Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 zakochana16: 06.12.2007, 19:02
 Do Pani Dagmary! zgadzam sie z Pania ale ja sie boje ze on moze sie we mnie zkochac... wiem ze to moze glupie ale tak Go kocham ze sie boje... pozdrawiam ;D a od stycznia bd chodzic na caritas..
 Dagmara: 06.12.2007, 09:00
 Do zakochanej 16 i do mmmm:Ja uważam,że takie uczucie do księdza, które jest tylko w sferze duchowej, a nie cielesnej , jest piękne i ubogacające nas, a także przybliżające nam Boga.Gdy mamy za wzór, takiego wyjątkowego ,prawego kapłana, który może być dla nas przykładem robi o wiele więcej dla naszej wiary, niż jakiś przeciętny ksiądz, który tylko "odfajkowuje" swoje obowiązki lub swoją posługę traktuje jak wykonywanie "zawodu".Kapłan, który chce odpowiednio przybliżać nam Boga, musi swoją postawą być przekonujący, szczery i m usi to robić z pasją! Mało jest takich kapłanów, niestety.Pozdrawiam!
 zakochana16: 05.12.2007, 21:52
 do mm ja sie za niego modle codziennie szczeze dzeki niemu poznalam swe powolanie... znalazlam sens zycia...--- a on mi sie podobal ... bo przypominal aktora.. hmm moze troszke dla tego ale teraz wiekm ze przez niego przemawia Bog... pozdrawiam
 mm: 05.12.2007, 14:30
 Hmmm...Moja historia jest dluga... ale streszcze ja tymi slowami: BOG POSLUZYL SIE KSIEDZEM ZEBY PRZYBLIZYC MNIE DO KOSCIOLA... BYLO CIEZKO ALE ODKRYLAM ZE NAPRAWDE GO KOCHAM, MODLE SIE ZA NIEGO I PRAGNE TYLKO JEGO SZCZESCIA, WOLALABYM UMRZEC NIZ PRZYCZYNIC SIĘ DO TEGO ZEBY ZRZUCIL SUTANNE. TO JEST MILOSC PRAWDZIWA I JESTEM Z TEGO DUMNA. PANIE DZIEKUJE CI ZA TEN DAR, DZIEKI MOJEMU CIERPIENIU I MODLITWIE BYC MOZE RATUJE KSIEDZA OD ZLA I TO JEST POTRZEBNE... PRZEKONALAM SIE ZE BOG JEST WIELKI ZE NIE BAGATELIZUJE TEGO UCZUCIA... SPELNIL NA KONIEC MOJE ZUPELNIE CZYSTE MARZENIE CO DO JEGO OSOBY JAK ODCHODZIL Z PARAFII... DZIEWCZYNY.. MODLITWA, MODLITWA, BOG, ARTYKULY, PRZYAJCIELE, BOG.... I TYLKO Z BOGIEM. SAME NIC NIE ZDZIALACIE. I SPRAWA NABIERZE CALIEM INNYCH KOLOROW xD POZDRAWIAM
 zakochana16: 25.11.2007, 20:16
 Do pani DAGMARY! z mama nie rozmawialam,,,, po spowiedzi czuje sie owiele lepiej zdaje mi sie ze sie odkochalam... mysle o zakonie otwartym tez nie lubie sluchac.... ale meza marudzenia tez pewnie pani slucha hhe musze jeszcze to rozwazyc pozdrawiam i dziekuje a co do mamy to pomalu ja naprowadzam mowie ze zostaje w polsce ze nie wyjade tak jak moje rodzenstwo nawet gdy ona tam pojedzie i ze nie szukam chlopaka wczoraj tak jej powiedzialam przy kolacji a ona wstala poklepala mnie po ramieniu i mowi to dobrze ze nie szukasz chlopaka,,, sa klasztoryale nie trzeba tam isc... prawie sie zakrztusilam zapalila papierosa i mowila mi ze znajde tego jednego... pozdrawiam moze wie a nie bierze tego serio..
 Dagmara: 24.11.2007, 13:12
 Do zakochanej 16:Ciekawa jestem jak przebiegła rozmowa z mamą?Jeśli była burzliwa, nie poddawaj się.Jednak wiem,że musisz bardzo dokładnie przemyśleć swoją decyzję i zastanowić się, czy to faktycznie powołanie Tobą kieruje?A może to uczucie do księdza?Wiesz, ja mając naście.....lat, także poważnie myślałam o pójściu do zakonu, tym bardziej,że moja ciocia była zakonnicą i bardzo mnie namawiała.Gdy w maturalnej klasie byłam na rekolekcjach zamkniętych utwierdziłam się po części w tym przekonaniu.Jednak moja "zadziorna" natura była przeszkodą bardzo poważną, bo ja nie bardzo lubię słuchać......Myślę,że nie wytrzymałabym takiej dyscypliny, braku kontaktów z rodziną, posłuszeństwa, rygoru.Ciocia mi opowiadała jak jest w zakonie, dlatego też nie zdecydowałam się.Doszłam do wniosku,że można służyć Bogu na różne sposoby.Będąc żoną, matką pracownicą też można się udzielać dla innych.Dobro można czynić niezależnie od stanu, od zawodu.Teraz wiem,że słusznie postąpiłam nie wstępując do zakonu.Ja, jako córka musiałam się opiekować rodzicami gdy byli starsi, chorzy.Gdybym była w zakonie, rodzice musieliby iść do domu starców, bo nie miałby się kto nimi zaopiekować.Proszę pomyśl o wszystkich "za" i "przeciw", zanim podejmiesz ostateczną decyzję.Życzę Ci rozwagi i wszystkiego najlepszego!
 zakochana16: 23.11.2007, 16:35
 Do PANI DAGMARY! bardzo dziekuje za Pani slowa wzruszylam sie>>> naprawde... wieczorem ide na msze i do spowiedzi zebrac wszystkie sily aby powiedziec mamie! dziekuje pozdrawiam...
 Dagmara: 23.11.2007, 10:53
 Do autorów tej strony: Mówicie o kierowniku duchowym? To fikcja!Jak takiego znaleźć, gdyby mi odpowiadał duchowo, to akurat jest poza "zasięgiem" terytorialnym, sens miałby ksiądz w naszej parafii, ale tu z kolei są księża bardzo zajęci, albo tacy, którzy się nie nadają na kierownika duchowego!Trudno tak sobie pogawędzić ze spowiednikiem, jeśli za plecami długa kolejka i ludzie denerwujący się,że ktoś zbyt długo się spowiada.Ja usiłowałam w sieci znaleźć takiego, ale nie udało się!
 Dagmara: 23.11.2007, 07:39
 Do zakochanej 16.Mamy od tego są, aby wspierać swoje dzieci, akceptować ich wybór drogi życiowej.pomagać.Ale także wiem, jak czasem trudno zaakceptować wybór, który jest inny niż rodzice sobie wymarzyli dla swoich pociech.Jedno wiem na pewno, należy z rodzicami rozmawiać.Być może na początku będzie to dla nich szok, ale gdy opadną emocje, mama Cię zrozumie, wesprze, doradzi.Najważniejsza jest szczerośc, powiedz jej o zauroczeniu księdzem i inne okoliczności, które skłaniają Cię do takiej decyzji.Mama zna Cię najlepiej i najlepiej doradzi.Życzę Ci abyś wybrała drogę życia taką, po której pójdziesz zawsze "prosto" i zgodnie z wartościami ponadczasowymi.


 owieczka: 22.11.2007, 22:42
 Do Faceta: Dobrze mowisz, tylko trudniej wykonac, kiedy ten ktos stal ci sie naprawde bliski.
 zakochana16: 22.11.2007, 20:07
 Wlasnie PANI DAGMARO!!! zgadzam sie z pania calkowicie ja dzieki tej milosci odnalazlam sens zycia,rozpoznalam swoje powolanie uslyszalam glos Pana-Ide do zakonu... mam pytanie bo zdaje sie ze jest pani zonata pewnie ma pani dzieci ... moja mama jest po 50 nie mam zielonego pojecia jak jej powiedziec o tym co sie we mnie urodzilo-powolaniu... Bardzo ja kocham nie chce jej zawiesc,rozczarowac... calyczas pyta mnie o przyszlosc,wnuki meza teraz o chlopakow.. nie wiem co robic wykrecam sie nauka w jaki sposob bezbolesnie zamknac to bledne kolo licze na panska pomoc i pozdrawiam serdecznie ,, spieszmy sie kochac ludzi bo tak szybko odchodza"... ,, kazda milosc jest piekna bo bog jest miloscia"-ale my musimy ja odpowiednio ulokowac Pozdrawiam wszystkich
 Dagmara: 22.11.2007, 10:22
 Do Faceta: Zgadzam się z Tobą całkowicie, choć wiem ,że to trudne zwłaszcza gdy ma się ......naście lat i jest to pierwsze zauroczenie, zakochanie.Nie powinno do tego nigdy dojść, ale dziewczyny szukają w takim uczuciu może ojca,może przyjaciela, a może "leku" na kompleksy?Wiadomo,że z reguły ksiądz nie wyśmieje, nie obrazi, nie odniesie się z drwiną.To taki ideał, dla dziewcząt.
 Dagmara: 22.11.2007, 07:33
 Do owieczki i trochę do zakochanej.Ja absolutnie nie pożądam tego księdza, ani nawet nie myślę, ani nie traktuję go jak faceta!!!!To jest takie uczucie potocznie zwane platoniczne (choć nie jest to właściwe, bo Platon kochał młodego chłopca).Ja z tym ks. nie spotykam się sam na sam, raz na moment gdy się witaliśmy, to było takie cudowne i spontaniczne (oboje rzuciliśmy się w objęcia)ale szybko odskoczyliśmy zawstydzeni.Potem już zawsze spotykaliśmy się w grupie, a jeśli nie , to ja byłam z mężem.Lubimy rozmawiać, zwłaszcza,że ON umie słuchać,interesująco mówi i także mi wyjaśnia to czego nie rozumiem.Też się z nim przekomarzam, opowiadam różne historyjki, nawet o tym,że opowiadam wszystkim o nim.On wtedy śmieje się tak szczerze.Modlę się za niego bardzo często.Gdy mam okazję być na mszy odprawianej przez niego (on mieszka daleko)to wtedy modlę się tak szczerze, głęboko i czuję się bardzo uduchowiona.Znam jego wspaniałą rodzinę i wiem ,że to ona go tak ukształtowała na tak otwartego na innych, wspaniałego kapłana.A co do męża to wydaje mi się,że i on zyskał na tej znajomości.Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.
 Facet: 21.11.2007, 22:36
 Dobro bedzie jak go zostawisz (w kazdej sferze) - ON JEST ZAJETY SŁUZY BOGU - kobiety zrozumcie! rece czasami opadaja :(
 owieczka: 21.11.2007, 22:29
 Wiesz Dagmaro, czy az nadto sie katuje?- tego nie wiem, ale czuje sie z tym bardzo nie w porzadku, no bo jak sie to wszystko ma do uczciwosci malzenskiej???Przysiegalam! "Dzikie serce"i "Urzekajaca" czytalam, rzeczywiscie wiele spraw mi odkryly, wyjasnily, wytlumaczyly, lecz to ciagle nie to. Mysle, ze zycie z tym uczuciem i kroki jego wyeliminowania to chyba rodzaj proby- moze dla mnie, moze dla tego kaplana, na ile jestesmy Bogu wierni, moze w ten sposob Bog chce nas sprawdzic. Nie wiem. Moje z nim relacje?- lubimy ze soba przebywac, rozmawiac, zartowac, przekomarzac sie, droczyc, ja lubie go sluchac, gdy mi tlumaczy cos czego nie rozumiem. Wydaje mi sie, ze on wie, co sie kryje w moim sercu, choc nigdy o tym nie rozmawialismy. Powiedzial mi kiedys, ze najpiekniejsza milosc to ta niespelniona. Chyba tez jestem mu bliska i boi sie tych moich (a moze i wspolnych naszych) drgnien. Kiedys bardzo mocno mnie przytulil, serce walilo mu jak mlotem, slyszalam i czulam. Po tym prawie na rok zamilkl, nie dawal znaku zycia. Czulam sie winna temu milczeniu i ogromnie mi go brakowalo.W dodatku on bardzo szanuje mojego meza. Wszystko to staje sie takie trudne. Nie wiem jak dalej bede z tym zyc. Ufam, ze Bog to pouklada, ze zrodzi sie z tego jakies dobro..
 zakochana16: 21.11.2007, 20:22
 Witam ja mam 16 lat chcialam tu cos napisac do owieczki i dagmary... tez kocham pewnego kaplana,ale nie porzadam Go... modle sie by wytrwal w swoim powolaniu przez Niego sama zaczelam zastanawiac sie nad swoim powolanie czesto chodzic do kosciola on chyba sie zorientowal ze cos do niego czuje ale to nie dla niego tam chodze dla Boga.. dzieki niemu milosci do niego rozpoznalam swoje powolanie wiem ze chce sluzyc Bogu po przez zycie zakonne dlatego czesto chodze do kosciola on chyba zle mnie zrozumnial co zrobic staram sie go unikac ale to nie wychodzi bo wpadamy na siebie to w kosciele to w pracy... pozdrawiam!!!
 Dagmara: 21.11.2007, 17:42
 Do owieczki.Nie znam wprawdzie Twoich relacji z tym księdzem, ale z tego co wnioskuję, wydaje mi się,że niepotrzebnie tak surowo się osądzasz!Kochać to przecież nie grzech, jeśli tego księdza nie odciągasz od Boga!Ja też wiele się zastanawiałam dlaczego mi się to przytrafiło, choć namacalnej odpowiedzi nie znalazłam, to wiem,że warto było poznać takie piękne, czyste, szlachetne uczucie.A co do książek, to poleciłabym Ci "Pełnia serca" Johna Eldredge "Urzekająca" tego samego autora i jeśli masz syna to "Dzikie serce" także tegoż autora.Nie są to książki odpowiadające wprost na jakieś problemy, ale są to tematy dające wiele przemyśleń, refleksji, a "Dzikie serce", czytając zrozumiesz męską duszę, relacje między ojcem, a synem.Wspaniałe książki, polecam.Pomyśl, jakbyśmy mogły się kontaktować, same, czy masz może nr gg ?Pozdrawiam i proszę nie katuj się z powodu tych uczuć, bo nie robisz nic złego, a że sobie tylko marzysz, myślisz?
 owieczka: 21.11.2007, 16:50
 Do Dagmary: Wiesz, troche mi lzej, ze Ty tez jestes mezatka, bo to znaczy, ze nie jestem sama z tym "problemem". Widac, ze to uczucie moze opanowac nie tylko nastolatki. Wiesz, ja mimo to bardzo czuje sie nie w porzadku wobec wlasnego meza, mimo ze go kocham rozumiem, ze jestem wobec niego nie fair, bo nosze w swoim sercu cos, czego on sie nie domysla i czego na pewno by nie chcial a co by go bardzo rozczarowalo, gdyby odgadl moje rozterki i tesknoty. Bardzo chcialabym i chce sie wyzwolic od tej milosci, podejmowalam wiele prob, wyrzeczen, wyplakalam oczy nocna pora, gdy caly dom juz spal- i nadal tkwie w tym samym punkcie. Ktos powiedzial, ze odleglosci oslabiaja milosc. Nic z tego. Ten "moj" ksiadz wyjechal na rok do pracy za granice, teraz wrocil, i myslisz, ze mi to pomoglo? Tesknilam jeszcze bardziej. Ja tez na ile moge staram sie ukryc swoje uczucie, stlamsic je nawet, zajac mysli czym innym, modlitwa, ksiazka, praca zawodowa, ale niewiele to daje. Dochodze do wniosku(moze blednego), ze w jakims celu Bog postawil mi tego czlowieka na drodze, ze to ma jakis sens, ktorego ja nie rozumiem i nie znam... Ale chyba nie wszystko da sie na tym swiecie zrozumiec, tylko.......jak stanac kiedys przed Obliczem Pana na Sadzie Ostatecznym i jak spojrzec Mu w oczy, co znalezc na usprawiedliwienie tego uczucia...? Juz teraz tak mi wstyd przed Bogiem, ze zrodzilo sie w moim sercu uczucie, ktore zrodzic sie nie powinno! Ciesze sie, ze w Tobie, Dagmaro, mimo ze Cie nie znam, znalazlam Bratnia dusze, ktora rozumie, o czym mowie...Pozdrawiam.
 Dagmara: 21.11.2007, 16:15
 Do owieczki: Czytam co piszesz i wygląda to tak, jakbym to ja pisała o sobie.Ja także mam kochającego męża, dzieci i jestem dojrzałą kobietą.Jak widać uczucia nie mają wieku i wciąż się rodzą.....Księża, których pokochałam są wyjątkowi pod każdym względem, wybitni, dają z siebie wiele, zwłaszcza jeden z nich.Daje o wiele za dużo innym, kosztem swojego zdrowia.Powiem Ci,że ja też teraz inaczej się modlę, udzielam się trochę w kręgu kościoła, czasem coś czytam na mszy itp Widzę Boga w innym świetle, takim może bardziej przyziemnym.Czuję się o wiele lepiej i bliżej Boga, a moje małżeństwo nic nie ucierpiało, a mąż dzięki tym znajomościom też inaczej postrzega wiele spraw.
 owieczka: 21.11.2007, 14:52
 Bardzo madrze piszesz Dagmaro, ze takie uczucie wiele daje. To prawda. Ja tez tego doswiadczylam i nadal doswiadczam. Zauwazylam, ze zmienilam sie pod wieloma wzgledami- inaczej przezywam Msze Sw., inaczej sie modle, wiecej uwagi poswiecam wlasnemu rozwojowi duchowemu, bardziej i mocniej zawierzylam Bogu. Wiem, ze ten kaplan w duzym stopniu sie do tego przyczynil. Staram sie tylko zrozumiec, dlaczego i na co ta milosc? Nie mam 20 lat, tylko troche wiecej i uwierz mi, gdy ma sie rodzine, kochajacego meza(ktorego zreszta kochac nie przestalam), trudno to wszystko jakos poukladac... Wiesz, ja tez nie mysle o tym, aby Go zepchnac z obranej drogi, on ma swoje powolanie jak zreszta i ja mam swoje, tylko w mojej sytuacji to uczucie bardzo mi przeszkadza, ubogacajac mnie jednoczesnie. wiem, ze to skomplikowane i ktos moze pomyslec, ze sama nie wiem, czego chce. Barrrrdzo pragne uwolnic sie od tej milosci, a tra ona juz okolo 5 lat, jednak wciaz i wciaz nie potrafie. Wiem jedno: nie moglabym Go skrzywdzic! Nigdy nie myslalam, ze znajde sie w takiej sytuacji, chetnie bym przeczytala jakas ksiazke na ten temat, ale nie znam zadnego tytulu. Moze cos mi podpowiesz, Dagmaro?
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] (30) [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Ekspedytśw. Ekspedyt

Modlitwa do św. EkspedytaModlitwa do św. Ekspedyta

Litania do św. EkspedytaLitania do św. Ekspedyta

św. Elfegśw. Elfeg

św. Leon IXśw. Leon IX

Urodziny jeżyka JasiaUrodziny jeżyka Jasia

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej