Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 owieczka: 20.10.2008, 21:31
 Przykro mi, ale niestety nie moge. Znaja go moi liczni znajomi, i... sama rozumiesz. Odezwe sie na kontakt od Ciebie. Mnie bardzo pomogla Dziewczyna, teraz chetnie ja pomoge komus. Pozdrawiam.
 inna owieczka: 20.10.2008, 18:56
 Owieczko, czy możesz podać swojego meila?
 owieczka: 19.10.2008, 19:51
 Kingo, rozumiem doskonale, ze nie wiesz za bardzo o co chodzi. Kiedy Bog odslonil mi sens tego uczucia- bylam porazona ta wiedza do tego stopnia, ze nie moglam zasnac. Przerastalo to moje ludzkie oczekiwania i jakies wlasne tlumaczenia. Nie czuje sie godna odkrycia przede mna Bozych zamiarow. Jestem teraz spokojna, bo wiem na co mi bylo dane w zyciu to uczucie i jaka misje mialo do spelnienia. Jedno jest pewne: Na pewno blizszy stal mi sie Bog i Jemu za wszystko skladam dziekczynienie. Nic nie dzieje sie w naszym zyciu bez przypadku- wierz mi Kingo. Nawet jesli tego zupelnie nie rozumiemy. Ten swiat jest Jego winnica i tak wlasnie ma byc, ze pewne sprawy sa dla nas kompletnie niejasne, bo to inna rzeczywistosc- nie ziemska. Szkoda, ze nie moge podzielic sie z Toba tym wszystkim, czego doswiadczylam i co przezylam. Sama nawet do konca tego nie rozumiem. Dziekuje za Twoje serce i zagladanie tu z mojego powodu, interesowanie sie historia mojego serca. Jak "wspaniala jest swiadomosc posiadania przyjaciela" (Exupery)- nawet takiego wirtualnego. Bardzo cieplo Cie pozdrawiam. Napisz, co u Ciebie. Szkoda, ze nie mozemy sie spotkac w rzeczywistosci. Niech Bog wynagrodzi Ci kazda mysl w mojej intencji :)
 Kinga: 19.10.2008, 16:26
 Do owieczki: Cieszę się, że jakoś sobie tłumaczysz sens tej miłości i potrzebę jej istnienia.Przyznam, że niezbyt rozumiem o co chodzi, ale Ty to zrozumiałaś i to jest najważniejsze.Cieszę się, że już Ci lżej na duszy i sercu.Nawet nie wiesz, jak często myślałam o Tobie i prawie codziennie tu zaglądam ze względu na Ciebie. Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się radośnie i ciepło.
 owieczka: 18.10.2008, 20:38
 Do Kingi: bardzo mi milo, ze pamietasz o mnie i prosisz o jakies wiesci o moim stanie serca i ducha. Oj Kingo! Dluga jest ta historia. Niestety nie moge napisac na tej stronie zadnych szczegolow. Tak jak pisalam Ci wczesniej bardzo pomogla mi Dziewczyna z adonai, z ktora utrzymuje kontakt do tej pory mailowy i telefoniczny. To dzieki jej pomocy i lasce Bozej , jaka otrzymalam w darze od Najwyzszego- zrozumialam sens tego uczucia: dlaczego mnie ono spotkalo i na co bylo potzrebne. Moje dlugie modlitwy, lzy przed Bogiem w ciszy nocnej, prosby o pomoc w walce z ta miloscia, w koncu bunt, dlaczego mimo tych staran Bog mnie jakby nie slyszy i wcale nie pomaga...az do 7 lipca, gdy Pan pozna noca na modlitwie odslonil mi sens moich zmagan i uczucia, ktore trwa do dzis. Kingo! Przezylam najcudowniejsze, najprawdziwsze spotkanie z laska Boza. Zrozumialam, na co Bog dal mi ta milosc...Madrosc Jego jest przeogromna. Juz wiem. Juz sie nie lekam tego uczucia. Jestem od tego nocnego wyjatkowego spotkania z Boza miloscia innym czlowiekiem. Nie mysl, ze zwariowalam. Jasne, ze lepiej by bylo, aby to uczucie odeszlo, ale wola Boza poki co jest inna. Jestem juz spokojna, wiem, ze w tym czego sie najbardziej lekalam, od czego chcialam uciec, czego sie balam i wstydzilam- czekalo mnie najwieksze MILOSIERDZIE. Dziekuje Ci, ze myslalas o mnie, ja takze Cie pozdrawiam jesienne i cieplo. Zagladam tu czasami. Napisz , co u Ciebie. Dzieki za kazde dobre slowo i Twoje wsparcie.
 Kinga: 18.10.2008, 09:56
 Do owieczki: Odezwij się proszę.Ciągle tu zaglądam bo mam nadzieję, że tu zaglądasz i napiszesz co u Ciebie, jak sobie radzisz z tą piękną, ale nie do końca właściwą i dobrą miłością?Wiem, że to bardzo trudne, ale możliwe z czasem.... wyleczyć się z niej.Tego Ci życzę i spokoju serca.Pozdrawiam serdecznie, choć już jesiennie, ale pięknie i kolorowo!
 załamana: 16.10.2008, 16:59
 Myślałam,ze nie wielu ludzi ma taki problem,ale widze,że nie jestem sama ;( Na początku uważałam tylko,że jest przystojny,prawie o nim nie myślałam,ale pare dni temu zobaczyłam go ubranego jak normalnego mężczyzne (pewnie musiał coś załatwić) i doszło do mnie,że sie zakochałam.Załamałam sie,myślałam,że to nie możliwe,ale jednak to się stało,zastanawiałam sie jak, do tej pory tego nie moge zrozumieć. Miałam miliony pomysłów jak rozwiązać ten problem,ale jedyny możliwy to zapomnieć o nim,co jest dla mnie naprawdę ciężkie,bo kościół znajduje się dwie bramy dalej od mojej i spotykam go prawie za każdym razem jak wychodze z domu... Nie wiem co mam robić,nie myslałam,że kiedyś mnie też może czekać coś takiego,to bylo nie realne,aż do nie dawna...
 wyleczona17 do Rybki i reszty.: 27.08.2008, 14:20
 Witam! Ja już to przeszłam-trwa to długo, ale Ufaj i nie poddawaj sie! Proś Boga by przemienił tą miłość w miłość ku sobie :) a co Wam może pomóc? hmm.. jeśli naprawde kochacie tych ks to chcecie ich szczęścia-dajcie im spokój-nie łaźcie za nimi... nie myślcie o nich-wiem,że to trudne! Ja do dziś odmawiam codziennie zdrowaśke w intencji tamtego kapłana i jestem pewna,że jest szczęśliwy, gdyż odaje go pod opieke kochanej Matki! a Bóg przemienił tą miłość a ks wysłał dalej w świat- z początku była to dla mnie tragedia ale również błogosławieństwo! pozdrawiam Was cieplutko aa... i ja przestałam wtedy wchodzić na tą stronke bo nie ma co sie obwiniać i rozczulać trzeba zapomnieć a jeśli pamiętać to w modlitwie!
 Rybka: 06.06.2008, 20:00
 Franko! Zauwaz, ze Kinga rzeczywiscie ma racje i dobrze mowi: osoba zakochana najczesciej nie oczekuje odpowiedzi, by zostawic ta milosc, by zostawic tego ksiedza, by o nim starac sie zapomniec, nie myslec. Tak, wolalybysmy, by nam ktos powiedzial, napisal// Tak, to dobry wybor, serce czuje najlepiej, ono wie, co dla nas dobre, ksiadz- tez czlowiek, tez mozna sie w nim zakochac, bo jest madry, dobry, taki wyjatkowy, serce nie sluga ...// I wszystko to prawda, tylko zauwaz, ze taka milosc do niczego dobrego nie prowadzi. Ja to juz wiem, bo przez to przechodze. Bo co tu dobrego? Ciagla tesknota, wyczekiwanie, ukrywanie sie z tym uczuciem, niezrozumienie, brak nadziei na jakas przyszlosc, niemozliwosc spelnienia sie tej milosci, wyrzuty sumienia. W sumie- nic dobrego. Ksiadz to osoba zajeta, oddana Bogu, z wybrana juz zyciowa droga. Bylabys w stanie zabrac go Bogu i zyc z ta swiadomoscia? Pisze tak, bo tez jestem na etapie "odkochiwania sie", trwa to juz dlugo i sama nawet nie wiem, kiedy to uczucie przestanie istniec, kiedy bede mogla uspokoic mysli i serce. Moja milosc do niego wyrazi sie najpiekniej, jezeli bede mogla umiec go zostawic, nie przeszkadzac mu ze swoja miloscia. Wiem, ze musze ten stan osiagnac, bo to jedyne dobre dla mnie i dla tego ksiedza rozwiazanie. Dziekuje Kingo za cieple slowa w moim kierunku, ciesze sie, ze rozumiesz, o czym pisze. Tak bardzo bym z Toba chciala porozmawiac prywatnie. Wiem, ze to niemozliwe. Pozdrawiam Cie bardzo cieplo :)


 Franka: 06.06.2008, 19:01
 Miłość, to takie najpiękniejsze piękno, które może poznać człowiek. Szczęściarz ten kto je poznał. Trzymaj się koleżanko :( .
 Kinga: 06.06.2008, 13:08
 Do Franki:Wiem,że koleżanka, nie takiej odpowiedzi oczekuje , jak ta moja z dn.3 czerwca. Doskonale rozumiem, że gdy jesteśmy zakochane, to wtedy wszystko wydaje się nam dozwolone, dobre, piękne i oczekujemy, aby wszyscy tak to postrzegali.W takim stanie uniesienia duchowego jesteśmy bezkrytyczne,zbyt mało widzimy, myślimy o sobie.Kto nie podziela naszego rozumowania, naszego zakochania , jest wrogiem. Tym naszym zakochaniem chciałybyśmy się podzielić z innymi, znaleźć akceptację innych, bo wtedy jesteśmy jakby usprawiedliwione?
 Kinga: 06.06.2008, 10:16
 Do Rybki i innych zakochanych w księdzu. Rybkę podziwiam za mądre wypowiedzi.Tak samo myślę i czuję jak Ty..Może mnie jest łatwiej się "wymądrzać" bo to zakazane zauroczenie mam za sobą.Wyszłam z niego zwycięsko i wiem,że już się nie powtórzy, bo teraz jestem silniejsza! Tę miłość, czy zauroczenie traktowałam jak cudowną odskocznię od problemów, jakie wtedy przeżywałam.Przetrwałam te trudne miesiące (problemy rodzinne) dzięki temu, że "uciekałam" od nich w marzenia, w myśli, w dialogi z tym ukochanym księdzem.Widziałam go w każdym kwiatku, w śpiewie ptaków, w cykaniu świerszczy, w gwiazdach.Wszystkim co widziałam, słyszałam, czułam chciałam się podzielić z nim właśnie. Czułam się taka wyróżniona, bogata o to zauroczenie . Ale potem z czasem uczucie, którego się bałam uszło gdzieś..... Poczułam się lekka, wolna. Tego i Wam życzę z całego serca i pozdrawiam zwłaszcza Rybkę, bo chyba z racji wieku rozumiemy się najlepiej.A co u Ciebie Owieczko?
 :(: 05.06.2008, 22:01
 Tak bardzo chcę się uwolnić od tej "miłości",ale z drugiej strony nie chcę zeby on odchodził....:( A najgorsze w tym wszystkim jest to,ze ja na niego nie potrafie patrzeć jako na Ksiedza tylko normalnego faceta....:(Na początku sobie myślałam,ze co to takiego,ze podoba mi się Ksiądz?Ale teraz wiem,ze nie moze mi sie podobac,bo najbardziej chyba krzywdze siebie....
 Franka: 05.06.2008, 20:50
 Wiesz Kingo, wydaje mi się, że nie zrozumiałaś koleżanki - (:
 Rybka: 05.06.2008, 18:48
 Mysle jednak, ze pomoglysmy tej czy innej kolezance zagladajacej na ta strone. Wydaje mi sie, ze kazdy, kto tu zaglada, oczekuje pomocy, dobrej rady, cieplego slowa, zrozumienia, wsparcia po prostu. Samej tak ciezko zostawac na dluzej z tym uczucuciem i przywiazaniem do czlowieka oddanego Bogu. Przychodzi taki moment, ze musisz komus o tym powiedziec, o cos zapytac, co niby jest jasne, a takie trudne jednoczesnie. Ja, mimo ze nie jestem juz nastoletnia dziewczyna, a dorosla kobieta- tez czesto tu zagladam, aby szukac ratunku w czyjejs (moze podobnej do mojej) historii. Zrozumie nasze historie tylko ten (ta), kto przezywal lub przezywa to, "co zdarzyc sie nigdy nie powinno- a jednak zdarzylo"- jak pisze Kinga. Bardzo bym chciala, by zabral tu glos jakis ksiadz, ktory by nam powyjasnial z innego punktu widzenia nasze uczucia, ktorych my same nie umiemy sobie wytlumaczyc.
 Kinga: 05.06.2008, 07:20
 Może nie pomogłyśmy koleżance, ale może uratowałyśmy jakiegoś księdza przed zgubnymi skutkami zakazanej miłości?
 Franka: 04.06.2008, 18:17
 NIe wiem czy pomogłyście koleżance :(.
 Kinga: 03.06.2008, 20:16
 Do winnej: Ja nie uważam, aby kochanie księdza było grzechem, ale tylko wtedy, gdy ta miłość nie jest fizyczna, gdy przez tę miłość nie odciąga się księdza od Boga i od drogi jaką wybrał.Miłość, która krzywdzi osobę kochaną, a tak niewątpliwie jest, gdy taki ksiądz rezygnuje z kapłaństwa na rzecz małżeństwa.Wtedy oprócz samego księdza cierpią jego rodzice, rodzina. Taka miłość na pewno nigdy nie będzie w pełni szczęśliwa. Jednak nie mnie jest osądzać co jest grzechem, a co nim nie jest.
 wyleczona17 do "winna": 03.06.2008, 19:48
  "No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego? Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu. " TO CYTAT Z TEJ STRONY...
 winna: 02.06.2008, 23:25
 Czy grzechem jest kochać księdza?
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] (25) [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej