Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 wyleczona17: 02.06.2008, 21:34
 Hallo hallo!Dziewczyno... znam ten ból wiem że to boli... ale zobaczysz jak ten ks odejdzie to ci ulzy modl sie o potrzebne za niego laski codziennie chocby zdrowaske... to jedno co mozesz dla niego uczynic...mi to pomoglo a tez bylam zalamana jak ks odszedl...
 Kinga: 02.06.2008, 20:57
 Do Franki: Jeśli zbyt dosadnie to wyraziłam wykrzyknikami, to Cię przepraszam.Cytujesz Zelnika jako świętość.Pewno,że umiejętność kochania to dar, ale jest różnica kochać, a kochać.Trzeba cenić miłość,ale nie każdą i nie za każdą cenę. Wiem,że nie jesteśmy doskonałe i dlatego piszemy na tej stronie. Jeszcze raz przepraszam.Pozdrawiam
 Franka: 02.06.2008, 19:46
 Do Kingi. Wprawdzie w Konserwatorium nie ćwiczyłam ale nie musisz używać tyle wykrzykników.
 Rybka: 02.06.2008, 18:19
 Do Kingi: Umiesz pocieszyc, uspokoic, zrozumiec. Widze, ze to Twoje uczucie wiele Cie nauczylo, tak ze teraz mozesz innym dawac dobre rady. Dobrze, ze sa takie dziewczyny (kobiety) jak Ty. Zyczysz mi spokoju...- tak, na pewno mi go potrzeba tak jak i nnym dziewczynom przezywajacym to niepotrzebne "uwiklanie". Dzieki za dobre i pelne zrozumienia slowa. Tobie rowniez wszystkiego dobrego. Odezwij sie czasami.
 Kinga: 02.06.2008, 13:10
 Do Rybki: Mnie było lżej zwalczyć to uczucie, bo ja księży nie postrzegam jako mężczyzn, ale jak kogoś wyjątkowego i nietykalnego. Owszem moje myśli ciągle były przy nim, w myślach prowadziłam z nim piękne rozmowy,była też tęsknota. Jednak te myśli, marzenia były tylko w sferze duchowej, nigdy fizycznej. Wierzę,że sobie poradzisz z tęsknotą i z tym co jeszcze w Twoim sercu tkwi. Czas leczy rany, wiem to.Pozdrawiam i życzę Ci spokoju.
 Rybka: 02.06.2008, 12:27
 Dzieki Kingo za zrozumienie, za pozdrowienia. Wszystko to prawda, co napisalas. Milosc do osoby "zajetej" nie jest piekna, nie jest dobra miloscia. Tak, w imie prawdziwej milosci trzeba ta osobe zostawic. To jedyne dobre rozwiazanie. Wiem to juz teraz, choc wiem zdecydowanie za pozno. Walcze sama ze soba, walcze z wlasnym uczuciem, walcze z tesknota, ktorej wciaz tak wiele, czasami przegrywam- jednak wiem, ze musze go zostawic, musze przestac kochac, by nie ranic Boga, tego ksiedza i wlasnego juz i tak obolalego serca. Tez Cie Kingo pozdrawiam. Jakzez Ci zazdroszcze (tak pozytywnie), ze juz jestes "wolna", ze Twoja milosc- to juz przeszlosc... Wierze, ze z moja miloscia tez tak sie stanie. Daj Boze!
 Kinga: 02.06.2008, 11:42
 Do Franki: Nie masz racji!!!!!!!!!!!!!! Nie każda miłość- kochanie są dobre! Księdza, ani żonatego nie można kochać bezkarnie! Miłość, nie zawsze wszystko usprawiedliwia. Oprócz serca mamy rozum , którym powinnyśmy się kierować.Wiem, że to trudne, ale też wiem, że to możliwe.Kochając księdza czy żonatego sprawiamy tylko przykrość, cierpienie zarówno sobie jak i tej kochanej osobie.Miłość, choć taka szlachetna i dobra w założeniu, nie zawsze taka jest, gdy dotyczy osoby oddanej komu innemu ( Bogu ).Uważam,że najpiękniejszą miłością, jest wyrzec się właśnie tej miłości , w imię spokoju i szczęścia księdza! Pozdrawiam Ciebie jak i Rybkę, którą baaaaardzo rozumiem !Trzymaj się dzielnie Rybko!
 Rybka: 01.06.2008, 20:31
 Do porzedniczki: Moja droga!- to, ze on odejdzie z Twojej parafii, to jest akurat dobra wiadomosc. Nie zartuje. Milosc do ksiedza, z ktorej sie probuje otrzasnac, nauczyla mnie wiele. Przede wszystkim tego, ze to uczucie przysparza wiecej bolu i cierpienia, niz radosci i spelnienia. Bardzo trudno jest sie wyrwac z tego zauroczenia, z tego uczucia. a im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie. Ja wiem, co mowie, bo sama zyje z tym uczuciem ladnych pare lat i widze, ze za pozno zrozumialam, iz nie wolno zwiazywac sie z nimi emocjonalnie, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Juz nie wspomne o wyrzutach sumienia! Tak sobie tylko wmawiasz, ze nie bedziesz umiala bez niego zyc. Ja zyje tak po jego odejsciu juz 4 lata, ale wymazac z pamieci i z serca nie potrafie. To wszystko bardzo bardzo boli, naprawde szczerze Ci wspolczuje i rozumiem, bo moje serce wiele juz przeszlo i przezylo. Chetnie bym z Toba porozmawiala, ale wiem, ze to niemozliwe. Zrozumiec nas- takie uwiklane w niepotrzebne uczucie do ksiedza- moze tylko osoba, ktora przez to przeszla lub przechodzi, bo tylko taki ktos wie, o czym mowa. Modl sie za siebie, za niego- i zostaw go, bo zwariujesz. Ta milosc nie moze sie spelnic. Moglabys zyc ze swiadomoscia, ze odbierasz go Bogu?
 Franka: 01.06.2008, 18:28
 Do :(. Przeczytałam w dzisiejszym numerze Niedzieli słowa Jerzego Zelnika "Dziękuję przede wszystkim za zdolność kochania. To, że potrafię kochać, uważam za największy dar, jaki dostałem od Pana Boga." To też się Ciebie tyczy, tylko, że jeszcze tego nie wiesz. Pomyśl, ile osób nie może tak powiedzieć.


 :(: 01.06.2008, 10:38
 Dziewczyny ja mam dokładnei ten sam problem co Wy...A najgorsze w tym wszystkim jest to,ze ten Ksiądz,ktorego kocham odchodzi we wrześniu z naszej parafii.Nie wiem co mam robic,czy sobie z tym poradze,bo jest mi na prawdę bardzo ciężko:(Nigdy nie czułam sie taka bezsilna jak teraz:( Bardzo bym chciała,zeby On tutaj jeszcze został,ale nie chce zeby cos miedzy nami było czy cos tylko zeby tutaj był,po prostu był.Bo gdy Go widzę to wiem,ze mam po co zyć,a gdy Go juz nie bedzie,to nic nie bedzie miało sensu.Nawet nie mam z kim o tym pogadac,bo wszystkich ta moja miłosć smieszy:(((Jedynym ratunkiem jest dla mnie ta strona..Pozdrawiam
 wyleczona17: 25.05.2008, 00:04
 nie nie ten ksiadz niewrocil...(: a ja dam juz sobie rade...(((:
 Dagmara: 24.05.2008, 16:19
 Do wyleczonej 17: pisałaś,że ks. wyjechał za granicę, ale domyślam się, że wrócił i znowu Cię "dopadło"?Trudna sprawa, ale wierzę,że sobie poradzisz.Skoro się do tego przyznajesz..... to już jest sukces.Powiedz wszystko mamie, zobaczysz jak Ci ulży, mama to mama zawsze wesprze jakoś, może spojrzy na Twój problem z innej strony?Będzie dobrze, tylko spróbuj może patrzeć na tego księdza jak na kogoś wyjątkowego, ale nie jako mężczyznę!W księżach nie powinnyśmy widzieć facetów, a jedynie kogoś kto jest "ponad to".Pozdrawiam
 wyleczona17: 23.05.2008, 21:48
 wiąz sie boje, ze ta historia sie powtorzy teraz jestem w kosciele codziennie dla Boga i wciaz czuje na sobie ten dziwny wzrok ks...))): Boje sie...
 Staniaław: 09.05.2008, 07:21
 Kobiety i dziewczyny prawie całą noc czytałem wasze trudne i bolesne wyznania -rozterki o godz.5 30 zakończyłem i położyłem się spać i przyszła mi myśl i o 5 40 wstałem i postanowiłem do Was napisać ogólnie,całościowo może Wam pomogę.Ja widzę jedno rozwiązanie.Należy poszukać dobrego starszego kapłana może w sąsiedniej parafii przecież nawet na wsi są parafie niezbyt daleko oddalone i należy odbyć spowiedź generalną z całego życia a przynajmniej z tego dorosłego. Zwykła spowiedź czytania rozważania modlitwa za kapłana to jest bardzo dobre ale to tylko półśrodki bo widzę że mocno pracujecie mad zmianą ale prawie że stoicie w tym samym miejscu. Ja tu widzę że to jest poważny problem i jak długo się wchodziło w niego tak potrzeba procesu , dość długiego żeby z niego wyjść i do tego jest potrzebny doświadczony kapłan.Piszecie że uczucie zauroczenie słabość , niezbyt groźne, przyjaźń a prawda jest zupełnie inna, to jest po prostu zniewolenie. Zły duch po prostu wykorzystuje naszą słabość kiedyś źle ulokowaną z której w porę się nie wycofamy i nas w tej jednej dziedzinie opanowuje i uzależnia a winnych dziedzinach jak piszecie jest wszystko na właściwym miejscu.To jest podobne zniewolenie i uzależnienie jak z narkotykami z alkoholem wróżbami horoskopami różnymi uzdrowicielami czarną magią w które się łatwo i niewinnie wchodzi a później problemy pozostają na długie lata.Potrzeba gruntownej spowiedzi gorliwej modlitwy i przy pomocy kapłana bardzo długo się wychodzi a czasami w bardzo trudnej sytuacji potrzeba egzorcysty.Nie chcę nikogo straszyć. Na głównej stronie Adonaj należy wejść w działy i tam przedostatni dział -Zagrożenia- opisuje najróżniejsze uzależnienia znacznie gorsze, (potrzebowałem ten temat w pewnej sprawie i dużo czytałem a nawet drukowałam dla kogoś, tak mi to zaszkodziło ze nie mogłem przez długi czas wchodzić na tą stronę tak byłem przybity i przytłoczony a nawet poszły sprawy dalej że teraz jestem na zwolnieniu dlatego miałem czas i mogłem przeczytać Wasze problemy i Wam odpisać.) Widzę że mocno pracujecie i się bardzo męczycie a problem w większości nie jest rozwiązany. Dlatego proponuję przeanalizować sprawy zapoznać się z problemami innych ludzi na stronie gdzie proponuję i może wspólnymi siłami zabrać się mocno i zdecydowanie do rozwiązania problemów.Tak się mocno męczycie problem pozostaje a przecież tak krótko żyjemy i ten czas można pięknie i pożytecznie wykorzystać. Szczęść Boże. Życzę błogosławieństwa Bożego wstawiennictwa Matki Bożej opieki Aniołów Stróżów ( modlić się również do Nich) i wytrwałej pracy w .dobrym kierunku. Obiecuję również modlitwę za Was.Z Panem Bogiem.
 wyleczona17 do p.Dagmary: 28.04.2008, 10:47
 Tak to ja chyba kiedys sie podpisywalam zakochana16.Wie pani udalo mi sie pokonac te milosc...Bog przemienil ja i dziekuje Mu za to!Ten ks wyjechal za granice,czasem jestem ciekawa co u niego ale mam pewnosc ze wszystko dobrze bo codziennie powierzam go Matce Boskiej.On sie zorientowal co do niego czuje,oboje sie pogubilismy...mam nadzieje ze to nieprzezemnie wyjechal.Zanim wyjechal wyglosil piekne kazanie,o milosci do blizniego-czulam ze bylo skierowane do mnie,ono rozwialo wszystkie watpliwosci on byl ma gwiazda betlejemska!Dzis wiem juz ze s.zmartwychwstanki to jest to!Z mama jeszcze nierozmawialam,ale daje jej wyrazne znaki(: Z poczatku sie opierala,teraz chyba pomalu sie z tym godzi...choc niedokonca.Ale dla Boga jestem w stanie poswiecic nawet ja.Przedemna jeszcze 3 lata nauki(: Ja wiem co bedzie dalej... juz sie niemoge doczekac(((: pozdrawiam z P.Bogiem Radosc i pokoj z WAMI ,,Przez smierc i krzyz do zmartwychwstania i chwaly"
 Dagmara: 27.04.2008, 17:42
 Do uleczonej 17: Czy to Ty jesteś "zakochana 16"? Cieszę się, że się uporałaś z tą miłością.Czy powiedziałaś o swoich planach mamie?Co ona na to? Pozdrawiam i życzę Ci trafności wyboru swojej drogi życiowej.
 ...wyleczona17: 25.04.2008, 22:02
 Wiem,ze na tej stronie pisza rowniez mezatki ja jestem do Pań pewnie smarkula ale pomimo to napisze tu cos... Pamietam,gdy sie w nim zakochalam to bylo cos niezwyklego...ale trafilam na ta stronke i ktos wylal mi kubel zimnej wody na glowe w sama pore!jak sie zakochalam zaczelam chodzic do kosciola codziennie....ale po tym jak tu trafilam zrobilo mi sie niezmiernie przykro z powodu mojego zachowania zaczelam go unikac chcialam zapomniec...pomyslalam coz nie da sie ale Boze prosze przemien ta milosc w czysta i potrzebna i stalo sie dzieki temu kaplanowi zrozumialam ze moim powolaniem jest zakon,i ze on tylko mial mnie przyblizyc do Boga,pozniej chodzilam do kosciola codziennie ale nie spotkac ks lecz Boga.Ten ks niestety sie domyslil i ta sytuacja zaczela nas krepowac ale powiedzial madre zdanie ze mozna kochac druga osobe ale niekoniecznie jej pragnac bo ona moze byc nasza gwiazda betlejemska-i tak bylo wlasnie z tym kaplanem teraz pojechal za granice.. moje srece sie uspokoilo-pamietam o nim w codziennej modlitwie i niewypre sie nadal go kocham ale inaczej czysciej...jako moja gwiazde betlejemska pozdrawiam!
 Dziewczyna: 14.04.2008, 20:24
 Moje drogie, moje świadectwo pt. "Bóg pomógł mi powiedzieć 'nie'" dotyczące zakochiwania się w księżach jest w dziale miłość, to ja piszę z owieczką. Jeśli któraś chciałaby napisać, to oto mój mail: gwiazda.wieczorna@gmail.com
 owieczka: 04.04.2008, 13:05
 Odpisalam Ci Kingo wczoraj, ale widze, ze moja informacja nie zostala wyswietlona. Pytasz, jak znalazlam Dziewczyne? Otoz w jakims momencie poczulam, ze jestem w potwornym zagubieniu, ze nie jestem w stanie sama sobie pomoc z tym niepotrzebnym uczuciem. Wiedzialam i rozumialam, ze nie ma ono ani przyszlosci, ani sensu. Ale co z tego, ze wiedzialam??? Szukalam ratunku na modlitwie, w spowiedzi sw., w czytaniu roznej lektury. I jestem pewna, ze to Bog mi podeslal DZIEWCZYNE jako odpowiedz na moje prosby i zawierzenie Jemu. Kontakt nawiazalam mailowy dzieki ADONAI, do tej pory piszemy do siebie. Dziewczyna (to jej nick) bardzo mi pomogla, BARDZO! Wytlumaczyla krok po kroczku, jak poradzic sobie z tym uczuciem, jakie podjac dzialania, by ta milosc mi przeszla. Bogu niech beda dzieki za nia, za jej czas, ofiarnosc, gotowosc pomocy mailowej. Ona tez przez cos takiego przebrnela, dzis jest juz "wyleczona" i dlatego jej rady sa dla mnie bardzo wiarygodne. Ja tez pragne uleczenia mojego serca od tej grzesznej milosci. Pozdrawiam Cie Kingo, Tobie tez dziekuje za serce, ktore dla mnie masz i mialas.
 Kinga: 03.04.2008, 10:13
 Do owieczki: Jak zdołałaś nawiązać kontakt z jakąś dziewczyną ????Czy jakimś szyfrem? U mnie wszystko w miarę spokojnie. Pozdrawiam!
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] (26) [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej