Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



Wasze komentarze:
 inna: 29.03.2009, 14:42
 A ja się nie zgadzam. Taka przyjaźń jest możliwa. Sama przyjaźnię się z księdzem i tylko przyjaźnię. I to już dość długi okres czasu. A czy go kocham... Pewnie że tak, miłością przyjacielską. Bo przecież przyjaźń jest pewnego rodzaju miłością, czyż nie?
 Gwiazdka: 29.03.2009, 11:46
 Basiu, wydaje mi się ,że On doskonale wie co czujesz i dlatego właśnie Ci nie odpisuje . Już to , że patrzysz na Niego , a do tego dochodza jeszcze sms , czy telefony. Ksiądz wybrał już swoje powołanie, jest szczęśliwy . Jeżeli faktycznie kochasz, to musisz zapomnieć. Dla Jego dobra. Czy miłość to tylko ja i to co ja chcę dla siebie ? Odpowiedz sobie na to pytanie.
 Kinga: 28.03.2009, 12:56
 Przyjaźń męsko- damska raczej nie istnieje. Pomiędzy - jeszcze- przyjaźnią, a już miłością jest bardzo cienka granica. Często to, co my sobie tłumaczymy jako przyjaźń z księdzem, często bywa już miłością i dlatego jest to takie trudne uczucie.
 Basia: 28.03.2009, 11:03
 nom ale jak mam tego uniknac jak on mnie przygotowuje do bierzmowania znow mi sie snil i wogole on nie wie ze ja sie w nim zakochalam a co najgorsze mam chlopaka ktorego przestalam kochac a kocham tego ksiedza pisze do niego codziennie dzwonie ale on nie odp :((( jak mam go przekonac by mi odp zeby chociasz ze mna pisal dzis w nocy sniac o nim czulam sie wspaniale myslalam ze obudze sie rano a on bedzie lezal blisko mnie:((( ale go nie bylio kocham go poprostu kocham bardzo kocham nie wiem co mam robic moge wpatrywac sie na niego codziennie jak mam mu dac jakis sygnal ze cos czuje w jego kierunku:((( pomocy
 Kasia: 28.03.2009, 02:23
 Oddalenie jest prawidłowe. Swego czasu bardzo długi czas podkochiwałam się w pewnym kapłanie. Kiedy przeszedł do innej parafii w innym mieście było dużo, dużo ciężej. Tęsknota i żal. I w dodatku nie unikaliśmy kolejnych spotkań, wręcz biegłam na nie z jeszcze większym niedoczekaniem... Ale pewnego dnia postanowiłam się oddalać... zmiejszać kontakt. Nie da się ukryć, że druga strona to wyczuła... Występowało coraz więcej spięć między nami... Zresztą poznalam pewnego chłopaka który wlał we mnie mnóstwo dobra. Każdego dnia to czyni i dzięki temu jaki dla mnie jest ja praktycznie już w ogóle nie myśle o tym kapłanie. Jest dużo lepiej. Bo pojawił się ktoś dla kogo warto żyć i dla kogo można być tak po prostu zwyczajnie, bez ograniczeń. Kontakt z kapłanem stoi na bazie koleżeńskiej. Nie jest to przyjaźń... dlatego, bo w przyjaźń trzeba też się sporo angażować i ona też zawiera swoje uczucia. Jeśli chodzi o formy kontaktu... typu przytulenie to myślę, że to nic złego, jeśli oczywiście idzie to z czystego serca dobroci i zrozumienia. Jest mi dużo lepiej gdy On - kapłan mnie przytuli i powie nie martw się wszystko się ułoży ja w Ciebie wierze. Dlatego dziewczyny potrzeba dużo siły, własnego zaparcia. Jeśli tego z siebie nie wykrzesacie to niestety chyba nie ma na co liczyć. Uczucie samo nie wygasa. Trzymajcie się! Dacie rade :)
 Gwiazdka: 27.03.2009, 23:22
 To na początek - uciekaj gdzie pieprz rośnie ! Zmień parafię , nie udzielaj się w kościółku. Unikaj jak diabeł święconej wody- to ta pomoc :)
 edii: 27.03.2009, 20:59
 Czyli praktycznie nie robi nic w kierunku zapoznania się bliżej?
 Basia: 27.03.2009, 19:24
 często sie do mnie usmiecha i ma taki cudny charakter podoba mi sie kazdy jego gest poprostu ja warjuje na jego punckie potrzebuje pomocy wielekeij pomocy
 edii: 27.03.2009, 14:43
 A jak on się zachowuje?


 Basia: 25.03.2009, 19:33
 zakochałam sie w proboszczu z mojej parafi ... nie wiem jak sobie poradzic snie o nim w nocy mysle 24h na dobe pisze do niego @ patrze na jego zdjecie chodze ciagle do kosciola zeby na niego patrzec pomocy ja zwarjuje i sobie cos zrobie poprostu kocham go nad zycie jest taki cudowny i poprosyu boski
 edii: 24.03.2009, 16:44
 W moim przypadku to ksiądz pierwszy zaczął. On chciał numer, on się głupio uśmiechał, on pisał, on zagadywał. Ale po jakimś czasie role się odwróciły. a teraz... teraz to działa z obu stron. tylko ja tak na prawdę nie jestem zakochana. wiem to. bo przecież jakbym była zakochana chciałabym być z nim, a ja nie chcę. ja chcę tylko przyjaźni.tyle.
 yhm...: 23.03.2009, 17:22
 DZIEWCZYNY NIE LATAJCIE ZA KSIĘŻMI!!! Jeśli już Wam się zdaży zakochać-no cóż takie nasze serca :)-nie sługi nie dajcie się zwieść...!!! nie obwiniajcie się a raczej módlcie:) ALE MOIM ZDANIEM KSIĘŻA CZĘSTO PROWOKUJĄ NASTOLATKI... ROZKOCHUJĄ JE W SOBIE TO NIE FER ZAGRYWKA!!! POZDRAWIAM :)
 HUMANISTKA: 21.03.2009, 21:10
 kochane, nie zadręczajcie się. módlcie się modlitwą o czystość serca, która na pewno bardzo WAM POMOŻE. MÓDLCIE SIĘ.Jezus da am siłę.
 aguska: 21.03.2009, 00:53
 zal mi takich dziewczyn.biedulki/pozdrawiam
 smutna: 20.03.2009, 18:57
 Piotrze, jestem jak najbardziej za tym, żeby umieli się określi kim chcą w końcu byc.!!! Czy Oni sobie zdają sprawę z tego , że ich postępowanie w stosunku do nas jest bardzo bolesne, chyba nie?, a szkoda!!!:(((((
 Piotr: 19.03.2009, 22:45
 Dziewczyny, trzymajcie sie ! z dala oczywiscie :-) Ja mam Żone, któa kochała kleryka. Oczywiście nic nie chciał oprócz rozmów, ale czasami tylko pytał czy może się przytulić. Dał mojej Żonie uczucie godności, którego w domu nie miała. I w tym problem, bo nie skonsumowała tego ideału. Dlaczego problem - bo nie mogła długo nawiązać ze mną relacji, choć się jej podobałem - pewnie nie pasowałem do tego ideału, który nie sprawdził się w codziennych, domowych warunkach, bo nie chciał. Zaczynaliśmy i zrywaliśmy 25 razy chyba. W końcu dla jej dobra ja się oddaliłem, bo nie chciałem takiej marnej miłości. Po dwóch latach przestało mnie to boleć, a Żona przemyślała sprawę i mogliśmy wreszcie zacząć rozmawiać. W małżeństwie już to jednak wracało (było przemyślane ale bolało). A wiecie jak z tego wyszliśmy ? Żona bardzo długo się męczyła, ale pracowała nad tym, chodziła na terapię, modliła się. A ja bym nie wytrzymał tego, ale mam silny charakter i mocną wiarę w Boga (wybaczcie brak pokory) - po prostu czułem się lepszy d niego z tego powodu, że ja moją Martę potraktowałem poważnie i ofiarowałem jej siebie, nie stchórzyłem przed jej problemami. Po wielu latach on się odezwał i przeprosił za zranienie, był na terapii, zrozumiał, że skrzywdził - wiem, że te wszystkie problemy brały się z jego domu (wychowanie ma kolosalne znaczenie - potrzeba nam normalnych, zdrowych rodziców). On jednak nie wie dlaczego mnie ma przeprosić, choć na to nie czekam, i powiedział, że to raczej już mój problem - niech tak będzie. Mam tylko jeden wniosek - niech w seminariach duchownych na to zwracają uwagę - albo się angażujesz i dajesz sobie przerwę, albo nie bądź dwuznaczny, bo nie masz prawa krzywdzić. Oj, potrzeba nam dojrzałych, zdrowych kapłanów, a jeśli tego im nie zapewniono w rodzinach, to przynajmniej bohaterskich i honorowych.
 Gwiazdka: 16.03.2009, 22:51
 Do smutnej . Staraj się nie myśleć o tym , bo najgorsze , to ciągle rozpamietywać. Oddawaj te wszystkie myśli Jezusowi i proś o siłę . Zobaczysz , że będzie Ci łatwiej. Miłości nie zapomnisz ot tak , możesz tylko troche złagodzić ból zapominania. A Jezus pomoże Ci w tym
 edii: 16.03.2009, 19:32
 Myślę że świadomość że nie jesteś sama troszkę Ci pomaga. Moja historia jest podobna, też On pierwszy zaczął się interesować. Trzymaj się i wiem co czujesz, bo teraz czuję to samo. Pozdrawiam
 smutna: 16.03.2009, 12:53
 Witam was wszystkie ja też mam problem... każda z was wie jaki. Jest mi ciężko...To On, NIE JA zaczął zwracac na mnie uwagę tym swoim biednym spojrzeniem,spojrzeniem, które szuka miłości i w ten sposób sprawił że Go pokochałam.A teraz zachowuje się jak gdyby nigdy nic wiecie co jest najgorsze że JA STRASZNIE CIERPIĘ , a On zachowuje się jakby nikogo nie zranił a przecież to tak BOLI....
 kwiatuszek: 16.03.2009, 11:36
 dzis zobaczylam po dlugim czasie x ktorego obdarowalam uczuciem...
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] (16) [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35]


Autor

Treść

Nowości

św. Hieronim Emilianiśw. Hieronim Emiliani

Modlitwa do św. Hieronima EmilianiegoModlitwa do św. Hieronima Emilianiego

Modlitwa do św. Józefiny BakhityModlitwa do św. Józefiny Bakhity

Po trzykroć MatkoPo trzykroć Matko

Teologia Jana Pawła IITeologia Jana Pawła II

Drugie hasło Rewolucji Francuskiej: RównośćDrugie hasło Rewolucji Francuskiej: Równość

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej