Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 owieczka: 17.12.2007, 16:47
 Dziekuje, Kingo, za Twoje zrozumienie. Ciesze sie, ze mnie rozumiesz, bo sama cos podobnego przezylas, dlatego wiesz, o co chodzi. Byc moze, ze az zanadto sie oskarzam, obwiniam i karce, ale to z tego powodu, ze wciaz kocham...chociaz ktos powiedzial, ze"milosc nie jest grzechem, grzechem jest brak milosci." Wiosny kolejne przemijaja, wakacje kolejne sie koncza, swieta nastepne za pasem, w sercu moim tylko nic sie nie zmienia w "tej" sprawie,od kilku lat trwam w tym samym miejscu. Mam sile do walki, wiem, ze ja mam- ale z latami to staje sie po prostu zbyt ciezkie i zastanawiam sie, kiedy ta milosc przygasnie...bo chce, by przygasla. To co pisalas o mezu- to chyba masz racje, ten maz jest na dobre i na zle i jest bardzo bliski i kochany, kochac go nie przestalam- i tylko poukladac sobie nie moge, jak to mozliwe, ze kocham tych 2 mezczyzn jednoczesnie? Wiesz Kingo, jesli mozesz- napisz mi, jak potrafilas sie odkochac, wytlumaczyc sobie bezsensownosc tego uczucia, co tak naprawde Ci pomoglo..Spowiedz sw.? Modlitwa? Ktos bliski? Ty sama? Chetnie bym sie z Toba spotkala przy filizance kawy(wiem, ze to niemozliwe) i szczerze, od serca pogadala o wszystkim, co boli i dokucza. POzdrawiam Cie cieplo i przedswiatecznie. Odpizs, jesli znajdziesz chwilke.
 @: 16.12.2007, 20:46
 To najcenniejsze. To droga.
 zakochana16: 15.12.2007, 22:18
 Witam! rada dla wszystkich ta milosc jest zla i grzeszna gdy my cos czynimy... tak jak pisze w powyzszym tekscie... sama to przechodzilam i przechodze ale do niczego nie doszlo poprostu... teraz uwazam go za najcenniejszy znak ktory Pan postawil na mej drodze bo dzieki niemu odkrylam sens swojego zycia poznalam powolanie sluzenia Bogu i blizniemu.. i ide do zakonu... jesli ta milosc nie jest przypieczetowana zadnymi czynami ... to chyba nie jest zla... w moim przypadku mi wiele dala bo odnalazlam sens swojego zycia nie mozna sie zalamywac ale nie mozna sobie poblazac i przesuwac granic na swoja korzysc pozdrawiam
 Kinga: 15.12.2007, 21:01
 Do owieczki:Ale mi serce wali.....! Gdy tu zaglądnęłam i..... zobaczyłam coś.Gdybyś wiedziała w kim ja się kochałam?Czy to przypadek?Dobrze,że mam to już za sobą.Nie oceniaj siebie aż tak surowo, nie jesteś grzeszna, bo nie przekroczyłaś pewnej.... granicy.Za grzeszną uważam miłość spełnioną do końca.Ty masz męża, którego kochasz i jesteś mu wierna, a ksiądz, którego kochasz, to tylko (aż) marzenie, tęsknota, może nawet nie za tym księdzem, a za młodością, za pierwszym ,gorącym uczuciem, które być może po wielu latach przeżytych z mężem, troszkę przygasło, ostygło.Jesteście siebie pewni, więc już tak nie zabiegacie o siebie, nie "zdobywacie " się każdego dnia?Słyszałam jak kiedyś ktoś powiedział,że ma wspaniałą żonę pod każdym względem, ale gdyby jeszcze tylko była "obca"?Pewnie i z nami tak jest?Wycisz się i nie oskarżaj się ciągle, zobaczysz,że poradzisz sobie z tą miłością, jestem tego pewna.Tak sobie myślę,że z jakiegoś powodu nam się ona przytrafiła?Musimy tylko jakoś wykorzystać ją na coś dobrego dla nas, dla innych. Głowa do góry, będzie dobrze.Gdybyś jeszcze potrafiła znaleźć dystans do tej sprawy?Gdybyś nie była dobra i porządna, to nie pisałabyś tu, bo uważałabyś,że nic takiego się nie stało,że wszystko jest ok.Śpij spokojnie! Pa, odezwij się znowu, bo tak pięknie i mądrze piszesz!
 owieczka: 15.12.2007, 20:03
 Wiesz, Kingo, usmiechnelam sie po odczytaniu Twojej wiadomosci. Tyle ciepla i zrozumienia dla mnie grzesznej w tym, co piszesz. Widze, ze nie jestem sama z "tym"problemem, ze zmaganiem sie z uczuciem niemozliwym do spelnienia. Najglupsze, ze czlowiek o tym wie, rozumie...a mimo to kocha. Masz racje, to niespelnione, nieszczesliwe, ba!- niedorzeczne uczucie -ma swoje piekno i nauczylo mnie jednego; mianowicie, ze do tej pory tylko wydawalo mi sie , ze siebie znam, bo nie wyobrazalam sobie wczesniej, ze moglabym pokochac kaplana. Nawet taka mysl mi po glowie nie chodzila. No bo jak?- to osoba oddana Bogu, zajeta i nie mozna tego kogos obdarzyc uczuciem. A teraz widze, ze wszystko w zyciu moze sie przytrafic, nawet to, czego nie chcemy, od czego uciekamy, przed czym sie bronimy, co nie jest nam potrzebne. Nie znam siebie w sferze uczuc!- nie spodziewalam sie czegos takiego po wlasnym sercu! Ale mimo tego "nieszczescia"-jestem wdzieczna Bogu za wszystkie doswiadczenia dane mi w jakims celu, ta milosc tez zapewne dana jest mi po cos...Dziekuje, Kingo, za dobre slowo, zrozumienie i wsparcie. Ciebie tez pozdrawiam i zycze wytrwalosci. Ciesze sie, ze juz sobie z tym uczuciem poradzilas.
 Kinga: 15.12.2007, 13:58
 Do owieczki:Oj owieczko, owieczko, niestety spotkało mnie to i to kilka razy!Wiem jak bardzo serce "przegrywa" z rozumem.To uczucie jakiego doznawałam było piękne, bo dostarczało wielu marzeń, które mimo nie spełnienia, bo nie mogły się spełnić, to jednak same w sobie były piękne.Jednak po jakimś czasie rozum zwyciężył.To jest możliwe, gdy kocha się miłością czystą, prawdziwą i ponad cielesną.Podziwiam Cię i wspieram a także pozdrawiam! Jesteś dzielna i dobra, a to najważniejsze!
 owieczka: 14.12.2007, 21:50
 Kingo, ja wcale nie szukam usprawiedliwienia na taka grzeszna milosc, ta milosc nigdy nie powinna sie wydarzyc, ale w zyciu jest tak (a wiem co mowie, bo jestem dojrzala kobieta), ze nie wszystko realizuje sie w sposob, jak sobie zaplanujemy, ba!- czesto los plata nam figle. Wiesz, pare lat temu takie uczucie wydawaloby mi sie niemozliwe, niepoprawne, nie na miejscu, niedopuszczalne, niestosowne. Teraz tez tak uwazam, ale- wiem "na wlasnej"skorze, ze moze sie wydarzyc. Wierz mi, ciezko z tym zyc, nawet bardzo, latami staram sie uwolnic od tego uczucia a ono ciagle jest. Wiem, ze to dla mnie tez nie jest usprawiedliwienie, raczej sie potepiam, karce, w koncu nawet nienawidze, nie rozumiejac sensu tej milosci. To rzeczywiscie bezsensowne. Nie probuje uwiesc tego ksiedza, nie moglabym go skrzywdzic- TO JEST ABSOLUTNIE PEWNE. Piszesz o rozumie?-Gdybys wiedziala, Kingo, ile "uzywalam" rozumu, aby przestac go kochac...wciaz nadaremnie. Daj ci Boze, by nigdy Cie cos podobnego nie spotkalo.
 Kinga: 14.12.2007, 09:36
 do owieczki: Ja wszystko rozumiem, ale musisz wiedzieć,że miłość nie wszystko usprawiedliwia!Człowiek musi się kierować nie tylko sercem, ale i rozumem, rozsądkiem! A skoro kogoś kochamy, to nie koniecznie musimy mu to okazywać (jeśli jest księdzem), bo taki ksiądz potem bardziej cierpi.Czy zakochując się np w żonatym, to też możemy usprawiedliwiać się, że to miłość,że szlachetne uczucie itp?Tak nie można!Owszem miłość to coś pięknego, ale nie za wszelką cenę!Pozdrawiam!
 owieczka: 12.12.2007, 22:22
 Do Kingi: Dziwie sie Kingo, ze mowisz tu o jakiejs winie... Czy mozna winic kogos za to, ze kocha? Milosc to wina? Czyzbys nigdy nie kochala? Masz wplyw na zdrowie (no , powiedzmy), na oceny w szkole, na to, jakich masz przyjaciol, co zjesz na obiad, jaka ksiazke przeczytasz, komu pomozesz itd., ale z tym, ze ma sie wplyw na milosc...- tu sie nie zgadzam. "Serce ma racje, ktorych rozum nie zna"- i w milosci wlasnie tak bywa, ze rozumiesz, ze takie uczucie do ksiedza zdarzyc sie nie powinno, dlugo tego nie dopuszczasz, a ono jednak wchodzi w twoje zycie. I co? Myslisz, ze latwo? Chcesz za wszelka cene sie uwolnic od tej milosci, bo grzeszna i Bogu taka milosc niemila, a ona mimo to trwa! Myslisz, ze latwo z tym zyć? Wedlug mnie to nie wina, to wyzwanie, by nie skrzywdzic tego kaplana, by zaprzec sie samej siebie, czesto to dramat serca, niestety... Pozdrawiam.


 Kinga: 12.12.2007, 20:43
 Wina jest po stronie dziewczyn!!!!!!!!!Skoro sięgają po zakazany owoc, jakim jest ksiądz!Ksiądz żyjący w celibacie bywa zdesperowany, ale dziewczyny mogą się puszczać z innymi facetami, a nie z księżmi!!Potem dorabiają ideologię na swoją obronę, jakie to niby nieszczęśliwie zakochane.Dziewczyny opamiętajcie się!
 konewka: 12.12.2007, 19:18
 jeśli do czegoś dochodzi, to wina zawsze jest po obu stronach... i oboje są odpowiedzialni za to do czego dopuścili...
 nitka 18: 10.12.2007, 18:38
 Tak, masz rację każdy ma rozum i wolną wolę i na pewno nic takiego nie powinno mieć miejsca. Ale nie zgodzę się z Tobą, że to kobiety są zawsze winne.Na pewno nie zawsze, chociaż czasem pewnie mają w tym swój udział. Ale nie możemy obwiniać za to tylko kobiet.To by było niesprawiedliwe. Piszesz, że dla księży to wielka tragedia - na pewno tak. Ale Oni też mogli wcześniej nie dopuścić do takiej sytuacji. Nie uważasz? Ja myślę, że wina leży po obydwu stronach...
 Kinga: 10.12.2007, 11:12
 do nitki: każdy jest "aż człowiekiem" ! Dlatego ma rozum i wolną wolę, którą powinien mądrze wykorzystać i nie dopuszczać do takich wyznań, spotkań!My kobiety mamy możliwości zakochania się w wolnych facetach!Ja za takie sytuacje miłosne obwiniam kobiety, bo one prowokują, wzdychają, bywają nahalne, szukaja kontaktu, rozkochują, a potem się użalają nad sobą, a nie myślą jaka to tragedia dla księży i ich rodzin!
 dziewczyna;): 09.12.2007, 22:14
 to nie zawsze jest takie proste... ale czasem wystarczy szczera rozmowa z tym kapłanem;
 Wujek dobra rada: 09.12.2007, 21:23
 i az człowiekiem. Dlaczego nalezy zgłosić postawe takiego kapłana do jego przełożonych. A jak nie starczy nam odwagi - zastosować technike sw. Tereski - czyli ucieczki.
 nitka18: 09.12.2007, 21:12
 a co zrobić, kiedy to kapłan jest inicjatorem związku? kiedy to on za wszelką cenę chce się spotykać, kiedy z jego ust padają wyznania... takie sytuacje też mają miejsce, nie tylko kobiety wzdychają do kapłanów, ale bywa odwrotnie. Każdy jest tylko człowiekiem...
 zakochana16: 07.12.2007, 23:44
 Do Pani Dagmary! moze ma i Pani racje ale ja od dawna chce pomagac ludziom a z doswiadczenia wiem ze uciekanie przed kims czyms jeszcze bardziej do tego zbliza... nikogo nie kocham bardziej niz Boga lubie tylko zerkac na Jego powolanie chociaz teraz unikam jego wzroku,,,, a co do caritasu to pojde go bd widywala tylko w sr... do tego czasu to moze minac albo inny ks moze sie zaopiekowac carittasem.. pozdrawiam Jestem zagubiona przyznam ale dla jego dobra chce sie wyrzec tej milosci i chce ja przelac na dzieciaki z caritasu wierze ze to mi pomoze ,,,,
 Dagmara: 07.12.2007, 20:38
 Do zakochanej16:Wydaje mi się,że Ty go nadal kochasz, choć sama przed sobą udajesz,że tak nie jest.Obawiam się,że gdy będziesz w tym caritasie, to tam będziesz miała okazję go spotykać i to uczucie może się pogłębić.Ja Cię nie oceniam, ani nie potępiam, bo wiem jak trudno jest wyrzec się uczuć, które w jakimś stopniu nie są zależne od nas.Jeśli mogłabym Ci coś poradzić, to lepiej nie kuś losu i nie bywaj tam gdzie on.Msza to co innego, bo pewno zmienić parafię byłoby Ci trudniej (nie wiem czy mieszkasz na wsi, czy w mieście?)ale takie inne spotkania mogą mieć "zły" wpływ na Ciebie.Choć nie musi tak być! Wiem po sobie,że gdy przebywałam w towarzystwie tego mojego znajomego księdza , czułam się tak bardzo uduchowiona, dobra, szlachetna i bliżej Boga.Msza, którą odprawiał z wielkim zaangażowaniem w oprawę modlitewną, śpiew, rozważania, modlitwy spontaniczne itp była !wyjątkowym , bardzo głębokim przeżyciem!
 zakochana16: 07.12.2007, 19:15
 Do Pani Dagmary!hmm Pani slowa bardzo mi pomagaja bo widze ze Pani mnie rozumie....Jednak ja juz zrozumialam ze on jest mi tak ,,bliski" bo Bog postawil go na mojej drodze aby do mnie przez niego przemawiac.Od pon.chodze codziennie do kosciola ale nie dla niego tylko dla Boga.. dzieki niemu potrafie sie sie skupic i wglebid w Slowo Boze.. mozna powiedziec ze jest on dla mnie takim wzorem sluzby Bogu..Dzisiaj i wczoraj bylam na rekolekcjach dla dzieci-on je prowadzi,zrozumialam slowo Boze bardziej niz na roratach dla doroslych czy mszy sw.Ostatni odkrylam dzieki niemu swoje powolanie...wczoraj zwatpilam,ale gdy dzisiaj go zobaczylam to zrozumialam ze on w pewnym sensie jest ojcem..dla tych dzieci..zrozumialam ze chce sluzyc Bogu..ta pewnosc wrocila i czuje sie swietnie.Jednak stosuje ,,srodki zapobiegawcze"-staram nie patrzec sie na niego,nawet gdy ide do komuni to nie mam odwagi spojzec sie do gory na Jezusa gdy podnosi..boje sie spotkac jego wzroku.Mam nadzieje ze gdy od stycznia zaczne chodzic na caritas a on go obecnie prowadzi to zrozumie ze czuje powolanie i nikogo nie kocham tak jak Boga.. moze w koncu bd miala sie zwierzyc z problemow zwiazanych z poolaniem.. bo z mama boje sie o tym gadac ...Jedno wiem na pewno ja nie chce go odebrac Bogu bo On byl u niego 1 a dzieki niemu wiem ze ja tez chce nalezec w calosci do Boga=byc jego rekoma..tu na ziemi..pozdrawiam
 Dagmara: 07.12.2007, 07:36
 Do zakochanej 16: Gdybyś wiedziała jak ja Cię rozumiem!Był czas,że ja marzyłam o tym, aby taki jeden zakochał się we mnie.Gdy jednak wyczułam,że może tak się stać, to zamiast się cieszyć i być szczęśliwą, ja wpadłam w panikę i przerażenie, bo bałam się,że on będzie przez to cierpiał.A ja nie chciałam aby tak było.To takie piękne,że chcemy uchronić przed cierpieniem tych, których kochamy.Łatwiej byłoby dać się ponieść uczuciom, namiętnościom, ale gdy się na prawdę kocha, to jesteśmy w stanie się tego wyrzec, dla dobra ukochanej osoby.Widzę,że jesteś wartościową i mądrą dziewczyną i uda Ci się iść drogą, która będzie prosta, uczciwa. Tego Ci z serca życzę.Porozmawiaj . o tym z mamą, będzie Ci lżej, a mama wszystko zrozumie, bo przecież też jest kobietą.być może też miała swoje podobne fascynacje, miłość?
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] (29) [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej