Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 owieczka: 21.01.2008, 22:35
 I znowu tyle zrozumienia, Kingo, od Ciebie otrzymuje. Dzięki za te korespondencje, dzieki ze odpowiadasz, pocieszasz, pomagasz mi cos zrozumiec, siebie sama zrozumiec, ze uczepiam sie tej nici porozumienia jaka chyba miedzy nami powstala przez wspolny "problem". Duzo to dla mnie znaczy. Wiesz, probuje sobie wyobrazic taki czas, ze podobnie jak Ty- powiem: przeszlam przez to, dalam rade, uwolnilam sie od tego uczucia choc bylo ciezko. Moj Boze! Kiedyz to nastapi? Szczerze tego chce, a jednak wciaz mi sie nie udaje, on wciaz jest mi bardzo drogi, bliski, kochany.I on wie o tym, po prostu sie domysla. Na co mi to wszystko??? Modle sie, spowiadam, ufam ze Bog nie odwroci ode mnie Swojego Oblicza i pomoze mi uwolnic sie od tej nieodpowiedzialnej i NIKOMU niepotrzebnej milosci. Ciezko z nia zyc. Boje sie, ze nigdy nie zdolam sobie z nia poradzic. Zrozumiec juz nie probuje; "jesli chcesz wszystko zrozumiec, wszystko staje sie niezrozumiale"- i dalam spokoj, bo zauwazylam, ze to prawda. Kingo, prosze,(jesli mozesz),podpowiedz mi, od czego Ty zaczelas, ze dzis jestes wolna i szczesliwa. Sprobowalabym pojsc za Twoja rada. Nie zrozum mnie zle: ja tylko prosze, nie wymagam, i jesli mi nie odpowiesz, uszanuje to. Jakzesz chcialabym sie z Toba spotkac, jakzesz bym tego chciala..Koncze ze lzami na klawiaturze, bo wiem, ze to przeciez NIEMOZLIWE.
 Kinga: 21.01.2008, 10:53
 Owieczko, tak pięknie ubrałaś w słowa, to co Cię spotkało.Tak sobie myślę,że na część spraw, losów mamy w jakimś stopniu wpływ.Jednak nie na wszystko co się wokół nas dzieje. Pewnie jest coś w powiedzeniu,że nic nie dzieje się bez przyczyny?Ja często zastanawiam się nad tym dlaczego np kogoś poznałam, czy taka znajomość ma czemuś lub komuś służyć? Może to zwykły przypadek, zbieg okoliczności, a może nie? Trudne jest życie i trudne różne sytuacje i nie sposób wszystko ogarnąć rozumem, logiką?
 owieczka: 19.01.2008, 18:47
 Nie urazilas mnie, Kingo, tym co napisalas. Masz racje, nad uczuciem trudno nieraz zapanowac, ono przychodzi i juz, budzi w nocy, rozrasta sie w czlowieku i trwa, niestety. Ale prawda jest takze to, ze na rozne sprawy my mamy wplyw. Dlaczego nie pomyslalam wczesniej, dopuscilam to uczucie, pozwolilam, by sie we mnie zagniezdzilo i utrwalilo... Przez jakis czas bylo mi nawet z tym dobrze, ale do czasu/ trzeba bylo stanac w prawdzie przed Bogiem. Kiedys mi napisalas, ze jestem silna i dam sobie rade, by sie od tej milosci uwolnic. Wierze, ze tak sie stanie, chociaz zyje juz z tym uczuciem ladnych pare lat, modle sie, ufam Bogu, ale tak mi ciezko nieraz. Dlatego takie cieple slowa od Ciebie bardzo pomagaja, niosa pocieche i dodaja mi wiary, ze dam rade. Dzieki, Kingo, za wszystko, za serce. A nieraz dla mojego dobra- po prostu wygarnij mi prawde, bo to tez czlowiekowi potrzebne, by przejrzal. Jestes taka szczesliwa, ze zdolalas uwolnic sie od tej milosci. Szczerze Cie podziwiam.
 zakochana16: 19.01.2008, 14:15
 POWIEM WAM JEDNO JESLI JESTESCIE WIERZACYMI OSOBAMI TO WYRZEKNIJCIE SIE TEJ MILOSCI W IMIE BOGA! NAJLEPSZYM SPOSOBEM JEST NIE WCHODZENIE NA TAKIE STRONY JAK TE I UNIKANIE TEJ OSOBY TO POMAGA ZAUFAJCIE MI A ZRANIONE SERCE MOZNA WYLECZYC MILOSCIA NAWET ZA NIEGO>>> <>< pozdrawiam
 dorothi: 18.01.2008, 20:25
 ... ktoś mi kiedyś powiedział - człowiek, który był dla mnie ideałem... "Może to dziwnie zabrzmi i nie powinienem tego nawet nigdy powiedziec, ale katoliczka, taka jak ty, znajdzie najlepszego męża w nowicjacie..." I to mi wystarczyło.... I coś w tym było... bo do naszego nowicjatu trafiają wspaniali ludzie... A przecież największym szczęściem może byc tylko życie wg wspólnych zasad... A oni znają je najlepiej:l
 Kinga: 18.01.2008, 18:13
 Do owieczki: Owieczko droga, źle mnie zrozumiałaś!!!!!! Absolutnie nie zasługujesz na potępienie, bo czasem nad uczuciami trudno zapanować, nie jesteśmy ideałami.Chciałam tylko powiedzieć,że nie we wszystkim co nas spotyka jest udział Boga! Może się mylę i nie mam racji? Chciałam tylko wywołać dyskusję.Tak myślę,że znajdując dla siebie usprawiedliwienie, dorabiamy ideologię? Tylko to miałam na myśli.Ja nikogo nie potępiam! Przepraszam, jeśli Ciebie lub inną dziewczynę obraziłam!
 owieczka: 18.01.2008, 17:11
 Zasluguje na potepienie!!! To uczucie nigdy nie powinno sie wydarzyc! W pore nie zapobieglam temu- a powinnam. Pozwolilam, by sie rozwinelo, a powinnam je ugasic w zarzewiu.
 Kinga: 18.01.2008, 11:52
 Dziewczyny! A może jednak.... nie na wszystko ma Bóg wpływ?Skoro dał nam rozum, wolną wolę, więc powinnyśmy wiedzieć,że ksiądz to zakazany owoc? Przecież wiemy , a przynajmniej powinnyśmy wiedzieć co dobre, a co złe dla nas, dla ukochanego księdza? Gdyby Bóg miał wpływ na wszystko, to czy byłoby na świecie tyle klęsk, tyle nieszczęść?Wydaje mi się,że każdy człowiek odpowiada za cząstkę czegoś, co ma do zrobienia! Lekarz za zdrowie innych, budowniczowie za trwałość budowli, żywieniowcy za zdrową żywność, naukowcy za dobre wynalazki itd itd.Jeśli ktoś na swoim odcinku zrobi coś źle, lub niezgodnie z zasadami to potem są klęski żywiołowe, choroby.nieszczęścia.Człowiek nade wszystko powinien być pokorny wobec przyrody i szanować współistnienie innych w naszym świecie.
 owieczka: 17.01.2008, 22:00
 Chyba coś w tym jest, co piszesz,nnnnatalio. To na pewno milosc zakazana, niepoprawna, niemądra, bez przyszlosci- ale mimo to nosi w sobie jakis sens, jakies piekno, tylko my, nieszczesliwie i niepotrzebnie zakochane, tego nie rozumiemy. Bog wie, co dla nas dobre i ta milosc w jakims celu nam dal... Moze- by nas czegos nauczyc,(pokory?) moze wyprobowac, moze pokazac, ze nie na wszystko w zyciu mamy wplyw, a moze po to, bysmy zwrocily sie w swojej niemocy wyzwolenia z tego uczucia do Niego i zaufaly Mu bezgranicznie??? Nie na wszystkie pytania i watpliwosci czlowiek znajdzie odpowiedz, jest cos, przed czym mamy schylic glowe w pokorze i odpowiedziec: Badz wola Twoja Panie, daj mi moc, by tego kaplana nie zranic, nie skrzywdzic, naucz mnie po prostu prawdziwie kochac a wowczas nie zrobie niczego zlego dla niego. O! Gdyby rozum mial wplyw na serce, O! gdyby mial...


 nnnnatalia: 17.01.2008, 18:41
 zawsze krytyke wystawiaja te osoby co nie znaja uczucia a moze zazdroszcza miłosci?? mimo ze jest to miłosc zakazana ale jest piekna i bedzie piekna jesli ktos kocha szczerze. kobietki 3majmy sie razem bo zostałysmy wybrane do tej miłosci włąsnie do miłosci z kapłanem.
 dorothi: 14.01.2008, 21:48
 Wypowiadacie się tak o waszych zauroczeniach w księżach... i w tekście czytamy, że nie powinno się zawierac zbytniej przyjaźni z księdzem. A ja po sobie sądzę co innego. Wogle moje życie jest "przeplatane" młodymi chłopakami, którzy, co roku nowi, trafiają do nowicjatu, bo mieszkam z nimi przez płot. I mamy bardzo dobry kontakt. Odkąd tylko pamiętam, bywałam w ich nowicjacie. Już jako 5-letnia dziewczynka miałam 'zaszczyt' uczestniczyc w ich modlitwach, rekolekcjach, codziennej pracy w ogrodzie, spacerach do lasu, piknikach, pielgrzymkach. I tak to trwa już 13 lat... Poznałam dziesiątki wspaniałych młodych ludzi, chcących służyc Bogu... i wiele moich koleżanek kiedy spotyka któregoś z nich na ulicy wzdycha, że "ci najlepsi" idą na księży i się marnują. Ale ja wiem że oni się nie marnują. I jestem tego pewna. Bo owszem, na spacerach śmiejemy się radośnie i gramy na gitarach, ale w kaplicy widzę jak żarliwie wyciągają ręce do Boga i się modlą. Zawierzają siebie całego Panu Bogu. I to jest dla mnie najlepszy dowód. Oni są takimi samymi ludźmi jak my, ale w głębi, czego niestety młode dziewczyny często nie dostrzegają, skrywa się niesamowita miłośc do Boga i służby Jemu. Ale wracając do przyjazni z księdzem. I właśnie w wieku 9-ciu lat poznałam jednego niesamowitego chłopaka-kleryka. Ja 9- on 21- lat. Wiele ze sobą rozmawialiśmy. Uwielbiałam, kiedy opowiadał mi teksty z Bilbii, tłumaczył tak pięknie jeśli czegoś nie rozumiałam. Zaproponował, że będzie dla mnie jak starszy brat. I tak też było. Po rocznym okresie próbnym w naszym nowicjacie wyjechał na dalsze studia i przez wszystkie te lata udało nam się utrzymac ze sobą kontakt. Często pisaliśmy listy, nawet zdarzyło się, że udalo mu się zadzwonic z życzeniami w dniu moich urodzin. Potem otrzymałam zaproszenie na święcenia diakonatu, po roku kapłańskie. I nie żałuję ani trochę tej przyjażni. Trwa ona już 10 lat i będzie już trwac na zawsze. A co do dziewczyn, niektóre jednak świadomie próbują odciągnąc chłopaków od powołania. Znam wielu, którzy z powodu zauroczenia dziewczyną rezygnują z powołania, nawet rok przed święceniami, gdzie przecież już tak długo trwali w swoim powołaniu. I gdy odchodzą z zakonu by byc z 'nią', okazuje się że ona żartowała. Że dla niej to była zabawa. A on jednak już do końca życia przez to cierpi... Dziewczyny, na szczęście tylko niektóre, pamiętajcie o tym. Nie rańcie ich tak bezmyślnie...
 a: 11.01.2008, 11:32
 Obecne życie księdza w konkubinacie jest sprzeczne z tym co wyznawał wcześniej. Chyba że przez cały czas kłamał. Szczególnie na wsi i w małych miasteczkach ksiądz jest pewnym autorytetem, ale dla każdego katolika z pewnością jest lub powinien być wzorem. W końcu to on jest wybrańcem Boga.
 a: 10.01.2008, 17:32
 Dziwi mnie pragnienie życia katoliczki z księdzem. A może to jest osoba wierząca ale "niepraktykująca"? ;)
 a: 09.01.2008, 14:17
 Wydaje mi się że jeśli ktoś żyje wg zasad katolickich, to nie może zaakceptować życia księdzą z kobietą. Nie należy go odrzucać ale też nie można się na to zgadzać.
 a: 07.01.2008, 11:48
 Nie zawsze są winne. Bardzo często są winni także księża, którzy po wielu latach uznają, że to jednak nie jest ich "droga", myślą o odejściu, a później wiążą się z o wiele młodszą dziewczyną. Narażają tym samym i ją i siebie na wieczne potępienie.
 osa: 06.01.2008, 14:53
 Do Ani. Nikt go nie odrzuca, Aniu. Ale nikt też nie będzie pochwalał jego postępowania. Zwłaszcza jeśli postępuje teraz nie po katolicku. Czy mają być nowocześnie "tolerancyjni" i zgadzać się na jego konkubinat, później może na kolejny? Jak to sobie wyobrażasz? Powinien naprawić to co robi źle.
 Kinga: 20.12.2007, 21:12
 Z okazji Świąt życzę refleksji nad cudem, jaki wydarzył się w Betlejem i osobistego doświadczenia jego mocy w codziennym życiu, a gwiazda betlejemska żeby wskazywała kierunek, w jakim mamy podążać!
 owieczka: 20.12.2007, 09:03
 Kingo, myslalam nad Twoja propozycja korespondencji i...nie wiem, co Ci powiedziec. Bardzo chce z Toba prywatnie porozmawiac i jesli ta chęc juz dojrzeje, podam Ci moj mailowy adres. Tymczasem pozdrawiam Cie cieplo, zycze spokojnych swiat i wiele radosci z rodzinnych spotkan. Ja natomiast ufam Panu Bogu, ze pozwoli mi kiedys doczekac takich swiat, kiedy juz wyzwole sie od tego tak bardzo niepotrzebnego mi uczucia. Jeszcze tylko podziele sie z Toba moja ostatnia lektura z Ks. Twardowskiego: "Jesli ktos kogos lubi lub kocha tylko do pewnego czasu, to wlasciwie jest dla niego niedobry. Wielka milosc poznaje sie nie po mocy, lecz po trwaniu." Przy tej calej mojej sytuacji doloze wszelkich staran, by moja milosc do meza nie oslabla, by wciaz trwala. Tylko jak uwolnic sie od tej drugiej milosci?...by zyc nie przeszkadzala?
 owieczka: 17.12.2007, 20:45
 Do Kingi:Odezwe sie. Pozdrawiam.
 kinga: 17.12.2007, 19:17
 do owieczki.Chętnie z Tobą porozmawiam mailami lub na gg?Może założyłabyś nr gg lub adres mailowy, taki, o którym nikt z Twojego otoczenia by nie wiedział , aby się nie domyślił,że to Twój.Co o tym sądzisz?Albo wymyśl coś.Pozdrawiam!
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] (28) [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej