Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zakochałam się w księdzu

Ilość listów napływających do działu: "Miłość czy miłość?", w których poruszacie ten problem jest bardzo duża. Bardzo mnie to dziwi, bo nie przypuszczałabym, że aż tyle kobiet (bo nie dostałam jeszcze ani jednego listu od chłopaka zakochanego w zakonnicy) wzdycha w ukryciu albo i całkiem jawnie do własnego proboszcza albo wikariusza. Albo choć do kleryka.

Listy są różne. Z niektórych wieje grozą, bo okazuje się, że inicjatorem uczucia jest sam duchowny, z większości jednak tchnie rozpaczą, poczuciem bezsilności i poczuciem winy. Piszecie, że zdarzyło się coś co nigdy nie powinno zaistnieć. Co zrobić, jak wyjść z tej sytuacji?

No, owszem, ma miejsce coś, co nie powinno zaistnieć, ale się stało. Jak to się mówi: "serce nie sługa...". Zdarza się. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi z krwi i kości. Mamy uczucia, jesteśmy wrażliwi na poruszenia serca. Może się zdarzyć, że spodoba nam się ktoś, kto podobać się już "nie powinien", bo ma już swoje powołanie. Z początku nawet nie uświadamiamy sobie lub nie chcemy dopuścić myśli, że po prostu się zakochaliśmy. To może zdarzyć się każdemu. Ale uwaga! - to samo w sobie, choć jest bardzo trudnym doświadczeniem nie jest jeszcze tragedią i - co najważniejsze - nie jest grzechem. Dlaczego?

Samo zakochanie czyli odpowiedź naszych emocji, uczuć i hormonów na pewne cechy pociągające nas w drugiej osobie nie jest czymś za co jesteśmy odpowiedzialni. Człowiek bowiem nie jest w stanie kierować pewnymi procesami zachodzącymi w jego podświadomości, a więc nie może za te procesy ponosić odpowiedzialności. Dopiero wówczas gdy uczucia sterują naszym świadomym działaniem zmierzającym do ucieleśnienia tego zakochania bądź miłości rodzi się dobrowolność, a zatem i odpowiedzialność. Tylko wówczas możemy mówić o winie człowieka gdy świadomie i dobrowolnie dokonuje on pewnych czynów. Naturalnie, nie możemy przy takim postawieniu sprawy wpaść w pułapkę następującego myślenia: "no, ja co prawda chodzę na tą Mszę, którą nasz wikary odprawia i siadam w pierwszej ławce, ja chodzę do Caritasu codziennie, żeby się z nim zobaczyć, ale ja tego nie robię dobrowolnie! Ja jestem zniewolona przez uczucie, za które nie jestem odpowiedzialna, więc to jest silniejsze ode mnie". Takie myślenie jest prawdziwe tylko w części. Bo owszem, uczucia robią swoje, ale i na Mszę św. akurat tą z wikarym i do Caritasu to nie nogi same nas noszą tylko my świadomie chodzimy. I tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za falę uczuć, drżenie serca i myśli wędrujące w jego stronę to za kroki podejmowane po to, żeby się z nim zobaczyć już tak. Widzicie różnicę? Każdy z nas obdarzony został rozumem i wolną wolą. Skoro zatem serce mówi co innego, trzeba czasem posłuchać rozumu.

Ksiądz ma już swoje powołanie: służy Bogu i ludziom. Przed laty, przyjmując sakrament kapłaństwa wybrał drogę służby poprzez głoszenie Ewangelii, sprawowanie Eucharystii, pełnienie posług sakramentalnych oraz służbę bliźniemu. Zobowiązał się do tego odpowiadając pozytywnie na następujące pytania zadawane mu przez biskupa podczas święceń kapłańskich:

Kapłani leżący krzyżem Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was:

Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?

Czy chcesz pilnie i mądrze pełnić posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?

Czy na chwałę Boga i dla uświęcenia chrześcijańskiego ludu chcesz pobożnie i z wiarą sprawować misteria Chrystusa, a zwłaszcza Eucharystyczną Ofiarę i sakrament pokuty, zgodnie z tradycją Kościoła? Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa?

Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, który z samego siebie złożył Ojcu za nas nieskalaną Ofiarę i razem z Nim poświęcać się Bogu za zbawienie ludzi?

Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy swojemu ordynariuszowi przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Czy biskupowi diecezjalnemu i swojemu prawnie ustanowionemu przełożonemu przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?

Niech Bóg, którzy rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona.1

Tak jak małżonkowie podczas ślubu składają przysięgę małżeńską tak ksiądz podczas święceń dokonał ślubowania Chrystusowi - swojej Oblubienicy. Od tego momentu ksiądz jest zaślubiony Jezusowi. Jest już "zajęty" dokładnie tak jak "zajęty" jest żonaty mężczyzna.

To był jego wybór. Takim powołaniem obdarzył go Pan a on je przyjął. Jest na swoim miejscu w życiu. Ty jesteś na innym miejscu i dlatego wasze światy nie mogą się spotkać. Nie ma nadziei, że będzie inaczej. Czasem otrzymuję pytania co zrobić, by ksiądz przestał być księdzem, by "zrzucił sutannę". Chcę zapewnić, że gdyby ksiądz faktycznie myślał o porzuceniu sutanny to sam by to zrobił. On na pewno dobrze wie jaką drogą może się to odbyć. A ta droga jest bardzo trudna, bardzo bolesna i bardzo rzadko uczęszczana. Jeśli zaś kapłan sam się o to nie zwrócił do osoby w tej materii kompetentnej, czyli do papieża to znaczy, że nie ma takiego zamiaru. W każdym razie ty nie musisz się o to martwić ani mu w tym pomagać. Kapłan po święceniach jest jak żonaty mężczyzna: ślubował komu innemu i nie może być z Tobą. Co zrobić w takiej sytuacji?

Po pierwsze: jeśli obiekt twoich uczuć nie domyśla się swojej roli to absolutnie mu o tym nie mówić, bo może to spowodować jego wyrzuty sumienia i obawy, że swoją postawą się do tego przyczynił.

Po drugie: nie obwiniać za to, że pokochałaś osobę duchowną, natomiast pamiętać, że jesteś odpowiedzialna za to co z tym uczuciem zrobisz.

Po trzecie: koniecznie trzeba rozluźnić kontakty - na ile tylko jest to możliwe: jeśli to ksiądz z parafii to może przez jakiś czas chodzić na Mszę św. gdzie indziej, jeśli pomagasz w czymś w kościele to trochę mniej się angażować. Po prostu unikać sytuacji gdzie może dojść do spotkania. Oczywiście czasem jest tak, że całkiem spotkania nie unikniemy np. jeśli jest to ksiądz katecheta czy opiekun grupy oazowej. Trudno bowiem przestać chodzić na religię. Wtedy pilnować, by kontakty nie wykraczały poza to na co nie mamy wpływu. To trudne nie myśleć ale trzeba się starać zająć umysł czymś absorbującym (np. jakaś praca na rzecz potrzebujących - tylko koniecznie w innym kościele!) bo to na pewno pomoże. Chodzi o to, by robić coś co pomoże zapomnieć, co zaangażuje myśli.

Czas leczy rany. No i modlitwa. A może za jakiś czas ten ksiądz trafi na inną parafię?

Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, a dobrem dla osoby duchownej jest służenie Bogu i ludziom poprzez trwanie w wybranym powołaniu. Trzeba zatem pragnąć dla niej dobra poprzez umożliwienie realizacji drogi życiowej a zranione serce leczyć modlitwą i absorbującymi zajęciami.

No dobrze, a co zrobić jeśli to sam ksiądz jest inicjatorem tego związku, nawet gdy nie spotyka się z żadną odpowiedzią z naszej strony? Jeśli on chce spotkań, jeśli on zachowuje się jakby żadne śluby go nie wiązały albo nie obchodziły? Bywa i tak. To bolesne ale się zdarza. Każdą sytuację należy przeanalizować odrębnie. Czasem wystarczy konkretna rozmowa z tym kapłanem, aby się opamiętał, czasem sprawa musi oprzeć się o proboszcza albo o kurię. Jeśli ksiądz mimo rozmów nadal tak się zachowuje to trzeba będzie poinformować jego przełożonych. Oczywiście to jest ostateczność, ale nie można ukrywać sprawy swoim kosztem. Nie może być tak, że to ty będziesz się bała, że sprawa wyjdzie a jak wyjdzie ty zostaniesz obarczona za to odpowiedzialnością - przynajmniej w opinii ludzkiej. To bolesna sprawa, ale nie wolno ci chronić go kosztem siebie, swojej opinii, swoich uczuć i lęków. Nie możesz się winić za jego czyny jeśli nie miałaś w tym udziału.

Jednakże dobrowolne związanie się z osobą duchowną, która postanowiła "zrzucić sutannę" to tak jakby związać się z żonatym mężczyzną, bo on postanowił "zrzucić obrączkę". Dokładnie na to samo by wyszło. Księdzem lub małżonkiem jest się do śmierci, chyba, że zaistnieją bardzo szczególne okoliczności jak stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i zwolnienie z celibatu przez papieża. Są to jednakże zupełnie wyjątkowe i bolesne przypadki, badane latami. Zazwyczaj jednak księdzem się jest dożywotnio; nawet bowiem kapłan, który zdradził kapłaństwo w niebezpieczeństwie czyjejś śmierci nie tylko może, ale powinien udzielić potrzebującym lub proszącym rozgrzeszenia - będzie to czynił zawsze w sposób ważny i godziwy. Skoro zatem naprawdę masz w sobie poczucie przyzwoitości i chcesz dobrze dla tego księdza to zerwij z nim wszelki kontakt i trzymaj się od niego z daleka. Nie przyczyniaj się do czyjegoś grzechu ani nie pozwól aby niesłusznie winą obarczano Ciebie - jeśli nie ma ku temu powodów.

Twoja jednoznaczna postawa będzie znakiem, że Jezus dla Ciebie jest najważniejszy i że Ty, zwyczajna dziewczyna jego-kapłana swoją postawą możesz zawstydzić. Módl się i działaj, a Bóg tak pokieruje tą historią, że może się ona przyczynić do pogłębienia wiary i większego duchowego wzrostu twojego i tego księdza.

Na koniec kilka słów o przyjaźni z księdzem. Dostaję czasem listy w których pytacie czy ksiądz może być przyjacielem. Naturalnie, ksiądz też jest człowiekiem i na pewno przyjaciół ma. Ale zapewne są to osoby z grona kapłańskiego lub z czasów kiedy jeszcze nie był osobą duchowną.

Natomiast mam bardzo duże wątpliwości czy ksiądz może lub powinien przyjaźnić się z kilkunastoletnią dziewczyną. Pomijając już nawet fakt, że chodzi właśnie o dziewczynę uważam, że ksiądz w ogóle nie może przyjaźnić się ze zbyt dużą liczbą osób. Dlaczego? Bo przyjaźń to coś więcej niż znajomość, to takie wzajemne porozumienie dusz, to otwartość i gotowość do bycia w każdej chwili, gdy przyjaciel tego potrzebuje. To zobowiązanie. Natomiast ksiądz ma być dla wielu - to wynika z jego powołania. Gdyby zaczął się przyjaźnić ze zbyt wieloma osobami to na nic innego czasu by już nie miał. Bo ciągle ktoś z tych jego przyjaciół potrzebowałby spowiedzi, porady, pocieszenia, miałby dylemat moralny, a może zwyczajnie chciałby się spotkać na kawie czy pograć z nim w piłkę. No tak, to nic dziwnego, w końcu z przyjacielem pije się kawę i gra w piłkę. Dlatego nie można księdza "zawłaszczać" dla siebie.

Natomiast jeśli wiedza i duchowość księdza tak bardzo ci imponuje zawsze można zapytać czy zgodziłby się być twoim kierownikiem duchowym. Tylko i z tym trzeba ostrożnie jeśli osoba danego księdza bardzo cię pociąga. Poza aspektem uczuciowym, tzn. tym, że ty się możesz w nim zakochać lub on w tobie (tego nigdy nie możesz wykluczyć) grozi Ci jeszcze jedno niebezpieczeństwo: że osoba księdza przesłoni Ci Boga. Że zaczniesz podziwiać cechy księdza, że to on będzie twoją wyrocznią i nie będziesz na jego słowa patrzeć jak na słowa Boga tylko jego własne. Że to będzie taki kult księdza. Dlatego tę sprawę też należy dobrze przemyśleć. A przyjaciół szukać nie na plebanii tylko w swoim gronie.

1 Tekst pochodzi z Pontyfikału rzymskiego. Obrzędy święceń biskupa, prezbiterów i diakonów.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Wasze komentarze:
 Monika: 26.01.2007, 18:33
Sory ale wogóle się nie zgodze z tym co tu pisze sama mam taką sytuacje i wygląda ona zupełnie inaczej, z mojej - i jego strony. Pa
 ktoś: 21.01.2007, 23:31
Ja też mogę powiedzieć, że "zakochałam" się w księdzu. Nie wiem w sumie do końca co to za uczucie, ale wiem jedno, że gdy Go widze, nogi mi sie uginają, a serce mocniej bije... Czuć od niego takie wielkie ciepło i wielkie serce... Gdy Go widze daje mi energie! Wiem,że nigdy mu tego nie powiem... I musze jak najszybciej się z Niego wyleczyć!!! Tylko nie wiem czy to bedzie takie proste.... :( po raz pierwszy spotkałam faceta idealnego... Niestety.. Niewłaściwego... Żadko spotyka się faceta, który ma w sobie to COŚ...
 Barbara: 18.01.2007, 21:51
Piszę o tym kochana Kingo, bo też kiedyś tego doświadczyłam i przeżywałam. Wiem, co to za ból, jak ciężko sobie z tym poradzić. Ale pamiętaj, że modlitwa czyni cuda o jakich Ci się nie śniło.Powiesz, przecież to mężczyzna jak każdy inny, a jednak nie! Pewna dziewczyna zakochała się w młodym księdzu,zaszła w ciążę, on zrzucił sutannę, wzięli ślub cywilny, zamieszkali na dużym katowickim osiedlu.Urodziło się dzieciątko-padaczka. Ból matki był ogromny-doświadczysz bólu macierzyństwa, jak sama zostaniesz matką. ON zaczął studiować na bardzo dobrej uczelni na południu Polski- zaoczne, podjął pracę, w domu prawie go nie było, ona sama. Zachodzi drugi raz w ciążę, dziecię do dzisiejszego dnia nie chodzi- wada wrodzona-genetyczna. ON poznaje inne kobiety i zdradza ją na prawo i lewo. I tu trzeba zadać sobie pytanie-czy to MIŁOŚĆ, czy chwila, czy pożądanie? Czy pragnęła takiego życia? No, powiesz to było jej przeznaczeniem, a może nie, gdyby w porę usunęła się z życia kapłana, zostawiła go Bogu, nie wiemy jakie miałaby życie z innym mężczyzną ? Przeanalizuj to sobie, nim umówisz się na randkę!
 Kinqa: 18.01.2007, 13:37
Czesc. Świeta racja z tym, co opisujesz. Jednak zmiana kosciola, lub ignorowanie ksiedza.... Troche nie fair.... Owszem ja mam ten problem, ze kocham ks. To jest bardzo trudne uczucie. Wcale nie mysle o tym, aby zrzucil sutanne czy cos w tym stylu. ON jest proboszczem. Jest gorsza sytuacja niz z wikarym. Wikary odejdzie po 2-3 latach, no a proboszcz minimum po 13... Sama wiem, ze nie powinnam GO traktowa jako najwazniejszą rzecz w moim życiu... Niestety takie jest uczucie. Ja nie potrafie tego zmienic. Owszem kazda z nas ma inny gust. Jednej sie podoba wikary, innej znowy proboszcz po 40 czy nawet po 50... To juz serce wybiera tego jedynego. Zakochalam sie... Fakt. Często ze soba rozmawiamy, smiejemy sie, ale rowniez są chwile smutku i bolu. Martwie sie o Niego. Jest naprawde sympatycznym i milym ksiedzem. Walcze z tym i probuje tyle nie myslec. Czy sie ucze, czy pracuje, sama mysl przychodzi, aby troszke sobie o Nim pomyslec. Nie chodze do kosciola tylko po to, aby Go zobaczyc, czy uslyszec Jego słodki glosik. Chodze rowniez do Boga i modlę sie o to, aby pomogl mi pojsc inna droga. Pozdrawiam
 Barbara: 18.01.2007, 09:28
Dziewczyny, jak widzę i czytam nabieracie już życiowej mądrości. Kapłan-mężczyzna, to nie chłopak-meżczyzna. Nigdy nie dopuszczajcie, do tego byście kobiety cierpiały, dla niepewnych uczuć, które nie zawsze będą odwzajemnione. ONI są i należą do innej kategorii mężczyzn, przyszłość z nimi... ? nie ma przyszłości. Nawet nie traktujcie ich jak przyjaciół, bo ONI sami ich wybierają. Radzę zostawcie kapłanów, a zobaczycie ilu przystojnych i dobrych facetów postawi Bóg na Waszej drodze życia. Życzę Wam tego dziewczyny z całego serca.
 Dziewczyna: 17.01.2007, 21:02
Dziewczyna! Jest jedna sprawa. Może to zabrzmi brutalnie, ale tak jest. Ksiądz zawsze będzie cwańszy niz to znaczy, że będzie mu łatwiej się wywniąć z takiej sytuacji, bo jest ustawiony. Nie mówię tego złośliwie, bo znam wielu wspaniałcyh kapłanów, ale sama doświadczyłam jak to jest. Jednego kapłana traktowałam jak ojca, a on mi podeptał serce i zawiódł moje zaufanie, chcąc czegoś innego. Ja nie wątpię, że też w jakis sposób cierpiał, ale to on był starszy i to on ma formację kaplańską i powinien mieć taka dojrzałość emocjonalną, która go by odwiodła od takich złych czynów. Po prostu... nie ma, że "nie mogę się powsztrzymać przed spotkaniami." Ja też tak cierpiałam, ale Bóg dal mi taką siłe, że po jednym spotkaniu, nie przeze mnei aranżowanym już nie spotakałm się z nim. NIE PAKOWAĆ SIĘ W BAGNO! Bo Boga zdradzacie, ranę Jego sercu zadajecie, jeśli kontynuujecie tą relację. Ale tez nie obwiniac sie za samo uczucie. Po prostu się modlic. Bo zasługujecie na legalną czystą milość, a nie grzszną. Z Bogiem !
 ona 23: 04.01.2007, 21:55
przeżyłam cos takiego i nikomu nie zyczę tego co przeszłam
 Ona: 01.01.2007, 20:38
Nie czytalam tego nawet ale skomentuje...
 jam: 01.01.2007, 19:29
Kiedyś też mi się wydawało, że to trochę smieszne: zakochać się w księdzu! Jakby to mało mężczyzn było dookoła! Przecież wiadomo, że to problemy, niefajne konsekwencje, wątpliwa przyszłość i w ogóle bez sensu. Wydawało mi się że tylko "specyficzne" dziewczyny angażują się w coś takiego. Ale teraz rozumiem... Zakochałam się w jednym diakonie nawet nie wiem kiedy dokładnie i jak... to jakoś tak... narastało... i w tym momencie jestem w rozpaczy, bo boję się że nie zdołam pokochać nikogo innego, bo wszystkich innych będę porównywać... ALe to jego wina!!! Po co on na mnie tak patrzył, kadził mi, przytulał i łapał za rękę... To jego wina! Nie powinien mi okazywać zainteresowania, bo będąc świadomym wzajemności z jego strony, jest to jeszcze trudniejsze do zniesienia... A nie ma innego wyjścia. To musi się zakończyć... jakoś... ??? Tak po prostu sie nie da...
 hmmm: 25.12.2006, 15:45
Bardzo dobry jest to tekst i duzo pomaga. Ja doswiadczylam zakochania sie w ksiedzu lecz siedzialam cicho. Jednak potem on sam zaczal inicjowac spotkania i widac bylo, ze jemu tez zalezo na mnie. Najpierw myslalam, ze to cudowny czas choc trudny. Zakochani w sobie spotykalismy sie czesto w ukryciu przed ludzmi. Jednak z biegem czasu takie chowanie sie zaczelo mnie meczyc strasznie a wyrzuty sumienia nie dawaly spokoju. Wiedzialam, ze tak nie powinno byc ale nie moglismy powstrzymac sie od spotkan, wspolnych wyjazdow itp. Powiedzialam mu, ze mnie to meczy i musimy to ograniczyc. I niby mnie zrozumial a jednak dalej nalega na spotkania. Wiem, ze co jakis czas i tak bedziemy sie spotykac ale zaluje, ze az tak sie do siebie przywiazalismy i juz na samym poczatku nie wzielismy odpowiedzialnosci za nasze uczucia.


 ja:): 14.12.2006, 13:07
u mnie w parafii tez jest ksiadz, z ktorym mam bardzo dobry kontakt, kiedys nawet zastanawialam sie czy molglabym sie w nim "zakochac", ale nic takiego sie nie zdazyło, choc znam go juz 3 lata... on opiekuje sie naszą wspolnota oazowa, oraganizujemy wspolne wyjazdy, czuwania, dyskoteki...i na kazdym z takich spotkan dostrzegam w nim wole Boga, widze jak spelnia dzieki niemu swoj plan... oczywiscie, ksiadz to tez zwykly czlowiek, ktory ma swoje slabosci, grzechy i jak nasz Ksiadz zawsze powtarza musi z tym walczyc jak kazdy swiecki... ale powiem szczerze, ze dzieki temu mam to tego kaplana jeszcze wiekszy szacunek, nie wywyzsza sie , nie umoralnia tylko zawsze podkresla ze kazdy popelnia bledy i zawsze moze powrocic do Pana... za to wlasnie darze go wielkim szcunkiem i wiem ze jest zywym obrazem Chrystusa... pewnie, ze sa sytuacje kiedy zartujemy, wyglupiamy sie i to jest wlasnie ok, ale nigdy nie darowalabym sobie gdybym jaiegokolwiek ksiadza sprowadzila na zla droge.. to oni maja przeciez prowadzic nas do Boga, maja byc Jego zywym świadectwem. no ja takiego ksiedza spotkalam i wiem ze jest jeszcze wielu wspaniałych kaplanów... a ten nasz Pasterz to tak czlowiek do tańca i do różańca i to doslownie...wiem ze kiedy bedzie odchodzil z mojej parafii poleja sie lzy, ale to przeciez naturalne, chociaz kiedy wiem ze on jest i zawsze moge sie ze wszystkim do niego zwrócic to jakos tak latwiej...wiele mu zawdzieczm, ale tez staram sie zeby wiedzial ze zawsze sie za niego modle, bo swiadomosc, ze ktos puszcza do Nieba iskierke w naszej intencji bardzo pomaga...ja wiem ze on tez sie za mnie modli i ja mu sie odwdzieczam tym samym... takze dziewczyny! przede wszystkim modlitwa za kaplanów, bo oni jej bardzo potrzebuja... pozdrawiam:)
 Baśka: 12.12.2006, 11:10
Wydaje mi się, że komentarz jest zbędny, no ale... Jest mi ogromnie żal wszystkich dziewczyn, kobiet, które źle ulokowały swoje uczucia. Jedno jest pewne, kapłaństwo to szczególne powołanie. To kapłani w szczególny sposób odpowiedzą przed Bogiem za swoje posłannictwo, bo to Oni dostąpili tych szczególnych łask bożych.Kapłaństwo to poświęcenie się dla bożych zamiarów wobec wszystkich ludzi.Jezus Chrystus podczas swojego ziemskiego życia, obok apostołów otoczony był pięknymi kobietami. Czy grzeszył? Nie, potrafił dostrzec w kobiecie powołanie. Wydaje mi się, że wina złego ulokowania uczuć leży nie tylko po stronie kobiet. Dziewczyny - kobiety nie pożądajcie tych mężczyzn, nie kochajcie ich, ale otoczcie ich szacunkiem i modlitwą. Wokół tylu macie przystojnych mężczyzn, spróbujcie ich dostrzec, a kapłanów zostawcie Bogu. Nigdy nie budujcie swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu. Kapłan zawsze będzie kapłanem, nigdy! nie dostąpi pełnego szczęścia w związku z kobietą. To szczęście jest chwilą, którą niejednokrotnie żałuje. KOBIETY nie dawajcie się wciągać w te gierki, to w końcu MY jesteśmy odpowiedzialne za życie tu na ziemi. To w końcu my rządzimy tą słabą męską płcią, nie pozbawiajmy się szacunku, bądźmy przykładem dla honoru, którego mężczyznom czasem brakuje.
 Siney: 11.12.2006, 21:30
"Zakochałam się w księdzu" - To rzeczywiście dość powszechna przypadłość. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, jeśli osoba zakochana siedzi cicho. Wtedy jest duża szansa, że wszystko minie dość szybko i ona zapomni. Ale do tego trzeba wiedzieć - że to najlepsze wyjście. Bo jeśli dziewczyna sama się nakręca i ciągle i ciągle wmawia sobie, że ona już nie może bez niego żyć, to na pewno będzie jej ciężko pozostawić sprawę bez echa.
Nie mogę już czytać tych wszystkich artykułów pod tytułem - Wyszłam za mąż za księdza etc. W końcu ślubuje się i wybiera drogę swego powołania nie po to, żeby sobie tak po prostu to porzucić, ale po to aby żyć tą duchowością. Ktoś, kto otrzymał święcenia kapłańskie był przecież przygotowywany do tego przez kilka ładnych lat, więc doskonale wie, jak będzie wyglądało jego życie. Jeśli dochodzi do wniosku, że to nie jego droga - może się przecież wycofać. Ale po podjęciu tej ważnej decyzji trzeba w niej trwać, a nie powiewać jak chorągiewka... Księża nie potrafiący opanować swoich uczuć i pokus są dla mnie po prostu niepoważni... Przecież wiadomo, że pokusy przychodzą do każdego, ale do niego przede wszystkim należy, aby je opanować...
Poza tym wielu z nas odnajduje w osobie duchownej kogoś, komu można zaufać, mówimy księdzu mnóśtwo rzeczy, szczególnie na spowiedzi. Poza tym jest to ktoś, od kogo oczekujemy całkowicie czystych, koleżeńskich relacji np. właśnie na parafii czy we wspólnocie. A jeśli ten ktoś nagle zaczyna robić ostatnią rzecz jaką robić powinien, czyli flirtować, zalecać się itd., to cały ten światopogląd nagle upada...
Alem się rozpisała... :)
Pozdrawiam:)
 she: 10.12.2006, 18:28
Poznałam dość dobrze 3 młodych kapłanów (byli moimi duszpasterzami), wszystkich 3 bardzo, bardzo podziwiam, lubię bądź też lubiłam z nimi spędzać czas (nawet grałam z nimi w piłke, jeździłam na kręgle) ale zawsze odbywało się to w grupie. Osobiscie uważam że kapłani to też ludzie i potrzebuja przyjaciol, no a kazdy dobry kaplan ma wyczucie ze jednak najwazniejszym obowiazkiem jest posluga Bogu i ludziom. Szczerze to jestem zafascynowana tymi kapłanami i tak sobie mysle ze sa to super faceci i byliby dobrymi mezami ale wiem ze oni maja inna droge ale i tak ich baaaardzo lubie a do kosciola chodze tak czy siak bo jakos choc odchodzili i przychodzili nowi to zawsze chodzilam i nie przestawałam jak "mój" odszedł z parafi. Jednym słowem współczuje dziewczyna które tak wpadły. Ja się nie zakochałam choc łzy się polały jak odzchodzili...


Nowości

Święto Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej - 13 sierpniaŚwięto Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej - 13 sierpnia

bł. Michał McGivneybł. Michał McGivney

Modlitwa do bł. Michała McGivneyaModlitwa do bł. Michała McGivneya

Modlitwa do św. PoncjanaModlitwa do św. Poncjana

Modlitwa do św. Maksyma WyznawcyModlitwa do św. Maksyma Wyznawcy

Modlitwa do bł. Jakuba GappaModlitwa do bł. Jakuba Gappa

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej