Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 owieczka: 02.04.2008, 22:20
 Kingo, przepraszam za jakies wirtualne nieporozumienie, jakie odebralas z mojej strony, nie mialam takiego zamiaru, aby czyms sprawic Ci przykrosc. Byc moze zle sie wyrazilam, "jezyk nie zawsze powie to, co pomysli glowa". Korespondencja z Toba na adonai byla dla mnie jakims wsparciem i ratunkiem, gdy rozpaczliwie poszukiwalam wyjscia i pomocy z tej mojej uczuciowej nedzy. Tez Cie pozdrawiam serdecznie, odezwij sie, co u Ciebie. Ja podjelam walke> Bardzo duzo zawdzieczam Dziewczynie i stonie ADONAI. Dobrze, ze jestescie.
 Kinga: 02.04.2008, 11:01
 Do owieczki:Zastanawiam się dlaczego tak "naskoczyłaś" na mnie w dn. 29.01.08 ?Ja Ci nic nie pisałam, a Ty tak z niczego.... napisałaś mi. Pozdrawiam serdecznie!
 owieczka: 02.04.2008, 07:27
 Nie. Jestem i z imienia, i z sytuacji zupelnie kims innym.
 Kinga: 01.04.2008, 19:25
 Do owieczki: Czyżbyś Ty była tą Małgorzatką?
 owieczka: 01.04.2008, 12:18
 Dziekuje Kingo, ze sie do mnie odezwalas. Co do mojej sytuacji- to probuje sobie jakos z tym zniewoleniem radzic, choc nie zawsze najlepiej mi to wychodzi. Podjelam walke, by o nim zapomniec lub inaczej- by mi zobojetnial. Nie jest to latwe! Wrecz przeciwnie!!!! Widze, ze nie mam innego wyjscia, bo ta milosc mnie po prostu spala i niszczy. Bardzo pomaga mi w tym Dziewczyna z "adonai", z ktora nawiazalam kontakt. Jej rady,jej pomoc, jej wiara we mnie bardzo mi pomagaja. Teraz widze, ze to sam Bog zeslal mi ja, by pochylic sie nad moja bieda i grzechem. Rzeczywiscie- wiosna nie sprzyja odkochiwaniu sie, wrecz przeciwnie!!! Ale pokladam nadzieje w Panu, ze z Jego Milosierna Miloscia i z pomoca "zeslanego" mi dobrego aniola w postaci tej Dziewczyny- dam rade. Pozdrawiam Cie, milo, ze sie odezwalas. Dziekuje Tobie rowniez za serce. Jak dobrze, gdy czlowiek nie jest ze swoja bieda sam:). A co u Ciebie?
 Kinga: 29.03.2008, 20:34
 Do owieczki: Ciekawa jestem jak sobie radzisz, czy już wyciszyłaś się choć trochę, czy wraz z nadchodzącą wiosną jest Ci jeszcze trudniej?Myślę,że pewno jeszcze trudniej, bo każdy śpiew ptaków, kwitnące kwiaty na łące promienie słońca będą Ci przypominały o NIM!Wraz z wiosną mamy nowe oczekiwania, nowe nadzieje.... a w przypadku miłości do księdza te nadzieje.... nie za bardzo istnieją.Współczuje Ci, ale wierzę w Ciebie i w to,że uporasz się z tym uczuciem. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę sił!
 Małgorzatka: 08.02.2008, 22:32
 Dagmaro, wybacz, dość rzadko mam możliwość skorzystania z internetu. Cały czas podtrzymuję swoją propozycję i postaram jak najszybciej się odezwać. Wszystko co napisałam jest prawdziwe. Nie wszędzie są kawiarenki internetowe, w domu niestety nie mam internetu. Rozumiem Twoje zastrzeżenia.
 Klementynka: 05.02.2008, 19:01
 Dagmaro. Nie można o kimś od razu myśleć, mówić źle. Trzeba dać innym szansę. Nie wylewać tyle "dobra". Nie wiadomo dlaczego nie pisze. Może jest w szpitalu, albo co. Pomyśl, że często o innych myślimy, mówimy najpierw źle, i okazuje się, że się myliliśmy i jest nam jak, no jak? Starajmy się stosować inną metodę. Może jeszcze napisze. Może jesteś nadwrażliwa. Postaraj się wybaczyć. Pozdrawiam
 do Agusi: 04.02.2008, 10:41
 Aguś, napisałaś samą prawdę.


 AGA: 04.02.2008, 09:02
 Myślę że zaglądają tu wszyscy którzy mają problem i szukają pomocy osoby wierzący, kochający BOGA i drugiego człowieka to nieważne jaką jest owcą czarną ,białą czy to ksiądz siostra zakonna czy dojrzała kobieta wszyscy jesteśmy słabi Uklęknijmy na kolana przed PANEM MODLITWY, MODLITWY PROWADZ Boże nie Pogób swoich owiec
 Dagmara: 04.02.2008, 07:55
 Do Klementynki:Zabierasz głos, a nie wiesz o co mi chodziło.Otóż Małgorzatka (niby)podała nr gg, abyśmy podyskutowały.Ja napisałam do niej kilka razy, ale nie było odzewu.Pod tym nr gg nie ma żadnych danych.Tak więc pomyślałam,że ktoś pewno tylko chciał mnie zdemaskować ?Może opisane przeze mnie historie wydały sie podobne do jakichś innych osób z otoczenia tej Małgorzatki? Poczułam się więc oszukana.Było mi przykro! Kim jesteś Małgorzatko????????
 Klementynka: 03.02.2008, 21:31
 Dagamro. To nie jest ładnie, tak o drugich osobach mówić. Nawet, jeżeli ktoś zachowa się inaczej, niż wg nas powinien się zachować (widocznie ma powody), to nie znaczy, że nam wolno tak niedwuznacznie tę osobę postrzegać. Czy czarne owce są gorsze od białych? Zawsze, w stadzie najbardziej podoba mi się czarna owca. Można zauważyć, że jest delikatniejsza, wrażliwższa, poprostu się wyróżnia. Pojąć tego nie mogę: czego nie mają te czarne co mają te białe, albo co mają te czarne czego nie mają te białe. Na koniec dodam jeszcze, że na tej stronie piszą i czytają nie tylko osoby prawe ale i leworęczne. Pozdrawiam.
 Kinga: 02.02.2008, 21:45
 Miłość, choć takie szlachetne i piękne w założeniach uczucie, to potrafi sprawić nie lada kłopotów i cierpień.Gdy kocha się z wzajemnością i właściwą osobę, to tak , jakby człowiek nieba dotykał. Jednak gdy to uczucie jest ulokowane niewłaściwie, to z tego pięknego uczucia jest wiele bólu!Choć się kocha niewłaściwą osobę i beznadziejnie , to i tak pozostają piękne marzenia, że może kiedyś......Marzyć możemy zawsze i o wszystkim, bo marzenia nadają życiu sens, urok i sprawiają,że życie staje się lżejsze, piękniejsze.Marzenia są naszą ucieczką od szarego życia, od zmartwień i trosk.Miłość nie ma wieku i wciąż się rodzi.Miłość przychodzi w różnych momentach naszego życia i nie zawsze ta właściwa, niestety.Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających!
 owieczka: 01.02.2008, 22:23
 Jakzez musi Ci byc trudno, Consolato, z tym zametem w uczuciach. Widac, ze milosc moze zawladnac sercem kazdej osoby, nawet takiej, ktora sluzy Bogu. I nic dziwnego. Milosci potrzebuje kazdy bez wyjątku, bez niej zycie nie mialoby wartosci, najdrobniejsza przeszkoda nie motywowalaby nas do dzilania. A milosc to taka sila napedowa, tylko ze czasami przychodzi niepotrzebnie i komplikuje zycie. Mysle, ze w Twoim przypadku Consolato, rowniez, podobnie jak i w moim, tyle tylko, ze nie jestem siostra zakonna, ale sluby tez zlozylam- mezowi i tak sie dziwnie sklada, ze kocham ich obu. I trwa to juz dlugo. Tez probuje z tego wyjsc, poki co- bezskutecznie. Pokladam jednak nadzieje w Panu, ze nie zrobie nic glupiego i nieodpowiedzialnego, bo okazaloby sie ze zadnego z nich nie kocham. A kochac kogos- to przeciez zapomniec o sobie. Staram sie wiec o sobie zapominac, pragnac dobra zarowno dla meza jak i dla tego kaplana. Badz i Ty Consolato silna. Wiem, wiem, to szalenie trudne.
 consolata: 01.02.2008, 19:34
 Wiecie, jestem juz przez pare lat siostra zakonna. To znaczy, ze rowniez ja zdecydowalam sie zyc slubem czystosci - tak jak ksiadz. Ksiadz byl juz wczesniej ktos, kto choc by mi sie nie wiem jak podobal, to nie byl dla mnie. I potem... Zakochalam sie w ksiedzu. Bliskim mi ksiedzu, ktory b. duzo mi pomogl na drodze duchowej. Tutaj sobie moglam tlumaczyc jak chcialam. Bog naszczescie pomogl i ja przestalam zwycieska te probe. Pozniej nawet bylam w stanie z nim o tym porozmawiac i do dzis mamy dobry kontakt. Teraz jednak spotkalam kogos, kto mi sie podoba. Widze, ze nie tylko ja jestem zauroczona... Szarpie sie z tym, zmagam... On jest nie wierzacy... to tez sluby, i tp. to dla niego obce. Chce wytrwac i ciagle sobie tego powtarzam. Ale co to pomaga? Mam nadzieje, ze i przez ten kryzys przejde... Mam nadzieje...
 Kinga: 30.01.2008, 07:25
 Do owieczki: Przepraszam, ale ja nie wiem o co Ci chodzi?Za co mnie przepraszasz? Ja chętnie bym z Tobą porozmawiała, nie rozumiem o czym teraz piszesz? Pozdrawiam serdecznie.
 owieczka: 29.01.2008, 21:47
 Kingo, przepraszam, ze okazalam sie zbyt natarczywa w mojej prosbie do Ciebie. Nie mam prawa prosic Cie o Twoje rady, wskazówki, bo to uczucie to moj problem i nie powinnam nikomu zawracac nim glowy. Nie mialam takiego zamiaru, by cos od Ciebie wymuszac i jesli Cie zniechecilam lub urazilam- przepraszam. W Bogu nadzieja i zwyciestwo. Pozdrawiam Cie serdecznie.
 Klementynka: 28.01.2008, 20:23
 Dagmaro. Na temat tych czarnych owiec to ja z tobą tu podyskutuję. Chwilowo nie mam czasu. Pozdrawiam.
 Dagmara: 25.01.2008, 09:51
 Do niby Małgorzatki! Dlaczego okłamujesz i jesteś taka podstępna? Myślałam,że tutaj czytają i piszą osoby prawe, wrażliwe, delikatne? To takie przykre.........skoro nawet na tej stronie są "czarne owce" ! Feeeeeeee
 Małgorzatka: 23.01.2008, 08:48
 Do Dagmary. To jest mój nr gg: 10406786. Jeśli chcesz to możemy porozmawiać.
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] (27) [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej