykule... mam nadzieje, ze uda mi sie utrzymac ta znajomosc bez zadnych podtekstow :) taka moja rada - wyluzujcie troche :) tak naprawde jestesmy bardzo mlode, trzeba zaczac rozgladac sie za innymi facetami... skoro Bog dal powolanie naszemu ksiedzu to napewno nie jest on facetem waszego zycia. a wiec wasza 'druga polowka' caly czas blaka sie po swiecie :) a moze ten ksiadz stanal na waszej drodze, byscie zblizyly sie do Boga? (tak jak stalo sie w moim przypadku). trzeba caly czas miec nadzieje, pozdrawiam ;*
 Ala: 02.06.2009, 15:06
 Droga izabel. Ciekawa jestem w jakim jesteś wieku..:) Ja mam 26 lat:) To pięknie, że masz takie wielkie wsparcie. Ksiądz to wspaniała osoba, można by nawet rzecz, że najlepszy przyjaciel (w czystej postaci) rodzaju męskiego, czyli taki, który nie zabiega o nas, które jesteśmy w potrzebie, który nie traktuje nas jak potencjalne kochanki, żony (tak robią świeccy mężczyźni, myśliwi..hehe), ale jak owieczki błąkające się, po prostu jak siostry:) Powinnyśmy jednak wszystkie pamiętać, że taka relacja jest rzadko spotykana..Ksiądz jest jednak mężczyzną i myśli jak mężczyzna, ma swoje potrzeby..i tylko prawdziwie uduchowiony, dojrzały ksiądz jest w stanie być ponad swoimi pożądliwościami i naturalnymi instynktami. Chcę powiedzieć, że kobieta, zwłaszcza atrakcyjna, jest dla księdza naturalna pokusą. Dlatego na nas, dziewczęta, spoczywa duża odpowiedzialność co do tego, jak wobec księdza się zachowujemy. Czasem zupełnie nieświadomie jesteśmy kokietkami, szczególnie jak ksiądz jest przystojny, podoba nam się. To też jest bardzo naturalne, bo pragniemy podświadomie zwrócić na siebie uwagę kogoś, kto wydaje się nam idealnym mężczyzną, wybrankiem, a że to ksiądz.. No właśnie. Wówczas popędy schodzą na dalszy plan. Należy włączyć rozum i postępować słusznie, a więc nie kusić, nie zrywać zakazanego owocu. Mężczyźni są bardzo wrażliwi. Od kobiet naprawdę wiele zależy. Więc jeśli wasze relacje, izabel, są czyste, jak siostry i brata, to gratuluję dojrzałości:) Jeśli jednak (a to ogromnie prawdopodobne, z racji tego, że jesteśmy słabi) oboje albo choćby jedno z was pragnie tej drugiej osoby jak męża/żony, to znaczy, że należy się poważnie zastanowić nad tym, czemu ta znajomość ma służyć.. Nie zapominajmy, że ksiądz ze względu na swoje powołanie nie powinien angażować się jakoś specjalnie w jedną osobę, jej problemy ażeby starczyło go także dla innych, żeńskich i męskich owieczek:) Pozdrawiam:-)
 cukiereczek: 01.06.2009, 20:03
 IzaBel, nie kończ tego, sama wiesz ile jest w tym dobra, i jeszcze to, że możesz z nim rozmawiać. Pozdrawiam
 izabel: 31.05.2009, 22:28
 sorry ze nie pisze wszystkiego w jednym komentarzu ale czytam teraz wasze wypowiedzi i wiecie co? ja chyba mam inna sytuacje... wy sie z tym meczycie, macie ogromny ciezar na sercu i duszy a ja nie. nie czuje nic takiego. czuje radosc ze moge sie z nim widywac. zadnego bolu ze nie moge sie do niego zblizyc ani nic z tych rzeczy. dobrze mi tak jak jest, jest idealem faceta i niech tak zostanie. mam nadzieje, ze kiedys spotkam takiego mezczyzne jak on i wtedy nie bede miala zadnych trudnosci tego typu aby z nim byc. trzymajcie sie dziewczyny, dacie rade :) 'tego kwiatu jest pol swiatu' :)
 izabel: 31.05.2009, 22:13
 a jesli chodzi o wypowiedz Ali - doskonale cie rozumiem. tez czesto 'wmawiam sobie' rozne, czesto sprzeczne z moim sercem' rzeczy. jak chocby banalne 'polubie ta piosenke', szukam w niej dobrych stron, pare chwil i juz ja uwielbiam :) tylko czasem sie zastanawiam czy to ma jakis sens...
 izabel: 31.05.2009, 22:01
 kurcze, przeczytałam ten artykuł ze łzami w oczach. jest ze mną aż tak źle? a jeśli to jest tylko zauroczenie albo ogromna sympatia niepołączona z miłością? nie chce zrywać ani zawężać kontaktów z moim x. Jeśli traktuje go jak przewodnika, autorytet, drugiego ojca to coś złego? Jeśli nie zamierzam nigdy odciągać go od kapłaństwa ani prowokować, jeśli ja go po prostu strasznie lubię? Trochę wystraszyłam się ostatniego akapitu... Czy to coś złego, że dzięki mojemu iksowi zaczęłam chodzić częściej do kościoła, angażować się w akcje itp? i myślę, że nie robię tego ze względu na niego, chociaż może w jakimś minimalnym stopniu myślę o nim gdy robię coś dobrego. On był motorem napędowym całego mojego teraźniejszego życia i większości moich działań... mam teraz to wszystko zakończyć? on mi daje tyle radości, uwielbiam rozmowy z nim, jest mega inteligentny,ma idealne poczucie humoru, pomógł mi zrozumieć wiele rzeczy... i teraz mam z tym skończyć? z człowiekiem, który zawsze potrafi poprawić mi humor, który w pewnym sensie mnie nawrócił, który mówi mi jak mam się modlić, doradza... nie wiem czy kiedyś spotkam kogoś takiego jak on. nie chce tego kończyć... pomocy :(


 Ala: 31.05.2009, 21:05
 Robię postępy odnośnie mojego fatalnego zauroczenia;) Boża łaska:) To ciężka praca, ale po czasie wstrzemięźliwości, trwania w tym co właściwe, ogarnia mnie wielka radość, że podołałam pomimo trudów. Pan otwiera mi wówczas oczy i widzę, że gdybym postąpiła inaczej (uległa) tkwiłabym w mroku i nieszczęściu:) Chwała Tobie Chryste!!
 cukiereczek: 31.05.2009, 16:08
 to normalne, ktoś kto mówi prawdę zawsze patrzy w oczy, jest wiarygodny. To, że puszcza muzykę to nic złego, muzyka łagodzi obyczaje, a to że o miłości to chyba w dobrym tonie.
 ja: 30.05.2009, 23:01
 Witam Was! Mam takie pytanko... chodze na KSM, który prowadzi ks asystent na spotkaniach wszyscy rozmawiamy i wgl... ks ma takie coś że patrzy w oczy -czasem nie wiem o co z tym chodzi. Gdy idziemy do ks tak poza spotkaniem KSMu to ks puszcza nam muzyke o milości.. zakochaniu... i też patrzy w oczy śmiejąc sie... i o co chodzi? czy to normalne?
 Ala: 19.05.2009, 11:21
 Kochani! Podzielę się z Wami tym, co aktualnie przeżywam w związku z moją historią. 'Znalazłam' sposób na uporanie się z moimi trudnościami (stosuję to całe życie, ale nie jako świadome działanie, jest to raczej pułapka, schemat, który już jakoś automatycznie włączam przy każdej trudności..taka obrona). Mianowicie zaprzeczenie temu, co czuję.. temu, czego pragnę..udawanie.. Zdaję sobie sprawę, że to fatalne rozwiązanie i będzie się mścić, bo nie ma w nim za grosz troski o siebie samą, miłości, łagodności, zrozumienia i, co najważniejsze wybaczenia, jednak zauważam, że to silniejsze ode mnie i oszukuje się stale.. To jest tak, że jak mam jakiś cel, to potrafię wmówić sobie wszystko, co konieczne, bylem dała radę dopiąć swego:| To doświadczenie z moim zauroczeniem duchownym jest sygnałem aby zastanowić się nad sobą, w całości. Wiem, że Bóg to dopuścił po to, abym przyjrzała się uważnie swojej duszy, zatroszczyła się o siebie i swoje potrzeby, które przecież mam! ( a potrafię wmówić sobie, że nie mam żadnych! A przynajmniej takich, które mi nie pasują do mojej wizji siebie). Tak więc, drodzy moi, jestem zakręcona ;) ale mimo wszystko jestem bardzo radosna, bo wiem, że wzrastam, dojrzewam, zbliżam się do Boga. Pragnę Prawdy i Pan właśnie odkrywa ją (po troszeczku) przede mną:)) I jak tu się nie cieszyć?! :-D Co Wy na to? Może macie jakieś refleksje w związku z tym? Tak mądrze piszecie:) Dziękuję i pozdrawiam!
 linia: 17.05.2009, 10:23
 Monika a ty co tu robisz?
 Monika: 16.05.2009, 18:26
 Kobiety i dziewczeta przeczytajcie Dar i tajemnica Jana Pawła II a w roku Sw Proboszcza z Ars wiecej sie módlcie za kapłanów niż wzdychać za nimi. Nie bierzmy wzoru z tego świata.
 Gwiazdka: 15.05.2009, 22:56
 Ciesze się razem z Tobą Alu. Jakże blisko jest Ten który leczy i obmywa nasze rany . Wystarczy tylko powiedzieć jak Maryja Viat :)
 Ala: 15.05.2009, 21:57
 Dziękuję serdecznie Gwiazdko:) Poprzez dzisiejsze: Drogę Krzyżową, Spowiedź, Nabożeństwo Majowe i Eucharystię otrzymałam ogrom Łask! Jestem ogromnie spokojna, pogodzona i przepełniona siłami aby trwać w dobrym, pomimo trudów:) Dziś Pan Jezus przemienił prawdziwie moje serce..! Ulitował się nad bezradnym grzesznikiem:)) Wysłuchał moich wołań:) Wychwalam Cię Jezu Chryste! Bez Ciebie tylko błądzę. Trwajmy mocni w wierze. Zawsze Czuwajmy:)
 Gwiazdka: 15.05.2009, 09:04
 Alu. Napewno dasz radę! Już to, że widzisz problem ułatwi Ci walkę z sercem. Najgorzej jest wtedy gdy brnie się w to bezsensowne uczucie. Ty widzisz, że to nie ma sensu i przyszłości i może przynieść więcej bólu niż radości i dlatego wierzę , że dasz radę. Módl się do Jezusa o siłę i pokój serca. Jestem z Tobą :)
 Ala: 14.05.2009, 22:17
 Ale kanał..nie jest lekko.. Wydawało mi się, że już po wszystkim, że wybiję sobie go z głowy za jednym zamachem! A tu się okazało dzisiaj (widziałam go w kościele), że jestem dalej cała napięta, spięta i..zakochana..tyle, że mam chęć wyjścia z tego bagna (czy oby na pewno??) i w związku z tym kontroluję się na każdym kroku..a na dodatek on mi nie ułatwia..Gram przed sobą samą, że mi nie zależy, a w środku huragan! Myślę, że sama raczej nie jestem w stanie z tego wyjść..jeszcze tyle pracy przede mną.. Proszę o wsparcie, bo ja naprawdę jestem obecnie nie do zniesienia..jakbym była na odwyku, na głodzie! Co dalej? Ale męka :(
 Ala: 13.05.2009, 22:14
 Pragnę podziękować Wam dziewczęta i chłopcy za tak pomocne dla mnie wypowiedzi. Jak się pewnie domyślacie też jestem w sidłach zakochania, fascynacji pewnym księdzem. To nie moje pierwsze takie zakochanie. Tamto już osłabło, ale pewnie dlatego, że ksiądz został wysłany na studia zagraniczne..wątpię, czy z mojego powodu, ale kto wie..mnie to pierwsze zakochanie totalnie rozłożyło. Myślałam o nim stale i miałam nieczyste pragnienia..Chwała Bogu, że uchronił mnie przed wejściem w bardziej zażyłe relacje. Sumienie nie pozwalało na realizację moich wcześniej zaplanowanych, nieczystych zagrań. Jak przychodziło do działania, to szczęśliwie dawałam nogę:)) Dziwne, miałam pisać o tym świeżutkim zauroczeniu..hmm..wróciły dawne wspomnienia:) Dzięki Wam (Boża Łaska! Wstawiennictwo Matki Najświętszej!) mam w sobie więcej siły i odwagi aby zmierzyć się z moimi nieuporządkowanymi pożądliwościami, które tylko z pozoru wydają się usprawiedliwione. Tak naprawdę to totalna pułapka! Nie dam się dopaść złemu! Jest ze mną Jezus Chrystus, który ma o mnie starania- ja to wiem:) Niech żyje Nadzieja! :) Pozdrawiam Was Kochani!!
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] (13) [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej