Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 kochająca: 29.04.2009, 12:01
 Jak pięknie jest kochać
 Kasia: 25.04.2009, 21:55
 Chcę powrócić do odpowiedzi na moją wiadomość którą udzieliła KINGA. Może napiszę teraz w ten sposób: Przyjaźń w ogóle istnieje! i moim zdaniem nie ważne czy to przyjaźń damsko-damska, męsko-męska, czy damsko-męska. Jesteśmy ludźmi, otrzymaliśmy dar miłowania. Jeśli zostałaś w jakiś sposób urażona w życiu czy zraniona to na całej lini nie wiem z jakiego powodu twierdzisz że taka przyjaźń nie istnieje. Ja rozumiem udzie zawodzą, ranią... ale myślę, że nie jedna osoba na świecie jest wdzięczna Bogu za każdy otrzymany w swoim życiu dar przyjaźni. Piszesz... że "granica między przyjaźnią a miłością jest cienka" skąd w ogóle takie zdanie? :) a może skąd uraza czy zazdrość? ... Napisz proszę, bo nie rozumiem Twojej opini. Są bardzo różne rodzaje przyjaźni, jak i również różne rodzaje milości... Ja nie potrafię powiedzieć, że lubię moich przyjaciół... ja ich kocham! Są dla mnie darem, nadzieją, sensem życia, są dla mnie ratunkiem w potrzebie. W każdym z nich mieszka Bóg... widzę ich szacunek, dobro, pomoc, ciepło... to jest przyjaźń, to, że możesz zawsze w każdej chwili zwrócić się do Nich jak do Boga. Pozdrawiam ciepło wszystkich :) Ps. Coś dla szukających, wątpiących... może odnajdą w tej myśli coś dla siebie "...Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu..."
 M...: 23.04.2009, 16:34
 Droga an. rzeczywiście jesteś w trudnej sytuacji, ale biorąc pod uwage to, że sie przyjaźniliście długo przed tym zanim on wstapił do seminarium to na Twoim miejscu powiedziałabym mu o swoich uczuciach.... tylko musisz również zaznaczyć, że nie chcesz, aby przez ta całą sytuację on rezygnował z powołania..... musi to sobie przepyśleć i zdecydować....... sama napisałaś, że zanim on wstapił do seminarium to pytał się Ciebie o uczucia do niego, lecz Ty nie przyznałaś sie i zaprzeczyłaś. Może gdybys wtedy mu powiedziała o tym co do niego czujesz to nie byłby teraz tam gdzie jest.... Jeżeli sie przyjaźnicie....to myśle ze zrozumie.
 an: 22.04.2009, 21:03
 Widzę że chętnie tu piszecie i próbujecie innym pomóc. Więc ja też poproszę o wasze zdanie jak wy widzicie moją sprawę. Więc chłopaka poznałam 5 lat temu i zaczęliśmy się przyjaźnić, ale droga do wspólnego zaufania do spędzania razem czasu była długa i trudna. Po pewnym czasie zauważyłam że częściej do mnie pisze i smsy wskazywały na to że mu zależy na mnie nie jako koleżance a że mi on coraz bardziej się podobał i zauważyłam że nie jest mi obojętny to miałam nadzieję że coś z tego wyjdzie. Niestety nie byliśmy nigdy razem a ja coraz bardziej się angażowałam w to i starałam mu pomagać jak tylko mogłam bo miał skłonność do pakowania się w tarapaty. Po jednej z takich rozmów naszych jak robiłam wszystko żeby mu uświadomić jak ważny jest dla Boga i że ma po co zmieniać swoje życie już w nic się nie wpakował. Było to wtedy gdy miał maturę i po niej złożył papiery do seminarium. Obecnie jest klerykiem na 2 roku a ja widzę że nie potrafię o nim zapomnieć cały czas jest dla mnie bardzo ważny. Ciągle próbuję pomóc mu jak tylko potrafię ale przez to sama cierpię też próbowałam zerwać kontakt ale jak spotkaliśmy się po długim czasie przez przypadek to wszystko całe moje uczucie do niego odżyło ze zdwojoną siłą. Ja już naprawdę nie wiem co robić próbowałam wielu rzeczy ... Nie potrafię też ułożyć sobie życia z kimś innym bo wciąż powraca myśl o nim. Widzę że on też robi wszystko by mi pomóc troszczy się pyta co u mnie ale to jest raczej taka przyjacielska troska. On raczej nie wie co do niego czuję kiedyś (zanim poszedł do seminarium) rozmawialiśmy o tym ale ja zaprzeczyłam żebym coś do niego czuła. Nie chcę stracić w nim przyjaciela też i tu pojawia się ogromny problem. Miałam mu teraz powiedzieć to co czuję żeby raz na zawsze wyjaśnić sprawę bo może jak mi powie wprost że nic z tego nie będzie to łatwiej mi będzie zapomnieć ale boję się też że się ode mnie odsunie. Proszę napiszcie jak wy się na to zapatrujecie co myślicie. Z góry dzięki jak coś będę się jeszcze odzywać bo dość często tu zaglądam
 Ja: 22.04.2009, 15:10
 Wlasnie tak bylo wczesniej... Ale jestem odblokowana calkowicie...Bo jak jest dostepny to moge do niego pisac i juz nie ma tej blokady!!A jak mnie odblokowal to byl chwile dostepny...jest tak jak z normalna osoba... On chyba sobie ubzdural,ze cos do niego czuje...A ja go traktowalam jak kumpla i jest ode mnie daleko i nie ma jak sie spotkac..Wiec nie wiem czego sie boi...
 Kinga: 21.04.2009, 18:50
 Do Ja:On Cię wcale nie odblokował!Tylko z tą blokadą jest tak, że gdy on ma włączone gg to Ty widzisz, że jesteś zablokowana, a gdy ma wyłączone gg, to wtedy tego nie widzisz i błędnie uważasz, że Cię odblokował. Z takiego jego zachowania widać jasno, że nie życzy sobie kontaktu z Tobą. Przykre, ale prawdziwe, tak myślę.
 Ja: 21.04.2009, 14:08
 Witam:)Mam do was takie pytanie:) Poznalam mlodego ks.(rok po swieceniach)na NK i zaczelismy ze soba rozmawiac na gg...Wszystko bylo ok:)Odezwal sie SAM 4 razy i podal nowe gg bo z tamtym cos sie stalo...Zwykle to ja do niego pisalam,ostatnio czesto bywalam na jego profilu bo mial fajne zdjecia:)Wpadlam na glupi pomysl,zeby go poprosic i numer kom.jego reak. to zablokowanie mnie na NK a jak chcialalm wiedziec dlaczego to zablokowal mnie na gg...Dalam sobie opis,ze mi smutno i zobaczyl to bo na chwile odblokowal mnie w tym samym dniu i zablokowal spowrotem...Po poltorej dnia odblokowal mnie bez slowa na gg ale nie wiem czy ma mnie na liscie bo nic nie napisal...Byly swieta i napisalam mu wytlumaczenie czego chce i zeby sie nie bal ale wciaz milczy:(Myslicie,że sie jeszcze odezwie??:(W sumie potrzebowalam go bo watpie w Boga a to byl taki dowod na niego... Czekam na wasza odp. pozdrawiam:)
 slonko: 14.04.2009, 12:03
 Basiu jesteś szalona miłosc powoli przeminie zycie jest jedno a miłosci w życiu wiele nie czyń zadnego głupstwa pewnie po raz pierwszy sie zakochałaś dlatego to takie trudne zobaczysz jeszcze bedzie dobrze bedzies sie z tego smiac
 .: 13.04.2009, 20:33
 Dziewczyny jesteście kochane.


 Ona: 13.04.2009, 12:46
 Fantazja działa... Mam nadzieja że to złudzenia-napewno złudzenia! Pozdrawiam :)
 Basia: 13.04.2009, 10:40
 moje serce nie przestaje go kochac....wiec chyba musze odejsc z tego swiata
 kwiatuszek: 12.04.2009, 21:53
 zagladam tu jeszcze niekiedy:)no ale moje serce nietety nadal idzie jedna i ta sama droga:(
 edii: 10.04.2009, 17:15
 Na przykład jakie zachowania?
 Ona: 10.04.2009, 13:39
 Nie wiem co mam robić? Udzielam się dużo w kościele, należe do grup parafialnych -rozeznaje powołanie :) stąd to zaangażowanie. Ale ostatnio sie gubie.. mam bardzo dobry kontakt z księżmi, tylko czasem sama już nie wiem jak interpretować ich zachowania, odzywki... Uśmiechy, wzrok.. to tylko ludzie i w dodatku mężczyźni.. może przesadzam, ale chyba wole sie od tego odsunąć i zachować bezpieczny dystans? Co o tym myślicie?
 .: 10.04.2009, 08:36
 Kochać to jest tak pięknie.
 Basia: 09.04.2009, 22:16
 moja miłość nie chce przeminąć nie potrafie sobie pomoc ja powoli warjuje pomocy blagam
 Gwiazdka: 09.04.2009, 22:14
 Przyjaźń jest ważna , ale uważaj Edi , abyście nie poszli krok dalej. Wszystkim życzę radości i spotkania Zmartwychwstałego Jezusa na naszej drodze życia :)
 edii: 08.04.2009, 21:18
 Ja po części też :) hhehe, skromność nie popłaca, wiem :) bo w porę poznałam te granice i nie zamierzam ich przekraczać. Jest dystans, choć kontakt też jest. Bo z przyjaciela nie mozna zrezygnować o tak sobie. On mnie tez potrzebuje.
 Gwiazdka: 08.04.2009, 10:34
 Kinga najważniejsze , że umiałaś powiedzieć stop i wiedziałaś, że nie mozesz przekroczyć pewnych granic. To samo dotyczy też mnie. Obie wygrałyśmy z tą pokusą
 edii: 08.04.2009, 08:37
 Bo najważniejsze to cieszyć się życiem :) Podziwiam Cię Kinguś ;*
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] (14) [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej