Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Wasze komentarze:
 szczęśliwa: 20.05.2007, 13:05
Takich facetów jak ONI nie znajdziemy na świecie w codziennym życiu, na ulicy, wg mnie wszyscy porządni mężczyźni są przywdziani w sutanny. Kocham jednego z nich, takiej cudownej a zarazem trudnej miłości jeszcze nigdy nie przeżywałam. Kocham jego najdelikatniejsze na świecie dłonie, jego mądrość życiową. Wiem, że to nie ma przyszłości, ale nie potrafię bez niego żyć.
 werbia: 19.05.2007, 22:54
miłość....miłość to potrzeba odrobiny czułości, ciepła, uwagi ze strony drugiej osoby. Ja ją dostałam kiedyś od pewnego księdza. Czułam się jak dziecko niczyje, a on mnie traktował jak swoje. Matka nie miała dla mnie czasu, uwagi i tego ciepła, o ojczymie szkoda wspominać...a on podawał mi swoją dłoń w najtrudniejszych chwilach życia. Więc szłam do niego jak do matki i jak do ojca, nigdy nie powiediałam mu o swoich problemach w domu, bo on zaczął zastepować mi dom. Tylko ile ludzi widząc dziewczynę i księdza, widzi "dziewczynę i księdza", a nie kobietę i mężczyznę, wiec zaczęły sie problemy i komentarze w stylu"co ty z nim robisz, po co do niego chodzisz, to jest dorosły facet". on tez chyba miał trochę problemów przez tą macierzyńsko- ojcowską opiekę nade mną. Dzisiaj wiem, że to był dorosły facet, tylko jak mało ja przez swoje trzydziestosiedmioletnie już życie spotkałam "dorosłych facetów" i chyba miałam szczęście, że znalazłam w jego sercu kiedyś dla siebie furtkę, może dzięki niemu nigdy nie ćpałam i nie wpadłam do jakiejś sekty, może dzieki niemu nie popełniłam kilku błedów życiowych. Wreszcie, kiedy wszyscy mnie zawodzą, najprostrza droga, jaka wtedy przychodzi mi do głowy, prowadzi do niego. Zastanawiam się czasem. skąd w ogóle biorą się tacy ludzie jak on.I dziękuję Bogu, za to, że jeszcze tacy są.
 ktoś: 19.05.2007, 15:25
Witam Zakochana..., wydaje mi sie ze troszeczkę ubarwiłas ten komentarz....., według mnie jak najszybciej powinnas przestac sie w nim kochac!!!!, jak odejdzie to minie..., a ten Ksiadz skad wie ze Ty w nim?, bo NAPEWNO Ty mu tego sama nie powiedziałas...., pewnie powiedziałas to komus i ten ktos dalej rozpowiadał i wyszło....., mam nadzije ze nie dawałąs mu zadnych prezencików..., w stylu KOCHAM CIE czy cos takiego????? Mysle ze z tym ze popełnisz samobojstwo to zart!!!!!, jesli nie to według mnie powinnas isc do pedagoga i własnie jemu o tym powiedziec!, nie watro sie dreczyc jak juz iwdamo ze nie bd razme, bot o ksiadz!!!!! ma powołanie....., wiem, rozumie cie..., ja się kiedys zakochałem w zakonnicy....., wiem moze to byc troche smieszne ale ona była wyjatkowa umiała z wszystkimi porozmawiac, była ładna i wogole miła....., jak kktos miał jakis problem to WŁASNIE ONA mu pomogałm....;) mam nadzieje ze sprobujesz sie od kochac;)i zycze ci tego;) a tak wogle ile masz? jesli jest jeszcze nastolatka to szukaj "faceta" w swoim wieku;) a tak wogole to wikary czy proboszcz? bo jak wikary o mam nadzije ze proboszcz o tym nie wiem? bo jakby widziałam..., to by bylo ciekawie ;/ opisz szybko pozdro;)
 Zakochana: 04.05.2007, 13:38
Jestem od paru miesięcy zakochana w pewnym przystojnym księdzu.Bardzo mi się podoba i Go bardzo kocham.On o wszystkim wie,ale udaje,że nic się nie dzieje.Nie mogę powstrzymac się od pójścia na Mszę którą odprawia.To jest silniejsze ode mnie.A gdy Go nie ma to idę drugi raz do kościoła.CZasami nawet chodzę do kościoła bez okazji.Tylko po to żeby na niego popatrzeć.Na Mszy nigdy nie moge sie skupić.CAły czas przyglądam się księdzu.Zawsze chodziłam do kościoła,ale teraz chodze jeszcze częściej.I On to wszystko widzi.Widuje Go także bardzo często w szkole i na dodatek mam z nim lekcje.Mam wrażenie,że mnie lubi,bo jestem jedyną osobą w klasie której się nie czepia.Wręcz przeciwnie jest dla mnie barzdo miły i często się do mnie uśmiecha:)To jest bardzo miłe.Ale załamuje się na mysl,że On jeszcze w tym roku odejdzie z naszej parafi.Nie wiem co mam zrobić i nie weim co zrobie,gdy już Go tutaj nie bedzie!!Chyba się zabije,bo nie moge bez Niego życ!!Pomóżcie mi....
 TWOJA SIOSTRA: 24.04.2007, 08:25
Kapłan to człowiek To mężczyzna należy do BOGA on również potrzebóje miłości i często ją szuka jak każdy ale innej miłości,która pomoże mu iść przez życie drogą czystą piękną do PANA a nie do upadku KTO KOCHA to PRAGNIE szczęscia dla tej osoby a nie jego zguby KOCHAM I ŻYCZĘ MU SZCZĘŚCIA NIECH BĘDZIE ŚWIATŁEM I WYPEŁNI SWOJE POWOŁNIE DO KOŃCA..
 simon: 02.04.2007, 01:16
zgadzam sie z wami dziewczyny ksiadz to tez czlowiek i ma swoje slabosci jak my wszyscy tylko z ta mala roznica ze jest bardziej narazony na pokusy sztana...
 ADA: 26.03.2007, 13:54
ha ha ha lubią gdy się zwraca na nich uwagę, tesz potrzebóją miłosci ale innej od serca,to śą ludzie każdy człowiek chce być kochany
 ja: 24.03.2007, 22:03
ech dolącze do was:) tylko tyle,ze ja juz nie mam siły na walkę.próbowałam wszelkich sposobów, ale nie umiem.Tym bardziej ,ze jemu odpowiada,ze go kocham;/
 girl23: 24.03.2007, 21:24
kochałam kleryka.wiem jak to strasznie boli.wyzwoliłam sie z tego ale ciagle boje się że to wróci. zerwałam z nim kontakt-innego wyjścia nie było.nikomu nie życzę tego co przeszłam........
 Dagmara: 24.03.2007, 18:38
Ja też pokochałam księdza.To było jak jakiś piękny se, który śniłam na jawie.Całymi dniami tylko o nim myślałam, wszystko mi jego przypominało, kojarzyło się z nim.On ma piękny głos, jest przystojny, ale bardzo zarozumiały i to na szczęście mnie zniechęciło do niego.Już mi to przeszło, bo zauroczyłam sie innym skromniejszym i bardziej interesującym.Jednak teraz górę bierze rozum i nie poddaję się fali uczuć.Nie mogę się katować, bo to nie ma sensu, ani przyszłości.


 j...: 20.03.2007, 09:16
Szło, ale my chciałyśmy właśnie tak.
 i...: 19.03.2007, 19:58
Nie wiem dlaczego nas to spotyka... dlaczego zakochujemy sie w ksiezach...??? czy nie szlo nas skonstruowac tak by nie zwracac na nich uwagi??? ci mężczyźni powinni być dla nas owocem zakazanym i nieosiagalnym!!! Ale dlaczego tak nie jest??? chyba w los kobiet wplecioce jest cierpienie, a szczególnie z milości!!! Widzę, że problem zakochania w księżach jest bardzo powszechny... ale dlaczego mało mówi się o tych księżach, którzy zakochali sie w kobietach...? ci duchowni to przeciez też męzczyzni ktorzy czuja i kochaja... nie idzie z nich wyssac checi kochania i bycia kochanym... to wszystko jest zbyt skomplikowane!!!
 :): 17.03.2007, 23:28
Powiem tylko tyle. Spotkało mnie to. Dlatego,że się bardzo kochaliśmy pozwoliliśmy na odejście od siebie. Bolało, bo jak miało nie boleć... Ale czasami z miłości do drugiej osoby trzeba umieć pozwolić jej odejść...
 do Nati.: 16.03.2007, 07:18
Jak kochanie to nie ból. Widać to nie kochanie!
 Nati...: 14.03.2007, 18:11
Ja wiem, jaki to ból... Ja też kochałam księdza... Kochałam, ale pogodziłam się z myślą, że nie spędzę z nim życia...
 Aneczka: 04.03.2007, 12:33
"Żyć z całych sił.. mimo zła.. mimo bólu..mimo łez..poprostu kochać... i tak do końca... "

Miłość nawet wobec osoby duchownej nie jest czymś złym. KsiĄdz również potrzebuje tego by ktoś go z ludzi kochał... On jest osobĄ cielesną. Potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem.
W tym nie co innym wymiarze Miłości ważne jest by Ona była prawdziwa... By była zbudowana na prawdziwych założeniach tego największego uczucia, czyli Miłości. Mianowicie .. Miłość ma w swoim planie Dobro drugiej osoby, a więc jeśli kocham, nawet Kapłana to robie wszystko, by razem z tą kochaną osobą dążyć do Wieczności, by nasze relacje, i moje własne życie było oparte na Chrystusie. Jeśli On bedzie z Nami i my bedziemy wypelniac Jego wole, to wszystko bedzie na właściwym miejscu. Ważne też jest by nie dopuścić do kierowania się czystym egoizmem, bo egoizm zniszczy właściwy cel Miłości.

W takiej sytuacji, gdy dziewczyna zakocha sie w Księdzu potrzeba dużo modlitwy, prawdziwej rozmowy z Bogiemi, dużo rozsądku oraz zapanowania nad swoimi uczuciami.

Życzę dużej ilości prawdziwej Miłości,która zmienia świat i czyni Nas ŚWIĘTYMI. :)
 ADA: 09.02.2007, 20:28
NIE wiem na co dziewczyny liczycie że nadal zadajecie pytania. myślę że wiem co chciały byście usłyszeć .Że możecie KOCHAĆ kapłanów czy tak Kochać jak brata tak ...INACZEJ NIE .................
 załamana: 03.02.2007, 16:21
Ja również się zakochałam w księdzu:( i nie wiem co mam robić. Ostatnio wlasnie dużo myślałam o tym by odejsć ale nie potrafie.
Tego ksiedza widze prawie codziennie i nie potrafie o nim nie myśleć.
Obawiam sie jednego ze on tez cos do mnie czuje. Wtedy nie wiem co bym zrobila. Teraz własnie sama nie umniem go zrozumiec. Na poczatku rozmawial ze mna, żartowal i wogole, bylo super. A teraz to tak jakby mnie unikał, mniał cos do mnie. Własnie ostatnio tez czesto na mnie krzyczy i obwinia.
Nie wiem co sie z nim dzieje:(

P.S. Widuje sie z nim tak czesto dlatego ze służe przy ołatarzu i chodze na oaze.


Pomóżcie mi!! Czekam na odpowiedź
 AGA: 01.02.2007, 13:29
Kochając taką osobę ,czujmy się za nią być odpowiedzialni darząc kogoś miłością chciejmy dla tej osoby dobra A nie upadku a dobro dla kapłana to trwać przy BOGU więc módlmy się za nimi jeśli ich naprawdę kochamy i BŁOGOSŁAWMY aby PAN dał im siłę i moc trwać a naszą słabość uleczył dużo, dużo modlitwy.................
 AGA: 26.01.2007, 22:05
Bóg jest miłośćią. Panie ulecz poranione serca i dusze ,prowadz swoją drogą dopomusz wypełnić do końca przeznaczone nam powołanie a sercem niech kieruje rozum ,bo żle się dzieje gdy serce,kieruje rozumem.


Nowości

Święto Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej - 13 sierpniaŚwięto Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej - 13 sierpnia

bł. Michał McGivneybł. Michał McGivney

Modlitwa do bł. Michała McGivneyaModlitwa do bł. Michała McGivneya

Modlitwa do św. PoncjanaModlitwa do św. Poncjana

Modlitwa do św. Maksyma WyznawcyModlitwa do św. Maksyma Wyznawcy

Modlitwa do bł. Jakuba GappaModlitwa do bł. Jakuba Gappa

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej